Tylko ona w gratisie

Wiem, że cały ten tydzień na moim blogu same smutki się dzieją. Dziś zapalam lampkę, żegnam się z moją koleżanką. I obiecuję, że jutro wracam. Zakładam swój plecak i idę przed siebie…

Jakoś trzeba było sobie wszystko poskładać w głowie, choć to zawsze trudne. I dziękuję Wam za to, że byliście gdzieś tam daleko w świecie, ale ze mną.

W momentach, kiedy odchodzi ktoś dla nas ważny, na chwilę się zatrzymujemy i zastanawiamy nad tym, co tak naprawdę jest w życiu ważne. I pomimo tego że wiemy, iż nie ma co pędzić, trzeba zwolnić, zatrzymać się, mieć więcej czasu dla bliskich, to i tak po jakimś czasie przestajemy o tym myśleć, pogrążamy się ponownie w codziennej gonitwie. Naturalna kolej rzeczy.

Od zawsze człowiek próbował zrozumieć śmierć. Oswajał się z myślą o niej od urodzenia, bo w tym komercyjnym świecie tylko śmierć dana jest nam w gratisie. Za wszystko inne często trzeba zapłacić. Kupić przyjaźń butelką wina, czasami „upolować” miłość w second handzie, lojalność i uczciwość okupić wyrzutami sumienia, wierność bólem…

Tylko ona w gratisie dodana każdemu do aktu urodzin. Chcesz czy nie chcesz, dostajesz ją w pakiecie zwanym „Życiem” z jakąś datą zapisaną maleńką czcionką. A kto czyta to, co jest napisane takim małym druczkiem?

I żyjemy sobie tak na kredyt. Dopóki ona nie upomni się o nas. Czasami po długiej chorobie. Taka „wyczekana”. Pozwalająca pozamykać wiele drzwi. Pożegnać się. A czasami ot tak. Nieuczciwie. Z zaskoczenia. Zaatakuje od tyłu, kiedy nie będziemy patrzeć. Nie pozwoli pocałować ostatni raz kogoś bliskiego, zapłacić rachunku za telefon, dokończyć przyrządzania babki drożdżowej, bo ciasto za długo rośnie…

I trudno powiedzieć co jest lepsze, co gorsze. Ale może przed śmiercią chciałoby się jednak coś powiedzieć, przekazać jakąś mądrą myśl, żeby potomni zapamiętali? Tylko po co? W pędzie życia na pewno zapomną. Bo trzeba wrócić do świata. Czekać, aż wypełni się nasza data zapisana tą maleńką czcionką, bo innego końca świata nie będzie.*

 

PS  Dziś całym swoim serduchem łączę się ze wszystkimi blogerami biorącymi udział w akcji „Blogerzy apelują – Zapnij pasy!” Dziękuję, że jest Was tak dużo. I może faktycznie to kolejny szum, kolejna akcja, ale tak jak pisałam wczoraj, jeżeli możemy uratować choć jedno ludzkie istnienie, warto ten szum robić. Nawet w szklance wody czasami przecież warto zamieszać.

 

*Czesław Miłosz Piosenka o końcu świata

 

0 myśli na “Tylko ona w gratisie”

  1. To prawda, tylko ona w gratisie. Innego końca świata nie będzie. Warto zwolnić. W życiu, na drodze, z myślami.

    Niech nas dziś będzie jak najwięcej!

      1. No właśnie, ile to trwa? We własnym samochodzie, gdy jesteśmy już “przyuczeni”, to kwestia jednego ruchu. Ułamek sekundy. Mniej, niż potrzebujemy by mrugnąć okiem.

        W taksówce, u znajomego, czy w nowym samochodzie – może trochę więcej. Ale wciąż jest jednym ruchem, tak nieznacznym, że przecież aż głupio tego nie zrobić.

  2. Znajdźmy każdego dnia kilka chwil do celebrowania kilku chwil spokoju, radości, lub po prostu tego, że mamy siebie. Nie zapominajmy o dzień dobry i dobranoc, o przytuleniu, uścisku dłoni, uważnym słuchaniu. Zwracajmy uwagę na ludzi w koło w nas, tych najbliższych i tych mijanych w pośpiechu, to też nic nie kosztuje. I czasem zabiera mniej czasu niż nam się wydaje

  3. Śmierć przychodzi, często z zaskoczenia. Nie pyta, czy może, poprostu się wprasza. Nigdy nie można się na nią przygotować, choćby człowiek się starał:(

  4. Ale napisałaś o tej śmierci…malutkim druczkiem, ciasto drożdżowe..nonono, bardzo mi się podobało…oczywiście się przyłączam…(nigdy nie lubiłam gratisów, bo wiadomo że to jakieś gówno zawsze)

  5. No niezłe porównanie…
    Ale rzeczywiście tak jest, że dopiero wtedy, gdy ktoś bliski odchodzi to zaczynamy się zastanawiać. Trwa jakąś chwilę i wszystko wraca do “normy. A jest tak jak napisała Aleksandra – trzeba znaleźć zawsze czas na drobiazgi, na drobne czułości. Wiadomo nie można cały czas myśleć o śmierci, ale należy zwolnić…

    1. Racja. Cały czas nie można o niej myśleć, czasami tylko zwolnić, zastanowić się, ale generalnie cieszyć się życiem.

  6. Dawniej/ w średniowieczu/ mówiono memento mori, a dziś w gratisie. A i tak nieuchronnie dostaniemy. Każdy z nas. Nie chcę teraz tego tematu rozwijać przez wzgląd na gospodynię ale może warto się zastanowić dlaczego, skoro czeka nas życie wieczne nikt sie nie cieszy z jej nadejścia?

    1. Bo pewnie ludzkie uczucia, pragnienie dotyku, bliskości, rozmowy są nam bliższe. A też nie wszyscy ludzie są wierzący.

      1. I ja to rozumiem i dla mnie właśnie tak to wygląda , ale dla olbrzymiej ilości nie ateistów to powinno być radosne święto bo we wszystkich religiach czeka ich po drugiej stronie nagroda, Więc dlaczego to jest takie smutne?

        1. Bo może to tak jak z podróżą? Jak ktoś wyjeżdża, to też czasami płaczemy, bo będzie daleko. A nam najbardziej potrzeba chyba bliskości.

          1. Może, ale tak dokładnie to w naszej kulturze nie mówi sie otwarcie o końcu życia o nieuchronności śmierci, o tym jak sobie mają radzic Ci co zostali po tej stronie. Śmierć to temat chyba bardziej wstydliwy niż seks. Wszyscy z jednej strony boją sie o tym rozmawiać i wolą tematu unikać a z drugiej boją sie jej.
            Podoba mi się Twoja wrażliwość i to że chcesz o tym mówić.

          2. Masz rację, że tak jest. Może to taki strach, że można ją niepotrzebnie wywołać? Nie wiem. Obecnie śmierć jest zmedykalizowana, odsunięta na bok. Ciągle mówi się o zachowaniu młodości, czyli walczy z przemijaniem, być może po to, by trochę ją oszukać. To w ogóle trudny temat.

          3. A wiesz ,że w żargonie agentów ubezpieczeniowych śmierć to “zdarzenie ubezpieczeniowe”? Ręce opadają nad tą hipokryzja

  7. Klik dobry:)
    Ale chyba potrafimy przesuwać na później tę datę drobnym druczkiem wypisaną? Bo… jeśli nie… to po co lekarze, lekarstwa czy pasy bezpieczeństwa?

    Pozdrawiam serdecznie.

  8. Przechodzimy po jakims czasie do porzadku dziennego po czyjejs smierci (nawet bliskiej nam osoby), bo nie potrafimy tak na prawde zrozumiec wartosci zycia. Tylko jesli sami doswiadczymy “prawie smierci” (np. powazny wypadek, wygrana walka z nowotworem, itp.), jestesmy w stanie docenic co mamy. I wtedy zmienia sie nasze spojrzenie na swiat – i na nasze zycie. Przezylam 11 lat temu wypadek samochodowy, w czasie ktorego “spojrzalam smierci w oczy”. To traumatyczne zdarzenie dalo mi “kopa” zeby zyc duzo pelniej, korzystac z wszystkich szans jakie mi daje swiat. Nie skupiam sie na smierci i tym, ze kiedys odejde, tylko na tym czy wypelniam dobrze czas na Ziemi, poki go mam.
    Ponizej jeszcze wiersz “I will not die an unlived life” Dawny Markovej, Amerykanki, ktory napisala do przejsciu udanej walki z rakiem (wersja angielska – polskiej nie znalazlam):

    I will not die an unlived life.
    I will not live in fear
    of falling or catching fire.
    I choose to inhabit my days,
    to allow my living to open me,
    to make me less afraid,
    more accessible;
    to loosen my heart
    until it becomes a wing,
    a torch, a promise.
    I choose to risk my significance,
    to live so that which came to me as seed
    goes to the next as blossom,
    and that which came to me as blossom,
    goes on as fruit.

    1. Masz rację. Przeżycia traumatyczne uczą nas szacunku do życia.
      A wiersz trudno mi odczytać, bo jeszcze aż tak angielskiego nie znam, ale jak wróci ze szkoły Jajo, to poproszę o wsparcie.

    1. Szkoda, że się nie da. Choć z drugiej strony… wieczne życie też nie musi być fajne. Kiedyś trzeba odpocząć.

  9. Krzysztof napisał o średniowiecznym memento mori. Oni pamiętali, bo ich śmierć nie była taka sama z siebie odessana. Wtedy była namacalną częścią życia, codziennością. Dziś medycyna, dłuższa przeżywalność i warunki życiowe sprawiają, że śmierć jest jakaś taka bardziej sterylna i odrealniona. Sprowadzona jedynie co cielesności i końca jako takiego związanego właśnie z brakiem cielesności. Brak jej tej mistycznej otoczki, która wcale nie jest a z religią, a świadomością nie przemijania. Przecież jesteśmy częścią wszechświata i jako taka, tworzymy ją na wieczność. Ciało ginie, energia – świadomość zostaje. A co jeśli przesiadamy się do innego bolidu?

    1. Dlatego napisałam w komentarzu do Krzysztofa, że dziś śmierć jest zmedykalizowana. Tak jak piszesz, sterylna, czysta i nierealna. Taka przesiadka byłaby całkiem w porządku. 😉

  10. Dołączam do akcji-na razie tylko duchem…
    Chciałam już dzisiaj, ale mój laptop odmówił posłuszeństwa a z komórki za cholerkę nie umiem dodać zdjęcia (logo) akcji… 🙁
    Ale łącze się z Wami!!
    Pozdrawiam cieplutko! 😉
    P.s.Aniu! Podeślij mi na maila swój adres… 🙂

  11. I właśnie przez to że nie wiemy kiedy po nas ta cholera z kosą przyjdzie-to powinniśmy zawsze być dobrymi ludźmi.Bo po naszej śmierci nikt nie będzie pamiętał jak byliśmy bogaci,jakim autem jeździliśmy…tylko jakimi byliśmy ludźmi.Ogólnie też czekam na zmianę nastroju u Ciebie jak wszyscy czytelnicy.Bo Wiesz jakich tematów nam brakuje?Będziesz musiała nadrobić!

  12. Tymbardziej w takich smutnych sytuacjach, kiedy kogoś tracimy, zadaję sobie pytanie ‘skoro życie jest tak krótkie, dlaczego go nie szanujemy?dlaczego też nie żyjemy pełną parą, beztrosko, czerpiąc z niego, ile się da?’
    wiesz,że nie umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie..

  13. Witaj
    Cóż, kiedyś ludzie byli bardziej oswojeni ze śmiercią. Była elementem ich życia niemal codziennego. Sam pamiętam, że kiedy umarła moja prababka, a umarła w domu (kiedyś ludzie chyba przewaznie umierali w domu), leżała na łóżku w soim pokoju i mogliśmy się z nią pożegnać. Dziś odzwycziliśmy się od śmierci. Bliscy umierają w szpitalu, nas przy nich nie ma. Smierć stała się czymś abstrakcyjnym, nie spotykamy się z nią właściwie na codzień, no chyba, że jesteśmy bezpośrenim świadkiem ciężkiego wypadku na drodze, a służy nie zdążyły jeszcze uprzątnąć zwłok. Wtedy przeżywamy szok.
    Może napiszesz jednak kilka słów o koleżance, którą ostatnio tu pożegnałaś.
    Co do akcji zapnij pasy, to słuszna akcja. Dziś chyba mało kto tego nie robi. Zawsze przyda się jednak przypomnieć, że warto to robić choćby dlatego, że większość aut jest wyposażonych także w poduszkę powietrzną, a ta, w momencie wypadku, przy niezapietych pasach jest dodatkowym śmiertelnym niemal niebezpieczeństwem.
    Do akcji się przyłaczę, ale raczej zrobię swój własny znak graficzny, bo ten (sorry, za szczerość) bardzo mi się nie podoba.
    Co do narodowej dyskusji o bezpieczeństwie, to jako kierowca, który rpbi dziennie ok 60km chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną plagę: Plagę rozmawiania przez telefony komórkowe w trakcie prowadzenia auta. Codziennie spotykam na drodze co najmniej jednego takiego delikwenta i myślę, że o tym warto też napisać lub zrobić podobną akcję.
    pozdrawiam

    1. O koleżance napisałam w poprzednim wpisie. Niewiele, ale nie chcę naruszać jej prywatności ani prywatności jej rodziny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *