Coś o feministkach i nie tylko

Niedawno byłam na spotkaniu z Agnieszką Graff i przyznam, że pobudziła mnie do refleksji nad sytuacją kobiet. Jak się przypatrzeć stereotypom, to okaże się, że współczesna kobieta powinna być superwomen, powinna robić karierę i absolutnie nie dać się wcisnąć w obowiązki domowe.

kobietaOstatnio zostałam zapytana o to, dlaczego codziennie gotuję obiady i kto tego „wymaga”. Hmm… Nikt ode mnie tego nie wymaga, a mąż bez obiadów by sobie doskonale poradził. Przez wiele lat, zanim zostaliśmy małżeństwem, jadał w stołówce, gdzie za 7 zł można zjeść dwudaniowy obiad, więc gdybym nagle „zastrajkowała”, to spokojnie dałby radę. Nikt mi obiadów gotować nie każe. Jednak nie wyobrażam sobie, żebyśmy raz dziennie nie zjedli ciepłego posiłku. Jeżeli ja pracuję w domu i mam możliwość zrobić sobie przerwę, by wstawić zupę czy ziemniaki, to nie widzę w tym najmniejszego problemu. Nie bije to w moją godność ani też nie obniża mojego poczucia wartości, ani też nie spycha do roli „kuchcika”. Mam wolną wolę, gotuję ten obiad, bo chcę potem usiąść z mężem i Jajem do stołu i zjeść wspólnie posiłek.

I tak mnie to pobudziło do refleksji, zastanowiłam się nad swoją rolą. Kiedyś wydawało mi się, że jestem feministką, w dodatku taką, która chętnie ruszyłaby na barykady siec i ścinać. Potem urodziło się Jajo, a ja dalej czułam się wyemancypowana, i żadne tam gary na wyłączność nie wchodziły w grę, trzeba było szybko ruszyć do pracy, rozwijać się i realizować, bo przecież zostanie w domu równałoby się z uznaniem mnie za śmierdzącego lenia bez ambicji. Nie oszukujmy się, ale chyba takie przekonanie funkcjonuje, że jak kobieta „siedzi” w domu, to żyje z pieniędzy męża, zajmuje się „tylko” garami, lataniem na szmacie, a przy okazji wychowywaniem dzieci, toż to leń patentowany, w dodatku bez ambicji żadnych.

Pracowałam więc na kilku etatach, bo szybko się okazało, że jednak wyjścia nie mam. Po kilkunastu latach, jak wiecie, przyszło mi jednak z powodu przeprowadzki osiąść na dupsku i poczułam się dokładnie jak przysłowiowa kura domowa. I nagle w oczach co niektórych osób faktycznie się nią stałam. Hmm… I tak źle, i tak niedobrze. Opadły też we mnie feministyczne skłonności, bo jednak okazało się, że to „siedzenie” w domu, zajmowanie się ogniskiem domowym jest całkiem przyjemne. A „przy okazji” pracą zawodową mogę teraz zajmować się właśnie w domu. W dodatku wyczytałam, że takie „kury domowe” wypracowują 30% PKB! I może warto by było je docenić.

Mam też kilka koleżanek, które po studiach urodziły dzieci i zostały w domu, by zająć się swoimi pociechami. Mąż się realizował, a one przez wiele lat prały, sprzątały, latały na szmacie i wychowywały dzieci. Niektóre są szczęśliwe w takim układzie do dziś, bo mają swoje pasje, realizują je z zapałem. Ale na przykład dwie z nich, niech to będzie Kasia i Asia, po odchowaniu dzieci zostały wymienione przez mężów na młodsze modele. I co wtedy? Kasia i Asia nigdy nie pracowały zawodowo, nie mają żadnego doświadczenia, mają po czterdzieści-pięćdziesiąt lat i, przepraszam, co z nimi teraz? Teoretycznie mężowie powinni płacić im alimenty, ale to też nie jest takie łatwe, bo panowie z reguły zrobią wszystko, by jednak nie płacić. A dzieci dorosłe, ale jeszcze się uczące, więc mamą też się nie zajmą od strony finansowej. Możemy krzyknąć, po co się tak „poświęcały”, że to ich wina, mogły „nie rozkładać nóg” itp. Tak najłatwiej. Jednak mnie zastanawia to, że państwo w żaden sposób nie zabezpiecza, nie dba o takie kobiety. Jeżeli można wyliczyć, że wypracowują 30% PKB, to chyba jednak można by wyliczyć jakąś „pensję” dla kobiet zajmujących się wychowywaniem dzieci, jakieś zabezpieczenie. Wiem też, że zaraz byłoby mnóstwo nadużyć, bo przecież u nas wszystko można wykombinować, ale nie będzie w tym naszym kraju chętnie się rodzić „stadka” dzieci, jeżeli kobieta nie będzie miała zapewnionej pomocy, nie tylko w postaci żłobków, przedszkoli, czy w razie co alimentów.

I przyznam szczerze, że zastanawia mnie poważnie sytuacja kobiet. Zastanawia mnie także, czy ja jestem jeszcze feministką? Nie podoba mi się wiele feministycznych problemów, typu wciskania na siłę nazw żeńskich zawodów, nie podoba mi się wmawianie kobietom, że wszystkie muszą byś supersiłaczkami, robić kariery, wchodzić do polityki, uciekać od garów, być silne, przebojowe, energiczne, robiące wielkie biznesy. Bo jak im ten wzorzec nie odpowiada, to co?

Jakoś tak mam nieodparte wrażenie, że to tematy zastępcze, niesięgające istoty problemów.

Co sądzicie na temat współczesnego feminizmu? Jak oceniacie sytuację kobiet?

0 myśli na “Coś o feministkach i nie tylko”

  1. Aniu, jestem zdania, że każdy ma równe prawa ale nie każdy ma równe predyspozycje, najważniejsze żyć ze sobą w zgodzie, ze swoim wnętrzem. Jeśli ktoś potrzebuje “szaleć na barykadach” to niech to robi, bez względu na płeć. Ja gotować nie lubię ale sprzątać i owszem, mogę cały dzień na miotle latać, nie urąga mi to w żaden sposób. Ludzie sami stwarzają sobie trudności, pozwalają wcisnąć się w stereotypowe ramki, wiem bo jako sekretarka codziennie zmagam się z podejściem “a to tylko pani”, ale staram się to ignorować, chociaż “panu sekretarce” byłoby jednak jeszcze trudniej.

    1. Masz rację, że największym problemem jest wciskanie ludzi w ramki i schematy. A równość to nie znaczy równych predyspozycji i chyba czasami o tym zapominamy.

  2. Bardzo dobry temat i trzeba go polecić redakcji! Już się tym zajęłam.
    Jak najbardziej się z Tobą zgadzam. Nie żeby użalać się nad losem kobiet, ale często są one na straconej pozycji. I nie tylko mam na myśli te, które wychowują dzieci…
    Często mężom nie pasuje, żadna praca kobiet, kręcą nosem, bo dobrze było, jak żona była w domu. Można było pojechać tu i tam, kiedy trzeba było coś załatwić, nie było większego problemu, a i obiady były. Przyzwyczajenie. A kobieta potem do świętego spokoju rezygnuje z marzeń i planów.
    Są jeszcze inne powody, przez które twierdzę, że kobieta jest czasem na straconej pozycji, ale nie będę o nich tu pisała. Ty wiesz…

    1. Bo tak na pewno jest wygodnie. Wraca facet (albo zdarza się rzadko, bo rzadko, że kobieta) z pracy i ma wszystko podane. Czasami niektórzy mężczyźni niestety nie chcą dać się kobiecie usamodzielnić, w sumie nie wiadomo dlaczego. Ze strachu? Z wygodnictwa?

      1. A mój mąż wraca z pracy, pomaga mi wykąpać małą i średnią, potem robi kolację, bo mała uwieszona przy jadłodajni… No, wczoraj on brał prysznic, a ja z małą na ręku wrzucałam kotlety na patelnię, a najstarszy nakrywał do stołu. Po kolacji za to z reguły zmywa mąż (od jakiegoś czasu używamy bardzo nieekologicznie jednorazowych talerzy). 😉

  3. Witaj, Aniu 🙂
    Poruszyłaś bardzo istotny problem dla nas, kobiet.
    Sytuacja kobiet, które przez wiele lat zajmowały się domem i wychowywaniem wspólnych dzieci, nie jest ciekawa. Dzieci odchodzą z domu, a kobieta 50+ zostaje z niczym. Nie ma żadnego zabezpieczenia finansowego i często słyszy, że je darmowy chleb jej męża. Nie ma u nas odpowiednich przepisów, które by to regulowały. Ale myślę, że to też sprawa kulturowa. W naszym społeczeństwie uważa się za naturalne, że psim obowiązkiem kobiety jest zajmowanie się babskimi sprawami, czyli gary i dzieci. Ale płacenie jej już za to, to fanaberia. Przecież to poświęcenie, a za to się nie płaci. Kobieta siedzi w domu, bo to lubi. Tak twierdzi wielu. Ale kiedy mogłaby i chciałaby już wrócić do pracy, tej dla niej już nie ma. Błędne koło.
    Dzisiejsze kobiety są bardziej wykształcone i świadome swej sytuacji.
    W sejmie zasiada wiele kobiet, ale są bardziej nastawione na siebie, niż na pomoc innym kobietom. Wywalczenie takich ustaw, które pozwoliłyby kobietom nie czuć się oszukane po latach zajmowania się wychowywaniem dzieci.
    Nie wszystkie kobiety są tak przebojowe, by w dojrzałym wieku otwierać własny biznes i realizować się. Większość zwyczajnie wegetuje, czekając na emeryturę i błagając Los o dobrego męża który nie będzie im wypominał kawałka chleba na starość.Takie są polskie realia. Polski feminizm.

    1. Masz rację. Ponadto zgadzam się co do kobiet polityków, realizują siebie, często już nie pamiętają, jak to jest z opieką nad dziećmi i zapominają o najistotniejszych problemach. Dlatego trzeba o tym mówić i dlatego też tak duże wrażenie zrobiła na mnie Graff. Czytam właśnie jej książkę i z wieloma rzeczami się zgadzam.

  4. 🙂 jako młoda dziewczyna miałam zadatki na Kurę Domową – robienie kariery? a po co mi to? tylko mi to wszystko życie bardzo szybko zweryfikowało… i nie dało mi wyboru robiąc ze mnie dziwadło, które nie jest ani wyemancypowaną feministką, ani Kurą Domową… ale o ile bardziej wolałabym sadzić zioła w ogródku i prasować koszule, niż zmagać się z dwoma etatami i wiatrem w oczy – to chyba, możesz Aniu zrozumieć, skoro przeszłaś podobną drogę, tylko z jej drugiego końca… ty zaczynałaś na feministce, ja na niej kończę 😉

    1. Ha, ha 🙂 Racja. A sadzenie ziół i pielęgnowanie ogródka to świetna sprawa, tylko że mam wrażenie, że to czasami luksus, na który niestety nie wszyscy mogą sobie pozwolić. Smutne czasami to nasze życie.

  5. z wiekiem przybyło mi pokory, nie stękam już gdy muszę prać, gotować, a mój mąż nie stęka gdy musi utrzymać czteroosobową rodzinę, taki lajf. Nie wyobrażam sobie aby nie miał przygotowanego ciepłego posiłku, mimo tego że też pracuję zawodowo. Każdy wie co ma robic i tak jest ok.

  6. Klik dobry:)
    Po mojemu – najważniejsze – żeby nie zapominać o podstawowej różnicy między kobietą a mężczyzną. Różnicy płci!

    Pozdrawiam serdecznie.

  7. Chociaż pracuję, emerytury nigdy nie dostanę, mogę tylko modlić się, aby mąż nie zmienił zdania: twierdzi, że nowe modele są droższe w utrzymaniu 😉 No i jak najdłużej pracować, a potem jak najszybciej zwinąć się z tego świata.
    Czarny humor…

    Mam wrażenie, że dzięki wojującym feministkom osiągnęłyśmy aż za dużo: teraz mamy robić to wszystko, co mężczyźni i dodatkowo to, co kobiety, bo to uwłacza ich męskości. Masz babo placek!

  8. Ja uważam ,że kobiecie ,która jest w domu należy sie ogromny szacunek, bo jednak jakoś to życie jest tak skonstruowane ,że chłop ucieka na trochę ale musi wiedzieć,że ma gdzie wracać a przezwyciężanie codziennej monotonii w imię ciepła domowego ogniska to bardzo trudne i odpowiedzialne zadanie. Ja tak myślę , podziwiam i bardzo szanuję.

    1. Bo Ty, Krzysiu, jesteś niezwykły chłop, oby więcej takich było. Dlatego też cieszę się, że mój też docenia i rozpieszcza od czasu do czasu. 🙂 🙂

  9. Wojujący feminizm mnie irytuje i podobnie jak Ty nie widzę niczego uwłaczającego w ugotowaniu obiadu, czy posprzątaniu mieszkania. Nie mam też obsesji dzielenia obowiązków z Mężem równiutko po połowie. Warto zachować zdrowy rozsądek. Pozdrawiam 🙂 .

    1. Bo w tej równości wcale jednak nie powinno chodzić o dzielenie wszystkiego równiutko po połowie, tylko chyba niektórzy o tym zapominają, Tak się nie da. 🙂

  10. Temat tylko dla kobiet? Cyfryzacja załatwi nas wszystkich. 🙁
    Praca w domu, praca zdalna to pojęcia, które, o ile już nie przeorały naszych wyobrażeń, to zrobią to lada chwila. Trudno przecież wnikać, czy po drugiej stronie ekranu siedzi mężczyzna, kobieta, czy … automat. Praca fizyczna też zostaje już wypierana przez roboty, i to na tyle skutecznie, że w Japonii buduje się już roboty domowe szóstej generacji, które nie muszą wykonywać ciężkich prac, ale są do … towarzystwa. Rozmawiają na wszystkie tematy, chodzą z nami na spacer, wykrywają nasze emocje … może w przyszłości świat obejdzie się nawet bez nas? 🙂

  11. Podpisuję się dwiema łapkami pod Twoim tekstem.
    Myślę też, że niejako w naturę kobiety wpisana jest dbałość o ognisko domowe. Obiady, garnki nie urągają kobiecie, nie odejmują atrakcyjności, wręcz przeciwnie. No chyba, że kobieta całkowicie zapomina o własnych potrzebach. Całkowicie nie warto się poświęcać dla nikogo. No chyba, że w wyjątkowych sytuacjach.
    Pozdrawiam.

  12. Nie lubię feministek. Dla mnie to co głoszą jest bardzo sztuczne i nieszczere. Taki fziubzdziu sobie wymyślają, a potem w nocy łkają w poduchę, że są same i nikt ich nie przytula. Kojarzą mi się ze starymi pannami i niekochanymi kobietami i stąd te ich ideologie. We wszystkim powinno się znaleźć środek i kobieta, która jest często zmuszana do wyboru – kariera, czy dom powinna znaleźć swoje miejsce zgodnie ze swoim temperamentem i potrzebami. Robienie czegoś na siłę szkodzi zdrowiu psychicznemu, a druga sprawa, to kobiety poświęcające się tylko rodzinie są przezroczyste i nikogo ich los nie obchodzi. Ot, mamy takie dziurawe przepisy. Może się to kiedyś zmieni.

    1. Właśnie o te kobiety chodzi, warto by było jednak, żeby zaczęło się je zauważać, bo pełnią przecież niesamowicie ważną rolę społeczną.

  13. Wybrałam urlop wychowawczy bo tak. Bo tak było wygodniej mi i Małżonkowi. I jednak chciałam dać dzieciom dobre pierwsze lata życia. I kupel, który nie mógł sobie na taki luksus pozwolić i tam musieli pracować oboje, powiedział, że zazdrości mi tego. Nie wiem jak znajdę pracę po tylu latach bez pracy, ale próbować będę. Teoretycznie ja mogłabym robić “karierę” a dziecia gdzieś oddać na przechowanie, ale co mają powiedzieć panie z kas w supermarkecie? Sprzątaczki z Impela? A one akurat muszą wracać do roboty czy tego chcą czy nie, bo z czegoś dziecko trzeba nakarmić.
    Irytuje mnie to, że dla niektórych ta, która od razu po urodzeniu dziecka idzie do pracy to wyrodna matka i dziecko powinno się jej odebrać (patrz wydłużanie przez parlament urlopów macierzyńskich – przykład takiego myślenia), dla innych ta, co woli z dzieckiem pobyć nim do przedszkola pójdzie to “mniamuśna mamuśka” (to autorstwa żony Tony’ego Blaira), leniwa baba, której nic się nie chce. A dlaczego nikt nie chce po prostu uznać, że niektóre kobiety lepiej robią wracając do pracy, bo ich dzieci nie miałby z nich najmniejszego pożytku, bo one po prostu domowej roboty nie lubią isię do niej zupełnie nie nadają, inne zaś lepiej się realizują w domu i robią coś, za co – jakby nie patrzeć – te superwyzwolene feministki (bo feminizm niejedno ma oblicze dlatego się nie wypowiadam nt. “polskiego feminizmu”) płacą… na ogół kobietom zatrudnianym nielegalnie. Czyli że skoro mnie mąż nie płaci za robienie obiadów, to moja praca nie jest nic warta, ale gdybym ja poszła do pracy a w domu by za pieniądze gotowała jakaś inna kobieta, to jej praca już byłaby warta… tyle ile by się jej płaciło. Czyli w skrócie: dlaczego nie można po prostu pięknie się różnić tylko od razu obrażać?

    1. Słusznie. My chyba jakoś od razu wpychamy w schemat albo tej mniamuśnej mamuśki albo zimnej, wyrachowanej karierowiczki, a zapominamy, że jest środek.

  14. Na każdym kroku wmawia się kobietom że powinny być silne,przebojowe,kariera to podstawa.Nawet ostatnio rzuciła mi się w oczy reklama(nie pamiętam czego)Kobita wraca z pracy uśmiechnięta,gada przez telefon,na szpilkach,na ręce trzyma dziecko ,a w drugiej zakupy i az prawie podskakuje ze szczęścia.No k…a ciekawa jestem co za debil to wymyślił.Ja od sześciu lat nie pracuję,siedzę sama z dzieciakami.Wieczorem ok dwudziestej to nawet gadać mi się nie chce ze zmęczenia.Wstaję ok 5 rano żeby się przygotować zanim chłopcy wstaną i chociaż w ciszy i spokoju wypić kawę.

    1. A gdzie kawka, seriale i leżenie na kanapie? Toż podobno tym zajmują się kobiety “siedzące” w domu. Oj, coś chyba się źle organizujesz. 😉 🙂

  15. Wg mnie feminizm sam w sobie przeczy swojej idei, tak to czuję i nawet trudno mi to wytłumaczyć,ale spróbuję: Chodzi mi o to,że ten ruch w swojej idei nakreślił pewien obraz kobiety, który stał się dla niego wzorem- tym samym tą kobietę w nim uwięził. Miał za zadanie obalić stary schemat,żeby ją wyzwolić,tymczasem stworzył własny schemat i własne więzienie. A każda kobieta jest indywidualnością,każdy człowiek nią jest więc powinien do życia również podchodzić indywidualnie. Chyba taka ze mnie feministka,jak z koziej dupy trąba.

  16. mówi się,feministka to kobieta, która nienawidzi mężczyzn, nie chce mieć dzieci, nie goli nóg, ma włosy pod pachami i łupież na głowie. Jest oschła, twarda, nie zawraca sobie głowy miłością i związkami, a to tylko dlatego, że nikt jej nie chce. Jednak to one wywalczyły prawa kobiet – do edukacji, do pracy, do szacunku,itd.Jeszcze sto lat rala kobiety sprowadzala się do posłuszeństwa mężowi, rodzenia i wych dzieci.Dzisiaj nikogo nie dziwi mężczyzna gotujący, sprzatający, zajmujący się dzieckiem.Kobiety są zapracowane, ale też zadbane, samodzielne i szczęśliwe.

    1. Na pewno rola feministek jest bardzo ważna. Trzeba to doceniać. Tylko czasami mam wrażenie, że jakby nie zawsze to idzie w dobrym kierunku.

  17. Dla mnie zawsze było priorytetem być niezależną finansowo. Zawsze się bałam sytuacji co by było gdybym została sama z dzieckiem.Nieszczęścia chodzą po ludziach, różne sytuację się zdarzają . Staram się tez, być tak ubezpieczoną, aby dziecko w razie czego nie zostało bez grosza przy duszy. Może dlatego, ze moja mam bardzo wcześnie została wdową i musiała sobie ze wszystkim radzić sama. Niezależność daje poczucie bezpieczeństwa. W domu też lubię być kurą domową, obiadek zawsze musi być, taki swojski, żadne takie jakieś sztuczne zupki, Preferuję zdrową żywność

  18. Zostałam kurą domową przez przypadek, i nie jest mi z tym dobrze. Utrata niezależności doprowadza mnie do szewskiej pasji…..
    Praca, podział obowiązków domowych- to jest to 🙂

    A nasze państwo nie potrafi zadbać o szarego obywatela, o rodzinę, o nikogo- posłowie dbaja tylko o własne tyłki.
    Śmieszna granica minimalnej płacy, “rozweselający” próg pomocy z MOPS (absurd!), ,i w tym wszystkim płaca dla kobiet, które zostały w domu? Hahahaha….
    smutne hahaha…
    Tak jak z alimentami – jak łatwo je ominąć …

  19. Uwazam zupelnie tak samo. Znam z bliskiego otoczenia kobietę, która niestety może się niedługo obudzić z ręką w nocniku. Przykro mi na to patrzeć, ale do niej to niedociera.

    1. Tylko przykre jest to, że takie kobiety pozostawione są same sobie. Nikogo nie obchodzi, że przez kilkadziesiąt lat pracowały w domu i wychowywały dzieci, są na łasce i niełasce pana męża.

  20. Ręką nogą i czym tylko mogę podpiszę się pod Twoimi słowami. Mnie z wizja feminizmu jaki serwują nam w mediach jest nie po drodze. Krzywdę robią kobietom i tyle.

    1. Też tak uważam. Feminizm ma wiele twarzy i szkoda, że akurat najczęściej się mówi w mediach o jego wypaczonej formie. Przeczytałam już książkę Agnieszki Graff, pewnie jutro wrzucę recenzję na drugim blogu i zgadzam się z autorką w wielu kwestiach. Takie pojmowanie feminizmu mi się podoba. 🙂

  21. Książkę Agnieszki Graff czytałam bardzo dawno temu. Jeszcze jak nie widziałam dziurawej logiki feminizmu, z którą na szczęście pani Graff ma niewiele wspólnego. Jej bardziej po drodze z naszymi przekonaniami 🙂

  22. Aniu mam podobny dylemat z jednej strony równouprawnienie ale…parytetow już nie kumam bo jak to nie najlepszy kandydat czy też kandydatka tylko pleć ma być właściwa chyba fachowość A co do kobiet pracujących w domu bo to praca nawet nie żle płatna jak spróbujesz kogoś wynająć to to ma konkretny wymiar finansowy to tak jestem za emeryturą choć by niewielką no tak tylko nadużycia sama nie wiem jak to powinno wyglądać ale tak jak jest nie jest dobrze Co do alimentow to w tym kraju nawet na dzieci nie płacić można to o czym tu gadać Temat rzeka 🙁

    1. Nad tym też się zastanawiałam. Bo faktycznie, jak chcesz kogoś nająć do sprzątania, to się okazuje, że wycenić to można i w dodatku bardzo łatwo.

Pozostaw odpowiedź ~Pelasia Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *