Jak reagować na młodzieńcze fantazje?

Czasami rozważam różne metody wychowawcze i porównuję je z tymi, które stosowali na mnie rodzice. I jedno dość ciekawe zdarzenie mi się dzięki temu przypomniało. Kiedy miałam naście lat wymarzyłam sobie założenie zespołu rockowego. Plan był taki: nauczyć się grać na gitarze, napisać kilka dobrych tekstów, zebrać odpowiednią ekipę, założyć własne studio nagrań, kupić autobus i pojechać w trasę koncertową.

Genialny plan przedstawiłam mojemu tacie, który od razu wziął sprawy w swoje ręce. Miał dużo młodszego od siebie kolegę, który bardzo dobrze grał na gitarze. Poprosił go, żeby ten udzielił mi lekcji. Miałam wtedy chyba z 14-15 lat, a mój nowy nauczyciel z 25. I przyznam, że przystojny był jak cholera. I niestety to było jego największą wadą, bo na lekcji skupić się nie mogłam. Brzdąkałam, robiłam, co mi kazał za każdym razem czerwona niczym piwonia.

Wszystko jednak miało swoje granice. Kiedy w końcu poprosił, abym zaśpiewała do tego, co gram, to był to koniec lekcji. Za żadne skarby nie zaśpiewam w miejscu publicznym (lub nawet niepublicznym), za żadne (no, chyba że jako śpiewarka, ale to zupełnie co innego)! I na tym moje lekcje gry na gitarze się skończyły. Jednak marzenie o własnym zespole pozostało. Zaczęłam pisać teksty i ćwiczyć na gitarze bez nauczyciela. Bo ja nie wiem, jak to jest z tymi nauczycielami. Człowiek chce tylko pobrzdąkać na gitarze, a ci mu zaraz śpiewać każą.

DSC_1222Ćwiczenia trwały w najlepsze. Pytam więc tatę, czy mi zrobi w domu studio nagrań.

Jasne, że tak – odpowiedział tato, ku mojemu zaskoczeniu, bo spodziewałam się odmowy i już przygotowałam cały arsenał argumentów „za”, a tutaj niespodzianka, bo tato zgodził się bez żadnego „ale” i nawet już zaplanowaliśmy gdzie co będzie stało.

A autobus mi kupisz? – kuję żelazo póki gorące.

A po co ci autobus? – zapytał tato, a ja mu tłumaczę, jak w trasy koncertowe będę jeździć, że przecież sprzęt trzeba załadować, całą ekipę do tego. A wynajęcie to na pewno drożej wyjdzie niż własny transport.

Tato bez chwili namysłu zgodził się na kupno autobusu. Zdziwił mnie, ale nawet mi przez głowę nie przeszło pytanie „za co?”. Rodzice w budżetówce na etatach wtedy pracowali, więc wiadomo, jak było, raczej nie zarabiali tyle, żeby autobus kupić. Dużego fiata wtedy mieliśmy, a tato bez wahania obiecał mi studio nagrań i autobus. Ja mu w zamian to, że zawsze będzie miał miejsce w pierwszym rzędzie na każdym moim koncercie. O! Ile ja wtedy tekstów napisałam! Same hity miały być. Z koleżanką Wioletą tak smarowałyśmy te hiciory, które niestety nigdy nie zostały zaśpiewane, a w końcu zeszyt z nimi przepadł gdzieś na wieki. I tak kariera przeszła mi koło nosa.

Po kilku latach tato z uśmiechem od ucha do ucha spytał:

I co z tym studiem nagrań?

No coś ty, tato, zwariowałeś? Ja i muzyka? Przecież ja poetką będę, więc po co mi studio nagrań?

Ha, ha – tato zaśmiał się przebiegle. – Wiedziałem, że tak będzie, dlatego tak ochoczo się wtedy zgodziłem.

I tak z perspektywy czasu zastanawiam się, czy to dobry sposób zgadzać się na wydumane pomysły dzieci. Zero kłótni, awantur, dziecko zadowolone, a potem i tak życie weryfikuje młodzieńcze marzenia. No, ale z drugiej strony to przecież chyba ryzyko, bo jakby mi tak została chęć założenia zespołu i podbijania świata w kolorowym autobusie? Przecież tata nie był w stanie spełnić moich oczekiwań, więc mógłby stracić swoją wiarygodność. Uczył mnie, że zawsze trzeba dotrzymywać danego słowa, a sam pewnie nie byłby w stanie. Zaryzykował? Znał mnie tak dobrze? Czy może poszedł na łatwiznę?

0 myśli na “Jak reagować na młodzieńcze fantazje?”

  1. Myślę, że znał dobrze i Ciebie, i życie. No i sam kiedyś był młody. A gdyby musiał dotrzymać danego słowa, pewnie znalazłby jakiś sposób, żeby nie stracić majątku i autorytetu, choć ja na jego miejscu nie zgadzałabym się tak ochoczo, bo baby są uparte 🙂 Wydaje mi się, że rodzice powinni podążać za marzeniami dzieci nawet wtedy, gdy te marzenia umierają po trzech treningach czy pięciu lekcjach. Człowiek naprawdę długo szuka swojego miejsca w życiu. Oczywiście pewnym ograniczeniem są posiadane środki finansowe, ale nic poza tym.

    1. Masz rację. Jak patrzę na moje Jajo, to ono też tak skakało z kwiatka na kwiatek. Zaczynało od tańców, a potem była cała gama instrumentów i innych rzeczy. 🙂

  2. Chyba jednak tata (jak i w ogóle rodzice) znal Cię lepiej niż ty sama. No i pewnie wiedział, że młodzieńczo dziewczęcy zapał szybko gaśnie …
    A “… czy to dobry sposób zgadzać się na wydumane pomysły dzieci …”? Hmm, to co wydumane dla dorosłych, może być całkiem rozsądne dla dzieci, i na odwrót. Na pewno nie trzeba od razu się zgadzać, ale ZAWSZE (!) do propozycji dziecka trzeba odnosić się z całkowitą powagą, bo następnym razem może się do nas nie zwrócić.
    Twój tata miał ułatwioną sprawę, bo do kariery nawet śpiewarki prowadzi kręta droga. Ale co zrobić jak dziecko powie, że chce być rajdowcem, i “na początek” potrzebuje jakiegoś skromnego choppera za kilkadziesiąt tysięcy? Są tacy co kupią ścigacza, i tracą dziecko …

    1. Niestety do realizacji marzeń często potrzebny jest spory zasób gotówki. Niektórych zainteresowań rodzice nie są w stanie rozwijać.

  3. Może tato znał Cię dobrze i wiedział też, że nastolatki mają różne pomysły, które najczęściej na planach się kończą, jednak zaryzykował i się przekonał, że dobrze zrobił. Z drugiej strony to wymagało odwagi, bo ile jest młodych ludzi, którym się udało?

    1. Tata pewnie słyszał, jak śpiewam (lub nie śpiewam) i to było dla niego wyznacznikiem mojego talentu. 😉 🙂 Ha, ha 🙂

  4. Byłaś tak inteligentnym dzieckiem, wesołą, rozbrykaną, swobodną dziewczyneczką , wyobraźnię wybujałą,a temperament może po tacie? Zaskakiwałaś go nie jednym pomysłem! No i miałaś to szczęście, że tata chciał je spełniać, co jeszcze bardziej potęgowało realizację planów i Twoich marzeń.Myślę, że gdyby była taka potrzeba, ojciec zrobiłby wszystko, żebyś rozwijała się muzycznie. No,ale artystką i tak jesteś:)

  5. ja nie nawidziłam tekstu: NIE BO NIE. z tym śpiewem to miałaś tak jak i ja ;). No cóż. na pewno po czekoladzie nam się głos popsuł. tu ne chodzi o słuch, bo słyszymy jak śpiewamy ;))) hih

    1. Ha, ha 🙂 Tak, na pewno słuch mamy dobry. 🙂 Chociaż ja miałam nagłą głuchotę, więc może nie do końca. 😉 🙂

  6. Myślę, że gdzieś trzeba pośrodku zachować zdrowy rozsądek. Może i się zgodzić, ale wyznaczyć warunki – po kolei najpierw umożliwić lekcję gry na gitarze, potem dopiero resztę a nie tak wszystko na raz. Poza tym uważam też, że zawsze, we wszystkim, trzeba wspierać dzieci.

        1. No, to prawie jak u mnie. Nawet jest deskorolka, na której Jajo “jeździło” tylko jeden jedyny raz. Ale samo sobie kupiło. Tak jak pisałam wcześniej, w wakacje Jajo od kilku lat często pracuje (u taty za granicą) i wtedy spełnia swoje pasje. 🙂 Inaczej by człowiek nie podołał.

  7. ja tak jak twój Tato mówię, że tak, że wszystko kupię, gdy moja 7-latka ogląda reklamy i woła “mamo a kupisz to, mamo a to też mi kupisz, mamo a jak pojedziemy tam i tam to dostanę to i to?” – zgadzam się dla świętego spokoju a mała szybko zapomina, tylko jak długo to będzie trwało ? boję się zastanawiać nad tym;)

    1. To też może być niebezpieczne takie zgadzanie się na każdą zabawkę. Co jak dziecko powie: “Obiecałaś”? Warto to przemyśleć.

        1. Pewnie tak. Zresztą widział i słyszał, że do śpiewania to u mnie zero talentu, a na ucho to mi słoń nadepnął. Zresztą po tatusiu to odziedziczyłam. 🙂

  8. Ja myślę, że Twój Tata po prostu dobrze Cię znał, więc postąpił dobrze. Co nie znaczy, że każdy rodzic tak postępować powinien. Po prostu warto znać swoje dziecko na tyle, żeby wiedzieć jak zareagować.
    Moje są małe i w sumie nawet na reklamy nie reagują: qp mi. Ale jak widzę w sklepie coś takiego, że mama bierze do koszyka wszystko, co chce dziecko, a potem przy kasie to odkłada… to ja wolę dziecku odmówić od razu. Nie wiem, czy Dzieć zapamięta mnie jako dobrą mamę czy jako histeryczkę, którą nazbyt często jestem, ale chciałabym, żeby Dzieć rozumiał, że kiedy mówię, że coś zrobię – to zrobię. A co będzie jak podrosną i będą miały własne plany??? Życie pokaże. W każdym razie staram się nie obiecywać czegoś, o czym z góry wiem, że nie będę w stanie dotrzymać.
    A może Tata miał możliwość uratowania jakiegoś autobusu przed złomowaniem i w razie czego by kupił córce takiego grata i powiedział, że jednak wyremontować to sobie muszą we własnym zakresie? 😉

  9. Myślę, że zaryzykował bo znał Ciebie właśnie tak dobrze, że mógł sobie na to pozwolić.

    Do tego, gdyby jednak Twoje plany nie uległy zmianie – jesteś pewna, że nie wydostałby tych pieniędzy spod ziemi, aby jednak dotrzymać obietnicy?

    1. Oj, podejrzewam, że musiałby bardzo głęboko kopać, ale takiej kasy to nawet tatuś dla swojej kochanej córeczki by nie był w stanie zdobyć. 🙂

  10. Twój tata znał cię dobrze nawet bardzo. Moja mama miala zawsze taka metode ze mna 🙂 zawsze był układ, że okej możesz zrobic to i to jeśli uzbierasz 50 % kwoty. i to była idealna metoda zbierałam tylko na to na czym naprawde mi zależało i nie których rzeczy nie żałuje do dziś 🙂

    1. Moja córka też jak coś chce, to sobie na to zbiera. Jak trzeba, to jej czasami dokładam. Ale w sumie, jak bardzo czegoś pragnie, to szuka sobie pracy, aby zarobić parę groszy i na przykład kupić aparat lub gitarę. Potem to bardziej docenia. 🙂

  11. Czytając Twój tekst, zobaczyłam siebie. Też miałam marzenie o własnym zespole rockowym. 🙂 Uczyłam się grać, śpiewać też potrafię, coś tam nawet nagrywałam na taśmę magnetofonową… Eh wspomnienia, dzięki Ci 😀 Myślę, że tato fajny. Pokój by Ci wygłuszył wytłaczankami po jajkach. Dałby Ci “Grundika” i hulaj dusza. Zanim byś zaczęła jeździć w trasy, to zdążyłby jakiś pieniądz zgromadzić, a zresztą reszta zespołu też by się chyba dołożyła do autobusu. 🙂 Dałby radę. Też wspieram moje dzieciaki w ich dzikich pomysłach, a co mi tam. Niech szukają swojego miejsca na ziemi. A przynajmniej pretensji nie będą mieli, że przeze mnie czegoś tam nie osiągnęli w życiu. 🙂

    1. Dzieciaki muszą mieć jak najwięcej impulsów, aby się rozwijać i odnaleźć to, co naprawdę będzie ich pasją. 🙂
      A wytłaczanki od jajek nawet wtedy zbierałam. 🙂 🙂

  12. Czasami faktycznie się zaryzykuje i się udaje ;] Gorzej jakby faktycznie po latach dziecko nie zmieniło zdania, wtedy byłyby pretensje, że rodzic nie dotrzymał słowa ;]

    1. Może tak być, więc sporo zależy od mądrości rodzica, żeby nie zniechęcić, zmotywować i nie niszczyć marzeń, ale w granicach zdrowego rozsądku. 🙂

  13. Generalnie jestem za tym, żeby dziecko szukało swojego hobby. Czasami są to dość kosztowne pomysły , ale wiem, że jak spróbuje i nie spodoba się to nastąpi szybki koniec. Gitarę już przerabiałam i mam ją do tej pory, co prawda bez jednej struny, ale jest. Może znajdzie kiedyś swoje prawdziwe powołanie, póki co szuka.

    1. Moje Jajo też szukało i chyba w końcu znalazło. Mamy trzy gitary w domu, sztalugi, cały zestaw farb, płócien i pędzli. No, ale może coś z tego zaowocuje w przyszłości. 😉 🙂

  14. Bardzo sprytny tata 🙂
    Po co się siłować na argumenty w pogoni za mrzonką, kiedy wiadomo, że w tym wieku sto pomysłów na minutę 😉 Ja w tym wieku chciałam być malarką, potem projektantką, a jeszcze później jechać do USA i żyć w rezerwacie z Indianami najlepiej z plemienia Irokezów.

Pozostaw odpowiedź ~Ciekawa Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *