Frutarianie wszystkich krajów łączcie się!

Temat diet o tej porze roku jakoś szczególnie wyostrza mój słuch. I tak przypadkiem usłyszałam przegląd prasy w porannej telewizji. Hasło „diety” ściągnęło mnie przed TV. Nie żeby zaraz na jaką przechodzić. O, nie. Chciałam jedynie posłuchać, co jest na topie, bo może kiedyś…

sałataAle nie sądziłam, że ubawię się po pachy. Dowiedziałam się, że jest dieta, zwana dumnie frutarianizmem. Ba! To nie tylko dieta, to filozofia życia!  Zaciekawiła mnie na tyle, że zaraz rzuciłam się do kompa, aby sprawdzić co i jak, bo przecież owoce lubi każdy. Ha! Jednak się okazuje, że taki frutarianin zje owoce i warzywa, ale nie każde, a tylko takie, których rośliny-matki nie zabije. Brzmi jak kosmos, a frutarianin niczym przybysz z obcej planety i w dodatku z bardzo odległej. Od razu „zamarzyłam sobie”, żeby do takiej braci dołączyć. I aż na usta samo się pchało: Frutarianie wszystkich krajów łączmy się! Toż przecież w owocach i warzywach żadnego gluta nie ma, więc spokojnie będę mogła sobie pałaszować.

No, ale okazało się, że to wcale nie takie proste. Mogę na przykład zjeść jabłko i gruszkę, bo drzewa nie wtranżolę przecież, ale już sałaty i marchewki nie, bo taka marchewka swój żywot skończy zaraz, kiedy użrę ją w korzeń. A wiadomo, że korzeń najlepszy. I dawaj, pobiegłam do ogródka, by ze świeżo posianą rzodkiewką to przedyskutować. I obiecałam jej, że jak chce, to niech tutaj sobie rośnie do usranej śmierci, że ja jej nie zabiję, nie pożrę, nie wyrwę. Nic. Sałata też na  mnie od razu jakoś dziwnie spojrzała. Nie, no przecież nie miałabym sumienia. Ale wisienki, jak tylko się pojawią na drzewku, czemu nie. I wtedy od razu mnie coś jakby pacnęło w tył łepetyny. No jak to? To taka wisienka rodzi owoce, wydaje na świat swoje „dzieci”, a ja je żreć będę? Dorosłej sałaty nie, ale malutkie wisienki, to już owszem? Toż mi od razu stanęła przed oczyma wołowina z cielęciną.  Ja wiem, że krówka to co innego, że jak spojrzy na człowieka dużymi oczyma, zatrzepocze rzęsami, to aż w żołądku ściska (bynajmniej nie z głodu). Za mięsem nie przepadam, mogę go nie jeść tygodniami, ale jak kto położy mi na talerzu półkrwistego steka, takiego przez Mężusia przygotowanego, na kamieniu upieczonego, to nie ma zmiłuj, budzi się we mnie krwiożercze zwierzę i pożeram z apetytem.

No, ale bycie frutarianinem mnie zainspirowało. Poszperałam w necie i okazało się, że założyciel firmy Apple był na takiej diecie prze kilka lat. No, to przynajmniej tłumaczy, skąd wzięła się nazwa firmy. Poczytałam też, jak wygląda menu takich frutarian. Ha, ha. Rozbawiło mnie to, bo już widzę siebie, jak rano wciągam miks z 10 bananów, a na obiad 10 owoców mango. W naszym klimacie mango zastąpiłabym jabłkiem. A potem witaj, kibelku, mój nieodłączny towarzyszu dnia. Nie no, ubawiłam się, pośmiałam, a zaraz sobie kanapeczkę z sałatą i rzodkiewką przygotowałam (wybaczcie, sałaty i rzodkiewki tego świata, wybaczcie, frutarianie), tak na pohybel diecie. Popiłam sokiem z marchewki. I pięknie jest.

No, ale nie było mi tak do końca zabawnie, bo zaraz przypomniałam sobie, co ostatnio media donosiły. Zmarło zagłodzone przez rodziców dziecko. Podobno rodzice byli weganami i starali się „zdrowo” odżywiać swoją pociechę. No, i niestety „odżywili” ze skutkiem tragicznym. I tak sobie myślę, że do tych wszystkich zdrowych diet warto by dołożyć szczyptę zdrowego rozsądku, bo fanatyzm to wiadomo od czego gorszy…

 

 

PS  O trzymaniu/nietrzymaniu moczu kiedyś tam. Na razie go wstrzymuję, jak tylko mogę.

Są wyniki konkursu na książki blogerów. Kto brał udział, ten niech sprawdza pocztę.

0 myśli na “Frutarianie wszystkich krajów łączcie się!”

  1. Nie wszystkie owoce, które w diecie są bardzo ważne lubię, np. awokado. Ostatnio kupiłam, żeby spróbować i je wyrzuciłam. Ohyda, jak dla mnie, a tak się jego właściwości chwali.

      1. Też tak kiedyś zrobiłam, ale samo awokado jest raczej niesmaczne. Trzeba je dodać do czegoś, do sałatki na przykład. Ja jak robię w domu sushi, to zawsze je wtedy dodaję. 🙂

        1. Avocado jest świetną bazą do różnych dań. Moje ulubione to pasta z avocado, jajka, pomidora i szczypiorku, przyprawiona czosnkiem solą i pieprzem. A ostatnio robiłam też tartę z kremem z avocado i pomarańczami. Trochę byłam sceptyczna jak na słodko będzie smakowało to avocado i było bardzo smaczne, załapałam się tylko na jeden kawałek ciasta.

          1. I ja wtrącę swoje trzy grosze odnośnie awokado. Ja robię z niego pastę na kanapki z : czosnkiem, świeżym koperkiem i słonecznikiem; doprawiam odrobiną pieprzu.

    1. avocado jest super! przede wszystkim ‘guacamole’ jest pyszne do warzyw, mięs, wędlin i krewetek, robię pyszny napój z jogurtu, avocado limonki i listków mięty /na upalne dni/.ostatnio robiłam domowe lody z avocado i limonki, zaprzyjaźnione dzieci ‘pożarły’ wszystko i dopominają się na weekend powtórki. ten owoc jest dobry na słono i na słodko spróbuj :), a poza tym ma ‘dobre’ tłuszcze, które pomagają pozbyc się tych ‘złych’ 😉 pozdrawiam i smacznego

  2. Ależ ubaw z samego rana!Czego to ludzie nie wymyślą.W takim razie jestem okropnym człowiekiem ,w którym drzemią mordercze instynkty.Cholera tyle lat żyłam w głębokiej nieświadomości….A wstrzymywanie moczu ponoć szkodliwe jest 😉 .

    1. No, to już naprawdę smażyć się będziemy, nie tylko za krówki, ale i za sałaty i rzodkiewki. 😉
      A co do wstrzymywania, to jeszcze tylko troszkę. 🙂

  3. Klik dobry:)
    Nie zjedz tylko nasion i pestek wisienkowych a sumienie nie będzie Cię dręczyć. 😉 Wszystko inne – nawet marchwiową nać, sałatowy korzonek i rzodkiewkowe liście – możesz konsumować. 🙂 🙂 🙂

    Pozdrawiam serdecznie.

  4. Ludzie naprawdę wymyślają głupoty, naprawdę. Po jedzeniu samych owoców to albo siedziało by się non stop na tronie, albo modliło by się by na niego pójść np po bananach…
    Tak samo jak wegetarianie tłumaczą, że nie jedzą mięsa z świnki, bo ona też chciała żyć. Jakby świnie hodowało się po to by ładnie wyglądała w oborze…

  5. Uświadomiłaś mnie od rana, nie miałam pojęcia ,że taka dieta istnieje 😉 Wiedziałam , że ludzie to głupole ale nie wiedziałam, że aż tacy. Może w ogóle nie jedzmy, nie pijmy i nie oddychajmy bo to takie niehumanitarne 😉

    1. Taki styl życia (bo dietą tego nijak nazwać nie mogę) też już istnieje. Nazywa się toto breatharianizm (albo jakoś tak) i jest to odżywianie się energią kosmiczną. Tylko i wyłącznie. Niestety, wiarygodność breatharianizmu została podważona gdy przyuważono lidera tego ruchu(?) zajadającego hamburgera. Czyli jednak samą energią z kosmosu nie da się żyć 😉

      1. Pamiętam kolegę wegetarianina, który, kiedy byliśmy na obozie, okazało się, że po kryjomu biegał do sklepu i kiełbasę wcinał. 😉 🙂

  6. Naczyta się jakis kretyn opowieści o tym co jadł Robinson Crusoe i wymyśla. A przyroda jako taka nie zna takich diet i wszelkie ograniczenia wynikaja tylko z niemożności zjedzenia takiej ilości jaka jest dostepna. Nam odwala z dobrobytu.
    Co do moczu to radzę nie gwizdać

  7. pierwsze słyszę o takiej diecie, cóż to za bzdura!
    Masz racię starej marchewy szkoda a malutkie wisienki biedne….Ciekawe kto wymyśla i w jakim celu , przecież ten od appla zdaje się zmarł.

    1. Wyczytałam, że jak kręcono film o twórcy Appla, to aktor przeszedł na tę samą dietę, jaką stosował jego bohater, a po kilku tygodniach trafił do szpitala. Taka dieta z pewnością nie dostarcza wszystkich potrzebnych składników. Może być kilka dni na owocach czy warzywach, ale raczej nie dłużej. Do tego ta “filozofia”, że ten owoc owszem, a tamten nie. Masakra.

      1. To ja uszczegółowię. Jobs miał w swoim życiu lata, że odżywiał się wyłącznie jabłkami. Zszedł na raka trzustki. I jak Aston Kutcher zaczął na wzór Jobsa odżywiać się jabłkami to właśnie trzustka zaczęła mu nawalać od diety.

  8. Najbardziej urzekła mnie dieta Kwaśniewskiego (chyba), który m.in. zalecał jedzenie tłustego mięsa i popijanie płynnym smalcem.
    Każda dieta wykluczająca jakąś grupę produktów powoduje, że organizm zaczyna spalać swoje zapasy, a my cieszymy się z efektu, bo tracimy wagę. Problemy zaczynają się później. W diety nie wierzę, ale w sumie jesteśmy przecież tym co zjemy.
    Przypomina mi się taki bardzo stary dowcip.
    Pacjent do lekarza:
    – Panie doktorze co robić? Zjem mięso wydalam mięso, zjem owoce wydalam owoce, zjem sucharki wydalam sucharki?
    Lekarz:
    – A chcesz pan zrobić g….? To zjedz pan g….

    1. Ha, ha 🙂 Najgorszy we wszystkim jest fanatyzm i brak zdrowego rozsądku. Do diety trzeba podejść racjonalnie: jeść wszystko z umiarem (pod warunkiem że nic nam nie szkodzi). 🙂

  9. Cóż, kolejne szaleństwo. A mnie w dalszym ciągu śmieszą wegetarianie i weganie. Naukowcy donoszą, że rodziny też odczuwają pewien rodzaj stresu i strachu. No to może niech przeskoczą na kamienie i piach (wegetarianie i weganie, nie naukowcy). Gdyby człowiek miał nie jeść mięcha, to by nie miał takich kłów i siekaczy. Koniec, kropka.

  10. Aniu, twoja dieta, tzn twój sposób odżywiania zwie się flexitarianizm i wielu dietetyków zgadza się, że to najzdrowsze rozwiązanie. Czyli bazowanie na warzywach i owocach, kaszach a okazjonalnie jedzenie mięsa. Wiesz, że jestem wegetarianką, ale nikomu nigdy nie narzucam co ma jeść, sprawa indywidualna. Choć w rozmowach wiele ludzi mówi, że w zasadzie to podobnie jak ty, mięsa je niewiele, ale przyjdzie taki dzień, że nagle musi. U mnie akurat taki dzień nie nadszedł od 20 lat 🙂
    Osobiście jestem zdania, że żadna skrajność nie jest dobra. Frutarianie mają swoje przekonania, dość trudne do zrozumienia przeze mnie, ale niektórzy też się dziwią, że nie jadam nabiału. Choć mam tak jak ty, że mogę tygodniami być weganką i nagle zapachnie mi lasagne ze szpinakiem w sosie beszamelowym i koniec kropka, muszę zjeść. A potem znowu tygodniami nie mam ochoty na nabiał. Dlatego takie klasyfikowanie różnych diet i rygorystyczne przestrzeganie ich zasad jest dla mnie niepotrzebne. Dlatego też spodobał mi się ten flexitarianizm, który stawia przede wszystkim na zdrowie.

  11. Skrajności są nie tylko niezdrowe, ale i głupie. Są i tacy co się odżywiają energią słoneczną. Podobno, bo na żywo żadnego nie widziałam. nawet piosenkarz jeden mocno ja zachwalał i w piramidzie się nią dożywiał – jak przez tą piramidę słonce dochodziło nie wiem 😉 W każdym razie zabawne to było, bo wtedy chłop był tłuściutki jak by same schabowe wcinał.

  12. gdzieś mi się obiła o uszy nazwa “filozofii”, ale nie myślałam, że to takie skomplikowane może być;D
    “To taka wisienka rodzi owoce, wydaje na świat swoje „dzieci”, a ja je żreć będę?” – mniej więcej to samo sobie pomyślałam;D albo np taka natka pietruszki… urwę sobie trochę do obiadu i niby reszta sobie dalej żyje ale… to chyba tak trochę jakby po kolei różne części ciała na żywca odcinać nie? w każdym razie nie zagłębiam się w moje rozważania, bo wyjdzie na to, że nawet gdybym chciała samą energią słoneczną się odżywiać, to coś na tym ucierpi;D

    1. Z tą wisienką to nie do końca tak. Wiśnia (drzewo) rodzi te owoce, żeby się rozmnażała. I dlatego te owoce takie smaczne, bo jak zjesz owoc i pestkę wyplujesz to właśnie robisz to, czego ta wiśnia-drzewo od Ciebie chce. Zresztą, jak zjesz owoc razem z pestką to też dobrze – o ile pestkę wydalisz gdzieś w szczerym polu… od razu będzie miała nawóz, żeby lepiej rosnąć 😉 Czyli jedzmy owoce bez wyrzutów sumienia… Chociaż z truskawkami to już chyba tak nie działa 😉

      1. Ha, ha 🙂 W takim razie owoce nami manipulują! Robimy to, co one chcą! Ha, ha! Jakoś mi się tak skojarzyło. 😉 🙂

  13. Niestety taka proza życia, żeby żyć musimy jeść. Tak to jest, silniejszy pożera słabszego. A wiadomo jak dalej będzie przebiegała ewolucja, może nas ktoś pożre?

  14. Należę do tych co sobie nie żałują, a w diecie zawsze odnajdę kotleta… Nie wgardze też sałatką ważywną, ale żeby tylko wybranymi przypadkami owoców – szans nie ma na zdrowie przy takiej diecie… Zero urozmicenia,,
    Pozdrawiam


  15. ~zagubiona:

    Nie wszystkie owoce, które w diecie są bardzo ważne lubię, np. awokado. Ostatnio kupiłam, żeby spróbować i je wyrzuciłam. Ohyda, jak dla mnie, a tak się jego właściwości chwali.

    Ja tam awokado lubię nawet bez dodatków. Jeśli jest dobre, bo na niedobre też trafiałam i takiemu to nic nie pomoże. Ale dla nielubiących to polecam: na ostro – guacomole (albo jakoś tak, przepisu nie podaję, można sobie wygóglać) i na słodko jako baza błyskawicznego kremu czekoladowego – 1 obrane i wypeskowane awokado wrzucić do blendera, do tego 2-3 łyżki gorzkiego kakao i 2 łyżeczki miodu/syropu klonowego/syropu z daktyli/melasy. Wszystko miksować przez 3 minuty. Dobre jest 🙂 I zdrowe.

  16. Diety to był kiedyś mój konik. Nie, żebym stosowała którąkolwiek, ale drzewiej wystarczyło podać mi nazwę diety, żebym wiedziała na czym mniej więcej polega. Przynajmniej łatwiej mi było uzasadnić dlaczego danej diety nie stosuję. O frutarianach, breatarianach, wegetarianach, weganach, witarianach też już dawno temu słyszałam. I sama nie wiem, jak o tym słucham/czytam czy śmiać się czy płakać (to dotyczy skrajnych odmian wegetarianizmu). Jednak Jobs i Kutcher są świetnymi przykładami, żeby jednak, jeśli Dzieć zechce przejść na taką dietę, starać mu się ją wyperswadować.

  17. Owoce zawsze 🙂 Co do diet i wymysłów przeróżnych poczytałem ostatnio o inedii.Ci ludzie podobno w ogóle nie jedzą :)Ale to by była oszczędność gdy tak dało rade.

  18. Autorka widacz że jest ograniczona umysłowo i kulturalnie nie potrafisz się jakkolwiek otworzyć na daną idee. Rozpowszechniasz bezpodstawne i śmieszne plotki. Nie podajesz sensownych argumentów tylko lejesz zacofanym bełkotem. Sorry ja tak to widze nir ma tu za wiele oobiektywnrj oceny tylko wyśmiewanie kogoś kto jest otwarty na nowe idee i idzie do przodu. Pozdrawiam i życze zmądrzenia

Skomentuj ~Karolina Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *