Mea culpa

Ten wpis powstaje w bólach i mękach straszliwych. Pierwsza wersja poszła w eter, nie wiem dlaczego. Zniknęło, nie zapisało się i pooooszło.

A miało być o tym, że dziś wpisu nie będzie. Pierwszy raz nie zdążyłam nic naskrobać. Po prostu doba mi uciekła, choć zasuwałam jak mały motorek, żeby ze wszystkim zdążyć. Stwierdzam, niestety, że zarabianie na waciki trudno pogodzić z blogowaniem. Oczywiście nie poddam się tak szybko. Już spinam poślady i lepiej się organizuję. Mam nadzieję, że to pierwszy i ostatni raz taka obsuwa mi się zdarzyła.

Mea culpa, mea culpa – mam nadzieję, że dociera do Was odgłos dudnienia w mojej piersi. To ja uderzam w nią pięścią i przyznaję się do winy. Proszę też o rozgrzeszenie i obiecuję poprawę. Więcej to się nie przydarzy. Przyrzekam, że będę wstawać godzinę wcześniej, kłaść się kilka godzin później i jakoś to ogarnę. Jestem teraz kurą pracującą, ale zawsze kurą, dla której jej grzęda stanowi genialną perspektywę oglądania świata. A jak u mego boku stoją Jajo i Mężuś, to w ogóle chce się żyć. Do tego dochodzi jeszcze całe “stado” wiernych czytelników mojego blogaska i jest siła, moc i chęć działania! I tej perspektywy zmieniać nie mam zamiaru! Trzeba tylko lekko zmodyfikować plan działania. Ale, jak to mówią Kociewiacy, „to się da”. Nie należy więc wpadać w panikę.

No, a teraz, Kochani, życzę Wam miłego weekendu. Odpoczywajcie, a ja będę ogarniać czasoprzestrzeń i może uda mi się choć trochę naciągnąć dobę do 26 godzin. Zawsze to by były dwie godziny do przodu.

A teraz podążam w pogoni straconego czasu.

52 myśli na “Mea culpa”

  1. Żebyś nie miała stresu to załóż sobie folderek “Zapchajdziura” zapisz tam kilka tekstów na zapas i na takie dni jak dziś jak znalazł. Ach i oszczędzaj te piersi bo sie Mężulek zapłacze. W końcu to jego własność.

  2. Do dobrej rady Krzysztofa (z tą “Zapchajdziurą”) ja bym dołożył relaks na publikowanie karykatur i dowcipów. Sam często tak robię. Nie musisz pisać, a efekt ten sam, a nieraz nawet lepszy.

  3. Spoko dasz radę, jak student przed sesją, gdy terminy gonią wystarczy ograniczyć sen do 3 godzin i ma się całe 21 godzin na projekty i inne takie.

  4. Mnie się ostatnio to samo przydarzyło.. zrobiłam wpis, a szkic się nie zapisał (pierwszy raz) i pisałam drugi raz to samo – nie lubię tego :/
    Miłego weekendu 🙂

  5. No to się złożyło bo nie zaglądając jeszcze dzisiaj na Twojego bloga zapytałam o tą dobę 😀

    Ale wybaczamy, każdy czasem ma przestój i brak czasu, wpadniesz w nowy rytm i wszysttko poukładasz 😀

  6. Brak notki to ja wybaczę. Wybaczę nawet (ewentualne) następne braki. Zdecydowanie natomiast nie wybaczę, jeśli kurze zdrowie miało by ucierpieć tylko dlatego, że notkę napisać trzeba. Pomyśl tak sobie: raz nie napiszesz, to wierni czytelnicy wybaczą, ale jeśli zamiast odpocząć, będziesz pisać notkę a potem na zdrowiu podupadniesz i czas dłuższy pisać nie będziesz mogła bo doktory z poparciem Jaja i Mężusia do internetu podchodzić zabronią – to jak my, wierni czytelnicy to zniesiemy??? Więc lepiej od czasu do czasu (byle nie za często) jednodniową przerwę zrobić, niż raz niewiadomojakdługą.

    1. Bardzo logicznie to wyjaśniłaś. 🙂 Mam nadzieję, że tak się zorganizuję, że przerw nie będzie zbyt dużo. 🙂

  7. No jak Ciebie nie rozgrzeszyć, skoro samemu człek grzeszy lenistwem i śpiochem, Toż to hipokryzja była by pełną gębą 😉
    A poza tym to pełna podziwu jestem dla tego rozciągania na 26, bo za leniwa jestem.

    1. Ha, ha 🙂 Ja niby też leniwy człowiek, ale poleżeć to ja mogę pół godzinki, a potem już wyrzuty sumienia. 🙂

  8. Nie dasz spokojnie pospać, tylko budzisz tym waleniem w klatkę z piersiami. Dudnienie wprawdzie dotarło do mnie z opóźnieniem, ale dotarło i postawiło na równe nogi. Nie rób tego więcej, bo Cię namierzę… Pozdrówki, Aniu

    1. Ha, ha 🙂 O, to sorki. Nie chciałam Cię obudzić. Następnym razem będę walić troszkę ciszej. 😉 Pozdrowienia również. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *