Rozmowy nocą

W niedzielę późnym wieczorem zawoziliśmy Jajo na miejsce zbiórki młodzieży jadącej na obóz. Wracaliśmy koło północy. Jedziemy sobie. Spać się chce. Mężuś włączył radio. I od razu otworzyliśmy oczy ze zdumienia. Najpierw audycja o książkach gejowskich. No, okej. Nic przeciwko gejom nie mam. Tolerancyjna jestem. Nawet fanka ze mnie Oskara Wilda. A jak wiadomo, gej. Co prawda z żoną w zanadrzu. W dodatku popełnił najbardziej skandalizującą powieść erotyczną końca XIX wieku „Teleny”. Ja, co prawda, nazwałabym ją raczej pornografią, no ale sprzeczać się nie będę. Czytałam z poważnymi wypiekami na twarzy.

Przeciw gejom nic nie mam, nie moja rzecz, co kto robi w sypialni. No, ale w audycji panowie książki gejowskie oceniali. Uśmialiśmy się z Mężusiem. Bo panowie bardziej skupiali się na treści niż formie i stylu. Więc opowiadali o superudanym seksie, oczywiście wyidealizowanym,  oraz o panach hojnie przez naturę obdarzonych. A potem przeszli  do literatury lesbijskiej. I stwierdzili, że ostatnia taka książka ukazała się rok temu. Apelowali więc do pań, by z szaf wychodziły i pisały albo jak chcą, to niech w tych szafach siedzą, piszą i tylko maszynopisy na zewnątrz wywalają. Uśmiałam się. I już do Mężusia wołam, że w końcu wiem, gdzie jest nisza w literaturze polskiej. Co prawda doświadczeń w relacjach pani-pani nie posiadam, ale od czego wyobraźnia, nie? Jednak po uruchomieniu natychmiastowej wizualizacji problemu, stwierdziłam, że może niech ktoś inny w tę niszę włazi. Ja dziękuję, jednak nie skorzystam.

A potem następna audycja, w trakcie której mało nie posikaliśmy się ze śmiechu, choć chyba poważna była, bo jakaś pani doktor o zwierzątkach opowiadała. I co się dowiedziałam? Że barbarzyńca jestem i brutal potworny, bo z mszycami w ogrodzie toczę walkę i pożywienie od ust  (czy czego tam) biedronkom odbieram.

Nagle pani propaguje założenie kompostownika, coby ekologicznie było. I tu dumnie pierś wypinam, bo mam! Kompostownik we własnej „osobie”, więc może aż takim barbarzyńcą i egoistą nie jestem. No, ale jak pani kończy zdanie, że jak potraktujemy to, co jest w kompostowniku jakąś chemią, to „żadne zwierzątko do naszego domu się nie wprowadzi”, to tak lekko z Mężusiem zgłupieliśmy. No, okej, jest noc, mózg wolniej pracuje, więc dłużej trwa przetwarzanie usłyszanych informacji. My przecież w naszym kompostowniku jakiejś chemii używamy, coby szybciej się tam zielsko rozkładało. No i przez to żadne zwierzątka się do nas nie wprowadzą. Skazane będą przez nas na bezdomność. Ale tak zastanawiamy się przez chwilę głośno, co by to miało się do nas wprowadzić, bo że niedźwiedź, to raczej nie. Mrówki? Pająki? Czy jakieś inne mało przyjemne stworzonka? No, to ja dziękuję, włosów z głowy rwać nie będę. Jeden sierściuch mi w zupełności wystarczy, a jemu to raczej wszystko jedno, co my z kompostownikiem robimy. A więc jednak jesteśmy barbarzyńcami, egoistami i brutalami. Wydało się, a teraz cały świat niech to wie. W naszym kompostowniku nie da się zamieszkać.

No, ale jak tak słucham tych nocnych audycji, to od razu mi się przypomniało, jak to pewnego razu, kiedy jeszcze swój marny żywot w akademiku prowadziłam wspólnie z moją koleżanką Kasią. I jakąś nockę (jedną z nielicznych bardzo) na nauce spędzałyśmy lub na grze w karty (to bardziej prawdopodobne), radio sobie pobrzękiwało w tle. Jakiś redaktor pytał słuchaczy o najważniejszy dzień w ich życiu. I ludzie dzwonili, o przeżyciach duchowych opowiadali. Ale nagle pewien męski głos zwrócił naszą uwagę.

– Mój najważniejszy dzień w życiu to jaaak…, jaaak  pieeerwszy raaaz – trochę przeciągał i nagle jak karabin maszynowy wystrzelił potokiem słów – waliłem konia! – i cisza. Wyłączyli go. Dosłownie przez kilkanaście sekund cisza w eterze. Ktoś miał słaby refleks albo chłopak zbyt szybko ostatnią część zdania wykrzyczał. Nie dano mu skończyć, a może on po prostu pierwszy raz konia walił szpicrutą po grzbiecie? Chociaż to przecież jeszcze gorsze niż inne skojarzenia.

Uśmiałyśmy się wtedy z Kasią co niemiara.

Teraz jednak chyba taki numer by nie przeszedł, bo audycje, nawet jak są na żywo, to podobno z jakimś kilkusekundowym opóźnieniem lecą, więc gościa można wyłączyć w odpowiednim momencie.

Nocne audycje są bardzo pouczające. Może warto kilka nocy nie przespać, tylko wsłuchać się w interesujące rozmowy prowadzone około północy?

0 thoughts on “Rozmowy nocą”

  1. Ach te nocne audycje! Kiedyś jechałam z tatą na Mazury i właśnie po północy zaczęły się bardzo interesujące audycje. Nie pamiętam już o czym konkretnie były, ale nieźle się uśmialiśmy.

  2. te zwierzątka to dżdżownice być miały zapewne – jak się ma takie to kompościk palce lizać , najlepiej kalifornijskie, ale to już kupić trzeba i ogrzewać później i dobrze karmić a nie tylko obierki 🙂

    1. To ciekawe jak one z tej Kalifornii miałyby się przeprowadzić do mojego kompostownika? 😉 😉 😉

  3. Mnie się zdarzało wcześniej ( jak jeszcze z Piotrkiem nie mieszałam) oglądać nocne teleturnieje. Trzeba było dostać się na wolną linię i odpowiedź na jakieś banalne pytanie. Czasami panowie, którzy byli na antenie zamiast odpowiedzi mówili do prowadzącej ” Fajne cycki” , ” Zerżnij mnie” i tego typu odpowiedzi 😉

          1. Mają, ale wiesz nad czym się zastanawiałam? Jak już taki baran się dodzwoni na antenę i może wygrać sporą sumkę kasy to woli odpowiedzieć, żeby było śmiesznie albo żeby być chwilową gwiazdą YT… “FAJNE CYCKI !” 🙂

          2. Bo jak baran to baran. Ale masz rację, trzeba być idiotą. No, chyba że producenci sami dzwonią, żeby oglądalność zwiększyć 😉

  4. 🙂 ogólnie to nie mój przedział czasowy 🙂
    ja znana z tego jestem, że ja po dobranocce już szukam kocyka i podusi, i niewiele jest rzeczy, które mogą mnie zainteresować na tyle, aby kocyk i podusia zeszły na dalszy plan i poczekały jeszcze godzinkę, czy dwie 🙂
    … a radio to już na pewno nie należy do tego zestawy, gdyż, zazwyczaj z wieczora bywa: (z niejaką nutą rezygnacji w głosie) “Wyłączyć mam, tak?” … na co ja “Tak, wyłączyć niestety trzeba” … rzecz jasna wyłącza się radio, ewentualnie TV, czy inne gadające urządzenia…

    a Jajo na wyjeździe da sobie znacznie lepiej radę niż tobie się wydaje 🙂 🙂

    1. Ja też do nocnych marków nie należę i po 22 już smacznie chrapię, ale jak się zdarzy o tej godzinie nie spać i radia słuchać, to można mieć niezły ubaw 🙂

  5. Do mojej koleżanki wprowadziły się ostatnio pluskwy, też fajne zwierzątka 🙂 nie wiem czemu ona się na nich zupełnie nie poznała i zaczęła wydzwaniać do administracji, żeby wydezynfekowali budynek

    1. Jakiś barbarzyńca z tej koleżanki 😉 Chlebem i wodą trzeba było przywitać. 😉 chociaż w zasadzie wystarczyłoby “czym chata bogata”, a one już same by się rozgościły 😉

    2. Serio to z pluskwami to nie zła przeprawa jest. Do mnie raz koleżanka przyniosła. Męczyliśmy się z tym, a gryzło to…. A wyplenić ciężko. Niektóre potrafią się schować i zapaść w “sen”. trzeba tak jak koleżanka od razu cały budynek….

  6. Klik dobry:)
    O nie! Audycji w nocy to ja słuchać nie będę za świata skarby. Tym bardziej pouczenia o mszycach. Nad wszystkim litościwi litość mają, tylko nie nad człowiekiem. Tu jeden drugiemu taki ekolog czy wielce naukowy naukowiec wilkiem, a dla komarów, stonki czy mszyc, to chcą aniołami być.

    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Haj, alEllu, już myślałam, że gdzieś leżysz na gorącym piasku w ciepłych krajach. Dawno Cię nie było. 🙂

  7. Radio to teraz audycje (i to nie muzyczne! wymieszane z reklamami), a coraz mniej piosenek, niestety.

    Ogrodu nie mam, to się nie wypowiem, ale co do tolerancji przeciwko homoseksualistom, to już jej nie posiadam, odkąd zamieszkałam z dziewczyną, ktora okazała się lesbijką… i sprowadzala kobiety do domu i na stole w kuchni bez skrepowania uprawiały tzw. miłośc…

    I nie wytłumaczyłam jej, że ma od tego swój pokój, że ja na tym stole jem…

    nieeee, brrrr, aż mnie wzdryga, jak sobie przypomnę…

    1. Miałaś fajną współlokatorkę. 😉 Ale to chyba nie zależy od orientacji seksualnej, tylko raczej od kultury osobistej. Pewnie gdyby była hetero, robiłaby tak samo, tylko że z panami.

  8. A ja pierś dumnie prężę, bo kompostownik też mam i to bez chemii. I wszystko już mi się tam tak pięknie wykompostowało ale nie ma chętnego na nawóz zdrowy i darmowy. A musze kompostownik opróżnić, bo konieczne małe przemeblowanie w kąciku śmieciowym aby resztę pojemników pomieścić po tych rewolucjach 🙂
    Pozdrawiam znowu z wybrzeża

  9. Co do homoseksualistów to nic nie mam-nie obchodzi mnie jak kto uprawia seks-ale jakim kto jest człowiekiem.Z audycji kolejnej wynika że niezła ze mnie sadystka,bo z wszelakiej maści żyjątek mam niezłe placki na ścianie.I chyba nawet dla czystości sumienia przelecę się ze szmatą i je usunę,prosząc o pokutę i rozgrzeszenie.

  10. tego samego radia słuchamy 🙂 ja zazwyczaj w dzień, w pracy, mają bardzo dobre audycje publicystyczne, reportaże, wywiady, a czasem zdarza się i w nocy, jak kończę krzątać się po kuchni. Zawsze słuchałam z telefonu, ale ostatnio na urodziny od mamy radio dostałam 🙂 Jak na prowincję nawet dobry zasięg 🙂

    1. A ja mam radio w każdym pokoju. 🙂 W dzień słucham “Trójki”, a wieczorem od 20 “Jedynki”. 🙂 Przynajmniej wiem, za co płacę abonament, bo TV szkoda gadać. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *