Na złodzieja z łapką na muchy

Siedzę w domu, bo gdzieżby indziej. To „siedzenie” oczywiście przyjmuje dość specyficzne formy, bo zapierdzielam na szmacie z jednego kąta w drugi, normalnie jak łyżwiarka figurowa, bo jeszcze przy tym wygibasy robię. Wesoło mi, w głowie kwiatki kwitną. Na okno nie patrzę, coby nie widzieć, że brudne i że za nim tak szaro i buro.

Mruczę coś pod nosem, bo śpiewaniem nazwać tego nie idzie. A tu nagle jakiś rumor. Wołam kota. A on niewinnie na mnie z kanapy spogląda. Nic. Przesłyszało mi się, przecież chata pusta. Wyciszam radio. Znów szmata. Tańce. Przemieszczam się do kuchni. A tu jak nie huknie gdzieś pod spodem. Prostuję się od razu niczym struna. Słucham. Słucham każdą częścią swego ciała. I rumor słyszę. Ożeż! Ktoś jest w domu. Jak nic. W piwnicy. Włamywacz. Myśl, myśl! Boję się, że mnie zaraz tak sparaliżuje, że zamknę się w łazience i będę tam siedzieć do usranej śmierci, a złodziej spokojnie spenetruje mieszkanie. Myślę więc intensywnie, aż para uszami idzie. Rumor ucichł. Ja na paluszkach do sypialni po jakieś narzędzie zbrodni. Nie żebyśmy tam z Mężusiem trzymali ekscytujące „zabawki”, po prostu jakoś tak odruchowo weszłam do tego pokoju. Na paluszkach. Ha! Tutaj mam taką łapkę jak paletka, którą razi się prądem owady, ale jak się łapę w to wsadzi, to popieści dość solidnie. Oczywiście po zakupie nie mogłam się oprzeć, by nie sprawdzić i paluszki w druciki wetknęłam, a włosy na głowie takich skrętów dostały, że już na zawsze mi się tak ostało.

Już mam plan. Zaczaję się przy schodach do piwnicy i przywalę tą łapką w facjatę włamywacza. A potem… Potem się wymyśli. Wiem, geniusz!

Skradam się na palcach. Nutuś (mój kocur) aż wylazł z wyrka, by popatrzeć na zjawisko. Moje skradanie wygląda jak zachęta do zabawy i nawet raz mnie w stopę użarł. Taki to mój obronny kot. Ale ja niezłomna skradam się dalej, bo słyszę, że jednak ktoś chyba jest w piwnicy. Znów coś spadło. Ręce mi się trzęsą. Serducho wali. Zaraz pierdzielnę na zawał. A jak to szczur jaki? Otwieram drzwi do piwnicy. Cicho. Nie zaskrzypiały. Nasłuchuję. Nawet chyba wiem, w którym pomieszczeniu coś się kotłuje. Schodzę po schodach. Stopień po stopniu. Prawa, lewa. Oby nie pomylić się w stawianiu nóg. Nie oddycham. Chyba. Potem drugie drzwi. Napieram bioderkiem, bo inaczej nie pójdą. I nagle jakiś duch przodków we mnie wstępuje. Kolejne drzwi. Wpadam. Z impetem.

Łaaaaaaaaa!!! – krzyczę, by potencjalnego napastnika krzykiem bojowym wystraszyć, toż to przecież tak podczas bitew czyniono. Macham łapką. Zaiskrzyła lekko. Chyba jakąś pajęczynę złapała. Cisza. Nic. A tu nagle z boku jak coś nie skoczy przede mną. Serce. Podskok. Krzyk. Zamknięcie oczu. Machnięcie w powietrzu. Coś przemknęło. Otwieram. Patrzę. Ja, pierdzielę!

Fifek! – krzyczę. – Skurczybyku jeden! Co ty tu robisz?! – krzyczę cały czas, by emocje opadły. A kot sąsiada w kąt piwnicy wciśnięty patrzy na mnie oczami wielkimi jak złotówki.

Oddycham. Jakoś za szybko. Dobrze, że się nie posikałam ze strachu. Wypędzam kota i zamykam drzwi od ogrodu, bo to tędy dziad wlazł i tłukł się po piwnicy jak niewinna dusza po piekle. Normalnie udusić dziada to mało, prawie mnie o zawał przyprawił.

Wracam do domu. Szklanka wody. Dwie. Trzecią poprawię za chwilę. Siadam i dyszę. Ożeż, ty jego mać! Odważna ze mnie kobita, nie ma co, żeby tak z łapką na muchy na złodzieja się zaczaić w piwnicy.

0 myśli na “Na złodzieja z łapką na muchy”

  1. Hmm, ja w domu takich sprzętów nie mam, może by warto było pomyśleć? Ale w sumie z drugiej strony, mieszkam w bloku, w mieszkaniu dwupokojowym, więc… jakby zagrożenie związane z jednoczesną obecnością w domu mnie i złodzieja mniejsze ;).

    1. A mi serducho waliło jak oszalałe. Potem opowiadam Jaju, a ono pyta, co ja chciałam tą łapką zrobić. W sumie sama nie wiem, ale czułam się lepiej, jak miałam coś w ręku. 🙂 🙂

    1. Przyłazi do nas prawie co dzień, ale do tej pory to tak z dachu nas raczej obserwował i rzadko kiedy wskoczył do ogrodu. Coś go musiało teraz zaciekawić. Mężuś myślał, że może chciał na ptaki popolować, bo powiesiliśmy karmnik i faktycznie ptaki się dokarmiają z wielką ochotą. 🙂

  2. 🙂 🙂 … chcesz – zamienię się na psa… znaczy ja zabiorę Twojego kocurka, a oddam w zamian psa mojego brata… nie żeby był obronny, ale jest wielki i już samym wyglądem potrafi przestraszyć 😛 bo niestety niczym więcej 😛

    … ale cóż… wyobraź sobie wieczór z lekka chłodny jak wchodzisz na cudzy ogród i niby cicho, niby spokojnie, a tu zza rogu budynku wychodzi Tobie na spotkanie WILK 😛 … to dopiero jest zawał 😉

  3. z każdym kolejnym wpisem odkrywam Twoje kolejne cechy – odważna z Ciebie babka! 🙂 naprawdę, ja to nie wiem jak bym się zachowąła, chyba bym się, jak to mówisz, posikała ze strachu 😉
    ale Twoja broń, myślę, przestraszyłaby każdego 😉

  4. Koty to demony. Mój w nocy potrafi stać na środku pokoju i obsesyjnie się patrzeć na nas, potem się zbliża i za każdym razem jest bliżej jak otwierasz oczy…. Raz jak stał nade mną w nocy to aż podskoczyłam – takiego mam kawalarza 😛
    Dobrze, że to był tylko kot 😛

        1. Ha, ha 🙂 Wyrośnie z tego. Mój wieczorem już kombinuje, gdzie by było najwygodniej i czasami zakamufluje się w naszej sypialni. Śpi jak zabity do samego rana. 🙂 🙂

          1. Sprawdza, czy już może Was zjeść, czy jeszcze trochę poczekać. 😉 🙂 Mój też tak robił, jak był kociakiem, łapką trącał w policzek. Teraz to już chyba jego trzeba by budzić. Ma już w sumie 7 i pół roku. 🙂 🙂

    1. Oj, fuj, mam nadzieję, że myszy omijają nasz dom, bo czują kota – “wielkiego łowcę”, który już raz jednego ptaka zamordował, pewnie ku przestrodze myszy. 😉 🙂

  5. hahahahaha wiesz taka łapka w łapce potrafi być niebezpieczna 😛

    Przypomniała mi się taka historia sprzed lat wielu 😀 Zatrzasnęłam się w łazience na stancji – zaraz egzamin a ja wyjść nie mogę. Przekręcam zamek i nic. Próbuję to cholerstwo rozkręcić. Nic. Czekaj, czekaj, radio słyszę? Dziewczyny jeszcze nie wyszły?! Wale do drzwi i wołam pomocy. Radio zaczyna mocniej wyć! Im mocniej walę, tym radio głośniej gra. Kurde! Popatrzyłam na okno, Dół zabity, ale góra….jest otwiera się. Przecisnęłam się przez górny lufcik i w piżamie stoję przed domem i dzwonie do drzwi. Fajny widok. Fuck, Nie otwierają bestie. Lecę na tył domu. Otwarte. Wbiegam na górę wkurwiona na maksa
    – Oszalałyście? Zatrzasnęłam sie w łazience, tracąc pół godziny, wołam o pomoc, dzwonię do drzwi a wy co?
    – Bo myślałyśmy ze to złodziei!!!!
    – I co? I radia miał się wystraszyć?!
    Na szczęście w ostatnim momencie zdążyłam na egzamin.

  6. Po tym co opisałaś ciśnie mi się na usta pytanie. Dlaczego nie wstąpisz do Straży Miejskiej, masz predyspozycje. Naprawdę to odważna jesteś, bo z czymś takim na dorosłego? Marne szanse, a kotek z piwnicy nie wyciągnie

    1. Ha, ha 🙂 Pewnie cały czas kotłowało mi się w głowie, że to niemożliwe, że pewnie to nie człowiek. Ale co ja dokładnie sobie myślałam, nie wiem. To było działanie w afekcie. 🙂 🙂
      Kiedyś starałam się o przyjęcie do policji, ale mnie nie chcieli, bo stwierdzono, że z wyższym wykształceniem to ja będę zaraz na jakiś stołek się pchać, a oni potrzebują “krawężników”.

    1. Dzisiaj to wiem, ale jak człowiek młody i wydaje mu się, że świat zmieni, to nie myśli takimi kategoriami. 🙂 🙂 Los wiedział, co robi. 😉

  7. Hahah świetna historia-a i koniec zaskakujący.Ja pewnie wyleciałabym przed dom i wzywała ratunku,za cholerę nie zeszłabym do piwnicy.O nie!Po moim trupie!

    1. Też się sobie dziwię. Ale pomysł był, żeby przez okno łazienki uciekać, tylko co potem? 😉 🙂 Szczerze mówiąc, podejrzewałam, że to jakiś zwierz. Przyznaję się, więc dlatego taka “odwaga”. 😉 🙂

  8. No ładnie, to ja już nie mam się czym bronić. Mój małżonek szanowny z takiej właśnie łapki zrobił elektrosadzarkę. No nic, najwyżej królikiem poszczuję 😉

  9. Rozumiem Cię w 100%. Poszłam kiedyś po drewno do drewutni. Cisza na wsi, lekki zmrok, a tu nagle z góry spada drewno. Ja na równe nogi, a kot sąsiadki czmycha już w krzaki.

  10. Hahahah. Swoja drogą, to ten Fifek, też musiał mieć niezłego pietra. Tak z znienacka mu piwniczne filge przerwałaś. Pewnie focha strzeli na długo. koty tak mają 😉
    Swoja drogą dobrze, ze przydybałaś. Widziałam kiedyś na tubce takiego amerykańskiego cwaniaczka kociego, co to kleptomanem był. Sąsiadów kroił aż miło. Zabawki, buty, nawet gacie i biustonosze znosił do piwnicy pod własnym domem. Dziad jeden 😉

    1. Ha, ha 🙂 No, Fifek na szczęście niczego nie wyniósł, ale tak się wystraszył, że miał problem z pokonaniem płotu. 🙂

  11. Jestem pod wrażeniem Twojej pomysłowości – tak jak w tytule – na złodzieja z łapką na muchy:)
    Ja bym za patelnie chwyciła jakąś:)

    I wcale Ci się nie dziwię, że prawie zawałem skończyłaś, bo ja jestem taki straszak, że nie wiem nawet, czy bym się odważyła zejść do piwnivy…

    Dobrze jednak, że to się tak skończyło i ‘złodziej’ okazał się tylko kotem.. Uffff

    Pozdrawiam;-)

  12. Witaj. Ja jestem bardzo strachliwa. Byle co mnie może wystraszyć, więc podziwiam Twoja odwagę. Ja bym tam nie zajrzała 🙂 Dobrze , że podejrzewałaś jednak zwierzę a nie człowieka, bo jakby tam była jednostka ludzka? W takim wypadku zawsze się zastanawiam, czy to odwaga czy lekkomyślność pakować sie w łapy łobuzowi? Na przykład taka szarpanina w obronie własnej torebki to odwaga, czy lekkomyślność?

    1. Bo granica między odwagą a lekkomyślnością może być czasami bardzo płynna. Czasami też człowiek działa pod wpływem silnych emocji i nie myśli nad tym, co robi. 🙂

  13. Nie wiem kto tutaj kogo bardziej przestraszył i masz szczęście, że kocur nie nasikał ze strachu 🙂
    A tak w ogóle to kotu relanium zadawkowałaś?
    Chyba nie wypuściłaś go takiego zestresowanego?

  14. Biedny Fifek, pewnie ma niezłą traumę 🙂 Za prędko to was nie odwiedzi.
    Muszę skorzystać z Twojej metody, bo kot sąsiadów czuje się u nas jak u siebie. Śpi na posłaniu psa, bo bardzo się lubią, a całkiem niedawno ukradł mi kotleta, który leżał w rozbitym jajku i czekał na dalsze panierowanie, A wcześniej stłukł dwa słoiki z ogórkami bo szukał na regałach kocich smakołyków. Wchodzi do nas jak do siebie, trzeba go strasznie gonić.

    1. To nasz tak łaził do sąsiadów i sobie u nich w kuchni na parapecie siedział, ale w końcu Mężuś mu tak pozagradzał drogę, że nie łazi. Fifek jednak sprytniejszy, to władca okolicy, więc dla niego to pryszcz. 😉 🙂

  15. Gratuluję odwagi cywilnej. Ja bym pewnie drzwi od piwnicy zamknęła na amen i dzwoniła w histerii po narzeczonego. Za dużo się horrorów naoglądałam, oczami wyobraźni już bym tam widziała jakiegoś wariata z piłą i hakiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *