O smakach dzieciństwa

Ostatnio Azalia, która podała na swoim blogu przepis na blok czekoladowy taki rodem z PRL-u, przypomniała mi o smakach dzieciństwa. Moje Jajo, pomimo tego że przecież jeszcze dziecko, często wspomina różne smaki. I tak ostatnio mnie zastrzeliło stwierdzeniem, że pamięta smak gumy tzw. Donald. Pamiętacie? Jej zapach? I opakowanie takie z historyjką obrazkową? I tak zaczęłam się zastanawiać, czy możliwe, by Jajo pamiętało. Nie wiem do kiedy ta guma była w sprzedaży. Ale od razu mi się tak zapachy Pewexu przypomniały. Mieloną kawą – tak pachniały. I chyba jeszcze czymś, co trudno mi teraz sobie przypomnieć i zidentyfikować.

W moim domu robiło się czekoladę. Taką z mleka w proszku. Oj, jak to wtedy smakowało. Dużo lepiej nić czekoladopodobne twory, jakie można było wtedy kupić, i które bardziej przypominały „mydło” w kolorze czekolady. A takie domowe było pyszne. Pamiętam ten smak.

A i jeszcze mleczko w tubkach! Teraz też jest, ale to już żadna rewelacja. Pamiętam, jak moja mama dostała kiedyś kilka tubek takiego mleczka. Schowała je przede mną i moim bratem w pawlaczu w kuchni. No, ale my mieliśmy taki węch, że najlepszy pies policyjny by się go nie powstydził. Wyszperaliśmy skarb mamy. Ale że nie byliśmy zachłanni, a raczej oszczędne z nas osóbki, więc postanowiliśmy sobie to mleczko porcjować, żeby mieć na dłużej. Głupkami też nie byliśmy, wiedzieliśmy, że potem trzeba zatrzeć ślady, w końcu oglądało się porucznika Borewicza, nie? Porobiliśmy otwory w tubkach, wypijaliśmy po troszku co dzień i nadmuchiwaliśmy te tubki powietrzem dla niepoznaki. I któregoś dnia mama sięga do skrytki. Wyciąga mleko. My w tym czasie oczywiście ważne sprawy mieliśmy do załatwienia w swoich pokojach, więc pozamykaliśmy się na cztery spusty i tylko nasłuchiwaliśmy głosów z kuchni. Długo czekać nie musieliśmy. Mama zawołała. Na stole leżało chyba z 6 tubek, wszystkie wyciśnięte przez mamę na maksa. Płaściutkie. Tak spoglądały na nas ze stołu. Ale my oczywiście robimy dobrą minę do złej gry.

– O, mleczko – niby się dziwimy.

– Tak, mleczko, ale ktoś je wypił – stwierdza mama. A my lekko też zdziwieni, bo tak sobie porcjowaliśmy to mleczko, że nie zauważyliśmy, że pożarliśmy 6 tubek.

– Kto to zrobił? – pyta mama.

– To nie my – twardo się upieramy. Najpierw próbujemy mamie wmówić, że to w sklepie ją oszukali i sprzedali jej puste tubki napompowane nieudolnie powietrzem, ale mama nie w ciemię bita, znała nas jak złe szelągi, więc drążyła temat. Co prawda opór z bratem stawialiśmy i normalnie żadne z nas pary z gęby nie puściło. A że trzeba było wskazać winnego, jednogłośnie stwierdziliśmy, że to Kropa – czyli nasz pies. Przecież ktoś musiał się poświęcić dla sprawy.

– No, pięknie. To my normalnie psa geniusza w domu mamy? – ironizowała mama, chyba nie wierząc w naszą wersję. – To może my do cyrku Kropkę oddamy? Sama weszła do pawlacza, odkręciła tubki, wypiła mleko i jeszcze powietrzem je napompowała dla niepoznaki.

– No, tak – kiwaliśmy głowami. Nie nasza wina, że pies geniusz. Może to tak po właścicielach się mu udzieliło, kto wie.

0 myśli na “O smakach dzieciństwa”

  1. Witaj.
    Dziś się zrehabilitowałaś umieszczając post przed moim śniadankiem – dzięki! 😉

    U nas “Danaldy” kupowało się u takiego grubego gościa na wózku inwalidzkim, zawsze miał ze sobą również wór słonecznika prażonego, który odmierzał musztardówką. Jak ten słonecznik smakował!

    Swoją drogą ciekaw jestem czy my tych smaków nie idealizujemy?

  2. Jesu! Donaldy! Aż się zaśliniłam. Normalnie jestem Twoja 😉

    A pamiętasz gumy TURBO? W środku były zdjęcia samochodów 🙂

    To chyba będzie łańcuszek wspomnień, bo ostatnio na festynie u Mamci poczyniłam jeden zakup i jak to zobaczyłam na straganie to aż zapiszczałam z radości 🙂

    Między chyrchaniem, smarkaniem i inhalacjami Młodego postaram się spiąć 4 litery i skrobnąć co nieco, bo już wczoraj trafiłam na bloga z takim blokiem, tyle, że nie u Azalii (jakiś z głównej).

    1. Turbo też pamięta, ale to już dużo później było. A taki blok czekoladowy to muszę któregoś dnia ot tak dla sentymenty zmajstrować. Tylko niech to Jajo w końcu będzie zdrowe, to uczcimy smakami PRL-u. 😉 🙂

  3. Uśmiałam się:))) Widzę, że As byłaś, nie powiem. Ja też mamie wyjadałam łakocie z szafek, a co gorsza… dziś też wyjadam 😮 Mamusia wie o wszystkim, w każdym bądź razie staram się najpierw zacierać ślady. Z “psem” by jednak nie przeszło 😉

  4. Oj! Aż mi się na sercu cieplej zrobiło i łezka w oku zakręciła.Donaldy,picie w woreczkach,woda z saturatora,ryż prażony,miętówki z marmoladą w środku…i tak mogłabym wymieniać bez końca.No i ten wspomniany zapach Pewexu….

    1. Też pamiętasz ten zapach? To była kawa mielona, nie? I może jakiś dobry alkohol unoszący się w powietrzu? Ciężko to dzisiaj określić. 🙂

      1. To był zapach kawy,dżinsów,słodyczy…zapach luksusu.Jako dzieci chodziliśmy się nawąchać,pooglądać.A jak ktoś dostał bon i mógł sobie kupić Donalda to był szpan hehe

        1. Miałam taką koleżankę (w 8 klasie), która miała raz w miesiącu jakieś dolary (nie pamiętam od kogo je dostawała) i chodziło się z nią, by popatrzeć, jak ona sobie jakąś gumę kupiła, a jak kupiła orzeszki czy czekoladę, to jeszcze poczęstowała. 🙂
          Masz rację, ze tak pachniał wtedy luksus. 🙂

  5. Pamietam gumę Donald,Turbo.Pamietam też oranżadki w proszku,które się jadło palcami.Śliniło się paluch i maczało w oranżadce;)Było tego trochę.Ostatnio też z mężem wspominaliśmy smaki z dzieciństwa i wszystko co z nim związane:)

  6. Mieliśmy kota narkomana, który w połowie lat 60′ ub.w. wykradł “Neospasminę” (w składzie była waleriana), odkręcił korek, wylał zawartość, wychłeptał co się dało, i na kilka dni odjechał w zaświaty. Kiedyś mama wyrzuciła pustą (jak jej się wydawało) butelkę do śmieci, ale kot miał inne zdanie. Wyciągnął butelkę, i zaczął główkować jak dostać się do środka, gdzie jeszcze dla niego była spora porcja. Wydawało nam się, że nie da rady, ale pod wieczór kot przyszedł zadowolony z takim dziwnie wylizanym i cienkim ogonkiem. Okazało się, że dał radę! Z ogonka zrobił sobie sprytną łyżeczkę i wybrał wszystko co było w butelce. Nie znamy wszystkich możliwości naszych milusińskich.

    1. Anzai, to że kocisko po walerianie tak jak i po kocimiętce odjechało to nic dziwnego ;)Pewnie substancje pomocnicze i ilość sprawiały że poległ na kilka dni, bo zwyczajowo po walerianie na chaju są 😛

    2. Sentyment mnie ogarnął mnie okrutny. Sama namiętnie wyżerałam kilogramami cukierki, ale co się dziwić jak na kartki były i usiłowano wydzielać mi po sztuce. Na koniec mam już nawet nie próbowała chować, po tym jak w łóżku pod pościelą wyniuchałam.
      Pamiętam tez oranżadę w torebkach z rurką, miśki na wagę i lizaki z kwiatuszkiem. Donaldówy zapach do dziś pamiętam. W podobnym zapachu kupiłam – zakochałam się z miejsca – jakiś nowy old spice. Chłop też się zakochał – ot sentyment 🙂

  7. A mój smak dzieciństwa to z pewnością serki homogenizowane waniliowe w kwadratowych opakowaniach z mleczarni z naszej miejscowości… Niedawno znalazłam podobne, ale to już nie to samo… Poza tym placki ziemniaczane mojej babci. Wciąż robi takie same, ale jednak… wtedy to inaczej smakowało 🙂

    1. Wtedy pewnie wszystko inaczej smakowało. 🙂 W ogóle zauważam, że obojętnie ile ma się lat, to i tak posiada się we wspomnieniach smaki z dzieciństwa, do których z sentymentem się powraca. 🙂 Niezależnie od tego, ile wtedy w sklepach bywało na półkach. 🙂

          1. No ja jestem strasznie… Mój Krzyś mówi, że On za mną nie nadąża. Bo potrafię być ostra jak żyletka, a za chwilę płaczę, bo widzę mój stary samochód jak jedzie po ulicy 😀

  8. Ja w średniej szkole mieszkałam u starszej siostry . Nie wiem skąd w tych “ciemnych czasach” dostała migdały. Schowała w pawlaczu w przedpokoju , że niby na święta będą. Ja podjadałam po jednym i któregoś pięknego dnia “ostał się ino worek” 🙂 . Jaki mi wstyd był z tego powodu – nawet teraz się rumienię:). Ale wzięłam na ” klatę” to przestępstwo. To były czasy, 🙂 a historyjki z donaldów to był ważny środek płatniczy między kolegami 🙂

    1. Wtedy nawet wiórki kokosowe były niesamowitym luksusem. 🙂
      Nie dziwię się, że nie oparłaś się tym migdałom. Najgorzej, że trudno przestać na jednym, nie? I tak człowiek, zanim się obejrzał, to pusta paczka była. To tak jak my z tym mleczkiem. Łyczek do łyczka… i wszystko zniknęło w czeluściach naszych żołądków. 😉 🙂

  9. Pamiętam! Mleczko w tubce stało się kiedyś tak mocnym przedmiotem pożądania w mojej szkole, że mnie napadnięto, ukradziono plecak i ukradziono z niego tylko tę tubkę z mlekiem!

  10. Zaczynam Cię podejrzewać o nadprzyrodzone zdolności. Najpierw wykrakałaś swojej córci wyschnięcie pojemniczka ze łzami, a po tym jak wczoraj przeczytałam u Ciebie o alarmie pożarowym, zaraz wieczorem był u mnie w sąsiedztwie alarm bombowy. Czy ty przypadkiem jakiegoś cyrografu nie podpisałaś i nie masz konszachtów z siłą nieczystą?

  11. Jeju… uwielbiałam to mleko w tubce <3 Zajadałam się tym… że hohoho.
    Donaldy pamiętam już jak przez mgłę, jak byłam dzieckiem zostały zastąpione przez inne gumy, ale tego samego typu – też tak smakowały 😀

    A pamiętasz reklamę mentosów z lat 90tych?
    Nie ma lepszej!

      1. Czy chodzi o tę, w której dziewczyna oblała sukienkę i owinęła się pięknym niebieskim obrusem? Albo chłopak, który bezskutecznie wzywał kelnera i w końcu założył sobie serwetkę na ramię i poszedł złożyć zamówienie? Wszystko oczywiście zagryzając mentosikiem i porażając śnieżnobiałym uśmiechem. 😉

  12. ja jeszcze mam wspomnienie, bardzo silne, smaku takiego twardawego piernika z przekładką marmoladową – normalnie, chyba wszystkie pierniki jakie obecnie dostępne sa na rynku przetestowałam i żaden nie dorównuje tamtemu 🙂

  13. Aniu, smaki dzieciństwa zostają w nas na zawsze. Obecnie nawet te same produkty już tak nie smakują, bo są nafaszerowane chemią. Ja najbardziej pamiętam babcine ciasto drożdżowe, chleb pieczony w chlebowym piecu i smak masełka własnoręcznie ubitego w maselnicy z dopiero co zebranej świeżutkiej śmietany. Na próżno teraz szukać takich smaków. Ty zapewne nie miałaś okazji smakować lemoniady z butelek zamykanych na automat z drutu i ceramicznego korka. To była lemoniada wszech czasów. Och, te nasze wspomnienia smakowe, można je mnożyć. Pozdrawiam serdecznie

    1. Piłam taką lemoniadę. U babci na wsi w takich właśnie butelkach sprzedawano. I śmietanę na masełko u babci też ubijałam w maselnicy. 🙂 Bardzo dawno to było, oj, jak dawno. 🙂

  14. Wcześniej był smak np.marmolady z bloku , krojonej w sklepie noże i wydawanej na wagę. Obok stała beczka ze śledziami i nikomu to nie przeszkadzało . A oranżada z butelki w kilku kolorach, oranżada w proszku zlizywana z brudnych paluchów. Bloki też były w dwóch rodzajach mleczny i kakaowy.
    Tak to wspominacie i pomyślcie ,że dziś to Wy tworzycie we własnych dzieciach takie wspomnienia z dzieciństwa. Warto coś ugotować czy to na święta czy jakiś bardziej uroczysty obiad. Dzieci a potem wnuki będą to wspominać w wideoblogu w którym przekazywane będą nawet smaki i zapachy.

    1. Bo wtedy niewiele rzeczy było, więc jak coś dobrego człowiek zjadł, to się cieszył i zapamiętał na całe życie. 🙂

  15. Ja wyjadałam po kryjomu galaretki (towar deficytowy) schowane na wesele mojej cioci w 1982…
    Moja mama wzdycha do batonów krymskich 😉

    Proust i jego magdalenki to przy nas wszystkich mały pikuś 😉

    1. Czyli każdy do czegoś wzdycha. 😉 🙂 Pewnie można by napisać o upodobaniach kulinarnych bohaterów literackich. Też byłoby ciekawie. Ja najbardziej pamiętam, jak w “Panu Tadeuszu” do ciepłego piwa śmietankę dolewano i taką breję pito/jedzono. 🙂 😉

  16. Pamiętam dokładnie oranżadę w folii:
    – żółtą, czerwoną , a i biegałam z nabojami do syfonu- kto pamięta syfon?
    Aż żal, że nie jestem w posiadaniu muzealnej wartości – haha
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    1. Syfon jak to mawia mój syn był epicki 🙂
      Rany jak to była frajda jak człowiek zziajany na ostatnich nogach wpadał na na wodę z sokiem z syfonu. Mniam. Prawie jak z saturatora była. Kto pamięta saturator? Stało takie ustrojstwo u nas pod dworcem pkp i kolejka do niego. Pan po każdym kliencie płukał od oka szklaneczkę i polewał kolejnemu. Nie było żadnych norm iso i jednorazowych plastyków. Mnóstwo człowieków -jak mawia król Julian – piło po sobie i nikt nie umarł. Cud normalnie 😉

      1. Saturatory to było coś. Pamiętasz, jak ta woda z sokiem smakowała? Ten sok był smaczny. Chyba. 🙂 I faktycznie higiena była pierwsza klasa. Dzisiaj normalnie Sanepid by zawału dostał. 🙂 😉

  17. Pomysł genialny, a mama słabo schowała 😛
    Ja sama pamiętam gumy Donald, te tubki też. Nadal są w sklepach 🙂 Moim jeszcze jednym smakiem są gwiazdki od Milkiway’a, których już nie ma… Ale ja to inne lata jestem… Moja mama wspominała by zapewne pomarańcze raz w roku na gwiazdkę 😀

    1. A wiesz, że te gwiazdki to taki jeden z ulubionych smaków dzieciństwa mojego Jaja. 🙂 Kiedyś nawet jej zrobiłam niespodziankę na mikołajki i zamówiłam przez internet, by mogła się podelektować. 🙂

    1. To kliknij we wpisie na Azalię, podlinkowałam tam przepis.:)
      A te kostki makowe też pamiętam. A sopelki są nadal, nie? Nie wiem, czy one tak samo smakują, czy nie, ale są niedobre. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *