Jak z kury zrobić łabędzia?

Ostatnio dużo rzeczy spadło mi na raz na głowę. Oj, biedna ta moja rozczochrana. Terminy mnie gonią. Co ja piszę?! One już mnie dawno przegoniły, jakoś tydzień temu i machają mi złośliwie z dość sporej odległości. Muszę w końcu zebrać się i zrobić to co należy.

A do tego wszystkiego doszło wyjście z domu! A wiecie jak to jest, jak takiej kurze domowej otworzy się drzwi od kuchni i szepnie: „Śmigaj”. Normalnie dreszczyk emocji. Wolność i swoboda! Wiatr w skrzydła biednej nielotki! W dodatku muszę z kury przerobić się na, co najmniej, łabędzia. Z Mężusiem do zamku na imprezę urodzinową jedziemy! I nie wiadomo czy pas cnoty zakuwać czy skuwać, czy zbroję jaką wyciągać. Ale za to wiadomo, że na jakie bóstwo trza by się przerobić.

I maraton po sklepach trwa. Biegam w poszukiwaniu kiecki. W szafie co prawda aż dwie wiszą, ale obawiam się, że niedługo będę musiała im wręczyć dowody osobiste, więc odpadają w przedbiegach. Ponadto obydwie są czarne, a ja nie chcę na czarno, bo to już w ogóle nie wiąże się z moim nastrojem. Ja chcę kolory! W dodatku ma być zwiewnie i powiewnie, szczupło i elegancko. Wiem, wymagam niemożliwego.

W sumie to nie jest prosta sprawa przerobić kurę na łabędzia. Widzieliście ostatnio kurze stopy?! Potrzebuję dobrej wróżki, bo tak od razu baśń o Kopciuszku mi się przypomniała. Dynia jakaś się znajdzie, ale jak zagonić myszki i ptaszki do roboty, by suknię mi wykombinowały? A jeszcze pantofelki! Kurza twarz! A ozdóbki? Świecidełka? Makijaż? I niech mi ktoś powie, że bycie kobietą to pryszcz. To męka straszna. A! I fryzura! Choć tutaj niewiele się zmieni. Piorun w miotłę strzelił i nie bardzo da się to naprostować. No, trudno. Dziś wyruszam po raz kolejny na polowanie na sukienkę. Zostało już niewielkie terytorium do spenetrowania. Barwy wojenne na gębusię nałożone. Moc jest. Determinacja również. Albo wrócę na tarczy albo z sukienką.

I łatwo się domyślić, jak traktuje te moje dylematy Mężuś. Zdziwił się oczywiście, że nie mam się w co ubrać.

– A ta szafa pełna ciuchów, to czyja? – spytał. No, jak to czyja? Moja, ale przecież tam nie ma nic, coby się nadało! Bo co tam jest? Niewiele. Kilka bluzek, spodni i wielkie halo, że szafa pełna. To powietrze ją tak wzdęło jak nic.

I tańce nas z Mężusiem czekają do białego rana. Ożeż, w mordę, toż to radocha nieziemska. W końcu zejdę z tej swojej grzędy i do ludzi pójdę. W dodatku w tan. Ha!

A jeżeli ktoś potrafi machać czarodziejską różdżką i rachu-ciachu zrobić ze mnie łabędzia, to proszę się nie krępować. Czekam na efekty. I w razie co reklamacji zgłaszać nie będę, przecież sama się o to prosiłam. A i na zamku przecież jakiś stwór do straszenia wpisany jest w klimat imprezy, więc solenizantka musi się z tym liczyć (to tak jakby się komuś różdżka omsknęła lekko). 😆

 

*zdjęcie z Wikipedii

0 myśli na “Jak z kury zrobić łabędzia?”

  1. Pełnoletnie sukienki 🙂 Dobre, tylko dlaczego je dyskryminujesz, jest równouprawnienie 🙂 Wiesz jak to jest, gdy w pracy ci mówią, że jesteś za stara 🙂 Przykro im będzie 😉

  2. Kreacja mojej partnerki (jako studenci dorabialiśmy tańcem towarzyskim) była wspaniała.
    Z jednego boku widać było tylko cienką opaskę na szyi, i wąski pasek w talii, który w jakiś dziwny sposób (tak jak sznury ozdobne oficerów) łączył się z opaską na szyi. Do tego jeszcze coś w rodzaju rękawiczki z falbankami.
    Z drugiego boku natomiast było wszystko to co powinna mieć t.zw. długa suknia wieczorowa, ta spływała dokładnie po całym ciele, a kreacja była dodatkowo sprytnie “przytwierdzona” do dłoni i do kostki stopy.
    To cudo, złożone z 3-4 warstw prześwitującego jedwabiu pozwalało na wykonywanie niezwykłych figur tanecznych, gdzie partnerka była raz goła, a innym razem dokładnie ubrana. Tak było na próbie.
    Spóźniliśmy się na występ, więc nieco przesunięto nasz program, a ja z partnerką zacząłem skomplikowany etap ubierania jej w to giezło. Suknię zakładało się na gołe ciało (!), przy czym należało trafić nogami w coś co przypominało stringi, piersi – co by nie wyleciały – umieścić w miniaturowych miseczkach, i wszystko pozaciągać finezyjnymi paskami.
    Gdy po kilku próbach ta sztuka się udała, pędząc na salę balową zorientowaliśmy się, że kreacja jest założona “podszewką na wierzch”. Nie było już czasu na ponowne przebieranie. Występ, sukces, i … nikt nie zauważył, że suknia była “na lewo”. Mało tego, zaszewki i frędzle, które znalazły się na wierzchu okazały się elementem znacznie podnoszącym walory estetyczne kreacji. To był 1971 r., dopiero po kilkudziesięciu latach pojawiły się ubrania szyte na lewą stronę ze zmierzwionymi zaszewkami.
    Droga Kuro, nie przejmuj się, we wszystkim będzie Ci do twarzy. 😉 🙂

  3. Znaczy się impreza szykuje. No to pięknie. Chyba my – faceci – mamy trochę łatwiej: koszula, garniak i już po “krzyku”. Powodzenia w takim razie życzę bardzo w kwestii tego walczenia o ciuchy ;).

  4. musiałabyś pogadać z Trolinką, ma na stanie zabawkowym jakąś różdżkę na baterię nawet 😛 To usłyszysz przy przemianie fanfary;))
    Mam nadzieję, że kieckę fajną namierzysz ;))

  5. Twoje wpisy pożeram co rano do kawy, jak świeże bułeczki. Dziękuję ,że raczysz od rana takimi rarytasami 🙂
    Na pewno będziesz wyglądała zjawiskowo, a jeśli kreacji nie uda się namierzyć, zawsze warto przeprosić którąś ze starych sukienek i po prostu przerobić 🙂

    1. O, jak ja bym coś sama przerobiła, to dopiero bym zjawiskowo wyglądała. 😉 🙂 A u fachowca już za mało czasu. Myślę jednak, że coś się uda znaleźć.

    1. Ha, ha 🙂 To ostatnio blogerce Magdalenie F. mąż powiedział dowcip (trochę sprośny), że oczywiście liczy się wnętrze, a u kobiety najlepiej jak jest ciepłe, wilgotne i ciasne. 🙂 🙂 Sorki, za takie sprośne dowcipy od rana, ale nie mogłam się powstrzymać. 🙂 🙂 🙂

          1. Dzięki. 🙂 Opowiem oczywiście jak było. Bo te urodziny prawie jak wesele, chyba ponad 40 osób będzie. Zaszalała kobitka jak nic. 🙂

    1. Właśnie sobie z Mężusiem uświadomiliśmy, że tańczyliśmy razem dopiero chyba dwa razy w życiu. Może potrenować trzeba by było? 😉 🙂

  6. 🙂 zdecydowanie też jestem za kolorami, choć ostatnio nieco mniej niż w poprzednim roku, ale to kwestia nastroju… świadczy o tym taki drobiazg, że nie dość że kupiłam, to jeszcze je ubieram – spodnie czarne, a przez lata jedne w szafie takie miałam na okazje jakieś specjalne gdzie wypada choć odrobina klasy i “ęlęgancji”

    ale co do sukienek… gdybyś była bliżej, można by było “co niebądź” pomyśleć takoż i o biżuterii… nie wyszukana i z dziwnych miejsc, żadne tam złoto, żadne białe i platyny… ale spora różnorodność 😉

    1. Kiedyś też ciągle łaziłam na czarno, bo taki miałam nastrój. Ponadto w końcu też dotarło do mnie, że czarne owszem wyszczupla, ale szczupłe. 😉 🙂

  7. Ładnemu we wszystkim ładnie!!!Jak mają być tańce do rana-to najważniejsze są wygodne buty.Ja w czerwcu wyrwałam się na 40-tkę kolegi.Tańce były-najpierw normalnie-potem na stole.A co mi tam-ja też hyc na stół.O rany-mąż się obraził.No bo jak ja-poważny menadżer domowego ogniska,matka dzieciom mogłam tak wywijać na stole.A nadmieniam że tańczyli wszyscy….

    1. Jak wszyscy to wszyscy… 🙂 No, buty to jeszcze nie wiem, jakie będą, bo sukienki nie mam, ale mam nadzieję, że jakieś z szafy wyciągnę. 🙂

  8. Droga Aniu (Jubilatko)!
    Najpiękniejsze życzenia z okazji urodzin. Rozumiem, że zbliżasz się wiekiem do sukienek w Twojej szafie. Moda zmienia się cyklicznie, a więc jest szansa, że sukienki właśnie są na topie. A jeżeli nawet nie, to trafisz na pewno na coś ekstraordynaryjnego (żeby nie pisać “super”). Lubię to archaiczne słowo mimo, że jest mocno krytykowane. Poza tym kobiety w sprawie zakupów (podobnie, jak mężczyźni w innej kwestii) bardziej lubią gonić króliczka, niż dogonić go, go, go! Tak, że wspaniała kreacja jeszcze przed Tobą. Na pewno ją upolujesz i powalisz na kolana nie tylko Mężusia, ale również innych facetów na przyjęciu.
    Szalej do białego rana.

    1. Dziękuję. Co prawda to nie moje urodziny, ale życzenia przyjmuję. 🙂 Wydaje mi się, że ja jednak z tych, co gonić króliczka po sklepach nie za bardzo lubią. Wolałabym wejść, przymierzyć, zapłacić i wyjść. 🙂 Szkoda mi trochę czasu na to ganianie po mieście. A Mężuś, mam nadzieję, to i tak powalony jest moją “urodą”. 😉 😉 🙂

  9. O tak, znam ten ból 😉 Ślubny wyprowadził się ostatnio z dwóch półek, które w naszej szafie zajmował i teraz to już nie mam żadnego wykrętu, bo garderoba stała się w całości moja. A wzdęta że hoho. I tak jak nigdy wcześniej mu to nie przeszkadzało, tak teraz, kiedy już w niej nie mieszka, zdarza mu się nieśmiało sugerować, że szafa się nieco chyli… Ja jednak myślę, że to z powodu tej asymetrii, co to mi ją zostawił w spadku, przenosząc swoje dwie pary spodni i cztery koszulki do szafy w przedpokoju. Na pewno. Bo przecież to nie ciuchów za wiele tylko te szafy jakieś takie małe robią…

  10. Świetny opis. Niczym przemiana kopciuszka w piękna królewnę. A że z natury kopciuszek nie jest taki sobie, nie będzie to wielce trudne na szczęście 🙂 No i gratuluje takiego wyjścia. też bym się chętnie zamieniła w jakąś królewnę na balu 🙂

    1. Cieszę się na to wyjście. W końcu nogi rozprostuję i z ludźmi pogadam, bo ostatnio sprzed kompa prawie nosa nie wychylam. 🙂

  11. Makijaż, fryzura, biżuteria.
    A to czy będziesz miała pełnoletnią czarną sukienkę z szafy, czy koktailowy news z Diora jest bez naczenia. Bylebyś w adidasach nie poszła 😀

  12. Ty już jesteś łabędź!

    Ale jak dla mnie klasyka to podstawa ! 🙂 Nie ma co kombinować ze wzorami i różnistej maści motywami…

    Do klasycznej sukienki wystarczą ciekawe dodatki i zobaczysz, że będziesz gwiazdą wieczoru 😉

  13. Powodzenia w wyborze kreacji i dodatków 😀 dla mnie to jest zawsze misja specjalna – zwłaszcza sukienka:) Tu mi wystają boczki, ta nie tak leży a tu nie ten kolor:P heh

  14. oj jak ja Cię dobrze rozumiem – ja również wybieram się na imprezę, tyle, że andrzejkową i już mam ból głowy 😉
    przecież ja nie mam się w co ubrać 😉 i jeszcze włosy, makijaż, paznokcie…
    jakie my biedne 😉
    to udanej imprezki Ci życzę 😉

  15. rachu ciachu ….rachy -ciachu …..witaj Królowo Balu:))))

    zamek, imprezka- życzę mega udanej zabawy w iście pozytywnie zakręconym klimacie :)))

    ps to męskie pytanie o ciuchy dobija mnie- skoro kobieta mówi, że nie ma w co się ubrać znaczy się trzeba coś kupić – kiedy to faceci zajarzą bez mówienia o pełnej szafie?!!! 😀

  16. Szkoda, ze mam tak daleko do Ciebie, bo bym Cię ubrała i umalowała 🙂 Czesać niestety nie umiem. Chociaż Twoje upierzenie, to grzech wiązać i spinać w cokolwiek, bo masz z urodzenia artystyczny nieład 😉
    Zajmuje się trochę stylizacjami.
    Sama sprawiłam sobie na ciuchach niebanalną kieckę. Czarno biała szachownica wyszywana pajetami. Króciutka. Już się nie mogę doczekać. Najpewniej sylwestra 😉

    1. O, to szkoda. Ja w ogóle nie znam się na modzie. Dzisiaj wyszperałam tez na ciuchach markową sukienkę. Oczywiście czarna i tak jakoś smutno wygląda, ale już pomyślałam, że jak niczego jutro jeszcze nie znajdę, to może coś z nią pokombinuję.
      A z włosami to fakt, że wygoda. Taki nieład artystyczny na łepetynie mi pasuje, już się przyzwyczaiłam. Nie związuję ich nigdy.

      1. Szkoda, ze nie wiem jak sukienka uszyta. Jaka długość, jaki rękaw itp. Wtedy łatwiej myśli się o dodatkach. W czerni jedynie nimi możesz się pokolorować. Nie bierz czerwonych. Oklepane. Fuksja, szafirowy i turkus na czasie. Do czarnego możesz wszystko na raz 🙂

        1. Jeszcze nie wiem, czy w niej pójdę. Jest taka za kolano, od biustu odcięta, dół troszkę rozkloszowany (chyba litera A), ale od biustu ma jakoś tak śmiesznie materiał jakby wywinięty od spodu, coś jakby krawat, ale to jest część sukienki, nic doszyte. Fason taki raczej tuszujący okrągłości. 🙂 🙂 Dekolt w szpic, rękaw do łokcia. 🙂 Tak myślałam, żeby może w to “wywinięcie” coś doszyć, jakąś kolorową pasmanterię wzdłuż, ale wtedy chyba już nic na szyję nie pasuje. To może by też wysmukliło sylwetkę.
          No, jest jeszcze opcja, że jutro uda mi się jednak coś kupić. 🙂

          1. Dekolt w szpic ładnie wysmukla nie tylko szyję, ale i sylwetkę. I na szyję faktycznie nic bym nie dawała, za to długie kolczyki i bransolety 🙂 Pięknie by się prezentowały przy rękawkach do łokci 🙂
            Co do zakupów na ostatnią chwilę, to bywają zgubne 😉 Kiedyś w taki sposób stałam się właścicielką sukienki za ciasnej w biuście. W efekcie byłam płaska jak deska, bo cyc mi pod pachy poleciał 😉 Całe wesele miałam wkur… Nawet robaka nie mogłam zalać z tej cholery 😉

          2. Ha, ha. 🙂 Jutro pójdę jeszcze raz, ale nic na siłę kupować nie będę. W razie co pójdę w tej kiecce. Jajo stwierdziło, że fajna, tylko trzeba ją ożywić. Muszę sobie jakąś ciekawą biżuterię zakupić. Może też jakieś kolorowe buty? 🙂

          3. Z czółenkami, tym bardziej kolorowymi może być teraz problem. Do sylwestra daleko, same kozaki na stanie niemal 🙁
            Chyba trzeba skopić się na dodatkach i lamówkach….

          4. Właśnie już się przekonałam, że z butami to kiszka. O, lamówki to dobry pomysł. Jutro jeszcze skoczę, bo dzisiaj to raczej z kwitkiem wróciłam. 🙂

    1. My obydwoje raczej domatorzy, prędzej na jakąś wędrówkę pójdziemy niż tańce, ale czasami trzeba i tak spędzić czas. Tylko że Mężuś właśnie chyba rozkładany jest przez jakieś choróbsko. Mam nadzieję, że mu przejdzie.

  17. Ciekawa jestem, jaki łabędź wyjdzie z kury. Bo ja to w sukience to czasem latam po mieszkaniu… tak w takiej, co to też już chyba dowód osobisty mieć powinna, ale poza domem to spodnie, spodnie, spodnie. Nawet do ślubu w spodniach… Dlatego nic doradzić nie mogę, ale ciekawa jestem łabędzia w sukience. Bo że to będzie łabędź (taki co to majestatycznie pływa po wodzie tudzież lata nad nią, ale w żadnym razie na ląd nie wychodzi, bo wie, ze straci na uroku) to ja nie wątpię. I szkoda, że zdjęć nie będzie. W każdym razie zarówno udanej metamorfozy jak i udanej zabawy życzę.

Pozostaw odpowiedź ~Joanna Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *