Złoto głupców

Gorączka złota dopada czasami każdego, a głupców szczególnie. Kiedyś dopadła i mnie. Przypomniałam sobie o tym wczoraj, kiedy słuchałam radia.

pirytMiałam wtedy 12 lat. Mój brat 9. Rodzice budowali dom. Kopali między innymi na podwórku dół pod szambo. I pewnego dnia mój brat wpada do domu:

– Ania! Ania! – krzyczy i biega po niewykończonych pokojach. W końcu, kiedy mnie widzi, ścisza głos i szeptem mówi. – Coś ci pokażę. Szybko, ale żeby nikt nie widział.

W pierwszej chwili nie wiem, czy na pogotowie nie dzwonić, ale to był czas bez telefonu, więc nie było wyjścia, idę za nim, aby sprawdzić, co się dzieje. Ba! czołgam się po trawie, nie rozumiejąc dlaczego, ale brat każe, siostra musi. Prowadzi mnie do dołu, w którym miało być w przyszłości szambo. Rodzice nie pozwalali nam do niego wchodzić. No, ale ich w tym momencie nie było w domu, więc brat wskoczył jako pierwszy, ja druga. Na szczęście nie było aż tak głęboko, a w środku stała drabina, po której można było wyjść.

– Ciiii – szeptał brat. – Coś ci pokażę, tylko nie krzycz.

Czekam więc w oczekiwaniu na coś obrzydliwego, na przykład w postaci rozdeptanej żaby czy jakiegoś ślimaka. Jednak brat pokazuje mi błyszczące żyłki w ziemi. Patrzę na niego, on na mnie. Łoooł! Chce mi się krzyczeć, ale brat z palcem na ustach nakazuje milczenie. Milczę więc.

W końcu wygrzebuje na dłoń połyskujące drobinki. Żółte. A jak żółte? I błyszczące? To wiadomo.

– Złoto? – pytam cicho. A brat wychyla się z dołu, by poobserwować teren. Potem kiwa potakująco głową. No, to odkryliśmy żyłę złota! Jak rodzice wrócą do domu, to się zdziwią, jakie mają genialne dzieci. Wyskrobujemy więc tyle, ile się da. I  potem tajniacko (na czworakach) przemykamy do domu. Plan mamy. Żeby nie wzbudzić podejrzeń sąsiadów mamy zamiar wrócić tu nocą i wydobyć wszystko co się da. Tymczasem chcieliśmy mieć pewność. Wyłożyliśmy te drobiny na stół. Ekscytacja taka, że normalnie skupić się trudno. Chcemy mieć stuprocentową pewność, że to złoto.

Idziemy więc po rozum do głowy, a wiadomo, że co dwie głowy, to nie jedna. Długo trwa, zanim go odnajdujemy. W dodatku, kiedy ma się 9 czy 12 lat, każde wsparcie jest mile widziane. I kiedy już rozum wskoczył na swoje miejsce, mamy kolejny genialny plan.

– Pamiętasz, jak tata mówił, że złoto reaguje na rtęć? – pytam brata. On kiwa głową i zanim się obejrzę, trzyma w dłoni termometr.

– Mama nas zabije, jak go stłuczemy – szepczę.

– Za żyłę złota nas nie zabije. Wiesz, ile sobie za to takich termometrów kupi? – odpowiada z powagą brat i dawaj, tłuczemy termometr. Mamy rtęć! Choć cholerstwo ruchliwe bardzo i ucieka nam ze stołu. Łączymy ją z naszym złotem. I nic. W sumie nie wiemy, co się ma zdarzyć, ale nie dzieje się kompletnie nic. Trzeba więc czekać na tatę. Zanim rodzice wrócili, mieliśmy kolejny plan: złoto należy przetopić w sztabki, a potem to już Hawaje, Majorka i witaj świecie.

Wracają rodzice. I tu następuje rozczarowanie.  Tata, jak zobaczył, co zrobiliśmy, wpadł we wściekłość (a to bardzo rzadki widok) i najpierw nas zgromił, że rtęć jest trująca i nie wolno takich rzeczy robić. Potem popadł w dumę, że zapamiętaliśmy coś z jego nauk. A na sam koniec parsknął śmiechem i stwierdził, że to mika, w dodatku nie na darmo zwana złotem głupców.

No, i tak z bratem przeżyliśmy swoją pierwszą gorączkę złota. Emocje były piękne. Plan genialny. Szkoda tylko, że tata tak szybko ostudził nasz zapał. Próbowaliśmy go jeszcze przekonać, żeby do jubilera z tym pójść, że na pewno się myli, ale niestety nie chciał. I pewnie te żyły złota pod szambem spokojnie sobie czekają na kolejnych odkrywców.

I tak chwila refleksji mnie dopadła, bo takie to żółte, błyszczące, a tyle emocji wzbudza…

 

0 myśli na “Złoto głupców”

  1. O złocie nie rozmawiam! Dowiedziałam się w wieku czterech czy pięciu lat, że nie mogę i tę naukę zapamiętałam, bo się na mnie nigdy rodzice tak nie rozzłościli jak wtedy. Co zrobiłam? Poinformowałam kolegę mojej rodzicielki, że musieliśmy zmienić meble, bo tatuś przywiózł tyle złota, że w starych się nie mieściło 🙂 Więc sza… 🙂

    1. Pewnie mama była zadowolona. Ja podobno kiedyś rozsypałam wszystką mąkę, jaką mieliśmy, bo na dworze nie było śniegu, a koniecznie chciałam na sanki. 🙂 Dzieciaki są bardzo pomysłowe. 🙂

  2. Takie wspomnienia są wspaniałe,ja też często myślami do nich wracam i śmieję się z tych genialnych pomysłów.Aż czasami się łezka w oku zakręci…Ech ,to było życie….

    1. Nooo 🙂 A jeszcze, jak człowiek uświadomi sobie, jak to było dla niego w tamtym momencie ważne, jakie emocje mu towarzyszyły… 🙂

  3. Ale konspiracja 🙂
    Też miałam przygodę z rtęcią i złotem. Tak trzepałam termometrem, że pękł. Zaczęłam zbierać rozlaną/rozsypaną rtęć a ona taka grzeczniutka. Sama przyleciała do mojej ręki i się złączyła w małą kałużę. Tylko niestety chwilę potem z mojej ręki spadła złota bransoletka bo tak ją rtęć załatwiła 🙁

  4. Jak na dzieciaki- mieliście wybujałą wyobraxnię, no i zabawę przednią:)
    Na szczęście wycofali już te termometry rtęciowe z produkcji. Jednak niewiele trzeba, żeby doszło do tragedii.

  5. Ja też szukałam złota jak byłam mała. Potem szukałam bursztynów, bo przecież mieszkałam nad morzem, ale ktoś przede mną już je wykopał z piachu 😉

  6. Witaj,
    chyba każdy marzy o gorączce złota, takiej efektywnej, skutecznej, pewnej… Ile to marzeń można by spełnić dzięki tym małym, żółtym cudeńkom.
    Ja tam bym się nie obraziła, jakbym tak trochę ich znalazła 😉
    Pozdrawiam 🙂
    Ruda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *