Maliny

Jak wróciłam z uczelni czekała na mnie niezwykła niespodzianka. Kolejne zwłoki. Mój eunuchowaty kocur upolował pierwszego w swoim życiu ptaszka. Ofiarą była sikorka. Mąż opowiadał, że trudno mu było zabrać ptaszka. Kot bawił się tak długo, aż ptaszek się zepsuł. I taki zepsuty leżał sobie na tarasie i czekał na mnie.

Tatuś byłby ze mnie dumny. Wykopałam dziś dołek pod maliny (3m na 0,50m). Obłożyłam zgodnie z instrukcją tatusia z jednej strony deską, co by maliny powstrzymać przed ewentualną inwazją na ogródek. Z drugiej strony jest murek betonowy i płot. W zasadzie mąż się zadeklarował, że przekopie, bo u nas krzaczorów, perzu i różnych pędów od groma i trochę. Jednak unoszący się w powietrzu (już na szczęście) lekki smród lakieru wygonił mnie z domu. Zamiast siedzieć bezczynnie poszłam sobie pokopać w ramach gimnastyki. I tak mi się spodobało, że przekopałam więcej niż planowałam. Taki ruch na świeżym powietrzu dobrze mi zrobił.

Kiedy mąż wrócił z pracy, wsypaliśmy odpowiedniej ziemi, lekko odkwaszonej i posadziliśmy trzy krzaczki malin, a między nie fiołki, które też przywiozłam od tatusia, jakby inaczej. Kwiaty fiołków będą wykorzystane w przyszłości do bezy. To jadalna odmiana. Ładnie się prezentują i dają świetny aromat. Tutaj mama udzieliła mi odpowiedniej instrukcji, bo to ona jest od kwiatów. Mamy dzięki temu już w ogródku borówkę amerykańską, maliny, fiołki i trochę krzaczorów, perzu i bałaganu. Ale na wiosnę zrobimy elegancko. Kopiąc, wybrałam kłączy mięty, bo jest wyjątkowo dorodna i wrzuciłam do doniczki. Zasypałam ziemią i tak poczeka w piwnicy do wiosny. Potem się ją wsadzi w odpowiednie miejsce.

Jak już napracowałam się w ogrodzie, zrobiłam obiad. Dziś też bez wyszukanych potraw. Ot, tak, bardzo zwyczajnie: wątróbka z cebulką i ziemniaczki. Zapomniałam kupić ogórki kiszone, więc było bez. Na deser przygotowałam koktajl, tzw. lassi. Wymieszałam w melakserze szklankę jogurtu naturalnego ze szklanką mleka, do tego 3 łyżki cukru i mango (świeże) pokrojone na kawałki. Zmiksowałam, rozlałam do szklanek. Miało ładny lekko żółty (może waniliowy) kolor. Zdrowo, niedrogo i ładnie. Polecam.

0 myśli na “Maliny”

  1. Pomału i wszystko sobie zrobicie.Fajnie tak mieć swój domek,mieć gdzie w lato grilla zrobić,posadzić maliny,stworzyć swój ogródek…ale wiem,że też jest dużo roboty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *