Jak sobie pan w kinie bach-bach łapką robił

Kiedy się pójdzie w większe skupiska ludzi, to ma się okazję do wysnucia dość ciekawych wniosków na temat ludzkiej natury.

Poszliśmy z Mężusiem do kina. Sala była mała, taka chyba pozostałość po poprzednim systemie. Wejście do rzędu foteli znajdowało się tylko z jednej strony. My siedzieliśmy przy końcu. Koło mnie z prawej strony zostało tylko jedno wolne miejsce i byłam pewna, że takie pozostanie, bo komu się będzie chciało przeciskać przez cały rząd, kiedy niżej pełno wolnych miejsc. Nasz rząd był ostatni i cały wypełniony widzami (z wyjątkiem tego jednego fotela).

Zaczęły się reklamy, a do sali wchodzi facet, który najwyraźniej zmierza od razu na to wolne miejsce. Zabrałam więc kurtkę, która już sobie tam wygodnie leżakowała. Pan w wieku 60+. Przeprosił wszystkich tych, którzy musieli wstać (czyli cały rząd), aby go przepuścić. Siadł. Oglądamy. Film się zaczął, a ja nagle jednym uchem słyszę jakieś dziwne dźwięki. Pan sobie chrząka. No dobra, raz, drugi, trzeci i piąty rozumiem, ale on chrząkał z taką częstotliwością, że na każde chrząknięcie coś się we mnie załamywało z rozpaczy i nie mogłam się skupić na tym, co działo się na ekranie. Wyjść, czy nie wyjść? Powoli dojrzewało we mnie pytanie egzystencjalne. No, ale cały rząd musiałby powstać. Męczę się więc. W końcu jakimś cudem pan przestaje. Może mu coś wpadło do gardła i się biedak męczył? – próbuję w sobie znaleźć odrobinę empatii.

Zadowolona oglądam i nagle do moich uszu znów z prawej strony dociera inny dźwięk. Tym razem bardzo rytmiczny. Bach, bach, bach i do tego jakby kto o kurtkę szorował. Patrzę na Mężusia, on na mnie, on słyszy to mniej wyraźnie, bo dalej siedzi.

– Co on robi? – pyta, bo ze swojej strony nie widzi. Kurza twarz, a ja nie wiem, ale nagle te rytmiczne dźwięki jakoś tak brzmią niepokojąco i przez łepetynę śmiga szalona myśl, że on może… Nie! Ble! I oczyma wyobraźni widzę coś, czego widzieć nie chcę za żadne skarby. Kurza twarz!!! Siadam bokiem, by być jak najdalej, chociaż i tak niczego nie widzę, tylko słyszę. Nie no! Trzeba spojrzeć i zobaczyć, co gość robi – czy jakiś zbok, czy może ma tik nerwowy? W głowie układam plan, że jak to tik, to niech sobie tika, już jakoś to ścierpię, oby tylko innych świństw nie robił. No, dobra. A jak to nie tik? Tylko gościu celowo to miejsce wybrał tak w rogu sali i kino działa na niego podniecająco i teraz siedzi obok mnie i sobie tam tą ręką robi „bach-bach”? I co ja mu powiem? Proszę pana, czy mógłby pan dokończyć w domu, bo mnie to rozprasza? Nie, no dobra. Przecież należało się kiedyś do zuchów. Robię głęboki wdech i spoglądam w jego stronę. Zaczynam od twarzy. Wygląda normalnie, patrzy na ekran. A ręka ciągle robi bach-bach. Zjeżdżam wzrokiem niżej przygotowana na najgorsze, ale nie widzę jego dłoni. Jest za ciemno. Żaden fajfus na szczęście nie spogląda z dołu, więc może to tik. Znów patrzę na jego twarz. A on wtedy na mnie. Pewnie poczuł, że się lampię. Spojrzał tylko. Zero reakcji. Znów w ekran. Bach-bach ucichło. No! Może zrozumiał, że się niepokoję tymi odgłosami. A tu nagle chrząkanie! Zamiast bach-bach, chrząk-chrząk. Pod koniec filmu zamilkł, ale jeszcze kilka razy łapą znów wywołał te niezidentyfikowane odgłosy, na szczęście tylko na chwilę.

– I co on tam robił, widziałaś? – pyta Mężuś. A ja mu mówię, że chyba tik taki miał, bo przecież jakby co innego robił, toby tak długo to nie trwało. Śmiejemy się, ale może faktycznie gość miał jakieś nerwowe odruchy, najpierw chrząkał, a potem machał łapą. Gdyby nie szorował o kurtkę, pewnie byśmy nawet nie zauważyli, a to pocieranie jednak przeszkadzało. Nam. Jemu nie, bo być może był przyzwyczajony. I jak takiemu zwrócić uwagę? W ogóle czy wypada? Bo przecież jak tik, to on na tym nie panuje chyba, nie?

 

0 thoughts on “Jak sobie pan w kinie bach-bach łapką robił”

      1. Oj, tak by było lepiej… Z drugiej strony, to nawet nie musiałby być tik ;). Ja często mam tak, że muszę coś mieć w rękach żeby się tym bawić. I to nawet nie musi być (ba, nigdy nie było!) COŚ kojarzącego się ;). Ostatnio Mama Sz. nie wytrzymała, jak oglądaliśmy serial i zabrała mi z rąk zabawkę Szymona z kinderniespodzianki, bo właśnie nonstop klikałem ;).

  1. A film w ogóle obejrzałaś, czy tak cię ten koleś wkurzał że nic z tego oglądania nie wyszło?

    Jak tylko tytuł przeczytałam od razu miałam skojarzenia do tych, które Ty miałaś w kinie 🙂

    1. Na to nie wpadłam. Tam w ogóle było tak ciasno, że chyba zmiana miejsca narobiłaby za dużo zamieszania. 🙂

  2. Biedny chłopina kupił sobie specjalnie miejsce w rogu w ostatnim rzędzie , spóźnił się aby się otrzeć o cały rząd i co? Zero tolerancji. Jak żyć Panie Premierze, jak żyć?
    Ale fakt czasem najzwyklejsze zachowania źle się innym kojarzą, fajny post.
    A tak na drugi raz to trzeba się było zamienić miejscami z Mężusiem, może facet by szybko dokończył a Ty byś w skupieniu obejrzała film?

    1. Ha, ha 🙂 No, biedny chłopina. 😉 No, a na taką zamianę nie wpadliśmy, ale oboje byliśmy ciekawi, co on tam robił. 🙂

        1. Żył, żył. Całkiem żwawo wychodził za nami. Ale był moment, że przygotowywałam się na lewy sierpowy. Stwierdziłam, że jak zbok, to mu normalnie walnę za te bezeceństwa czynione przy niewinnej kobiecie. A prawym miałam poprawić. No, ale chyba jednak to był tik. 🙂 Facet ocalił gębę. 😉

          1. one są stare ale prawie całkiem nowe 🙂 Jedno z moich ulubionych kin warszawskich, bardzo klimatyczne. Piękne korytarze. Jak w teatrze. Chociaż pałacu kultury nie znoszę. A za bezdusznymi, jednakowymi multipleksami nie przepadam

          2. A to masz rację, że jest tam pięknie. Tylko jednak trochę niewygodnie. My z Mężusiem jesteśmy wysocy, a tam trudno było nam wygodnie usiąść. 🙂

          3. to prawda, że ciasno, ja jestem za to krótka, więc dla mnie może być 🙂 ale już przepchać się między rzędami zajętych miejsc to sztuka 🙂

  3. No cóż, ja z tych właśnie względów estetycznych unikam wizyt w takich miejscach publicznych, gdzie to jest możliwe.
    Wygląda to na klasyczny objaw parafilli na podłożu fetyszyzmu, frotteuryzmu i ekshibicjonizmu. Nie ma się co przejmować, na tym etapie to przemija … razem z “właścicielem”, natura upomni się o swoje.

      1. “Yzmów” dużo, ale jeszcze więcej zaburzeń psychoseksualnych kryjących się za nimi. Większość z nich nie daje się w jakikolwiek sposób sklasyfikować, bo proces przekształcania osobowości odbywa się w szalonym tempie i w sposób niezwykle wynaturzony. I dobrze, bo pojawiają się nowe miejsca pracy (W USA 1 para psychoterapeuta “obsługuje” 3,07 obywatela).

  4. A ja od razu pomyślałam, że taki rząd z wejściem z jednej strony na mnie działałby klaustrofobicznie 🙂 Cały czas myślałabym, że gdyby wybuchł pożar to byłabym jedną z ostatnich do wyjścia 🙂

    1. O tym samym pomyślałam. 🙂 Zastanawiałam się, gdzie w razie co uciekać. Na szczęście wszystko było okej. 🙂

  5. Są tacy ludzie co w większych skupiskach nie potrafią spokojnie usiedzieć, denerwują się. To pewnie podłoże nerwicowo – lękowe. Tylko czemu wybrał rząd pełen ludzi, jak niżej miał bardziej wolną przestrzeń

  6. Kurczę, od rana łamię sobie głowę nad teledyskiem, w którym właśnie wszystko się kojarzyło, a potem ujęcie się oddalało i okazywało się że dziewczyna czyściła plamę na spodniach faceta, a nie teges… no i wciąż nie wiem co to za teledysk! wrrr

  7. “Przepraszam Pana bardzo, ale czy mógłby już Pan skończyć?”

    dobrze, że to przemilczałaś z gracją. A może Pan lubił Kury i dlatego usiadł akurat tam 🙂

  8. Facet ,rachu ciachu i po strachu 🙂
    Widzę kino, rząd, Ciebie koło pana 60+, który 3ma ręce pod kurtką położoną na kolonach i tak zerkacie na siebie przez cały seans ha, ha, ha nie mogę!

    1. Ha, ha 🙂 Może facet przyszedł do domu i opowiadał żonie, jakie miał branie w kinie, bo się na niego babka jedna co chwilę patrzyła. 🙂 😉

  9. hahahahahahaha… dobre 🙂 tacy “zawodnicy’ są solą naszych kin 🙂

    wiesz, zawsze mogłaś zacząć kichać – po każdym chrząku, a kich :DP

    ja mam alergię a pan ?! 😛

  10. Dlatego nie przepadam za sensami kinowymi. Co prawda takich hardkorów na sensach mi zaoszczędzono, ale żarcia, bekania i mlaskania nie 😉
    A pan co robił bach bach może miał zespół zespól touretta.

    1. Też mi przez myśl przeszedł ten zespół, dlatego też nie chciałam gościowi zwracać uwagi, bo przecież mógł być chory.

  11. Myślę, że wypada zwrócić uwagę, tylko w wyważony sposób. Pan naprawdę mógł mieć tiki i to nie jest tak, że ktoś nie wie że je ma, jak tu ktoś napisał. Znam dobrze osobę, która na to cierpi i bardzo to jej zycie utrudnia. Może temu panu wydawało się, że skoro nikt nie zwrócił na to uwagi to być może tego nie słychać. Nie mniej wierzę, że ciężko było się skupić na filmie.

  12. oj jak ja nie lubię kin za to jak ludzie hałasują
    nic nie wkurza mnie tak jak różne odgłosy typu mlaskanie, siorbanie itp
    a takie niezidentyfikowane to już w ogóle by mi się ani na chwilę skupić nie pozwoliły ;D

  13. Ty to potrafisz mieszać gatunki – muzyka poważna, film, seks…
    wystarczy Ciebie przeczytać i już się jest na bieżąco ze wszystkim 😉

  14. Szalona babo-głodnemu to zawsze chleb na myśli haha!Ale co do tego pana-to jeśli miał Zespół Tourette’a to spoko,ewentualnie inne przypadłości. Natomiast nie mogę zrozumieć mody na żarcie w kinie-szczególnie jeśli dotyczy to dorosłych.Czy na prawdę ciężko wytrzymać w konie bez siorbania Coli bądź chrupania popcornu?Nie powiem jak ogólnie wygląda kino po takim seansie-syf,kiła i mogiła!

    1. Dlatego uwielbiam małe studyjne kina. Kiedy mieszkałam w poprzednim miejscu, to zawsze jeździliśmy z Mężusiem do takiego kina, gdzie nie ma sklepu z popcornem i nie ma reklam. A i repertuar ciekawszy. 🙂

  15. Heheheheh, ja w kinie się kręcę. Normalnie nie daję rady usiedzieć na d…, bo mnie kości i stawy od razu bolą. Nie usiedzę ani w samochodzie, ani w autobusie, ani tym bardziej w kinie. Tylko jest różnica. Zdaję sobie z tego sprawę i wybieram takie miejsca, gdzie jest najmniej ludzi 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *