Mój rower

 

Mój mąż zaprosił mnie wczoraj na randkę! Spędziliśmy cały dzień razem. Co prawda najpierw musieliśmy pojeździć w różne miejsca, ponieważ miał jeszcze do wypełnienia jakieś obowiązki związane z pracą. Kiedy czekałam na niego w samochodzie, udało mi się zrobić kilka zdjęć jesiennej przyrody – trochę może przygnębiającej, ale potrafiącej zachwycić. Korony drzew pozbawione liści mają w sobie coś monumentalnego.

Późnym popołudniem pyszna kawka piernikowo-czekoladowa, lody, a potem kino. Co prawda na randkę wzięliśmy przyzwoitkę w postaci córki. Poszliśmy na film Trzaskalskiego „Mój rower”. Wszyscy chcieliśmy go zobaczyć, bo już z zapowiedzi wynikało, że będzie to interesujący obraz, znacznie różniący się od dotychczasowych filmów polskich.

Opowiada o trzech pokoleniach mężczyzn: synu, ojcu i dziadku, którzy próbują naprawić relacje, jakie są między nimi. Dziadek nadużywający alkoholu, został porzucony przez 75-letnią żonę dla pewnego lotnika. Ojciec – wirtuoz mieszkający w Berlinie i w końcu syn – jeszcze uczeń, a już ojciec, któremu ma się dopiero urodzić dziecko spłodzone z nauczycielką literatury. Syn mieszka z matką (rodzice są rozwiedzeni) w Londynie. Ojciec i syn przyjeżdżają do Polski, bo trzeba zająć się chorym dziadkiem porzuconym przez żonę. Wyruszają w trójkę w podróż, by sprowadzić babcię do domu i tym samym pozbyć się kłopotu z opieką nad dziadkiem. Trochę to przypomina film drogi. A na pewno jest przykładem kina męskiego, kobiety pojawiają się tylko na chwilę. Oczywiście podczas próby odnalezienia babci, zbliżają się do siebie i można by rzec, że w końcu potrafią sobie pewne rzeczy wybaczyć. Babcię odnajduje ojciec, jednak nie ma odwagi prosić jej, by wróciła do męża, ponieważ widzi ją szczęśliwą z innym mężczyzną. Nie napiszę, jak się kończy film, bo warto go zobaczyć.

Po obejrzeniu byliśmy zgodni, podobało się nam. Na pewno uwagę zwracały zdjęcia. Zaskoczyła mnie moja córka, ponieważ wyszła z kina zachwycona. Stwierdziła, że w końcu normalny polski film, bez Adamczyka i Kota, bez głupiego (często na siłę) humoru, bez jakiejkolwiek idealizacji bohaterów i świata przedstawionego. Byłam nawet zdziwiona jej mądrymi uwagami, bo to przecież nastolatka i wydawać by się mogło, że powinien bardziej ją pociągać kolorowy, plastikowy świat. Cenne u niej jest to, że potrafi docenić dobre kino. Stwierdziła nawet, że może polski film w końcu wraca na właściwe tory, bo przecież stare komedie (np. z czasów PRL czy momentu przełomu) są naprawdę świetne. Nie można ich porównywać do ostatnio wyprodukowanych tzw. polskich komedii romantycznych. Także dowartościowałam się trochę jako mama, byłam dumna że mam tak rezolutne dziecko. Śmiech

4 myśli na “Mój rower”

  1. Zazdroszczę bardzo tego wyjścia do kina 🙂 Nam niestety nie udaje się ostatnio nigdzie ruszyć bez ogonów w postaci maluchów, więc jak filmy to tylko w domu, na własnej kanapie Pozdrawiam i miłej niedzieli 🙂

    1. Maluchy kiedyś dorosną 🙂 Pamiętam, jak nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła pójść ze swoją córką na film inny niż kreskówka 🙂 Również miłej niedzieli życzę 🙂 Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *