Robię bańki ze śliny

Były chwile odpoczynku i relaksu. Przyszedł czas na dołek. Skumulowało się co nieco. Leżę sobie zakopana pod kocykiem. Na mojej kanapie robi się kolejne wgłębienie. Sinusoida. Jak to w życiu. Mężuś próbuje pocieszać, nie pozwala się martwić, ale cóż. Ja tak mam. Jak mi ktoś coś powie, to jakoś tak zaboli, wbije się pod skórę niczym drzazga. I trwa. Szczypie. W oczy też.

Kiedy ktoś daje mi do zrozumienia, że nie życzy sobie mnie oglądać i wyprasza drzwiami, oknem nie wchodzę. Tylko potem się zastanawiam, rozbieram na czynniki pierwsze i za cholerę nie wiem dlaczego. Ja nie z tych, co namawiają innych do buntu, nie z tych, co na pochodach ze szturmówką w pierwszym rzędzie. Ja nie do rewolucji. Ja mogę cichutko posiedzieć, porozmawiać, wysłuchać, wesprzeć i tyle. Nie siedzę w czyimś mózgu, nie wiem co sobie myśli, jak moja rozmowa podziała. Nie wiem, czy nie poleci ze szturmówką. Nie wiem, czy nie zmieni swojego życia. Nie wiem, czy nie zakopie się pod kamień. Nie wiem. Odpuszczam więc. Oknem pchać się nie będę. I palca między drzwi pchać też nie zamierzam. I nie pozwolę, by zrzucano na mnie odpowiedzialność za czyjeś decyzje.

Ja wiem też, że klikanie na klawiaturze to dla niektórych nie praca. Praca to byłoby latanie na szmacie lub kopanie rowów. Pisanie to marnowanie czasu i fanaberia, na którą mogę sobie pozwolić tylko dlatego, że Mężuś zarabia. A pracę można znaleźć, jak się tylko chce. A że ja podobno nie chcę, to bawię się w pisanie. Ot, takie zabijanie czasu. Fanaberia taka.

Kura domowa leży i rozsiewa wokół zapach piżma i ambry. Robi bańki ze śliny, pierdzi w kanapę i patrzy w sufit, bo przecież jaj już nie znosi. A najbardziej dołujące jest to, kiedy takie poglądy wypowiadają kobiety albo mężczyźni, za którymi przez lata matki chodziły, prały skarpety i podcierały dupy. Normalnie nóż w kieszeni się otwiera i chce się pacnąć w głupi łeb.

– Pojechałaś do Warszawy odpocząć? Od czego?

– Też bym tak mogła żyć na koszt męża – słyszę.

Nie, no pewnie, że można. A że żadnej cipie do łba nie przyjdzie, że jednak miłe to nie jest, to papla. 17 lat przepracowałam zawodowo. Zawsze na więcej niż jednym etacie, wieczorami i w weekendy, teraz od 5 miesięcy oficjalnie zasilam rzeszę bezrobotnych i wierzcie, że nie jest to łatwe, jeżeli ma się jakieś ambicje.  A ja zawsze ambitna byłam. Dwa razy w roku redaguję i składam czasopismo. Ale to nie praca. Zarobiłam parę groszy na reklamach na blogu. Ale to nie praca. Napisałam książkę, którą mam nadzieję sprzedać. Ale to nie praca. Mogłabym jeszcze kilka rzeczy wymienić, ale to też nie praca, więc nie warto.

Praca to sprzątanie kibli, latanie na szmacie i kopanie rowów. U mnie kible myją się same, szmatę mam zdalnie sterowaną, więc tylko klikam na pilocie. Rowów kopać nie trzeba, ale za to odśnieża się samo, wystarczy, że zrobię pstryk palcami. Nie wspomnę o ogródku. Tam przecież samo wszystko rośnie.

Sorki, że dzisiejszy wpis w takim tonie, ale taki wkurw mnie dopadł, że musiałam wstać z kanapy, opuścić pięknie wyrobione wgłębienie i poklikać. Na szczęście nie napracowałam się bardzo. Ot, taka fanaberia moja. A teraz idę popachnieć. Obowiązek wzywa. I jeszcze sobie pyknę ze trzy seriale, żeby dzień był pożytecznie wykorzystany.

0 myśli na “Robię bańki ze śliny”

  1. Bardzo dobrze Cię rozumiem!
    Ja od 1 stycznia ubiegłego roku jestem na wytrzymaniu męża 🙂 Moja własna decyzja. Zwolniłam się z pracy. świetniej pracy – jak mówią inni. Nie dość, że budżetówka, to jeszcze mundurówka. A ja głupia taką pracę tak po prostu rzuciłam. A rzuciłam.
    A powiem Ci jeszcze więcej – rzuciłam bo mój mąż sam mnie do tego namawiał. Przez cztery miesiące byłam bezrobotna, a potem firmę założyłam. Ale realia są jakie są. Zwłaszcza branża w której pracuję jest w ogóle w powijakach, więc i zarobek znikomy. Ale staram się. Tyle tylko, że mój własny mąż krytykuje tak, jak Ciebie koleżanki. A moje pisanie jest moją fanaberią – bo przecież powinnam wziąć się za robotę. A pisać można wtedy jak się ma pracę i pieniądze,bo to fanaberia tylko.
    Zresztą wczoraj się dowiedziałam, że i to co piszę jest do bani
    Grunt to wsparcie 🙂
    I gdyby nie to, że mój życiowy optymizm jest silniej ugruntowany w moim życiu, niż mój własny mąż, to pewnie dzisiaj też bym leżała pod kocykiem 🙂 Ale wiem też że wówczas bym się nasłuchała dodatkowo o moim lenistwie 🙂

    Ale jak mówiłam – przepełniona jestem optymizmem, czego i Tobie życzę 🙂
    Uściski

    1. Oj, to ja mam jeszcze o tyle szczęście, że Mężuś mnie wspiera w tym moim pisaniu i wierzy we mnie. Inaczej to bym nie dała rady, aż tyle optymizmu nie mam. 🙂

  2. Nie bardzo wiem, kto mógł by Ci coś takiego powiedzieć i pewnie, że to dołujące. Sama to słyszę, że siedzę i pierdzę tylko, bo wychowywać dzieciaka to prosto jest, sprzątać, gotować, prasować to nie łaska a OBOWIĄZEK BABY! Nikt nie spojrzy na pracę jaką się wkłada w dziecko by się rozwijało ( a ja robię dużo – widzę różnicę jak mam okazję obserwować inne dzieci w jej wieku, moja wybiega troszkę nad ), że mieszkanie zadbane, że mężuś nic nie musi robić, nawet z tych typowo męskich rzeczy, to nikt nie widzi. A do pracy? Fryzjer to szmata, to nie praca, to nie jest ciężkie po co Ty w ogóle o tym myślisz… A spróbowali by sami, no to padną na ryj i tyle. A służba kosztuje.
    A to wszystko zazdrość! Dołuje to bardzo, ale nie ma co się przejmować! Rób swoje i tyle! Dobrze Ci idzie!

    1. Nie rozumiem też tego umniejszania czyjejś pracy. Przecież każda praca na swój sposób jest męcząca. Nie zazdroszczę fryzjerom, bo stanie i pochylanie się nad klientem przez kilka godzin, to nie takie proste. W naszym kraju to może jest tak, że jest licytacja, kto ma gorzej. Nie wiem. A może to po prostu zawiść?

      1. Zawiść, żal, gniew, bo ktoś może mieć lepiej, własne niespełnienie… Niestety niektórzy nie widzą siebie i tego, że sami mogli by coś ze sobą robić. Ale po raz nie umieją więc Ty, która piszesz i coś osiągasz, jesteś od nich po raz zdolniejsza, bo sami ani zdania nie sklecą lub nie mają ku temu odwagi, po dwa sami by tak chcieli. Pierś do przodu i dumnie do przodu!

    2. Gdybyś była bez ambicji, to by Cię to nie bolało. Uznałbyś: zazdroszczą mi głupie cipy i tyle, bo też by tak chciały.
      A faktycznie wygląda to tak, że zazdroszczą Ci głupie cipy i tyle. Bo też by tak chciały. Więc się nie łam, tylko pracuj nad tą powieścią i co tam jeszcze robisz jako jednoosobowa firma i pójdź tak bezinteresownie przytul Mężusia, że taki dobry i Cię wspiera.
      I kiedy już osiągniesz dochody na miarę Rowling… No nie w Polsce się tak nie da, więc na miarę Kalicińskiej to będziesz mogła powiedzieć, że nawet leżeć i pachnieć trzeba umieć 🙂

  3. głupota i zawiść niestety istnieją i istnieć będą… Ty się Aniu nie martw, tylko znoś takie pisanki jak znosisz ! Nie pozwól by czyjaś głupia paplanina humor Ci psuła!!

  4. Rozumiem Cię doskonale. Założyłam parę lat temu firmę, która różnie funkcjonuje. Generalnie siedzę w domu, pilnuję papierów w firmie męża. No, ale generalnie przecież siedzę w domu. Nikt nie zauważa, że dzieci (przynajmniej jedno) same się nie ogarniają (czyt. zawieźć do szkoły i przedszkola, pranie, gotowanie itd). jak chore – to kto pilnuje i wozi do lekarza. No i tak dalej… Pisać dalej? Na szczęście jest pan M. 😉
    A dla kobiet, które pracują w domu (gotowanie, sprzątanie to też praca) urlop też się należy!
    Trzymaj się, rób swoje i miej wszystkich w d… 🙂

    1. Niestety tak jest. Niby ma się w dupie, co myślą inni, ale czasami jak się nazbiera, to gdzieś musi to znaleźć ujście.

      1. Wiem. Czasem trzeba spuścić przez wentyl. Ale zobacz Twoje pisanie ludziom pasuje. Jeszcze chwila i dobijesz do 3 mln. To chyba świadczy o tym, że jest sens w tym co robisz. Niewielu ludzi rozumie, że w życiu nie chodzi tylko o zarabianie pieniędzy przez 8 godzin za biurkiem. Praca musi sprawiać satysfakcję. A robienie tego co się lubi wywołuje u ludzi zawiść. Niestety jesteśmy narodem bardzo zawistnym i nic na to nie poradzisz.

        1. Bardzo lubię to, co robię i cieszę się, że udało mi się tutaj tyle osiągnąć. Ale czasami jak tak się zbierze w człowieku, to musi sobie ulżyć troszkę. 🙂

          1. I dobrze, ulżyj sobie 🙂
            To pomaga przecież jak człowiek komuś się wyżali, a słuchaczy (czytelników) masz wielu i to gotowych Cię wesprzeć, a przynajmniej wysłuchać 🙂
            Uściski!

          2. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Że mam tak wspaniałych czytelników. Normalnie czapki z głów. 🙂 🙂

  5. Ania olej to, zawsze będą takie osoby. Jesteś w sieci, stworzyłaś własną markę, miejsce do którego chętnie się zagląda i wraca – jesteś osobą publiczną – może innych zjada zazdrość. Jak to można nie rozumieć podstawowej rzeczy – u mnie na bezrobociu – blog to jedyna forma jakiegokolwiek rozwoju intelektualnego, to może mamy nic nie robić, popadać w depresję i podatnicy będą nas utrzymywać w psychiatryku. Łączę się z Tobą w tej złości, bo bezrobocie mnie tak cholernie dobija i jak ja bym usłyszała takie zarzuty – to chyba bym rozszarpała, a swoją drogą nie każdy się nadaje do latania z mopem, tak jak nie każdy się nadaje do pisania bloga – tak więc niech każdy robi swoje

    1. Jest niestety we mnie złość na to, co usłyszałam, ale jak tak się Wam powyżalam, to mi lepiej. 🙂 Blog to jednak całkiem niezła odskocznia od domowych obowiązków. 🙂

  6. Oj Aniu-przez takie tępe ryje nie warto marnować życia!Na głupotę nie ma rady…Ja siedzę od 5 lat w domu i słyszę-jak Ci dobrze!A gówno!Nie no-leżę i pachnę…jak to napisałaś rozsiewam aromaty…Miałam koleżankę-dopóki miała tak sobie,to rozumiała takie sytuacje.Jak dupa odżyła-to punkt widzenia się zmienił diametralnie.Patrzyła na mnie z pogardą-bo ja taka mało ambitna,kura domowa bez aspiracji,zwykła ,szara-wręcz bezbarwna,przeźroczysta.I takie traktowanie boli-więc dokładnie Cię rozumiem.I wiem rownież jak takie denne ,bezmyślne gadanie boli.A tymczasem idę robić bańki ze śliny nad garem ogórkowej-która zapewne zaraz z gara wyleci…Głowa do góry-idiotów trzeba ignorować!!!My kochamy Twoją fanaberię!!!

    1. Ha, ha 🙂 Dobrze, że ja mam takich czytelników i czytelniczki. Normalnie opatrzność nade mną czuwa. 🙂 Łączę się w taki razie w trudzie robienia baniek i idę po zakupy. 🙂 🙂

  7. Są zawody w których szczyt możliwości przypada na: 13-15 rok życia (gimnastyczki, łyżwiarki – sprawność ścięgien i stawów), 19-25 r.ż. (makler giełdowy, analityk finansowy, programista – sprawność umysłu), 23-27 r.ż. (webmaster, copywriter – zdolność kojarzenia, kreatywność), itd., itd., Po tym okresie człowiek jest już emerytem, nawet jeżeli jeszcze nie dorósł do posiadania dowodu osobistego!
    Na drugiej osi są zawody w których karierę można rozpoczynać dopiero po przekroczeniu 50-60 lat (kompozytor, pisarz, malarz, filozof).
    Podejrzewam, że obie grupy zawodowe mają o sobie zupełnie przeciwstawne wyobrażenia.
    Aniu, nie daj się! To co dzieje się w Twoim domu jest tylko Twoją sprawą, i ewentualnie domowników. Może ktoś chce Ci tylko popsuć nastrój, albo zepsuć to czego Ci zazdrości?
    Trzymaj się!

  8. Chciałoby się powiedzieć, nie przejmuj się, ale wiem, że ciężko to czasem w życie wprowadzić. U mnie też ostatnio nie najlepiej, ale nie będę o tym na blogu pisała. Mam nadzieję, że szybko wrócisz do dawnej siebie:)

  9. UUUUUU ktoś Ci nadepnął na odcisk… Nie przejmuj się gadaniem innych bo albo z zadrości albo sami są tak nieszczęśliwi że i innych próbują do tego statu sprowadzić… Z pracą dziś jest ciężko a od siedzenia w domu można dostać szału i jeszcze większej deprechy. W każdym razie trzeba mieć twardy tyłek i na wszystko co na tym świecie uodpornić 🙂

  10. Od zawsze podziwiałem pracę w domu jaka wykonują kobiety. To jest naprawdę ciężka i bardzo złożona praca na wielu odcinkach, którą trzeba zsynchronizować z rytmem dnia rodziny, z upodobaniami członków i z własnymi mozliwościami i finansowymi , siła itp. Do tego w wielu zakresach ta praca jest nużąca bo codzienna i niezmienna. Więc jeśli ktoś mieszkający w domu , ma czysto, uprane ubrania i posiłki na czas to za przeproszeniem ma tę pracę szanować. Po posiłku trzeba podziekować, wyrazić swoje zdanie na jego temat, pochwalić Mamę. Jak tak obserwuję Twój czas w ciągu dnia to jesteś wspaniale zorganizowana, Twoje pisanie nie zagraża Twojemu domowi i to właśnie jest wspaniałe. Jest wśród Twoich czytelniczek jedna kobieta z piątka dzieci, też aktywna, no poprostu czapki z głów. A te dziwy ci krytykują najczęściej leżą zaniedbane na stercie ciuchów do prasowania, obiadek od KFC czy katering, dzieciaki tylko przeszkadzją w oglądaniu serialu, mąż to pierdoła , który nie umie zarobić tyle by ona mogła żyć na odpowiednim poziomie. Wymądrza się na każdy temat a intelekt jak łepek od szpilki. Książki nie poczyta, do teatru nie pójdzie, o galerii nie wspominając. Urlop jedynie za granicą, bo tylko tam słońce naprawdę opala i to jest jedyny cel. A same to mniej niż zero, poza cechami płciowymi nic z prawdziwej kobiety. Dno i warstwa mułu

    1. Muszę przyznać, że umiesz pocieszyć. 🙂 Mój Mężuś mówi podobnie. I dziękuję Bogu, że mam go obok siebie, bo docenia to, co robię i wspiera bardzo.

      1. Tu nie chodzi o pocieszanie, to jest niby zwykłe ale jednak nie tak zwykłe docenienie pracy, starań i naprawdę mistrzostwa w tym co mało widoczne. A do tego dochodzi duma, taka wspaniała i moja. A te gnidy co tak piszą czy mówią to są osoby głęboko przegrane. Napiszę dziś trochę o podobnych problemach. Nie dawaj się bo nie warto a liczba codziennych odwiedzin powinna Ci poprawić ego. Skromność skromnością ale trzeba znać swoją wartość i bez przesady w żadną stronę.

  11. Skąd ja to znam. Ja “siedzę” w domu z dziećmi. Kto ma chociaż jedno dziecko wie, że siedzi się wtedy praktycznie tylko na toalecie. No chyba, że dziecku telewizor na cały dzień … Czasami wieczorem jestem taka zmęczona, jakbym cały dzień węgiel do piwnicy wrzucała. Nie przejmuj się głupim gadaniem (wiem, wiem łatwo powiedzieć, trudniej zrobić). Paniom, które mają mężów spod znaku “siedzisz w domu więc czemu jesteś zmęczona” polecam urlop od pracy na dwa dni. Wtedy okaże się co tak naprawdę w domu robicie. Skuteczna i wstrząsowa metoda.

  12. Aniu! Kolokwialnie mówiąc olej głupie cipy i rób swoje. Zwyczajnie im żal dupki ścisnął, że przecież NIE pracujesz, Mąż Cię MUSI utrzymywać, a do tego jeszcze Cię do Warszawy zabiera i masaże funduje!
    A co do tego ile warta jest czyja praca to nie raz i nie dwa słyszałam, że jak ja mogę być zmęczona, kiedy sobie trochę w biurze posiedzę, a potem z dziećmi po lesie pospacerują, a nawet kiełbaskę z ogniska zjem! No tak, mam tak świetnie, bezstresowo i niemęcząco, ze to ja powinnam szefowi płacić za to, że mogę robić to co robię!
    Uszy do góry, a spod kocyka może nie wychodź bo zimno!

  13. Ważne Aniu że robisz to co sprawia Ci przyjemność i to chyba najbardziej boli innych…
    analizujesz
    wiem że nic nie da pisanie nie myśl o tym…
    Ale dziś poleż sobie i pachnij…
    Od fanaberii też trzeba odpocząć… 🙂
    Jesteś wartościowym człowiekiem i uwierz w to, bo ja w to wierzę 🙂
    I z mopem i bez mopa 😉

  14. Znowu Cię jakieś internetowe, zazdrosne trole zaatakowały?

    Daj spokój, szkoda Twoich nerwów.

    Idź się popsikaj perfumami i wyłóż nogi na stół! I nie zapomnij zrobić zdjęcia i nam pokazać jaką Ty to masz sielankę 😉

    Głowa do góry! I śmiej się z tego, a nie denerwuj!

  15. Wiesz Aniu podpisuje się pod słowami Uli.
    Szkoda nerwów na takich ludzi.
    Mnie krytykują i obgadują prawie codziennie ze względu na moją chorobę – nauczyłam się w ogóle tym nie przejmować 🙂
    Ludzie zawsze będą gadać i dobrze , że gadają nie ważne jak ważne, aby nazwiska nie przekręcili 🙂

    A Ty bierz się w garść głowa do góry !
    Show must go on !

  16. Aniu nie ma co sie przejmowac, to zazdrosnice, ktore sie tylko lepiej moga poczuc jak komus cos przykrego powiedza. Pewnie sa nieszczesliwe w ich zwiazkach, maja prace ktorej nie lubia, a ambicja i samorealizacja to slowo obce. Podejrzewam, ze w ich zwiazku nie ma wzajemnego szacunku, milosci i wsparcia. Jaja i mezus wiedza jaki skarb maja i doceniaja i tylko to sie liczy. My wszyscy lubimy “twoja fanaberie”, fantastycznie piszesz i nigdy nie mozesz przestac. To Twoje “przeznaczenie”. Mimo,ze mieszkam daleko daleko ja juz czekam na Twoja ksiazke. Przesylam duzo pozytywnej energii i mnostwo promieni slonecznych. 🙂 🙂

  17. Mnie tez wkurw wziął. Na tych co Tobie tak brzydko pojechali. Ma rację Magda Bem, głupie zazdrosne pipy, co to im się czółko gładkie myślą nie splami choćby szczątkowo, lub faceci którym maczyzm do łba uderzył, a szacunku nie poznają nawet wtedy gdyby wyszedł z krzaków i kopał ich w dupę, bo skarpetki i gacie piorą im się same, rękami mamuś, lub żon, a korona na głowie tkwi żywą oznaką głupoty i braku samodzielności.
    Pisz kochana i olewaj takie brednie niespełnionych zakompleksieńców i przygotuj na pokłady jadu, po wydaniu książki. Niestety. Jak ma się miękkie serce, trzeba mieć twardą dupę.

  18. Aniu wszyscy piszą “Olej to” ale Ty zrób inaczej. Nie olewaj a raczej wykorzystaj te – jak to ładnie określiłaś – cipy jako bohaterki następnego opowiadania i wyśmiej je tam, pognęb zniszcz i sponiewieraj! A co! Miej z tego trochę satysfakcji!

  19. Mam nadzieję, że humor nieco ci się poprawił po napisaniu tego tekstu. Mnie to zwykle pomaga.

    A głupim gadaniem się nie martw. Rób swoje bo robisz to doskonale i żadna jedna z drugą do pięt ci nie dorasta!

  20. Oj, kura, kura…
    I czym Ty się przejmujesz!?
    Nie kopiemy rowów, nie wydobywamy węgla – to właściwie nic nie robimy :-)!
    No potwierdź to i już.
    Nie ma jak się obijać przez całe życie, a co, stać nas na to. I tylko przyjaciel wie co w sercu siedzi.
    Całuski i uśmiechnij się. A te bańki ze śliny mnie powaliły, już zapomniałam, że można je robić.

  21. Czytam Cię od dawna, wprawdzie nigdy nie komentowałam, ale dziś muszę. Wkurzyłam się maksymalnie,aż się we mnie zagotowało. Któż to takie farmazony wygaduje? Jakiś zazdrośnik, który pewnie porządnie zdania nie potrafi sklecić.
    Nie przejmuj się głupim gadaniem 🙂
    Dobrze,że Mężuś Cię wspiera.
    I wszyscy czytelnicy są z Tobą,

  22. Cóż, ja też mam taką “kurę” w domu i wolałbym, żeby pracowała (nawet od czsu do czasu). Ale tak niestety jest.
    Są tego plusy i minusy, jak zawsze. W domu zajęcie zawsze się znajdzie, wiem bo byłem kilka dni na urlopie, kiedy żona była w szpitalu. Najgorsze jest to, że dziecko się przyzwyczaja, że mama za nią wszsytko robi, naszykuje, posprząta itd.

    pozdrawiam

    1. Pewnie wszystko ma swoje plusy i minusy. Wolałabym pracować zawodowo i mam nadzieję, że już niedługo to się zmieni. Ale i tak wiążę swoją przyszłość z pisaniem. 🙂

  23. Ale za co Ty przepraszasz? Za to, że masz “focha” na głupie pieprzenie i trochę sobie odreagowujesz na blogu, który przecież nie jest pracą? Od tego też blogowanie jest. Ja tylko mogę napisać, że Cię doskonale rozumiem. Oboje z Mamą Sz. pracujemy, Mama Sz. ma okresy, kiedy pracuje ekstra w kilku miejscach, mi jakiś czas temu spełniło się marzenie i również pracuję, pisząc. I doskonale rozumiem Ciebie i Twój dzisiejszy wpis.

    Bo podłogi same się nie odkurzą i w ogóle. Ale nie o to chodzi. Bo masz rację. Najłatwiej powiedzieć, że fajnie jest żyć na męża rachunek, a potem sobie wrócić do siebie i pójść do pracy. I oczywiście nie myśleć, że może jednak ktoś chciałby pójść do pracy, tylko jakoś tak tej pracy nie ma i nie ma. Nie martw się, pokaż takim “mądrym” język i olej, bo nie rozumieją.

  24. Anno, nie miałam czasu przeczytać wszystkich komentarzy, ale wiem jedno; ktoś Cię złośliwie wpuścił w ten dołek, ale nie miał racji i należy go kompletnie zignorować. To chwilowy i zupełnie nieuzasadniony brak wiary w siebie. Jesteś wartościową osobą, i Twój mąż, wiedząc to, słusznie popiera Cię całkowicie.

  25. Po przeczytaniu wszystkich komentarzy ostaję przy swoim. Przypuszczam, że cokolwiek Cię wpędziło w ten stan, dopadło Cię w momencie szczególnej słabości, bo inaczej, jako zdrowo myśląca osoba, wygnałabyś to ze swoich myśli jako kompletną bzdurę.

  26. Łatwo mówić “masz lepiej”. Ciekawe czym to się mierzy. Ktoś był w dokładnie takiej samej sytuacji, w Twojej skórze, z Twoimi emocjami? Jeśli tak to ok zwracam honor, może sobie wygłaszać co chce.
    Ciekawe ile w tym zazdrości a ile próby pokazania, że “mnie trzeba podziwiać, to ja mam tak ciężko i nawet odpocząć kiedy nie ma”.

  27. “Uwielbiam” takie teksty. “Uwielbiam” ocenianie po pozorach. Nie łam się. Zazdrośni byli, są i będą. Nie zasługują nawet na spluniecie, a co dopiero na nerwy. Nie cierpię zawistnych ludzi. Dali Ci? A gdzie byli, gdy miałaś gorzej? Zabrałaś im coś? Nie? To wypad z durnymi komentarzami i przytykami.

  28. Wyobraź sobie, że ostatnio byłam na przeglądzie u stomatologa a on mi mówi, że jestem strasznie zestresowana i mocno zagryzam zęby. A ja na to, że jaki stres, przecież ja w domu jestem, dziećmi się opiekuję, domem, kompleksów z tego powodu nie mam, więc jaki stres. A pan na to, że praca w domu, potocznie postrzegana jako leżenie i pachnienie jest bardzo wymagająca i stresująca. Nie dowierzałam własnym uszom. Pan nawet doktoryzuje się w tym kierunku i według jego badań kobiety zajmujące się domem bywają bardziej zestresowane niż osoby wychodzące do pracy, bo dużo bardziej angażują się w swoją domową pracę, aby właśnie nie słyszeć takich głupich komentarzy co to niby tylko bąki zbijają przez cały dzień.
    A ja twoją pracę cenię i podziwiam 🙂

    1. A wiesz, że moje Jajo ma tzw. bruksizm. To jest właśnie takie mocne zaciskanie zębów i zgrzytanie. Ja też tak mam, ale nie aż tak mocno jak Jajo. Dostała (to znaczy musiałam kupić za kilka stówek) kilka lat temu taki specjalny aparat zakładany na noc. I dzięki temu trochę to przeszło. Jajo jest strasznie wrażliwe. Czym starsze, to się co prawda uodparnia, ale i tak to taka delikatna dusza. 🙂

  29. Ej no klikanie pilota to też praca;-).
    Mnie też kiedyś było przykro, jak mi ktoś mówił, że na utrzymaniu męża jestem. Albo jak pierwszy mąż mówił, że w domu nic nie robię, bo co to za praca wychowywanie dziecka i prowadzenie domu. Teraz jak słyszę takie hasło od “życzliwego”, mówię, ze trzeba było sobie też takiego męża/żonę znaleźć co by utrzymywał i że to aż dziwne, że taka ekhm ekhm cud osoba jak ów “życzliwy” tego nie mogła :-). Jak dla mnie obijaj się dalej, bo dzięki temu mam codzienną porcję przyjemności czytelniczej 🙂

  30. Takie uwagi wygłaszają osoby, które nie zaznały “przyjemności” siedzenia (sic!) w domu, albo same już nie pamiętają, jak to jest. Mnie mąż utrzymywał przez 7 lat i nigdy nic nie wypominał. Jedyny minus jest taki, że nikt nam za to nie płaci, a skoro nie płaci, to nie jesteśmy nic warte. Wychodzi na to, że człowiek jest wart tyle, ile zarobi. Smutne 🙁

    1. Masz rację, ale czasami tak człowieka najdzie, skumuluje się i dołek gotowy. No, ale już jest lepiej, jak się człowiek “wygada”. 🙂

  31. Witaj, od jakiegoś czasu czytam Twojego bloga i powiadam : NIE DAJ SIĘ!!!!!!!
    Od roku jestem prawie przykuta do łóżka {kręgosłup – 3 lutego operacja} i dzięki takim ludziom jak Ty łatwiej mi przetrzymać każdy kolejny dzień.
    Dziś tez mam doła ale dzięki Twojej PISANINIE i budującym komentarzom jest mi ciut lepiej… Pozdrawiam gorąco i podziwiam…

    1. Dziękuję Ci za ten komentarz. Dla mnie każda oznaka ludzkiej życzliwości jest bardzo ważna, więc dziękuję bardzo. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia.

  32. Ludzie sobie gadają niech sobie gadają, czasem boli owszem. Ale jak mówią w taki sposób to znaczy że gula im regulujesz, zazdrość ich zżera. Tak mówią ludzie mało dowartościowani, bo jak jechałaś na tym samym wózku, zapieprzałaś od rana do nocy to było ok bo być może oni mieli troszkę lepiej, ale teraz już NIE MUSISZ tego robić, a oni tak. Dosrać innej osobie łatwo, można dać upust swoim kompleksom, wściekłości że się jest w dupie, a komu- no temu komu zaczęło się lepiej żyć. Lepsze życie to nie kasa i sława a radość z tego co się robi i że czasem można powiedzieć dobra 3 dni urlopu, start. To że nie musisz tyrać to plus a nie ujma, skoro masz takiego męża to znaczy że jesteś wyjątkowa skoro wybrał Ciebie. A kto zazdrości to obsrywa. Po za tym poziom, ludzi którzy tak gadają nie może być wygórowany…

  33. Chciałam napisać, że niepotrzebnie wchodziłaś do tego dołka, jeszcze sama chyba kurzą nóżką wygrzebałaś większy 🙂 Ale dzięki temu mamy świetny wpis 🙂
    Mam nadzieję, że już z powrotem siedzisz wysoko na swojej grzędzie i się nie dajesz, a jak książka wyjdzie to na troszkę będziesz mogła pozadzierać dziubka 🙂

  34. A ja powiem, ze żebyś nie wiem co zrobiła to i tak będzie źle. Ja jestem kura domowa dobrze zarabiająca. Mam swoja firme, prace wykonuje głownie przy kompie. Mam też jajo lat prawie 2. Pracuje głownie z dresie domowym, sąsiad/listonosz/koleżanki użalają sie nade mną ze taka w domu zamknięta…ze na łasce męża. Mężą mam super i to akurat mało ważne dla nas ale ja zarabiam 3 pensje męża. Mam naprawde super prace (jak ktos nie garnie sie w garsonce do ludzi codziennie) bo zajmuje się dzieckiem, nie musiałam po 6 miesiacach zostawiac jej samej a zarabiam naprawde dobrze. I jestem nienzależna od szefa-nietolerującego-mam- w-pracy :). Niestety wiekszosc zlecen wykouje wieczorem, często do 2-3 w nocy (wtedy telefon spi i dziecko śpi…) ale tego już nikt nie widzi…więc dla świata leżę i pachnę. Nobo w domu siedzę a mąż na szmacie lata i okna myje 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *