Życie jak sen

W weekend udało mi się podgonić trochę zaległości. Nawet przy okazji zaliczyliśmy spacer po parku w Oliwie. Niestety pogoda nie dopisała, było dość chłodno, więc długo tak nie poczłapaliśmy.

Ale weekend okazał się ciekawy i pracowity. Ponadto miałam piękny sen. Z uśmiechem na gębie go sobie teraz wspominam. Śniło mi się, że lecę. Ot tak, siłą swych mięśni przedzieram się przez przestworza i nie wiedzieć dlaczego w zębach trzymam swoją książkę. Wiem, głupie to strasznie, ale chyba nie miałam wyjścia i musiałam ją w gębie „dzierżyć”, bo ręce zajęte były machaniem. Z durnowatym uśmiechem przemierzam przestworza. Lecę w górę, potem pikuję w dół, żeby znów się wznieść. W końcu siadam na puszystej chmurze, jakby wyjętej wprost z obrazu Rafaela. Siedzę tak. Książka dalej w gębie. Po cholerę, nie mam pojęcia, ale to sen. Jest  mi tak dobrze, że siedzę uchachana i bezmyślnie spoglądam w dół. Wyglądam pewnie jak pies z kością w paszczy. W dodatku kretyński uśmiech od ucha do ucha chyba już na stałe zostanie na mojej facjacie. I nagle chmura jakby się przerzedza, rozpływa. Nie wiem, co się dzieje, bo wpadam w panikę, rozkładam łapy i znów macham, ale jakoś tak ciężko idzie. I lecę w dół na złamanie karku. Powiew powietrza robi mi niezły lifting, skóra z twarzy już chyba na uszach, bo nic nie słyszę. I nagle wypuszczam swoją książę. Widzę, jak leci. Zielony kolor miga przed oczyma i żółta tabletka gdzieś powiewa. Leci. A ja za nią, tratując po drodze kilka chmur. W końcu zatrzymuje się i wisi tak kilka metrów ode mnie, a usta z okładki układają się w szczery uśmiech. Przyglądam się dokładniej, a tabletka w tych ustach znika i książka wraca do mnie, w dłoń się wciska. Ja ją wtedy za pazuchę wkładam, bo dziwnie się dzieje, że wiszę w powietrzu, jakby świat stanął na zrębie moich majaków sennych. Dopiero jak czuję ciepło papieru na serduchu, zaczynam ponownie machać rękoma i lecę. Już spokojnie. Wiatr mnie niesie. Dokąd? Nie wiem, bo budzę się nagle, jakby łykając z trudem nadmiar powietrza, który próbuje się wedrzeć w moje płuca. Jestem jak ryba wyrzucona na brzeg. Kilka łapczywych oddechów. Spoglądam obok. Mężuś śpi. Śmieje się przez sen. On tak ma, że od czasu do czasu rechocze w głos. Uśmiecham się. Wtulam w jego plecy i z błogim wyrazem twarzy zasypiam ponownie. Ale już nic więcej mi się nie śni.

I tak sobie myślę, że sen jest jak życie. Wzloty i upadki. Sinusoida. Żeby być na górze, trzeba czasami spaść. Z tej perspektywy zawsze łatwiej się wspinać, żeby znów zaliczyć upadek. I tak w kółko.

0 myśli na “Życie jak sen”

  1. Jako malec też fruwałem podczas snów, i też miałem kłopot z “powrotem na ziemię, bo zawsze … budziłem się obok łóżka. Ale po przystawieniu krzesełek do łóżka polubiłem te sny z twardym lądowaniem.

    1. Ha, ha 🙂 Jak byłam dzieckiem i śniło mi się, że latam, to też lądowałam zazwyczaj na podłodze. Ty razem jednak obyło się bez niespodzianki. 🙂

  2. A mnie się nic nie śniło, bo całą noc nie spałam. Coś dziwnego działo się nad moim domem. Jakieś świsty, trzepot rąk i szelest kartek. Jakby ktoś latał, a przy tym książką rzucał po niebie. Parę razy nawet wyszłam na zewnątrz, ale nic nie widziałam. Tylko resztki chmury znalazłam na balkonie 🙂

  3. Ja ostatnio mam strasznie dziwne sny, np. że mój mąż w przedpokoju koło szafy wykopał dół. Nie było jednak betonu, tylko ziemia. Wykopał ten dół i podłożył tam dynamit. Kiedy ten wybuchnął, trysnęła z niego fontanna wody, a mąż miał ubaw 🙂 Nie wiem, co to miało znaczyć 🙂

        1. Nie, a dlaczego? Moja babcia, niestety, książki nie dostanie, bo to nie jej klimaty i nie ma znaczenia, że to napisała jej wnuczka. 🙂

  4. kurde, a ja tak lubię na szczytach trwać, by nie rzec- lubię wręcz szczytować :)))), a Ty mi tu – matematycznym wykresem jedziesz, ech …….
    trudno
    no to hop! :))))

          1. Ponadto po co zaraz być takim wielkim ptaszorem? Taki wróbelek skromniejszy i wszędzie się wciśnie.

          2. Wszystkie wróble chcą być orłami i po co się wciskać jak mozna się nie bać nikogo? A ludzie zobaczą orła cień a wróbla nie

          3. Aaa, no chyba że chodzi o ten cień. 😉 Tylko żeby takiego orła nie przeklinali, bo będą się chcieli poopalać, a orzeł cień im zrobi. 😉 🙂

          4. Teraz to Ci trochę odwaliło, nie jesteś jeszcze tak wielkim orłem , by przesłonić plażę. Tego nie potrafia nawet sterowce, ha ha ha

  5. Tak świetnie to ujęłaś. Życie to sinusoida – tylko ważne, aby w końcu jej koniec był u góry nie na dole 🙂

    Nie dziwię się, że w snach latasz, może niedługo ci się przyśni, że w kosmosie jesteś jeśli książka będzie świetnie się sprzedawać 🙂 (W co oczywiście nie wątpię 😀 )

  6. Nie dziwię się, że uchahana jak norka wstałaś 🙂 Ja tam bardzo lubię latać we śnie. Pasjami. Co prawda książki w paszczy nie dzierżę, tym bardziej własnoręcznie stworzonej, ale i tak frajda jest przednia. Od tego częstego latania we śnie, to mi realnie lęk wysokości znikł 🙂

  7. Mnie jako dziecku często śniło się że latam i uwielbiałam ten sen.Również często śniłam że mam piękne długie i gęste włosy-rano chwytam za łeb a tu mysie ogonki 😉

  8. A mnie się w związku z lataniem, to tylko spadanie śni, takie gwałtowne, że strach o ziemię grzebnąć – rzadko na szczęście – bo nie lubię tego snu okropnie.

    Wszystkim pozostaje więcej wzniesień w górę, niż pikowania w dół życzyć i w życiu i we śnie :).

    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *