Cyrklem po łapach

Ostatnio zastanawiałam się nad kilkoma istotnymi sprawami i w tych moich rozmyślaniach cofnęło mnie aż do czasów szkolnych.

Dzisiaj jest tak, że ani rodzic, ani tym bardziej nauczyciel nie może stosować przemocy fizycznej wobec dzieci. I bardzo dobrze, bo przecież to nic przyjemnego robić z siebie oprawcę i bić kogoś pasem, szmatą czy sznurem od żelazka. Ponadto spocić się można, przewieje nas i zapalenie płuc gotowe. Dodatkowo to bardzo niewdzięczna praca fizyczna jakby nie było. I nikt za nią ekstra nie płaci.

Ale dawniej to całkiem dobrze się miały takie kary w szkołach. Dostawało się cyrklem lub wskaźnikiem po łapach za najmniejsze przewinienie. Nauczyciel chodził po klasie, groźnie okiem łypał i nagle:

– Anka! Łapa! – I człowiek zestrachany łapę wyciągał nieśmiało z nadzieją, że nauczyciel jednak uściśnie dłoń i powinszuje. Ale gdzie tam. On przyłożył odpowiednio w łapsko, aż się zaczerwieniło i pomaszerował dalej. Na szczęście aż tak bardzo nie broiłam w szkole i teraz te wszystkie akty sprawiedliwości belferskiej pamiętam doskonale. I stanie w kącie też. Tyłem do klasy. I wtedy z nerwów paznokcie się obgryzało, bo to stres był niesamowity, kiedy tak nauczyciel ucznia wyróżniał.

Ale i tak wszystkich na głowę pobiła pewna katechetka, która miała zawsze w klasie groch rozsypany w kąciku. W piątej klasie to było. I kiedyś tak siedzę, coś koleżanka do mnie mówi. Nie zdążyła chyba czegoś zapisać, więc mnie pyta. Ja jej na ucho szepczę, żeby „żandarm” nie słyszał. Ale nie ma tak dobrze. „Żandarm” słyszy wszystko.

– Anka! – krzyczy. – Do kąta za gadanie!

– Ale… ja…

– Nie ma ale.

I ja taki rzut oka na ten groch, na swoje kolana. Błysk myśli. Zwinnym ruchem zbieram swoje manatki i w przeciwnym kierunku niż kąt zasuwam. Do wyjścia. Katechetka coś za mną krzyczy. A ja w nogi. Rekord na setkę pobity. Bo pędząc tak w stronę domu, nawet ani razu się nie obejrzałam, bo oczyma wyobraźni widziałam, jak babsko za mną pomyka. I już do końca roku moja noga nie stanęła w salce katechetycznej.  A w domu takie rykowisko moim rodzicom urządziłam, że jeleń by się nie powstydził. Przyznać jednak muszę, że rodzice od czasu do czasu też pasem lub ścierą przyłożyli.

I teraz, jak mi się to przypomniało, to tak sobie rozmyślam nad karami cielesnymi i stwierdzam, że dobrze jest, że ich nie ma. Co prawda stwierdzam również, że nauczyciel nie ma praktycznie żadnych narzędzi, żeby sobie z niesfornym uczniem poradzić. Nie takim, co tam pogada podczas lekcji, ale takim, który notorycznie uniemożliwia pracę. Dobrze też, że rodzicom uświadamia się, że bić dzieci nie wolno. Szkoda tylko jednak, że ciągle sporo dzieciaków trafia do szpitali, ponieważ tatusiowi, mamusi czy konkubentowi nerwy puściły.

0 myśli na “Cyrklem po łapach”

  1. Ja pamiętam dwóch nauczycieli, którzy mieli swój swoisty sposób karania uczniów.
    Amper – facet od fizyki: Gdy ktoś mu podpadł, to sadzał go na krześle, potem nogą przewracał krzesło w tył, tak że uczeń leciał na łeb na szyję w tył. O dziwo, nigdy nikomu krzywda się nie stała. Ale to było straszne tak lecieć w tył wraz z krzesłem. Że też nikt wstrząśnienia mózgu nie dostał!
    Drugi nauczyciel, to Kołek – facet od historii. Ten to zawsze chodził z pękiem kluczy i tak sobie je w dłoni podrzucał. A jak ktoś gadał,to klucze te lądowały na jego głowie. Ten miał mniej szczęścia, bo kiedyś zamiast w czoło trafił ucznia w twarz i wybił mu oko. Uczeń stracił oko. Niestety, nauczyciel nie stracił pracy.
    Więc czymże była taka linijka czy cyrkiel. Sam miód 🙂
    Pozdrawiam

    1. O, rany. Aż ciary po plecach idą. Rzucanie kluczami i przewracanie ucznia z krzesłem? Teraz taki nauczyciel byłby bez szans, od razu by wyleciał.

  2. Oj tak! Ostatnio coraz więcej się słyszy, czyta i ogląda o takich przypadkach… 🙁 Najgorsze jest, że ofiarami takiego kata stają się coraz to mniejsze dzieci, praktycznie niemowlęta… Co takie maleństwo zawiniło? Bo było głodne, miało mokro i płakało? A jak inaczej ma okazywać swoje potrzeby skoro jeszcze mówić nie potrafi?
    W głowie się nie mieści…

  3. Kiedyś nauczyciele byli bezkarni. Moim wychowawcą była córka posła na Sejm ówczesnej kadencji. Sadystka wyjątkowa. Jej “brunet”, kawał chyba ebonitu, pamiętają całe pokolenia uczniów. Za to teraz, na spotkaniach klasowych, mamy sporo wspomnień.
    Wszyscy wyrośliśmy na porządnych ludzi, co nie znaczy, że pochwalam przemoc. Nie, absolutnie.
    Jeszcze trudniej, gdy przemoc jest i w szkole i w domu, bo to pierwszy krok do patologii.

    1. Zgadza się. Tym bardziej, że z przemocą w domu dziecko z reguły jest samo. W klasie to inaczej, bo zawsze w grupie raźniej i łatwiej się poskarżyć.

  4. U nas w SP jedynie to można było iść do kąta ewentualnie linijką po łapie dostać.Ja dostałam raz-za gadanie.Fakt-już nigdy więcej nie gadałam.No ale co tu przeczytałam-klucze,groch-to już sadyzm totalny.W domu lanie dostałam kilka razy.I też zanim coś głupiego zrobiłam to trzy razy się zastanowiła czy warto dupsko nadstawiać.Rodzice powinni wychowywać swoje dzieci tak-aby w szkole nauczyciele nie mieli problemów.Ja zawsze tłukę starszemu do głowy-że ma być grzeczny,szanować bla,bla,bla.Fakt-nauczyciele chwalą zachowanie.Czyli uważam że się da.Ale rozwala mnie gdy na zebraniu rodzice uczniów z problemami mówią-ale on w domu jest grzeczny…tak,jak się posadzi na cały dzień przed komputerem to faktycznie jest grzeczny.

    1. Właśnie o to chodzi, żeby to rodzic w domu wychowywał, a nie całą odpowiedzialność zrzucał na szkołę. Ponadto jak rodzic w domu podrywa autorytet nauczyciela i jeszcze potwierdza, że “ta głupia baba na pewno się na ciebie uwzięła”, to efektu nie będzie żadnego. A kiedyś jeszcze synek wyrośnie na takiego Januszka ze słynnego filmu.

      1. Januszek…na samo wspomnienie mam mordercze myśli…;)Dzieci po prostu trzeba kochać mądrze i je wychowywać.Znam wielu rodziców którzy myślą że jak obsypią dziecka dobrami,spełnia każdą zachciankę to ich rodzicielski obowiązek został spełniony-jedni dzieci wychowują,a inni odchowują…

  5. WitAM! Post naprawde mocny z tego co piszesz nie bylo łatwo a szczególnie z grochem(o nim to opowiadala mi moja mama)po lapie w szkole tez oberwalam bylo zdanie ;jak Cię trzepnę to sie nie pozbierasz” i cup kantem po dloni obecnie to jest niemozliwe pozdrawiam

  6. Ania, czy my miałyśmy tę samą katechetkę? 😀 Durne babsko, na szczęście rodzice interweniowali po skargach dzieci i ja wymieniono na inną. Za to siostra mojego Menrza miała katechetkę, która mówiła im, że komputer to wynalazek Szatana i korzystanie z niego spowoduje, że mózg wybucha….
    Moi Rodzice mnie nie bili, co najwyżej dostałam ścierką przez tyłek 😉 Ale pamiętam, że jak kiedyś po spacerze z psem czymś strasznie wkurzyłam Mamę i ta nie namyślając się zapewne za bardzo chciała mnie przez tyłek zdzielić smyczą psią i nie trafiła we mnie tylko w swoje udo, tym metalowym karabińczykiem, bo jej się smycz z łapy omsknęła… No. Pokarało kobitę, że na niewinną (nie ma innej opcji!!!) córeczkę smycz podniosła 😉
    A bicie niemowląt… Mam teraz taki egzemplarz w domu i przynajmniej raz dziennie mam ochotę ją udusić albo za okno wystawić, ale w życiu nie uderzyłabym takiego mikronka 🙁 Duszenie i wystawianie na okno tez pozostaje w mojej głowie, no bo jak taką małą istotkę można by skrzywdzić? A niech ją kiedyś ktoś uderzy…

    1. Ha, ha 🙂 Uśmiałam się, że chcesz udusić swoje mikronka. Kochasz ją nad życie i nie dasz skrzywdzić, ale rozumiem, że czasami człowiek po kolejnej nieprzespanej nocy może mieć dość. Pocieszę Cię, że to szybko minie. Potem będą inne problemy. Córcia pójdzie na imprezę, a Ty spać znów nie będziesz mogła. 😉 🙂

  7. Nie do końca to jest tak ,że nauczyciel nie ma narzędzi by zdyscyplinować uczniów. Wiem o tym bo w czasie studiów sam uczyłem dzieciaki/ od 14 do 18 lat/ fizyki i chemii. A były to dzieci trudne tak zwani git ludzie. Najbardziej rozrabiali przywódcy więc któregoś dnia zaproponowałem by herszt sam poprowadził zajęcia- oczywiście nie chciał ale go lekko wyszydziłem podpuściłem i na nastepnej lekcji zaprosiłem do jej poprowadzenia. Pamietam jak dziś miał do wyjaśnienia zasadę działania silnika dwusuwowego. Jak on sie wił jak opieprzała swoich kumpli a ja twardo go przytrzymywałem przy tablicy, potem zacząłem pomagać , bo o dziwo sie trochę nauczył i na koniec wszystko się uspokoiło. Potem nie miałem już problemów z przeszkadzaniem na lekcjach. To tylko jeden z przykładów a innych metod jest trochę , tylko trzeba chcieć. A fizycznej przemocy gromkie nie.

    1. Masz rację, ale pewnie nie każdy nauczyciel to potrafi. Uczniowie wyczują, jak ktoś jest słaby psychicznie i zamęczą. Ale chyba dlatego nie każdy powinien być nauczycielem. 🙂

  8. W imieniu Wielkiej Kapituły
    mam zaszczyt uhonorować
    PRZEMIŁĄ KURĘ W MALINACH
    ORDEREM BRATKA ŻYCZLIWEGO

    Z przyjemnością i wdzięcznością przypinam Order !
    Certyfikat do odebrania na blogu “szpakowedrzewo”

    Z poważaniem – kanclerzyca Malina M*

  9. jak wszyscy jestem przeciwniczką kar cielesnych,
    jednakże bicie niemowląt, wręcz ich katowanie po prostu nie mieści się w mojej bani… ci co to robią nie są godni aby nazywać ich ludźmi, zwierzętami również nie bo nawet zwierzę się swoim potomstwem opiekuje…

  10. W człowieku zawsze drzemie zło – począwszy od jego istnienia.Te najsłynniejsze Inkwizycja, obozy koncentracyjne, tortury, …

    Ale podniesie ręki na maleństwo ……trzeba być potwornym potworem bez uczuć.

    Pamiętam jak miałam dość płaczu Starszego, coś mi mówiło, rzuć o ścianę, albo wyrzuć przez okno, będzie cisza …..Mocno przytuliłam synka, przerażona tą myślą, przeorganizowałam dzień, zwarłam dupsko ….

    Ale łatwiej uderzyć, dać upust swoim negatywnym emocjom ..dla debili bez wyższych uczuć.

    A niektórzy katują dzieci ….katują bo chcą.
    Człowiek nie brzmi dumnie, oj nie.

  11. Heh, może kiedyś i swoje czasy szkolne opiszę. Każdy ma coś ciekawego . Już różności czytałam o nauczycielach i dawnych metodach, ale ja mam coś innego niż groch.(Czepki na głowach,guziki- zamiast zera- a zero- to ocena, chociaż skala ocen przewidywała tylko 2-5 ), a można było zarobić nawet 0 na czterech minusach!!! i z wykrzyknikami)i inne sprawy)Czasem myślę, że dzisiaj tez niektóre metody wychowawcze są “szalone”…

    1. Pewnie każda “epoka” ma swoje “szalone” metody wychowawcze. Dopiero z perspektywy czasu można to ocenić. 🙂

  12. Widzę tu z boczku- ze zebrałaś 300 głosów- gratuluję, Aniu! ale patrz- z drugiej strony jak czyta Cię dziennie ponad tysiąc osób- to dziwne nie???
    Pozdrawiam Cię ciepło.

    1. Racja. Jest 500 unikalnych użytkowników. Z drugiej strony pewnie ludziom nie chce się wysyłać SMS-ów. Część z nich to też blogerzy biorący udział w konkursie, a nie każdy chciał oddawać głos na konkurencję. 🙂

      1. Jak ja startowałam, to wielu blogerów wysłało SMS nawet od swoich babć, szwagrów i sąsiadów – tak przynajmniej – wraz z zachwytem nad blogiem – informowano mnie w komentarzach, na gg i @mailami. A miałam jedną kulkę, czyli od 1-5 głosów, z czego 4 poszły ode mnie 🙂 🙂 🙂

        1. Z tym, że widzisz alElla, ja w zeszłym roku wysłałam również 2 esemesy na pewną blogerkę ( bo wtedy popierałam Kurę i Dorotę) i mimo tego kulka się nie pokazała , a powinna już po wysłaniu pierwszego głosu. Dopiero po dwóch dniach ta blogerka dostała kulkę i z tą jedną została do końca konkursu, a raczej jej własny mąż, siostra ze szwagrem, rodzice i teściowie też wysłali – bo dziwne, żeby nie, więc te dwie kulki powinna mieć. I co? Dlatego między innymi ja się do takich konkursów nie zgłaszam

          1. I ja m.in. dlatego nie startuję, bo gdzieś w zakątkach świadomości pałęta się potem niewiara w ludzi, których obdarzyło się sympatią, bo kulka jakby wskazywała: a widzisz ty durnowata i naiwna, jak cię okłamują lukruyjący twoje teksty czytelnicy? Nie chcę już nigdy w życiu czegoś takiego przeżywać. Bo nawet, jeśli licznik kulek zawinił, to jednak.. jakoś… tak…no, wiesz… jak to jest…

          2. Ja nawet nie chcę takich wniosków wyciągać, bo wtedy stracę wiarę w sens tego, co robię. 🙂 I tak czasami ta wiara wisi na włosku. 🙂

          3. Już sporo osób to komentuje, że z tymi głosami coś było nie tak. Przy dużej liczbie nie dojdzie się do tego, ale jak ktoś miał 10 na przykład, to łatwiej mu sprawdzić, czy faktycznie podana została prawdziwa liczba głosów. Jednak w regulaminie jest taki zapis, że jak głos się wyda podejrzany, to zostanie anulowany. Tym sposobem można niestety nieźle manipulować wynikami.

  13. W mojej podstawówce też dostawało się liniją po łapach, jeden z panów kazał uczniom pochylać głowy i bił ‘w karczycho” okularnikom nakazywał profilaktycznie zdjąć okulary, żeby przy tym zabiegu nie zleciały…. ach łezka w oku się kręci…

  14. Z tym głosowaniem, to mnie się wydaje że sms wysłało te kilkanaście czy 20 osób, które tu zwykle komentują i dyskutują, niektórzy ze wszystkich numerów jakimi dysponowali, a reszta zaglądaczy nie chciała się wysilić poprostu

    1. Komentujących osób jest kilkadziesiąt. Na pewno więcej niż 20, choć faktycznie nie wszyscy zostawiają ślad po sobie codziennie. No, ale nie ma co do tego wracać. 300 głosów to też bardzo dużo. 🙂

      1. No to niech będzie 80 osób stale komentujących, każdy wysłał po 3 esemesy ( ja wysłałam 3, bo udziału w konkursie nie brałam to zazdrosna nie byłam 🙂 ) i już wychodzi 240 sztuk, plus jacyś znajomi i krewni…. a gdzie reszta zaglądaczy? Te esemesy nie były aż tak kosztowne, żeby na wysłanie choćby jednego pożałować. No ale ludzie są jacy są.

        1. Masz rację. Pewnie też ludzie nie chcą też bawić się w takie głosowania. No, ale trudno. Było, minęło i tyle. Nie ma co do tego wracać. Co prawda, był moment, kiedy uwierzyłam, że może się udać. 🙂

          1. Też nie wiem jak jest z tymi głosami. Wysłałam na ciebie 2 a jeden na Młodą Polkę i 3 na Położną ale ona była w innej kategorii. Nie miałam więcej telefonów ale jak z ciekawości poprzeglądałam konkurencyjne blogi, porównałam ilości odsłon to wydawało mi się, że masz bardzo duże szanse. Byłam też pewna, że Położna przejdzie dalej, ma dużo odsłon, wiele komentarzy, fajnie pisze, ale nie zabiegała bardzo o głosy bo jednak jest zabiegana na oddziale 🙂 No i efekt jest taki, że nie przeszła. A ty tak ładnie nas prosiłaś o głosy, nie nachalnie, z klasą, byłam pewna, że przejdziesz 🙂

          2. W pewnej chwili też pomyślałam, że mam szansę. Ale jak rozmawiałam z innymi blogerami, to największe szanse ma się wtedy, kiedy robi się “marketing” w realu, wśród mieszkańców swojej miejscowości. Inaczej podobno nie ma szans.
            No, ale nie ma co do tego wracać. Dziękuję Ci za głos. Na Młodą Polkę też oddałam, ma dużą szansę wygrać.

  15. Może dlatego, że byliśmy jedną z najgorszych klas szybko zrezygnowano z kar cielesnych. Okazało się bowiem, że w tym środowisku były one wyróżnieniem … bo jak karę się dostawało, to pewnie za coś. Stąd 20% uczniów, wyrzucano ze szkoły, albo “awansowano” do poprawczaków.

  16. Klik dobry:)
    W mojej szkole podstawowej jedna nauczycielka biła po twarzy, a pani od maematyki skubała bardzo boleśnie włosy za uszami. Poniżanie dzieci było na porządku dziennym. Np. nie puszczono podczas lekcji do ubikacji dziecka mającego biegunkę. I ono nafajdało. Takie zafajdane postawiono na środku holu i wszystkie klasy oprowadzano parami dookoła tego dziecka. Nigdy tego nie zapomnę.

    Pozdrawiam serdecznie.

  17. Po to te studia nauczyciele kończą, żeby umieć sobie poradzić w szkole. A jak ktoś nie potrafi w normalny sposób skupić na sobie uwagi, nie umie zainteresować, nie ma charyzmy ani pomysłu to po prostu świadczy o tym, że się nie nadaje do tej pracy. Zawsze mówię, że przyszli nauczyciele powinni przechodzić testy psychologiczne, w końcu mają ogromny wpływ na życie i przyszłość dzieci.

    1. Zgadzam się. Ale przemoc też zdarza się w domach. Kiedyś ktoś powiedział, że aby zostać rodzicem, trzeba by mieć specjalne pozwolenie, bo nie każdy się do tego nadaje. Też coś w tym jest, chociaż to oczywiście nierealne. 🙂

    1. Ha, ha 🙂 Chyba swojej. Jak się człowiek przewróci i klapnie na dupsko, to czasami faktycznie może dobrze zrobić, choć zdarzyło mi się właśnie ostatnio i nie polecam. 😉

  18. Nie jestem stuprocentowo za “bezstresowym wychowaniem”, bo mnie czasem rodzice w dupsko trzepnęli za dzieciaka i wcale mi to nie zaszkodziło szczególnie, ale trzepanie kijem po łapach to lekka przesada. Jasne, rodzice i nauczyciele są teraz żenująco bezradni wobec kilkuletnich terrorystów, ale kijem? po łapie? wykręcać ucho aż do czerwoności?

    Biorę przykład ze starszej siostry, która po prostu stawia do kąta. I kąt jest wszędzie, nawet w sklepie czy na ulicy. A dzieciaki mają wielki respekt wobec kąta:
    – siostra: jak się nie uspokoisz to idziesz do kąta.
    – mały: jesteś niecierpnięta, mamo! (w sensie, że mamy nie cierpi)
    – siostra: liczę do trzech
    – mały: …
    – siostra: jeeeeden…
    – mały: nie!! już będę grzeczny!! maaaamo!

    1. Bo zdrowe wychowanie, to nie znaczy bezstresowe. Przecież w dorosłym życiu stres też nam towarzyszy i jakoś się z nim trzeba oswoić. Ważne, aby rodzić potrafił dziecku stawiać wyraźne granice. Podobnie jest w szkole. Dziecko musi wiedzieć, co można, a czego nie. 🙂
      Moje Jajo jak było niegrzeczne, nie mogło wychodzić ze swojego pokoju. To była największa kara. Stało wtedy w progu i wyło. Ale to działało, bo potem wiedziało, że musi być grzeczne. Choć w sumie nie narzekam, nie było źle. 🙂

  19. Raz tylko dałam pasem po tyłku młodemu ale tak pro forma. Ostrzegałam wcześniej kilkakrotnie, że dam mu pasem przez tyłek jak się nie uspokoi. Nie uspokoił się. Sam musiał pasek wyjąć, zsunąć portki i dostał 3 razy. Lekko. Dla formalności.
    Sama dostał pasem raz, ale tak, że mi świeczki w oczach stały, a darłam się, że w promieniu trzech kilometrów pewnie było słychać 😉 Wtedy solidnie zasłużyłam. Teraz parząc z perspektywy rodzicielstwa nie dziwie się matcznej furii 😉

    1. Ja też przyznam, że Jajo klapa dostało ode mnie. Ale tylko chyba raz i nigdy pasem. Potem mi było wstyd, że nerwy mi puściły, bo w sumie nigdy tak nie nabroiło, żeby je bić.

  20. Mi się zdarzyło dostać po dupie od rodziców. Ale akurat sobie na to zasłużyłam.
    Szkoda tylko, że ostatnio moda na “bezstresowe wychowanie”, dzieci są tak nieokrzesane i niegrzeczne, że szkoda gadać.

    1. Bo rodzice przesadzają w drugą stronę. Wychowanie bez bicia to przecież nie wychowanie bezstresowe. Rodzic ma cały wachlarz różnych kar i może je stosować, o czym niektórzy zapominają.

  21. Kiedyś nauczyciele rzeczywiście byli bezkarni. Mogli uczniów bić, poniżać i nikt im nic za to nie zrobił. Dobrze,że te czasy minęły.
    A jeśli chodzi o wyniki konkursu, to coś mi tu nie gra. Przecież od dłuzszego czasu czytam Cię i widzę jaką cieszysz sie popularnością 🙂

  22. U mnie w szkole podstawowej też linijką się dostawało po łapce za wykroczenia, ale zupełnie nie było “straszno”. Rodzice czasem dali wybitnie zasłużonego klapsa, ale nigdy nie odczułam tego źle.

  23. Ja również nie jestem zwolenniczką bicia i na szczęście mnie ominęły czasy gdy w szkole używano kar cielesnych.

    Ale przyznam , że również czasem dostałam od rodziców. I wyszło mi to chyba ba dobre. Oczywiście nie jestem zwolenniczką katowania bo jestem zdania, że wszystkich którzy katują swoje dzieci wysłać gdzieś na łagry do ciężkiej pracy, ale bezstresowego wychowania również nie popieram…

    1. Bo my niepotrzebnie stawiamy w opozycji wyłącznie wychowanie z biciem lub tzw. wychowanie bezstresowe. To błąd. Można przecież na dziecku stosować kary jak jest niegrzeczne.

  24. Ja tez się cieszę, że nie ma kar cielesnych, bo przeciez to taki wstyd, że masakra… Nauczyciele sobie za dużo pozwalali, ale wreszcie juz z tym koniec. Z drugiej jednak strony jak się patrzy na niektórych uczniów, to sama bym im przyłożyła 😀 No, ale taki ten świat zwariowany 😉

  25. O taaak. Nauczyciel praktycznie nie ma żadnych narzędzi. Tego jestem absolutnie pewny, niestety. Ja jestem własnie nauczycielem, w szkole podstawowej i też nie jestem za karami cielesnymi. Ale poza punktowaniem zachowania w zasadzie nie ma innych kar. I tak naprawdę jesteśmy bezradni, wobec tych najbardziej “upartych” uczniów. Smutne to.

  26. Kiedyś mieliśmy taką nauczycielkę fizyki, starszą babkę. Miała zwyczaj zaczynając lekcję, wybierać sobie rząd, który miał pisać kartkówkę. Nigdy nie było wiadomo, gdzie usiąść, żeby kartkówki uniknąć, a ja miałam takiego pecha, że zawsze na mnie padło. Kiedyś nie wytrzymałam i stwierdziłam, że z jakiej racji ja znowu mam pisać kartkówkę(zamiast ustnego przepytywania), a niektórym się zawsze upiecze? Powiedziałam nauczycielce o tym i wyszłam z sali.

    Co do bicia po łapskach w szkole… ja tego na sobie nie poczułam:)

  27. Kiedyś byłam w podobnej sytuacji. Na katechezie chłopaki gadali, ja się odwróciłam ich uciszyć, bo ksiądz potrafił ukarać całą grupę. Taki społecznik ze mnie był od dziecka, że w obawie o dobro klasy uciszałam gaduły aż tu nagle czuję jak mi ucho chce odlecieć. Nade mną stoi proboszcz, targa za ucho i przez całą salę prowadzi do kąta. I najgrzeczniejsze dziecko w kącie siedziało a od moich płonących policzków można było się zagrzać. Marzyłam, żeby uciec tak jak ty ale strach i wstyd przykuły mnie do ławki 🙂

    1. Bo takie kary i tak działały na te dzieciaki, które najbardziej się bały i rzadko coś wywinęły. Recydywiści niewiele się przejmowali. 🙂

  28. Dostałam po łapach chyba w drugiej albo trzeciej klasie SP. Najlepsze w tym wszystkim było to, że sama musiałam pokornie przynieść nauczycielce narzędzie zbrodni, wręczyć, a potem z wyrazem skruchy wystawić łapy. I nawet do głowy by mi nie przyszło, żeby pożalić się w domu. Nauczyciel miał zawsze rację, mogłabym jedynie zebrać dodatkową reprymendę. Nie pochwalam przemocy, ale często jest mi przykro, gdy patrzę dokąd zaprowadziło tzw. liberalne wychowanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *