Świąteczna psychoza w listopadzie

Nie dam się wciągnąć psychozie świątecznej. O, nie! Nie w listopadzie!

Ale jak się nie dać? Wejść do sklepu w przyciemnianych okularach, chwycić chleb, mleko i w nogi do domu? Zaraz od wejścia straszą bombki, łańcuchy, sztuczne choinki.

Ale nie dam się!

Pojechałam z Jajem wieczorem do marketu. Wchodzimy. Plan jest taki, by kupić coś do przegryzienia w szkole. Tylko tyle.

No, ale wchodzimy, a tam jak zwykle od wejścia już święta. Ignorujemy. Idziemy dalej, w konkretnie wyznaczonym kierunku. Grunt to trzymać się planu. Idziemy więc. Mijamy czekoladki, bombonierki z uśmiechniętymi brzuchatymi Mikołajami, z bałwankami, pingwinkami i reniferami. Masakra jakaś, ale dzielnie zmierzamy w wyznaczonym kierunku. Potem mijamy dział zabawek. I tu Jajo zatrzymuje się i proponuje, by tylko popatrzeć, bo musi kupić prezent przyrodniej siostrze. Dziewczynka ma 5 lat, więc prezent być powinien, ponadto uwielbiają się z Jajem. No, to pakujemy się w ten świat zabawek. Do koloru do wyboru, a jeszcze zachęcają przecenami. Jajo wydaje ochy i achy, samo pewnie by się jeszcze pobawiło. I trafiamy na pluszaka, no, takie cudo, że Jajo wymięka.

– Mamo, kupmy jej, ucieszy się na pewno.

I patrzy na nas z półki maskotka śliczna, z kokardką na łepetynie wielkiej niczym arbuz. I już mruga oczkiem, i już szepcze: „Kup mnie, kup mnie”. W końcu sprawdzamy cenę. No, dobra. Może być. Pakujemy do kosza. A Jajo już połknęło bakcyla świątecznego, bo zaraz wpada na pomysł, że przecież tacie i jego żonie trzeba kupić. Bo my taka patchworkowa rodzina, więc skomplikowane to trochę. No, ale kiwam głową, bo jak tacie nie kupić. A jak tacie kupić, to dlaczego jego żonie nie?  I idziemy tak między półkami. Jajo przebiera, ale w końcu stwierdzam stanowczo, że przecież listopad, że przecież zdążymy, że musimy też inne sklepy odwiedzić. Jajo kiwa mądrze głową. Idziemy dalej. Pchamy wózek, z którego głowa z kokardką wystaje i oczywiście nic ponadto. Potem do kosza trafia kubeczek z pingwinkiem, bo przecież tylko 3 zł! A taki świąteczny, słodki. I świeczka zapachowa. Bo jak Jajo posprząta swój pokój, to sobie ją zapali, by nastrój świąteczny wywołać. Taki jest plan, a w pokoju na razie dziada i baby brak, więc nie wiadomo, czy do świąt zdąży.

Jajo jeszcze wyszukuje coś dla taty. Znajduje, pakuje do kosza zadowolone, że ma, że się udało, że genialnie jest, bo pięknie i świątecznie.

Na samym końcu do kosza trafia jedna bułka i wychodzimy. Zakupy jak ta lala. A miałyśmy nie ulec nastrojowi świątecznemu. Broniłyśmy się zawzięcie, ale poległyśmy na całej linii. Udzieliło się nam na kilkanaście minut. Potem co prawda wróciłyśmy do normalności, ale pierwsze symptomy psychozy świątecznej nas dopadły, trzeba to uczciwie przyznać.

 

*obrazek ze strony tapetus.pl

0 myśli na “Świąteczna psychoza w listopadzie”

  1. Fakt-reklamy coca -coli też nie widziałam.Kuro-bo ja już czarne myśli miałam.Ta godzina,kawa już dawno wyszła a wpisu nie ma!Ale byłam na szajsbuku i się ukazałaś;).No właśnie-ciężko tak się bronić przed świątecznymi zakupami.Ale chyba każdy z nas to zna.Zawsze coś się wsadzi do koszyka spoza listy.Dzięki bogu święta są raz w roku bo bankructwo murowane.

    1. Raz w roku? Toż to zaraz Wielkanoc będzie. 😉 🙂
      A co do wpisu, to nie wiem dlaczego, ale neta od rana nie było. Od siódmej sprawdzałam, a tu ciągle nic. 🙂

        1. Ponoć w ubiegłym roku też puszczono Kevina w listopadzie i jego wielbiciele wystosowali odpowiednie pismo do wiadomej stacji i puścili w święta. Więc pewnie w tym roku też się miłośnicy zbuntują…

  2. My na razie nic świątecznego nie kupujemy, ale sprzątanie gruntowne by się przydało. Nie żeby na święta, ale właśnie na dziś zaplanowałam sobie porządki. Przejrzę blogi i koło południa się zabiorę o roboty.

  3. To jest nic! Byłam w jakimś mieście we Francji, gdzie miejsce było podobne do Disneyland’u. No wyleciała mi nazwa ze łba. W każdym razie dzieci z uszami mychy na głowie, sukieneczki księżniczek ich zdobiły, uśmiecham się do tego obrazka – cud-miód. Idę dalej, a tu zza witryny choinki i prezenty z kokardami. We WRZEŚNIU. No, to jest dopiero marketing!

  4. ja obstawiałam, że nasza Kurka Ania dzielnie odśnieża od świtu i tak sobie niecierpliwie zaglądałam. Herbatkę wypiłam, drożdżóweczkę zjadłam a tu na ekranie tylko śnieży 🙂 jak za oknem tak i na Aninym blogu 🙂

    Ale zakupy Wam się udały, nie ma co 🙂

    1. Ha, ha 🙂 Udały się. Ale Jajo zadowolone, że ma dwa prezenty. I dobrze. Jedzie do taty na święta, niech się nim nacieszy. 🙂

  5. A ja tradycyjnie już pomogłam Świętemu. Dzieci w rodzinie dużo, prezent, nawet drobny, każdemu miły. Miesięczny budżet z trudem to wytrzymuje a jak się na dwa rozbija, to jakoś łatwiej znieść. Poza tym nie znoszę przedświątecznego tłumu w sklepach.

      1. Rozumiem,że to kolejny młotek do tej tajemniczej kolekcji w piwnicy?

        A ja dzisiaj zakupiłam papier do pakowania prezentów (wyjątkowo część już zakupiona) i kartki świąteczne (weszłam tylko po ulubione drożdżówki do kawy).
        Uwielbiam ozdoby świąteczne, już zakupiłam obrusiki z gwiazdkami, widziałam cudne bombki i świeczki… oj chyba muszę wziąć coś na wstrzymanie…

  6. ja wpadłam we wrześniu na pomysł, że kupię prezenty to będę miała z głowy i… nadal mam pomysł, że te prezenty kupię, kiedyś… jak już będę wiedzieć co 😉

  7. No już myślałem, że sobie walnęłaś jakąś przedświąteczną deprechę – bo godzina mija, a ja niczyja – ale jak zakupy to chyba wszystko O.K.?

    1. Zakupy były wczoraj, a dziś to awaria z netem. Od siódmej próbowałam resetowałam modem i nic. No, ale w końcu się udało. 🙂 wszystko działa. 🙂

  8. Ja niestety się dałam. Kupiłam już kartki świąteczne i wydaję mi się, że zaraz będzie za późno żeby je wysłać ( a przecież mamy dopiero koniec listopada, gdzie tam do Świąt?!)

    Myślę już o świątecznych prezentach, o Mikołaju i o pieniądzach, które na to wszystko będę musiała wydać..

  9. Ech, nawet cieszy mnie to, że w tym roku ominie mnie ten cały rozgardiasz świątecznych zakupów. Dziecię siedzi póki co jeszcze grzecznie, ale w każdej chwili może stwierdzić “basta, wyłażę” 😉 Uskuteczniam tylko wypady do lekarza, a tam na szczęście całkiem nieświątecznie 🙂

  10. Ten szał przedświąteczny to jakiś obłęd.
    U nas i tak późno…jak mieszkałam w Holandii to tam pod koniec września już pojawiają się świąteczne ozdoby, czekoladowe mikołajki itp.
    Ja tam nie wpadam w ten wir, ale prezent dla mojego Misia już zamówiony 😉
    Gorzej będzie z dzieciakami, ale dam radę coś wymyślę.
    Gorąco pozdrawiam! 😉

      1. Ja mam zawsze problem z prezentami, bo co dać komuś kto praktycznie wszystko ma?
        Tym razem nie było prezentu na ostatnią chwilę tylko przemyślany i przede wszystkim od serca a to chyba najważniejsze…
        Cieplutko pozdrawiam! 😉

  11. Witam
    Tak szybko robisz wpisy, że nie nadążam z komentarzami.
    Ja też uległem manii przedświątecznych zakupów i kupiłem sobie kolejny modelik (w markecie). Zrobiłem zdjęcia, przygotowałem wpis (o przedświątecznych zakupach) i miałem zamiar go opublikować wczoraj. Wczoraj też musiałem pojechać do tego samego marketu wymienić prześcieradło i kupić pokrowiec na deskę do prasowania. Znów polazłem między zabawki i kupiłem drugi taki sam modelik (z nadzięją, że ten będzie troszkę lepszy) . Depresja depresją, ale czy to, na co ja jestem od lat chory – zbieractwo, to nie jest równie ciężki przypadek?
    Zapraszam do siebie też w temacie przedświątecznych zakupów.
    pozdrawiam

    1. U mnie wpisy są codziennie, oprócz niedziel. taka systematyczna jestem. W niedziele odpoczywam i zbieram siły. 🙂
      A zbieractwo w granicach rozsądku jest jak najbardziej w porządku. Również pozdrawiam 🙂

  12. U nas w domu prezenty dostają jedynie najmłodsi i od nich zawsze sie wyciągnie co chcą. Mężczyźni przeważnie chcą młotek więc i Paniom nie wypada chcieć. I wszyscy zadowoleni, ale najważniejsze jest wspólne gotowanie , wybieranie choinki, jej wspólne ubieranie itp.Nawet pasztet robimy z dzieciakami. To zapamiętają, a o prezentach zapomną.

    1. Racja, że najdłużej pamięta się atmosferę świąt. Prezenty za chwilę pójdą w kąt i tyle, kolejne przedmioty, a wspomnienia zostają. 🙂

      1. I dlatego warto mieć swoje potrawy robione raz w roku, zadbać o swoje tradycje. Jak dzieci były małe to zawsze w wigilę robiliśmy im taką uwerturę i rano w pidżamach gromadziliśmy sie pod choinką we czwórkę i tam były prezenciki a potem wspólne śniadanie. Dzieci bardzo na to czekały, my zresztą też. A teraz stare konie wspominają. I dlatego warto.

  13. a ja lubię w listopadzie robić plan świąteczny i część prezentów kupić, mam czas na przemyślenie sprawy, organizację i finansowo łatwiej na 2 miesiące rozłożyć Święta 🙂

    1. Plan owszem, prezenty, jeżeli ma się ich sporo do kupienia, też dobrze rozłożyć, ale szkoda, że te wszystkie ozdoby do świąt zdążą się już opatrzyć.

  14. I tu się mylisz Aniu. Święta w tym roku wcześniej, bo już w piątek jest Wigilia, skoro w sobotę – w Pierwszy Dzień Świąt leci “Kevin sam w domu” 😛

  15. Ja o prezentach już myślę, bo ja nie tylko na Gwiazdkę, ale i na Mikołajki daję. I tu jest problem, bo w wigilię Mikołajek (Mikołajków?) Dzieć Młodszy ma urodziny. A skoro między Dzieciami 1,5 roku różnicy, to kiedy jedno obchodzi urodziny pełne, to drugiemu robimy połówkowe, bo za małe toto, żeby zroumieć, dlaczego to drugie dostaje prezent, a ja nie. No i na urodziny to już kupiłam, na Mikołajki ani tym bardziej pod choinkę – nie. Ale o kartkach to powinnam już pomyśleć… Choć skończy się tak, że będę myśleć, myśleć, myśleć i tuż przed świętami: o w mordę, znów karek nie kupiłam…
    No i wypadałoby już zrobić sobie menu na święta, żeby powoli kompletować surowce.

      1. U mnie starsza latorośl ma urodziny 5 grudnia. Żeby nie był poszkodowany to trzeba się postarać podwójnie. Jak na urodziny może dostać gotówkę (zbiera na nową gitarę), to z okazji Mikołaja już nie pasuje, no a zaraz święta i znowu…

        1. Z gitarą to pewnie tak będzie, że na jednej się nie skończy. U mojego Jaja stoją trzy. Jak złapało bakcyla, tak zostało wciągnięte na maksa. 🙂 🙂

  16. Ja też uległam, ale jak tu nie ulec jak się ma synka – 6 latka ( a teraz jeszcze przeziębiony, leży z gorączką) i chciałoby się rozpieścić i to kupić i tamto. W sumie mi to nie przeszkadza, że to już wszystko w marketach jest – można na spokojnie powybierać, poprzebierać. Człowiek zawsze na coś czeka – Mikołaj już za tydzień – też trzeba jakiś prezent, więc chyba dobrze, że jest z czego wybierać.

  17. Mnie też zdarzało się tarcic odprosić 😉 i popaść w świąteczny amok, ale jakiś taki kontrolowany, bo jedynie na książkach i biżuterii i kosmetykach się kończył 😉 Z książkami to w zasadzie amok mam całoroczny 😉
    Aaa raz jednego przed świętami kupiłam sobie cztery pary szpilek O_o Wszystkie były cudne i zdecydować się było ciężko, a ze groszem śmierdziałam, to poszalałam 😉 Biorąc pod uwagę ile tego rodzaju obuwia mam w domu, limit na obcasiki wyczerpałam do końca życia 😉 A że wielka baba jestem i w dodatku pieszo biegam, to szpilki jakby odłogiem stoją 😉

    1. Ha, ha 🙂 To tak jak u mnie. Pomykam na płaskim, a szpilki stoją w szafie, pięknie popakowane w pudełeczka i czekają na swój czas. 🙂

  18. Świąteczne gadżety goszczą już w sklepach od jakiegoś czasu. Niestety dałam się złamać, dzieciaki zjadły już niejednego czekoladowego mikołaja 🙂 a do świąt jeszcze ho, ho…

    1. stało się, właśnie zeżarłyśmy jednego, Matka łeb mu obgryzła, dzieci tułów, a zakamuflowane, czekoladowe nogi zostały dla Pana Taty jak wróci 😛 czeko, czeko, czekolada 😀

    2. Ha, ha 🙂 Moje Jajo na szczęście już z tych czekoladowych mikołajków wyrosło. 🙂 Co prawda nie pogardzi, ale nie dopomina się. 🙂

      1. w sklepie młodsza piszczała radośnie a starsza stwierdziła, że “jak była grzeczna i pieczątkę od Pani z przedszkola dostała, to na pewno kochana mama kupi mikołaja”. Noooo dobra, Matka też miała chęć na czekoladę, to na ból gardła świetnie działa 😀 gorzej na rozmiar tyłka :/

        1. Z tym tyłkiem to w ogóle jakieś dziwne rzeczy się dzieją. W końcu pakujesz górą, dołem wychodzi, a i tak tyłek rośnie. 😉 🙂

  19. Oj, ja to mam już dosyć pytań, a co kupić komu itd. Aczkolwiek lubię przejść między świątecznymi artykułami, ale tylko wtedy, gdy mam przy sobie tyle gotówki, co na zakupy, na które przyszłam 😛
    Dobra kobieta (Ty 😀 ) się trafiła Twojemu mężusiowi 😛 Ja to chyba nie miała w głowie jeszcze byłej żony…. Ale tak chyba jest normalnie 🙂

    1. Bo u nas to skomplikowane. Ta żona, to żona mojego byłego męża. Krótko mówiąc, jego była kochanka, która stała się żoną. 🙂 Ale nie mam już urazu. Mają córeczkę, którą moje Jajo uwielbia. Dziewczyny się lubią, mają dobry kontakt. 🙂 A była żona mojego obecnego męża chyba nie ma nikogo, nie wiem. Za to ma dwóch dorosłych synów z moim Mężusiem, których ja bardzo lubię. No, to tak mniej więcej wygląda. Niezłe puzzle można by z tego ułożyć. Ale dajemy radę. Żyjemy w zgodzie, to najważniejsze. 🙂

  20. doczekaliśmy się czasu
    kiedy wiele jest hałasu
    euro – klasa
    ród stateczny
    w ruch wprawiony przedświąteczny
    na marketach choineczki
    w koszach misie i laleczki
    mako – serów pełne puszki
    przytulanki do poduszki
    mydło, szydło i powidło
    a do tego smarowidło
    i na pięty i na liczka
    brokatowa puderniczka
    nawet kapcie z cekinami
    hit za hitem nad hitami
    wszędzie gwiazda betlejemska
    a na śledziach
    wprost nieziemska
    trele trili trele bęc
    od tandety można pęc

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *