Jak Jurek synkowi chomika zakupił

Dzisiaj historia, do której natchnął mnie pewien Zygmunt, chomik należący do Arte. Przypomniał mi świetną historię. Co prawda nie byłam jej świadkiem, a jedynie słyszałam ją z ust bohatera tego zdarzenia. Ale aż szkoda by było taką historię zmarnować i pozostawić w otchłani zapomnienia.

Jurek poszedł na imprezę z kolegami. Siedzą sobie wygodnie w knajpie, popijają wódeczkę, zapijają ją piwkiem i zagryzają orzeszkami. Zabawa przednia, jednak Jurka nagle oświeciło, że zapomniał o urodzinach synka. A że była dopiero godzina dwudziesta, po naradzie z kolegami od wódeczki, pojechał taksówką do hipermarketu, w którym był zoologiczny i w dodatku jeszcze czynny. A że synek Jerzego marzył zawsze o zwierzątku, więc nadarzyła się okazja, by zrobić mu niespodziankę. Pomysł wydał się genialny. Jureczek wypił troszkę, ale nie na tyle, by poddać się zbyt łatwo grawitacji.

Jedzie więc do zoologicznego. Taksówkarzowi po drodze opowiada, jaki ma genialny plan. Taksówkarz słucha, bo wiele już widział i słyszał w swojej taksówce. Dowozi klienta na miejsce i czeka, aż ten zrobi zakupy, by zawieźć go bezpiecznie do domu.

Jurek wchodzi do sklepu. I widzi: myszki, chomiki, szczurki, szynszyle i króliczki. A, i są jeszcze rybki i kameleon. Dokonuje analizy. No, taki króliczek chyba najsłodszy, z myszami i szczurami by nie przeszło, bo Jadźka toby go na zbity pysk po schodach spuściła, a że jeszcze na pewno alkohol wyczuje z ust jego parujący, więc nie ma co ryzykować. Zwierzak słodki być musi, by rozczulić i znieczulić całkowicie przy okazji żonkę.

Rybki też fajne się wydają, kameleon egzotyczny, tylko nie wiadomo, co z takim gadem począć. Przytulać czy nie przytulać? A jak dziad zmieni kolory, w tło się wmiesza, to potem znaleźć go w domu nie będzie łatwo. Jurek podejmuje decyzję. Królik. Widzi takiego białego z plamką na oku. No, ale też widzi cenę. 60 złotych polskich jak nic wymalowane stoi. Jurek drapie się w czachę, bo przecież na wódeczkę kasa poszła. Karty nie wziął, a musi jeszcze o taksówkarzu pomyśleć. Odlicza. Odlicza z wysiłkiem. W końcu stwierdza, że nie ma bata, na królika nie starczy. No, to plan B. Inne zwierzątko. Bez zwierzaka nie wraca do domu. Ma około dwóch dych do dyspozycji. Niewiele. W jego zasięgu zostają myszy, szczur i chomik. Patrzy na ich pyszczki przez szybki akwariów. Zagląda w oczy. Te czerwone odpadają w przedbiegach. Bo wyglądają jak przepite. W końcu drapie się znów w łepetynę i stawia wszystko na chomika. Jakiś taki nawet spory zwierzak mu się trafił. Pani bardzo zachwala, że to miłe i mądre zwierzątka. Pakuje mu chomika w papierową torbę. Dziwne, bo robi to w rękawicach, ale Jurek dbaniem o higienę sobie to tłumaczy. I jeszcze jakieś ziarno dokupuje, bo mu kaski starczyło.

I pędem do taksówki z papierową torbą wypełnioną chomikiem. I już siada. Jedzie zadowolony. Król życia. Pan sytuacji. Wchodzi do domu. Pierwsze zderzenie z piorunującym morderczym wzrokiem żony. Ale wymija ją odważnie. Wkracza do przedpokoju. Synek wybiega z okrzykiem radości, że tata wrócił. „Tak to się wita bohatera” – myśli Jurek.

Tatuś ma dla ciebie prezencik!

A cio to? – pyta synek podekscytowany, aż matka jego podchodzi i też patrzy ze zdziwieniem, co tam Jurek przytachał.

A niespodzianka – i tatuś wkłada rękę do torebki papierowej. Maca, by chwycić chomika. A tu chomik łapie go za paluch. Zębami. Trach!

O, kurrrwa!!! – Jurek łapkę wyciąga odruchowo. Z chomikiem uczepionym do palucha. Strzepuje. Plask! Chomik gleba. Leży. Dziecko w ryk, bo chomik się nie rusza. Wszyscy stoją. Patrzą. Lekko chomika palcem Jurek szturcha. „Nie rób mi tego, stary” –  w myślach go błaga. A chomik nic. Uparł się i leży.

I tak to Jurek zamiast chomika, niezłą traumę synkowi zafundował. A wszystko to w ramach trzecich urodzin.

*zdjęcie z Wikipedii

0 thoughts on “Jak Jurek synkowi chomika zakupił”

  1. Co do chomików to mój chrzestny, po rodzinnej balandze siedzi rozparty w fotelu, próbuje wyciszyć kaca i nagle widzi zapiernicza sznur białych myszek:
    – Ryba – wrzeszczy do ukochanej połowy
    – Ryba dzwoń po pogotowie, myszki widzę, już nigdy nie spróbuję wody ognistej…
    Chomiki wydostały się z ze swojego terrarium, doprowadzając tym do stanu użyteczności gospodarza
    🙂
    Miłego tygodnia
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
    http://kadrowane.bloog.pl/

  2. Przecież podobno liczą się dobre intencje-co nie?U mnie rodzinne-nie lubię poniedziałku…Na dzień dobry moja rodzina dostała głośną reprymendę-nie że ja taka jędza jestem!Ale widok mieszkania po weekendzie przyprawia mnie o palpitacje i zbiera mi się na wymioty,no bo ileż można.To taki co-poniedziałkowy dzień świstaka.Burdel na kółkach-nawet moim panom ciężko wypieprzyć pustą rolkę od papieru do kosza…o reszcie przemilczę bo melisę wypiłam i czekam na jej zbawienne działanie…

    1. Oj, to nie dziwię się, że meliskę popijasz. Ja chyba też zaraz sobie zrobię, bo właśnie wróciłam ze szpitala. Jajo miało mieć biopsję, ale nie zrobili. Wróciliśmy z kolejnymi namiarami na specjalistę, który będzie wiedział w końcu, co temu mojemu Jaju jest.

  3. Jurek mistrzem jest, hahaha.
    Gotowałam ryż na mleku i wciąż widziałam tą scenę. Kadr z filmu.
    Ten rausz zdobywcy świata, szczęśliwa mina dziecka,i mina żony w tle i nagle następuje przekreślenie wszystkiego jednym gryzem. Auć!
    Hahaha.
    Mam nadzieję, ze syn z traumy wyrósł (wyrośnie).

    Jurek, ruuuulezzzzzz:)

    Dzisiaj zrobiłam przedstawienie dla dzieci. Ubrałam jedna skarpetkę i jednego buta. Ubrałam druga skarpetkę, wkładam drugiego buta i jak nie ryknę, jak nie rzucę butem, jak nie wyskoczę ze skarpetki w pląsawicy obłąkania. Dzieci patrzą zszokowane.
    – No co! Coś mnie ugryzło!
    – Może ten pająk na którego wpadłem i do domu przyniosłem. Obrzydliwy był – powiedział syn.
    Na nodze malutka strużka krwi. Naprawdę coś mnie dziabnęło. Nie wiem co to było. Nie mam odwagi do buta spojrzeć.

    pozdrawiam

  4. Moi rodzice też mi niezłą traumę fundowali i to co dwa lata, bo uparcie kupowali mi chomiki zamiast psa. Bo takie to małe, nie trzeba z nim wychodzić, nie zleje dywany, nie pogryzie butów itp. itd. Tylko taki chomik choćby miał najcudowniejsze warunki to i tak góra 3 lata pociągnie a potem płacz i rozpacz. Jednego chomika chciałam reanimować bo mi na rękach ze starości zdychał.
    A pamiętam jak dostałam kiedyś chomika pod choinkę. Rodzice zapakowali go w słoik, zrobili mu dziurki w pokrywce i opakowali w papier tak żeby miał powietrze, wyglądało to jakbym dostała w prezencie jakąś flaszkę. Oczywiście łzy w oczach, bo nie tego się spodziewałam. Otwieram zrezygnowana a tam nagle wypada Speedy Gonzales zapiernicza po suto zastawionym wigilijnym stole. Slalom pomiędzy talerzami, stół się kończy a on dalej przebiera łapkami i normalnie w powietrzu biegnie. Brat zachował przytomność i wykazał się refleksem, złapał go w locie, bo był już w drodze do dziury za szafę. To byłby dopiero płacz i trauma bo ledwo go dostałam a już ucieczka 🙂
    A chomiki to mi kilka razy zwiały ale zazwyczaj dawały się złapać, tylko w międzyczasie pogryzły obrusy i pościel w szafie. To była moje zemsta za brak psa 😉

  5. Uroczo. Cóż, taki lajf. W sumie z takim tatą to pewnie niejedna jeszcze trauma będzie ;).

    A dla dzieciaków to wiadomo, że najlepsza świnka morska, bo spokojna, nie gryzie, oswaja się i duża – jak ucieknie, to się nie podepta. Wiem, bo przerabiałem już mysz, chomiki i świnkę ;).

    1. Ja przerobiłam szczurki, chomiki, świnki, króliki, rybki, no, a teraz “przerabiam” kota. 🙂 I stwierdzam, ze to ostatnie zwierzątko najkochańsze i najmądrzejsze. 🙂

          1. Kot jak jest niewykastrowany to strasznie śmierdzi. Po kastracji nie znaczy terenu i mocz jego ma inny skład i nie śmierdzi. Mnie się wydaje, że w domu bardziej czuć psa niż kota. No, pod warunkiem że nie ma się uczulenia. 🙂

          2. No właśnie niedoprecyzowałem – chodziło mi bardziej nie o zapach, a o alergiczne odczucia – czasami natychmiast czuję takie charakterystyczne drapanie gardła 😉 .

          3. Szczęściara 😉 . Ja przez prawie trzy miesiące w roku – najczęściej od połowy kwietnia do początków lipca – mam ochotę wyjechać na Antarktydę 😉

          4. Ha, ha. 🙂 Ale spoko, jutro idę z Jajem do alergologa, więc jest sprawiedliwość na świecie. A jeszcze jedno, mam chyba jedną alergię – na alkohol, na wino, o ile to możliwe. Od razu kicham, pieką mnie oczy i swędzi podniebienie. I całkiem poważnie to piszę. Doszłam do wniosku, że chyba to alergia. No, ale nie ma kłopotu z rezygnacją. Nie mam pęcherzyka, więc alkohol niewskazany całkowicie. 🙂

  6. Mi taką traumę zafundował jeden z moich chomików. Otóż zdychał kilka razy. Niedługo po kupieniu stał się jakiś chorowity i co kilka tygodni leżał bez ruchu po kilkanaście godzin. Za każdym razem budził się dopiero, gdy tata był o krok od pogrzebania go. No i w końcu się już nie obudził.

  7. Hahaha, no niezła historia,duża dawka śmiechu na początek tygodnia 😀
    Szkoda tylko synka, mam nadzieję że ma już inne, żywe zwierzątko 🙂

  8. Biedny chomik.
    Z chomikiem w roli głównej tez miałam traumę. Pięknego odchowanego z przepitymi ślepiami miałam, białego jak śnieg. Niestety sąsiadka niczym Emirka, która kochała zwierzątka zagłaskała i zatuliła mi go na śmierć 🙁 Odłożyła małe truchełko i cichcem szurnęła do domu.
    Miałam tez szczurka, piękna bestia. Kota w taki popłoch wprowadził, że wziął się i zesrał biedak ze strachu. Dosłownie o_O

  9. Tatuś się starał 😀
    Ja też miałam chomiki. Jeden żył nawet 5 lat! Jednego mama upuściła i chyba coś złamał, bo po dwóch dniach zdechł, miałam go raptem tydzień. Jednak chomika maluchowi takiemu jak 3 latka nie polecałabym do zakupu 😀 Moja siostra miała cztery latka jak dostała takiego jak ten na zdjęciu. Nikt nie zauważył jak schowała go do kieszonki, która była w piżamce w okolicach serca, bo chciała go przytulić. No i tak w nocy przytulała, że w nocy go udusiła. Rano był płacz, bo bała się go dotknąć i pokazać co się stało….

    1. Niezła siostra. 😉 Ale racja, chomik za mały do takiego dziecka. Lepiej chyba większe zwierzątko, takie, które nie da się zamęczyć.

  10. Historia niezła:)
    Ja nie lubię myszowatych -ale mój mąż na usilne prośby córki wówczas 6 -letniej zakupił-pewnego dnia chomik uciekł -ja siadłam na w kucki na taborecie w kuchni i mówię szukajcie bo nie położę się spać /miałam wizje chomika wślizgującego do łóżka i łażącego po mnie brrrr/ przeszukali całe mieszkanie niema a ten mały paskudnik siedział koło mnie w kącie 🙂 chomik pożył 3 miesiące i zdechł w Wigilię bo najadł się kleju z akwarium który sobie wyskubał w nocy -nie muszę mówić jaka trauma była dla dziecka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *