Gdzie szukać znajomych?

Czy łatwo jest poznawać nowych ludzi? Ale, wiecie, takich realnych, z krwi i kości, nie wirtualnych.

Łatwo? Już widzę, jak kiwacie głowami, że toż przecież pryszcz, wystarczy wyjść na ulicę czy do pubu i sprawa załatwiona. Ale nie, nie jest to łatwe.

znajomiWyobraźcie sobie taką sytuację. Jesteście bardzo dorośli. Do Waszej osiemnastki można doliczyć taki VAT, że żadna firma nie utrzymałaby się przez godzinę. Przeprowadzacie się w nowe miejsce. Tak daleko, że do starego miejsca na pewno nie dorzuci się kamieniem ani nie dostrzeli z armaty. Ha! Dla utrudnienia robotę macie, ale w domu. Służbowo nigdzie nie wychodzicie, bo wszystko załatwiacie przez internet. No, i co? Aha, a Wasze dziecko chodzi do szkoły 50 km od domu, więc pogaduchy z rodzicami poznanymi podczas zebrania odpadają. Czyli nawet dziecko przeciwko Wam. I co teraz? Zostają zakupy. No, ale spróbujcie zaczepiać ludzi podczas zakupów. Raczej mało prawdopodobne, że traficie na podobnie „samotną” osobę. Dla utrudnienia mąż nie utrzymuje kontaktów towarzyskich z rodzinami kumpli, więc nawet tutaj droga zamknięta. Do południa rodzina w robocie lub w szkole, pozostaje wam zaprzyjaźnić się z kotem lub z tym zwierzakiem, którym właśnie dysponujecie. Bardzo wskazane jest posiadanie takiego zwierza, bo pogadać można, inaczej to mogiła normalnie.

Ostatnio podyskutowałam z jedną blogerką na ten temat. I wcale nie jest łatwo. Jak ktoś ma pomysł, gdzie poznawać ludzi, to ogłaszam burzę mózgów. Ale pamiętajcie, nie o podryw chodzi, czyli puby, dyskoteki, kluby odpadają.

I zanim coś wymyślicie, to ja opowiem, jak mnie się udało poznać kilka osób. Pierwsza była moja sąsiadka. Sprytnie ją podeszłam (choć zupełnie nieświadomie), bo kiedyś zostawiłam klucz w drzwiach (na zewnątrz), ona to zauważyła i zapukała. A potem przez jakiś czas spotykałyśmy się podczas odśnieżania i zawsze któraś zagadała, bo wtedy raźniej się pracowało. W końcu odważyłam się i zaprosiłam sąsiadkę na kawę. Od tamtej pory co jakiś czas spotykamy się na pogaduchach. To moja pierwsza koleżanka w nowym miejscu. Potem było długo, długo nic. Aż zapisałam się na angielski. I tu już poszło, bo więcej osób. Pogadać, pośmiać się można było na każdych zajęciach. Trafiła mi się bardzo sympatyczna grupa. A potem Mężuś wyszperał w gazecie informacje o klubie czytelnika. Poszłam. Bach! I kolejne koleżanki. Jedna nawet mieszka prawie po sąsiedzku, w dodatku z Mężusiem do jednej klasy w liceum chodziła. I co? I można. Ale moim zdaniem, trzeba iść w takie miejsca, gdzie się rozmawia. Takie kluby dyskusyjne to dobra rzecz, bo przecież zawsze odchodzi się od głównego tematu i można pogadać o wszystkim, a potem kto wie, co wyjdzie z takich znajomości.

Aha, próbowałam też na fitnessie, ale to odpada, bo tam się nie da gadać, trzeba ćwiczyć.

Jak kto ma jakiś fajny pomysł, to piszcie. Może ktoś przy okazji skorzysta.

0 myśli na “Gdzie szukać znajomych?”

  1. Ja mieszkam całe życie na tym samym osiedlu.Więc wiadomo-można się “zaimprezować”na amen 😉 ,wszędzie tony znajomych,koleżanek .Więc cóż,ja chyba dobrej rady nikomu nie sprzedam 🙂 .Kawkę wypiłam-spóźniłaś się dzisiaj 😉

  2. Witaj. Prawdą jest że w dzisiejszych czasach trochę trudniej nawiązać znajomości. Nawet ludzi w pracy nie można zawsze nazwać znajomymi, często to bywają tylko współpracownicy. Jeżeli ktoś interesuje się filmem polecam Dyskusyjne Kluby Filmowe, gdzie bardzo często są wyświetlane filmy inne od tych produkcji komercyjnych. Pozdrawiam

  3. mozna kupic psa i z nim chodzić – psiarskie rozmowy 🙂

    i tak jak piszesz – zajęcia dodatkowe, kluby turystyczne etc.

    nie wiem 🙂

  4. Jest taka aplikacja w telefonach, która wyświetla Ci wszystkie osoby, też zaaplikowane (a więc zgadzające się na taką zabawę), i znajdujące się w pobliżu Ciebie. Nie wiem, czy to jeszcze jest popularne, ale na pewno skuteczne, no może aż … za bardzo skuteczne.

  5. Ja też teraz pracuję w domu więc nie mam koleżanek z pracy. Ale z racji posiadania małej latorośli poznałam fajną koleżankę w piaskownicy. Niestety postanowiła się przeprowadzić. Teraz dużo rozmawiamy przez telefon. I trzeba przyznać, że jest to najprostszy sposób na pozyskanie nowych znajomych. W szkole u Starszego wszyscy rodzice znali się od podstawówki i jakoś nie udało mi się do nich zbliżyć.

  6. Hmm ja nie umiem nowych ludzi poznawać, więc w tym temacie sama chętnie się dowiem gdzie znajomych poznać;D chociaż gdzie poznać jak najbardziej poki co mam, ale nic nie zaszkodzi wiedze przyswajać, może za parę lat się przyda:)

  7. Ja uważam, ze właśnie m in na fitnessie można kogoś sensownego poznać. Zawsze czeka się chwile na zajęcia, wiec można zagadać. No i przy okazji od razu widać, ze nie jest to (przynajmniej nie jedynie) fanka shoppingu 😉 tylko ktoś, kto wybrał taka formę spędzenia czasu, jak i my. Na początek, to tez zawsze COŚ! A i do wylewania “siódmych potów” tez czasami przydaje się motywacja, bo jakoś głupio wydukać ” słuchaj, nie przyjdę dzisiaj na step/bosu/body shape/inne opcje, bo MI SIĘ NIE CHCE. 😀 😀 😀

    1. Masz rację. To pewnie zależy od tego, kogo się tam spotyka, bo w zwykłej znajomości czy koleżeństwie też musi być jakaś chemia. 🙂 🙂

  8. Też się przeprowadziłam parę lat temu i choć nie bardzo daleko, ale jednocześnie przestałam pracować i część znajomość jakoś tak się pourywało. Nowych ludzi poznałam po sąsiedzku, przy płocie. Na początku było mi trochę głupio, ale poobserwowałam, kto jest podobny do mnie, przełamałam się w sobie i zagadałam. Spacer z psem albo dzieckiem ułatwia sprawę, jest do czego nawiązać. Ale rozmawiałam też o ogrodzie, przetworach, domu a potem to już się jakoś tematy posypały. Okazało się, że inni też mnie obserwowali i zastanawiali się jak zagadać i czy to wypada. Teraz znowu będę się przeprowadzała ale stwierdziłam, że nie ma co czekać i już zagaduję do sąsiadów. Jak się jacyś okażą nie z mojej bajki to od razu będę wiedziała a może poznam kogoś bardzo sympatycznego 🙂

  9. kurcze, to też mój problem jest w Wersalu. Jak już będzie masa propozycji w komentarzach, to zrób z tego osobną notatkę – przyda się… bo mnie kiepsko idzie poznawanie nowych ludzi w nowym miejscu.

    A czy możesz nie wyłączać elementu podrywu? Tak wyszło, że znowu dołączyłam do grona singli i niekoniecznie chce w nim zostać na dłużej, a to generuje konieczność poznawania nowych ludzi… cóż dyskoteki to raczej już nie dla nie, a dla Nielata… sama na dansing, czy do pabu nie mam ochoty wychodzić – bo to jawne poszukiwanie jedno-nocnej przygody jest (to grajdołek, a nie metropolia), a to mnie też nie interesuje – wyrosłam z tego… wszelkie uwagi jakie zbierzesz – chętnie poczytam, a może znajdę coś dla siebie?

  10. Nie mam problemów z nawiązywaniem znajomości. Zrobiłam się gadułą, często rozmawiam z ludźmi, robiąc zakupy, stojąc na przystanku, jadąc w pociągu, czekając w przychodni na lekarza. Moje dziecko mówi, że gdy idzie ze mną gdziekolwiek, to cała wyprawa! Po drodze muszę z każdym pogadać, albo ktoś do mnie zagada, albo ja o coś zapytam, albo po prostu skomentuje nową fryzurkę i takie tam! W ten sposób poznałam wielu sympatycznych ludzi. A nauczyłam się tego od mojego szwagra. Pozdrawiam

  11. to miejscowe koncerty też sobie daruj 😉
    A ja zamiast odpowiedzi dorzucę kolejną kłodę to twojej opowieści. A jak poznać ludzi w miejscu, gdzie nie mówią ani w twoim języku ani po angielsku? 😉 Rodziny z pracy męża w tej samej sytuacji to raz. A dwa? 🙂

      1. jest facecbook i fora na nim założone. W nich można znaleźć osoby w podobnych sytuacjach. Wymieniamy się informacjami itd. A te które mieszkają w tym samym mieście mogą się nawet spotkać.

  12. Racje masz straszliwa – mlodzi ludzie bardzo szybko zawieraja znajomosci, gorzej z tymi juz w “kwiecie” wieku. Przekonalam sie o tym na wlasnej skorze, gdy firma przetransferowala mnie do RPA – byly to czasy, gdy na transfery w “mjej” firmie mogli liczyc tylko czlonkowie wyzszego managementu. No a ci niekoniecznie byli zainteresowani zaprzyjaznianem sie z “plebsem” 😉
    No i wpadlam w wir podrywow… Bo latwiej bylo z koms poflirtowac i isc na drinka czy na kolacje, niz sie zaprzyjaznic. W sumie moze i na dobre wyszlo, bo przynajmniej juz nie jestem singlielka 😉 Ale nadal mam malo kolezanek w moim nowym kraju…

  13. Ja z reguły jestem mało towarzyska, po mnie widać, że jestem w nastroju nieprzysiadalnym (uwielbiam Świetlickiego za to określenie) i faktycznie jak za panieńskich czasów chodziłam sama z książką do kawiarni to nikt mnie nie zaczepiał. Teraz zaczepiają mnie ludzie, bo mam piękne dzieci 😉
    Towarzyska bywam w sieci, ale też zdarza mi się szybko orientować, że więcej mnie dzieli niż łączy z wirtualnymi znajomymi. Ot, istota nieprzysiadalna ze mnie i już. Małżonek takoż. I chyba tak nam dobrze.

    1. Pewnie też tak trochę mam, podobnie jak Ty. Fajnie mieć znajomych, ale w sumie z Mężusiem najlepiej czujemy się we własnym towarzystwie. 🙂 🙂
      A Świetlickiego bardzo lubię, moje Jajo mnie zaraziło, bo jest zagorzałą fanką. 🙂

  14. Może mam małe doświadczenie życiowe, ale jakoś wydaje mi się, że znajomości nawiązują się same, często przypadkowo i nie logicznie… I trudno je dzielić na te w świecie realnym i internecie. Meza poznałam w internecie własnie, nie szukając ani trochę ani przyjaźni, ani niczego więcej.
    Jakoś ludzie sami się znajdują. Co ciekawe – w moim wieżowcu, na moim piętrze są 2 rodziny z małymi dziećmi, jednak nie złapaliśmy z nimi kontaktu, za to z sąsiadami zza ściany (70+) mamy bardzo fajna relację.

    1. Bo to musi być chemia, nawet w zwykłej znajomości. I wiek pewnie nie ma tutaj znaczenia. A internet też jest dobrym sposobem, to prawda. Dzięki temu była niedawno u mnie Ulabrzydula. 🙂 🙂

  15. W takim razie może nabiorę odwagi, żeby Ciebie w końcu zagadać 🙂
    Jakbyś szukała towarzyszki np. na rower to jestem baaardzo chętna.
    Pozdrawiam

    1. A jesteś stąd, skąd klikam? Bo wtedy to ja bardzo chętnie codziennie rowerkiem przejażdżkę sobie zrobię. 🙂 Jestem za, pod warunkiem że nie masz kondycji Szurkowskiego i nie padnę na twarz, goniąc za Tobą. 😉 🙂

  16. My poznaliśmy znajomych w najprostszy chyba z możliwych sposobów – na wakacjach, w tym samym hotelu, było małżeństwo mniej więcej w naszym wieku. Zaprzyjaźniliśmy się, odwiedziliśmy dwa razy, chyba się utrzyma. Ale powiem Ci, że sytuacja, którą opisałaś byłaby chyba niezłym podłożem do wyhodowania sobie okazałego egzemplarza depresji na gruncie samotności. Heh, coś mniej więcej takiego, chociaż na szczęście niedoprowadzonego do poziomu depresji, a raczej – do zrobienia z siebie czysto elektronicznego zwierza żyjącego towarzysko wyłącznie online z podobnemu sobie ;).

  17. Też miałam ten problem i w sumie mam go do dziś, z tym, że teraz chodzę do pracy i tam poznałam kilka osób, ale integracja z nimi okazała się bolesna w skutkach … 😉

  18. A jesli ktos ma 30 lat , pracuje w rodzinnej firmie tak jak my z mężem, najblizszych sąsiadów ma w wieku 70+, nie ma dzieci- wiec piaskownica odpada, ma psa który nie lubi wychodzić na spacery (dziwny jest :>) to gdzie ma poznać znajomych? moze w necie- szkoda tylko ze tak mało jest stron na ktorych mozna poznać normalnych fajnych znajomych, ( nie swingersów )

    1. Przyznam, że odkąd bloguję, poznałam kilkoro bardzo fajnych ludzi w necie. Z wieloma osobami spotkałam się w realu i po długim pisaniu, odpowiadaniu na komentarze, czytaniu blogów w jakiś sposób poznaje się człowieka, ani razu się na szczęście nie zawiodłam. 🙂 🙂

Pozostaw odpowiedź ~Iza Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *