Gdańsk

Wczoraj wróciłam bardzo późno z Gdańska. Plan zrealizowałam. Odwiedziłam Jarmark Bożonarodzeniowy. Było pięknie, choć chyba jednak gorzej niż w Warszawie. Pomimo tego, że przestronniej, więcej miejsca na Targu Węglowym, to mało straganów. W dodatku większość z odzieżą, szalikami, czapkami, ale niestety masowej produkcji, w dodatku pewnie chińskiej. Były  chyba ze trzy stoiska z perfumami udającymi znane marki. Ale były też miejsca klimatyczne, pachnące świętami: stragan z góralskimi wyborami, z regionalnymi wędlinami (chyba wileńskimi, nie pamiętam), z owocami w czekoladzie. Dodatkowo, jak to w święta, można było kupić grzane wino, pieczone kasztany. W byłej zbrojowni natomiast znajdowały się stragany z rękodziełem. Dodatkowo można było tutaj obejrzeć wystawę choinek z różnych tworzyw: ze styropianowych sześcianów, z tektury,  z kartonu, ze światełek, nakrętek itp. Dla dzieci przygotowano bajkowe zakątki. Pomysł ciekawy. Ciepło, bardzo przytulnie i świątecznie, można było posiedzieć i wypić kawkę. Pojechałam na jarmark z nastawieniem, że kupię w końcu jakieś świąteczne ozdoby. Oczywiście nic nie kupiłam, bo nie mogłam się zdecydować i w zasadzie nic nie powaliło mnie na kolana. Problem tylko w tym, że ja nie wiem, czego szukam. Mam taki problem ze sobą.

Odwiedziłam Neptuna. Postawiono obok niego olbrzymią choinkę i drewnianą szopkę. Cudnie to wygląda na tle gdańskich kamieniczek.

A, zapomniałabym o najważniejszym. Na jarmarku można było spotkać świętego Mikołaja i jego renifery. Dzieci mogły wrzucić do specjalnej skrzynki  listy do świętego Mikołaja.

Wracałam do domu późno wieczorem i jeszcze w autobusie spotkało mnie nieszczęście. Złamał mi się ząb. I to ni stąd ni zowąd. Ot, tak postanowił się złamać, bo znudziło mu się chyba trwanie w mojej paszczy. Stwierdził, że się napracował i spada. Załamałam się, bo jest to dwójka, więc wyglądam super. Moje złośliwe jajo pękało ze śmiechu chyba przez godzinę. I podpuszczało „uśmiechnij się”, „powiedz coś”. Ja tu ryczę z rozpaczy, a wszyscy mają ubaw. Mąż stwierdził, że się go odbuduje i po sprawie. No, mam nadzieję, że dentystka coś wyczaruje. Znów nieplanowany wydatek! Szlak by to…! Teraz przyszło mi zamilknąć i uśmiechać się półgębkiem. No, ewentualnie założyć szalik lub maseczkę. Akurat cudowny dodatek na święta. Masakra.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *