Na wspomniki mnie wzięło

Dzisiaj mnie wzięło na wspominki. U Jaja jest akurat kuzynka. Córka siostry mojego byłego. Jej mama (K.) była kiedyś moją najlepszą przyjaciółką. Poznałyśmy się w ogólniaku i chyba tak bardzo chciałyśmy być rodziną, że w końcu ona zeswatała mnie ze swoim starszym bratem. Po rozwodzie wszystko się skończyło. Wiadomo, koszula ciału bliższa. Rozumiem. Wiele niepotrzebnych emocji. Teraz w końcu to wszystko opada. Normalnie rozmawiamy. Nasze córcie niedługo lecą razem do Norwegii.

I tak mnie na wspominki wzięło. Kuzynka Jaja pytała o czasy ogólniaka moje i jej mamy. Oj, działo się. Zawsze miałyśmy zwariowane pomysły. Trenowałyśmy wtedy AIKIDO. Chodziłyśmy na treningi, miałyśmy świetnych kumpli. Czasami wracało się do domu bardzo późno, bo co tam, czułyśmy się dorosłe. Szczegół, że rodzice już włosy z rozpaczy rwali i prawie właśnie na zawał schodzili.

A jaki szpan był w szkole, kiedy mogłyśmy zmusić kolegę z klasy do klęku, bo dźwignię odpowiednią zastosowałyśmy. A kumple co chwilę wołali: „Pokażcie, co potraficie”. My z dumą prezentowałyśmy nowe chwyty. I nawet po mieście łaziłyśmy w nadziei, że na kimś te nasze umiejętności przyjdzie nam wypróbować. Na szczęście nikt nie „odważył się” na nas napadać. Oj, teraz czarno to bym widziała, ale wtedy… człowiek młody i głupi.

Najfajniejsze były spotkania w babskim gronie – czterech przyjaciółek. Oj, jak my się chichrałyśmy. Każda rozmowa schodziła na facetów. A najbardziej interesowało nas, jak wygląda „atrybut męskości”. A że Internetu nie było, książki też kiepsko ilustrowane, więc wyobrażałyśmy sobie „to” na różne sposoby. Wyczytałyśmy, jakie są przeciętne rozmiary i jak te głupie kozy, sprawdzałyśmy na rurze od odkurzacza, jak „to” może wyglądać. Takiej głupawki dostawałyśmy, że normalnie brzuchy bolały. Ale oczywiście najpierw było „fuuuj”.

A czasy takie, że jedynym kultowym „podręcznikiem” była książka Wisłockiej. Kto czytał, wie, jakie tam były rysuneczki. Takie mało wyraźne, coby człowiek za dużo nie widział. Czytało się to z wypiekami na twarzy. Bo jak to tak, ludzie takie wygibasy robią i to jeszcze dla czystej przyjemności. A że my zielone wszystkie byłyśmy w tej dziedzinie, więc głównie się chichrałyśmy.

A i kolegów miałyśmy super. Wszyscy starsi, najczęściej studenci. Było pierwsze wino, ale zawsze kulturalnie, nigdy do utraty rozsądku i świadomości. Oj, dobrze czasami tak powspominać. Poopowiadałam trochę Jaju i jej kuzynce, ale oczywiście bez szczegółów o rurze. Jajo skwitowało: „O, rany. Ja nie chcę być stara, bo wtedy już mi tylko wspominki zostaną”. No, i tak mnie Jajo na ziemię sprowadziło. Ale i tak fajnie tak przypomnieć sobie, jak to było. Chociaż muszę się przyznać, że od razu podejrzanie na Jajo spojrzałam, bo przecież ono w wieku mojego „rurowego” okresu. I mam nadzieję, że ono raczej o książkach rozmawia ze znajomymi, i jedynie soczki lub colę popija.

Z K. przyjaźniłyśmy się około 18 lat. Po rozwodzie najbardziej brakowało mi właśnie tej przyjaźni. Wydawało mi się, że ona powinna zrozumieć, pocieszyć, wesprzeć, przecież to jej brat mnie zdradzał. Tak się jednak nie stało. Stanęła po stronie brata. Rozumiem, pewnie też bym tak zrobiła. Cieszę się jednak, że w końcu potrafimy normalnie rozmawiać. Uśmiechać się do siebie i powierzać wzajemnie dzieci. Chociaż muszę przyznać, że raczej starałyśmy się od kłótni trzymać dzieci daleko. Dzisiaj to procentuje, bo dziewczyny mają dobry kontakt i chętnie się odwiedzają. Będzie dobrze.

0 myśli na “Na wspomniki mnie wzięło”

  1. Każdy z nas robił chyba kiedyś coś zakazanego:alkohol,fajki itp.Ja papierosa w ustach nigdy nie miałam,ale alkohol i owszem.A co najlepsze,w mojej rodzinie nie piło się piwa,wódki i pozostałych trunków.Ja tylko wyszłam taka jakaś inna,jakby podmieniona.Lubię się napić,kiedy jest okazaja i tak mi się właśnie przypomniało.Kiedyś byliśmy na parapetówie u kolegi mojego teraz już męża.Żony znajomych poszły palić,a że ja nie paliłam to siedziałam i z kolegami męża piłam.Zaskoczeni byli,że mam taką głowę.Sama byłam zaskoczona:)

    Chyba każdy z nas ma co wspominać.Czasem teraz człowiek na pewne wspomnienia w głowę się puka:)

    1. To prawda, ale jak młody, to głupi. Chociaż chyba po to jest młodość, żeby człowiek trochę poszalał. 😉

  2. Ale te czasy się zmieniają, ty się rumieniłaś przy Wisłockiej (też mam, teraz to się czyta ze śmiechem i łezką w oku). Moje dzieciństwo to już czasy gazet typu Bravo i porad w stylu “Napisz do Kasi” a teraz króluje internet i dzieciaki pewnie lepiej wyedukowane od nas. Oczywiście z wyjątkiem twojego Jaja, ono na pewno o literaturze przy soczku rozmawia 😉

    1. Tak właśnie myślę, że Jajo przy soczku o książkach dyskusje uskutecznia. 😉 A czasy się zmieniają, śmiesznie tak porównać, bo okazuje się, że człowiek już prawie dinozaurem się staje. 😉

  3. To jak rozwiązujemy swoje problemy, pamiętając by nie angażować w to za mocno dzieci – świadczy to o naszej dojrzałości. Gratuluję 🙂
    Dobrze, że wy macie chociaż takie kontakty, a dziewczyny normalne, jak to między kuzynostwem. To ważne.
    Bo najgorsza jest samotność.

    1. Musiało jednak minąć parę lat, ale dziewczynki zawsze miały dobry kontakt. Teraz może nam uda się mieć normalne relacje. Dziewczyny też się cieszą. 🙂

  4. mam podobnie i kiedy tak z Ludziem siedzimy i patrzymy czy to na jego Mlodego (16lat), czy mojego Nielata (17lat)… no cóż… nasze chlopaki nie maja na cale szczescie nawet polowy naszej wyobrazni… doszlismy do wniosku, ze wyobraznie im zjadl internet wlasnie, a do tego… a do tego, chociaz zaden z nich swiety na wlasny sposob nie jest, to i tak, rodzicom do piet nie dorastaja i CHWALA BOGU za to… bo strach sie bac co mogloby im do glowy przychodzic gdyby mieli wiecej wyobrazni niz my w ich wieku….

    a ja w ogolniaku chodzilam na jujitsu 😛

    1. A to bardzo spokrewnione. 🙂 W moim mieście nie było, choć chciałam chodzić na jujitsu, bo chyba fajniejsze niż aikido. 🙂

  5. Hihihi, pamiętam jak w podstawówce koleżanka przyniosła jakiś album pozycji ZE ZDJĘCIAMI!!! należał do jej mamy, która była wdową i właśnie wyszła za mąż po raz kolejny.

    W ogólniaku też miałam swoją przyjaciółkę, z którą zastanawiałyśmy się, jak TO wygląda (a fuj! ;)). Przyjaciółka nie odzywa się do mnie od ośmiu lat, nie wiem, dlaczego. Trudno, żebym jej coś na odległość zrobiła, ale na czyjeś paranoje nic nie poradzę.

    1. Wyszłaś za obcokrajowca, a ją zostawiłaś na polskiej ziemi 😉 Może to zazdrość, czy co? Ale tak to niestety bywa. Z tych moich przyjaciółek, tylko z K. udaje mi się jakoś teraz odbudowywać normalne relacje, dwie dziewczyny natomiast też za granicą: Madagaskar i Kanada. Nie dają znaku życia, nie wiem, co u nich. A taka wielka przyjaźń była. 🙁

      1. Na pewno coś w tym jest. Ona się w międzyczasie rozwiodła, bez dzieci i bez tragedii. Mnie się udaje i małżeństwo i dzieci (odpukać!), może ją to za bardzo bolało. Próbowałam się z nią skontaktować, pisałam i dzwoniłam, rozmawiałam z jej mamą i po prostu mnie zbyła. Amen.
        Za to co roku spotykam się w Starogardzie z koleżanką, która aż taką moją psiapsiółą nie była. Ma dwie śliczne bliźniaczki z drugim mężem (pierwszy był zimny drań), odeszła z pracy ze względu na problemy zdrowotne i teraz zajmuje się między innymi pieczeniem super tortów na zamówienie (kolejna fanka moich wypieków :D).

        1. A, to ta, o której opowiadałaś. 🙂 A propos “Moich wypieków”. Zrobiłam ostatnio sernik na zimno z czarną porzeczką. Normalnie niebo w gębie, chyba smaczniejszego nie jadłam w życiu. Szkoda, że porzeczki się już kończą. Jutro mam zamiar iść na targ i jak będą jeszcze, to sobie zamrożę, bo ciasto genialne. Co ja mówię, genialne, to zbyt skromne określenie. Moi goście wpadli w zachwyt pomieszany z ekstazą smakową. 😉 😉 😉

          1. Mnie za to nie wyszła ta pianka z malinami. Piankę zbyt energicznie wymieszałam z olejem i wyszedł z tego mały zakalec. Poza tym chyba lepiej byłoby w miejsce pianki dać sernik, pianka była raczej mdła. Muszę mamie dać przepis na ten sernik z porzeczkami, dużo ich piecze, bo twaróg ma zawsze świeży. 🙂

          2. A to dziwne, że nie wyszło. Ja już tyle razy je robiłam i zawsze super. A to z porzeczkami to na zimno, nie trzeba piec, więc jeszcze lepiej, bo w te upały ciężko stać przy piekarniku. 🙂

  6. Tak to się przyjaźnie rozpadają, niestety. Ja też mam wiele czarownych wspomnień z nastolat, ale nie tu na nie miejsce – może kiedyś je opiszę.
    Wiłsockiej nie znam, poznawałam życie za młodu na niemieckich podręcznikach anatomii – nagie fakty prosto w nos!

  7. Piękne wspomnienia! I dobrze, że życiowe zakręty do końca nie wykoleiły starej przyjaźni. Coś pozytywnego zostało. Za to Was podziwiam! Ciebie i Mamę Kuzynki Jaja.

  8. Klik dobry:)

    Skoro K.nie wspierała i po stronie brata stanęła, znaczy po mojemu, że to nie była przyjaźń z jej strony.

    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Widzę, że krótko i na temat.:) Pewnie masz rację. Ale wybór nieciekawy: brat czy przyjaciółka? No, a przyjaźni z tego już na pewno nie będzie. Za dużo żalu, pretensji, niepotrzebnie wypowiedzianych słów. Myślę, ze ona po prostu bardziej uwierzyła bratu i miała prawo. Ja dziś żalu nie mam. Dzięki temu życie mi się ułożyło i mam kochanego Mężusia. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *