Zbliża się roczek mojego blogowania

Wielkimi krokami zbliża się roczek mojej blogowej egzystencji (2 października). A jak roczek, to czas na podsumowania. Dzisiaj sentymentalnie będzie. A i jeszcze szykuję z okazji tejże rocznicy niespodziankę. Ale o tym napiszę, kiedy niespodzianka gotowa będzie. A i jeszcze konkurs jakiś ogłoszę! A co będę sobie i Wam żałować, nie?

A teraz trochę liczb, statystyk, bo przecież jak dobry księgowy, powinnam to jakoś ogarnąć. W końcu 365 dni blogowego życia to nie w kij dmuchał.

No, dobra, żartowałam, liczb nie będzie. Rok temu myślałam, że moja marna egzystencja zmierza normalnie w otchłań rozpaczy. Czułam się jakbym przeszła w stan spoczynku. I nagle genialna myśl. Blog. O blogach wiedziałam tylko tyle, że się je prowadzi. Nigdy żadnego nie przeczytałam. Jajo pokazało mi co i jak, nauczyło obsługiwać. I zaczęło się. Oczywiście na początku był plan. Poczułam się jak kura domowa, więc postanowiłam prowadzić blog przez rok i „dokumentować” to, w jaki sposób zostaje się taką przysłowiową kurą domową. I jak spojrzę na swoje pierwsze wpisy, to aż dziw bierze, że chciał to ktoś czytać. Z planu jak zwykle nic nie wyszło, a z durną nazwą bujam się do dziś (choć planuję zmiany). Obecnie gdybym zakładała blog, pewnie bardziej bym to przemyślała. No, ale stało się. Potem na ten temat poczytałam, poczytałam i niby miałam być mądrzejsza od tego czytania, ale też z planu nic nie wyszło, bo mądrości nie przybyło. Blog wymknął się spod kontroli, zaczął żyć własnym życiem, może trochę gaciowo-dupowym, no, ale przecież nic na to nie poradzę, że się tak rozbrykał. Moim celem było osiągnąć w ciągu dwóch lat blogowania 1000 odwiedzin dziennie, bo wtedy to ja taką kasę będę robić, że hej. Ha! I tu niespodzianka, pełen zaskok, bo tysiąc to się udało w ciągu roku, ale bez kasy. No, cóż, tak to jest z planami. Wszystkiego mieć nie można.

W ogóle zauważam, że w moim życiu miało być troszkę inaczej. Zawsze kochałam pisanie i wypełniałam nim wszystkie szuflady w domu. Na światło dzienne to się troszkę bałam to wywalić, choć czasem się zdarzyło. I nawet, kiedy miałam 16 lat TV zrobiła wywiad ze mną, bo znaleźli mój wiersz w gazecie, że niby młoda i zdolna. No, ale człowiek zamiast jakoś to wykorzystać, to nie! Bo przecież jak się ma 16 lat, to głowa czym innym zajęta.

Potem na studiach razem z moją koleżanką Kasią pracowałyśmy w pewnym czasopiśmie i nawet dostałyśmy całą stronę do swojej dyspozycji. Co prawda głównie o dupie Maryni się pisało, ale przecież to nieważne, legitymacja prasowa była. I nawet jeden tekst satyryczno-polityczny opublikowałam i w jednej prowokacji dziennikarskiej brałam udział, udając ciążę, którą niby chciałam usunąć. Takie były początki mojego życia „pisarskiego”. A że obuchem ciągle człowiek w łeb dostawał, to w końcu zaniechał wszelkich prób i jakąś poważniejszą robotą się zajął.

Ale pamiętam (z czasów jeszcze dziennikarskich), jak mój genialny tatuś wymyślił, żebym sobie pseudonim wymyśliła, bo przecież wg niego każdy pismak powinien go mieć. No, to dawaj. Burza mózgów w domu. W końcu stanęło na „Szerszeniu”, bo niby taki groźny, z dużym żądłem. I wysmarowałam jakiś tekst, pod którym się podpisałam „Szerszeń”. A tu nagle naczelny mnie prosi do siebie. Wchodzę. On przy biurku uchachany, aż czerwony na gębie. Pyta mnie, co to jest i paluchem na podpis pod tekstem wskazuje.

Jak to co? – pytam zdziwiona, że naczelnemu zdolność czytania odjęło. – Szerszeń.

Jaki szerszeń? – pyta i wybucha takim śmiechem, że normalnie w szoku jestem, bo nie spodziewałam się, że aż takie rozbawienie wywołam. Przecież żadnego rozbawienia się nie spodziewałam. Miało brzmieć groźnie, ostro. No, to mu wyjaśniam, a ten cały czas się rechocze. I na koniec ocierając łzy, które ze śmiechu mu po facjacie popłynęły, kazał mi to zmienić i zagroził, że jak będę takie cyrki robić, to mnie na zbity pysk wywali. A i jeszcze spytał, czy mi się czasem nie wydaje, że ja jakiś Boy-Żeleński jestem.

No, i tak mnie mój osobisty tatuś w maliny wpuścił. Już żadnym Szerszeniem nie byłam.  W gazecie chyba niecałe dwa lata popracowałyśmy z Kasią (zwolniłyśmy się). Pamiętam, że nam jedna kobitka wywiadu nie udzieliła, pomimo że byłyśmy z nią umówione, bo powiedziała, że mamy ironiczny stosunek do życia.

Ha, takie były moje początki pisarskie. Ale plan miałam, że w wieku 25 lat książkę napiszę. Okaże się ona bestsellerem. A w wieku 40 lat to w Sztokholmie medal odbierać będę. No, jak wiadomo, nie wyszło. Ale cóż, można założyć, że w czasie troszkę plany się przesunęły. Książka się robi. W zasadzie jest i mam nadzieję, że za jakiś czas światło dzienne ujrzy, bo z wydawcą już wstępne rozmowy były. Jeszcze tylko trochę poczekać trzeba, może w przyszłym roku plan uda się zrealizować, przynajmniej w niewielkiej części. Bo przypuszczam, że do Sztokholmu to ja owszem mogę sobie pojechać, ale raczej autkiem na wycieczkę albo ewentualnie na materacu wpław spróbować.

* zdjęcie z Wikipedii

0 myśli na “Zbliża się roczek mojego blogowania”

  1. Świetnie piszesz , super się czyta i gratuluję rocznicy.Kiedy nasz super plan na życie nie wypali 3ba mieć plan awaryjny, a i jak ten da w łeb plan B. Świetnie sobie radzisz, teksty rewelacja: lekkie i z odpowiednią dozą humoru( takie jakie lubię). Jak wyjdzie z książką (3mam kciuki) na pewno ją przeczytam.
    Pozdrawiam

    1. Dzięki za miłe słowa. Wiadomo, że nie każdemu musi się podobać, to kwestia gustu, ale cieszę się, że trafiam w Twój gust. 🙂

  2. Gratuluję,bo moim zdaniem i tak dużo osiągnęłaś.Tv,ostatnio “Znani blogują”,a pewnie jeszcze o czymś zapomniałam.Możesz być z siebie dumna.No i ta książka,o której wspomniałaś…nie jeden by tak chciał.Powodzenia dalej i czekam na niespodziankę;)

    1. Konkurs ogłoszę, jak już konkretnie będę wiedziała, jakie nagrody mogę wręczać. Na razie staram się o sponsorów. 🙂 Może się uda. A jak nie, to Mężuś zostanie głównym sponsorem. 🙂 😉

  3. kawy można się napić wirtualnie- Ty po swojej stronie monitora a ja po swojej 😉 Twój styl pisania jest rewelacyjny, a kto wie książka w przygotowaniu to może i Sztokholm w przyszłości i to nie tylko autkiem w celach wycieczkowych 😉
    a na roczek trzeba upiec tort, jaki sobie szanowna Jubilatka życzy ? 🙂

    1. Ha 🙂 Tort mówisz? Chyba najlepszy jest czekoladowy, nie? 😉 🙂
      A książkę ciągle poprawiam, poniewieram 😉 🙂

  4. A ja zawsze kawkę popijam wirtualnie, gdy u ciebie goszczę. Bardzo lubię zaglądać. Choć nie od samego początku, to kiedyś poczytałam archiwum i faktycznie były zmiany. Ale tak to jest.
    Bardzo lubię twój styl, bez zbędnego nadęcia, lekko i z humorem a rzeczowo. Uwielbiam twoje odpowiedzi na komentarze, zwłaszcza jak trafisz na główną i najmądrzejsi z całego świata chcą cię “nawracać”. Potrafisz tak genialnie zripostować, nikogo nie obrażasz, ale trzymasz się swego.
    A przy okazji też się trochę pochwalę, bo u mnie właśnie minęło pół roku blogowania i choć myślałam, że to będzie takie pisanie do wirtualnej szuflady, to jednak ktoś to czyta i dostrzega. Ostatnio udzieliłam krótkiego wywiadu do gazety. Nie jest to jakiś oszałamiający sukces, ale było mi miło gdy akurat do mnie zgłosiła się dziennikarka 🙂
    Czekam z niecierpliwością na tą książkę i od razu zamawiam egzemplarz ale koniecznie z dedykacją 🙂 Chyba będziesz musiała poświęcić cały dzień na podpisywanie książek na indywidualne zamówienia stałych bywalców bloga 🙂

    1. To gratuluję wywiadu! Cieszę się. 🙂 Takie małe rzeczy cieszą najbardziej. Pochwal się potem na blogu tym wywiadem, chętnie przeczytam. 🙂
      Dziękuję za miłe słowa. Masz rację, ze człowiek cieszy się, jak ktoś go czyta. Nabiera to wtedy większego sensu. 🙂

      1. Hahahaha 🙂 Powiedz szczerze, na pewno w bioderka chciałas napisać, czy w pierwszym odruchu, że w tyłek, ale pomyślałaś, że za dużo tych dupek ostatnio? 😀

  5. No to szykuje się impreza!!!A jakie stroje będą obowiązywać?Fajnie że jesteś taka pokrewną duszą .Torcik lubię bardziej kwaskowy-najlepiej z owocami-bo pamiętasz że owoce to dietetyczne są .

          1. Z czekoladą dobrze komponują się też maliny i chyba tak bardziej na czasie są, bo wiśnie to już raczej tylko z zalewy. Ale wisienki można za to z wiśnióweczki wyjąć. Czasem robię sobie kilka słoiczków wiśni z procentami właśnie do tortu czekoladowego. Ale sama sobie smaku narobiłam 🙂
            Tylko jak wy po takim torcie na rowerek wskoczycie 🙂

          2. Bo wisienki nie będą z wiśniówki. 😉 Mam zamrożone. 🙂 A ja nigdy nie robię ciast z alkoholem, bo przecież Jajo. A ponadto my mamy taką zasadę, że w domu nie ma alkoholu. 🙂

          3. Ja właśnie zamierzam poćwiczyć-adidasy już przygotowane,zupa sie pichci ,tylko dokończę kawkę i jazda z sadłem.Ale teraz serio -strasznie się cieszę że się objawiłaś.Dzięki Tobie i Kaśko-Uli można mózg zresetować i jakoś przetrwać dzień w lepszym humorze.

          4. Cieszę się, że komuś mózg resetuję. 😉 🙂 Bo swój to już jakiś czas temu zresetowałam. 😉 🙂

    1. Kciuki się zawsze przydadzą, bo wiadomo, jak to bywa, życie czasami da z liścia lub jakimś obuchem przyłoży i plany szlag trafia. 😉 🙂

  6. Początki blogowania zawsze są kiepskie i beznadziejne.
    Skądś to znam 😉

    A dopiero jest tragedia jak się bloga prowadzi dwa lata a i tak jest kiepski i beznadziejny.
    To też skądś znam 🙂

    No i na koniec z racji małej rocznicy, życzę Ci wiele pomysłów i nieustającej płodności twórczej! 🙂

    1. Rocznica za dwa tygodnie, ale życzenia chętnie przyjmuję zawsze. 🙂 A Ty chyba troszkę też przesadzasz z tym tekstem “że blog kiepski” i “skąd to znam” 😉

  7. W latach 1998-2004 pisałem jeszcze niezależnie, z dużym przechyłem na lewo, ale ktoś z prawicy trafił na mój artykuł krytykujący lewicę i dostałęm propozycję, pierw w papierowej, a potem wirtualnej redakcji, wreszcie mnie wyp….. , bo już wcześniej się zorientowali, że komuch przy mnie to prawie centrysta, albo liberał.
    Potem dwa razy mi zamykano bloga, i aż się dziwię, że na Onecie to jeszcze funkcjonuje.
    Dlatego cieszę się, że Twoja droga do sukcesu jest inna.

      1. Jeden z polityków mawiał, że specsłużby omija szeeerokim łukiem, i liczy z ich strony na rewanż. Stało się jednak inaczej, więc musiał … zostać prezydentem.
        Z polityką jest podobnie, bo niestety nie da się jej ominąć “na drodze do Sztokholmu”. 😉 🙂

    1. Konkursy wszyscy robią, każdy ma prawo, więc na pewno nie będzie oklepany! 🙂 A jak inaczej rozdać gadżety, jak nie w konkursie? 🙂

  8. Nooo roczek się zbliża … Nie wiedziałam, że takie doświadczenie dziennikarskie masz. No, no, no! Fiu fiu! Szerszeń nie wypalił w gazecie, ale bloga możesz tak nazwać. Albo szerszenica 😀

    1. Wielkie ostre i z żądłem już mi przeszły, teraz spokorniałam. I kurka z takim malutkim rozumkiem i dzióbkiem, grzebiąca pazurkiem, w dodatku nielotka w zupełności mi starczy. 🙂 🙂 Bo każda kurka ma swojego kogucika, jajo, grzędę i jest spoko. 🙂

      1. Te cholerne szerszenie! Do Ciebie, szerszeniu( rozbawiłaś mnie tym do łez) nic nie mam. Na zdjęciu, które umieściłaś szerszeń siedzi na gałązce bzu- padalce jedne żywią się korą. Wszystkich krzaków na działce się pozbyłam, bo miałam plagę cholerników.

  9. A mnie się bardzo podoba to ,że z Twoich wpisów dużo nowego o kobietach się można dowiedzieć. I naprawdę sto lat.
    Poczytałem to co poradziłaś ale to dla mnie zbyt czarny humor i w kółko to samo. Najbardziej mi się podobał ten kawałek jak Jezus się potknął na skórce od banana i rozbił głowę o falę. Dzięki bardzo

    1. No, bo ona ma taki humor, że trzeba go sobie dozować. 🙂 A “Ciupciać królową” czytałeś? Też śmieszne. Albo o tym chłopcu co miał zasikane łóżko? 🙂 Ja lubię czarny humor, groteskę i absurd. 🙂

  10. Ja też tak pomyślałem ,że wczoraj to za dużo tej groteski .Jak czytałem Szkołę w przepaści to i śmieszno i smutno , ale nauczyciel taki typowy zadufany w sobie idiota , samo życie choć mocno przerysowane.

  11. No to ja pierwsza będę miała urodziny Szerszeniu! Gratuluję ilości odwiedzin, mnie się to nie udało niestety. Może kiedyś zdradzisz mi swój sekret:)
    Czekam na konkurs i zapraszam w piątek na swój:)

    1. Sekretu nie ma. Tylko systematyczność. 🙂 A na konkurs oczywiście, że wpadnę, może uda się jakąś nagrodę wygrać. 😉 🙂

  12. Gratulacje i co najmniej lat dziesięciu w blogosferze życzę i milionów na koncie też 🙂
    Masz taką lekkość pisania i z jajem, że tylko łyżkami jeść więc absolutnie sukces mnie nie dziwi 🙂
    Pisz ile wlezie.
    Sama bloguje króciutko, a i płynności, systematyczności mi brak. Tematy mam często przyciężkie, więc w sumie nie liczę na sukcesy, ale że dziabać literki lubię, więc dziabię sama dla siebie głownie 😉
    Mam tylko nadzieję, że nie wydłubię czegoś, za co mi notesik zamkną 😉

    1. Dziabanie to przyjemna sprawa. Ja jak piszę, to normalnie wiem, że żyję. A jeszcze jak ktoś chce to czytać, to już pełnia szczęścia. 🙂 A Ty też dziabaj, dziabaj. 🙂

  13. Gratuluję serdecznie dorobku i sukcesów, życzę dalszych, wiernych czytelników, litrów weny (spożytej w kawie?) 😉 A z książką gratuluję tym bardziej, o medal się nie martw, zawsze grupa czytelników ( w tym ja) możemy się zrzucić, hehe 😉

  14. Ania, uśmiałam się przez tego szerszenia:) Natomiast co do realizacji pasji/planów : grunt to się nie poddawać i wierzyć w to, że się uda. Poza tym, Ty nie jesteś gadaczką, która tylko snuje plany, ale czynną działaczką!:) pozdrawiam.
    Ps. 2 października Borys ma urodziny też:) Pozdro!

  15. Ania, widzę że wzięłaś sobie moją wczorajszą książkowo-wydawniczą radę do serca, ale żeby w jedną noc napisać?! Ty to masz talent! I dlatego tak bardzo, bardzo Cię lubię i jesteś mi tak bliska jakbyśmy znały się od zawsze. Z całego serca mego blond życzę Ci powodzenia, na wszelakim gruncie :*

    A moje chłopaki jakby nie spały uraczyłyby ciocię “Sto lat” w najlepszej wersji z możliwych 😉

    1. Ha, ha 🙂 dzięki. Ja też mam takie wrażenie, jakbyśmy się znały długo. A na forum blogerów do Gdańska się wybierasz?

  16. Jej, jak miło taką historię przeczytać. Również piszę odkąd pamiętam i muszę przyznać, że (bez względu na to, jak kiepskie to było) żałuję, że nie mam spisanych wszystkich swoich wierszy. Że nie układałam gdzieś w jedno miejsce tych pierwszych opowiadań. Kto wie, może będę kiedyś wnukom czytać?

    Gratulacje z okazji roku z blogowaniem, życzę wielu następnych. 🙂

    PS. Nie zmieniaj nazwy. 🙂 Łamiesz nią stereotypy. Ot, kura domowa z pasją!

    1. Wczoraj Mężuś z Jajem też dyskutowali nad moim pomysłem na zmianę i przekonali mnie, żeby jednak zostawić. Taki był pierwszy odruch chwili i niech będzie. Kura piękne zwierzątko. 🙂

  17. To jakby co proszę pamiętaj o tej kartce. Włożę ją do Twojej ksiązki – będę miała zajebisty komplet 😀
    A inni niech się obsmarkają 😛

    1. Ha, ha. 🙂 Właśnie w pisaniu to jest dobre, że nigdy człowiek nie jest za stary, za gruby ani za brzydki. Zawsze może to robić. Właśnie siedzę przy kompie i pracuję nad moim nowym opowiadaniem. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *