Osiołkowi w żłoby dano

Wczoraj szał duszy. Czułam się jak osiołek, któremu w żłoby dano. W naszym regionie ciągle coś się dzieje, ciężko nadążyć. W zeszłym tygodniu teatry uliczne, w ten weekend oblężenie Malborka, Jarmark Wdzydzki oraz Dni Kościerzyny. A że zakute w zbroję rycerskie pały niekoniecznie nas pociągają, więc ruszyliśmy do Kościerzyny, która ma ambicję zostać stolicą Kaszub. A tam Targi Książki Kaszubskiej i Pomorskiej „Costerina 2013”. A że ja lekkiego fioła na punkcie regionalizmów wszelkiego rodzaju posiadam, więc pojechaliśmy do Kościerzyny. A tam Kaszubów się zjechało! Normalnie ot tak na ulicy dialektem ludzie gadali, ojciec dziecku kazał do ‘łoza’ wejść. Chłonęłam całą sobą te wszystkie słówka i słóweczka. Na targu książek sporo, co stoisko to autor dumnie pierś wypinał. Była Wioletta Piasecka – autorka książek dla dzieci i wielu innych pisarzy posługujących się dialektem. Co prawda Mężuś stwierdził, że lekko starawi ci ludzie pióra. No, ale cóż, to jedna z nielicznych dziedzin sztuki, gdzie człowiek czym starszy, tym może i lepiej, bo więcej doświadczeń. Ponadto nie musi być piękny, zgrabny, opalony itp. Na targu można było sobie rękodzieło jakieś piękne zakupić i to wykonane nie malutkimi chińskimi łapkami, ale polskimi, prosto z Kaszub.

Jedna rzecz, która nas rozczarowała, to to, że podczas targu nie można było kupić pajdy chleba ze smalcem. Wyjechaliśmy z domu na głodniaka, bo Mężuś stwierdził, że takiego chlebka sobie zjemy z ogóraskiem. I już smaka sobie narobiliśmy. A tam kiszka. Gofry, lody, ciasta, desery – wszystko na słodko, a my na kwaśne mieliśmy chcicę, bo w brzuchach lekko burczało. Skończyło się świeżym chlebem kupionym w piekarni, bez smalcu, bez ogórka. Ot, tak na sucho. No, jeszcze ewentualnie mogliśmy sobie zafundować polskie narodowe danie w postaci kebaba, ale podziękowaliśmy za takie „rarytasy”, nam się chciało smalcu i ogórka.

A i jeszcze do Łubiany pojechaliśmy. Tam słynna porcelana „Lubiana” jest produkowana i w sklepiku przyzakładowym można taniej naczynia sobie zakupić. Mężuś chciał talerz do pizzy. Ja przy okazji wynalazłam za grosze talerz na ciacho. Szukaliśmy też filiżanek do herbaty. Mamy w domu sporo, ale takich bardziej do kawy, do herbaty musi mieć odpowiedni kształt. Nie było jednak achów i ochów od pierwszego wejrzenia, więc nie kupiliśmy. Kiedyś mamy zamiar nabyć sobie tam piękną zastawę obiadową.

Odwiedziliśmy jeszcze Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie. Mieści się ono w dworku, w którym mieszkał Józef Wybicki. Nie wzbudziło może w nas wielkich emocji, bo jak urządzić muzeum hymnu, które spowoduje drżenie serca w zwiedzającym? Ale dworek był przepiękny, odnowiony, wokół rozciągał się zadbany park. Zasiadłam sobie na białej romantycznej ławeczce, być może tutaj przysiadał twórca naszego hymnu lub jakieś damy w pięknych sukniach.

W muzeum można było zobaczyć niezwykły instrument. I jak komuś cymbały kojarzą się tylko z bęcwałami lub, co gorsza, z własnym odbiciem w lustrze, koniecznie powinien pojechać do Będomina, by zobaczyć instrument muzyczny zwany pięknie „cymbałami”. Można było go nawet posłuchać. Pani kustosz sprytnie pilotem włączała nagranie, kiedy w zasięgu jej wzroku pojawili się zwiedzający.

A za tydzień znów będzie się działo, bo Jarmark Dominikański się zaczyna. I moje urodziny, i imieniny (jednego dnia)! Rodzina się zjeżdża. Pewnie Mężuś prezencik dla żonki szykuje… (prawda? Mężusiu, szykujesz?)

0 thoughts on “Osiołkowi w żłoby dano”

  1. Czyli 26 zapowiada się wielkie świętowanie!Zazdroszczę Ci Aniu,że mieszkasz w tak pięknym regionie,obfitującym w tak ciekawe wydarzenia kulturalne.W naszej Dąbrowie na każdej plenerowej imprezie można skosztować ogromnych pajd ze smalcem i ogórasem. Ostatnio pochłonęłam taką właśnie na dniach Dąbrowy-była pyszna!Ale najpyszniejszy smalec robi mój brat-wszyscy się zajadają.I ma chłop wyczucie (robi go zawsze ilekroć jestem na diecie),a później dręczą mnie wyrzuty sumienia bo nażrę się jak świnia,jestem wtedy jak studnia bez dna.

    1. Smalcu to ja już nie jadłam kilka lat, nawet nie pamiętam kiedy. I smaka sobie narobiliśmy, a tu niespodzianka, bo nie było. Przecież na każdym festynie i targu jest chleb ze smalcem! 😉

  2. Macie co robić. Fajnie, że macie energię i chęć gdzieś się ruszyć. My z mężem mamy dziś wesele jego kumpla, na które nie idziemy. Na sam ślub też. Mężuś stwierdził, że mu się nie chce, ale najpierw musiał wymusić awanture. Jak zwykle to wszystko moja wina. Wyszłam za lenia. Jeszcze milej mi się tu do Ciebie zagłada jak czytam o szczęśliwych ludziach. Nawet nie wiesz jak pozytywnie mnie nakręcasz. 🙂

    1. Cieszę się, że mogę kogoś pozytywnie nakręcić. A na weselu pewnie dobrze się będziecie bawić. Życzę udanej imprezy! 🙂

    1. My na nudę nie narzekamy, w dodatku jeszcze panowie nam układają kafle na tarasie, jest niezły bałagan, kot chodzi i ryczy, bo nie może wyjść na dwór, normalnie “Meksyk”. 😉

  3. Hm,to może ja też zabiorę się za badanie naszego regionu..;)A czy do Kartuz da się na rowerze pojechać?Bo ostatnio wywlokłam go z piwnicy i trzeba by użytek pożyteczny zrobić z niego.Człowiek łazi po cudzych pagórkach, a własnego domu nie zna!Pozdro.

    1. Pewnie wszędzie da się dojechać rowerem, tylko wszystko zależy od kondycji. 🙂 My jutro 50 km mamy w planie 🙂 więc nie wiadomo, czy dożyję tych moich urodzin 😉

    1. U nas się dzieje sporo. Wczoraj byliśmy na Jarmarku Wdzydzkim, a Jajo na koncercie Lady Pank i zlocie starych samochodów 🙂

  4. No to ładnie, najgorsze jest zawsze rozczarowanie, a co do jedzenia to już w ogóle. Dziwne , żeby na jakimś festynie tego nie było, ale cóż, fart fartem , raz pod góra raz na dół. (:
    U mnie zaś dość mało takich imprez , pozazdrościć Ci.

  5. To siębędzie działo,w kuchni i nie tylko.Urodziny,imieniny,same imprezki:)
    My piątek i sobotę spędziliśmy ze znajomymi,a wczoraj byliśmy w parku,gdzie co niedzielę w wkacje odbywają się koncerty.Wczoraj grał zespół z Wrocławia The Beatlmen.Grali świetnie,bardzo zdolne chłopaki:)W piątek jeszcze na wieczór chcieliśmy pojść na kino letnie,ale byliśmy tam 5 minut,bo komary zaczęły nas bardzo molestować;)

    1. Właśnie w wakacje o tyle jest fajnie, że wszędzie coś się dzieje. Właśnie wyczytałam przed chwilą, że na Kaszubach będzie teraz jakiś międzynarodowy zlot zespołów folklorystycznych, czy coś w tym rodzaju. Będą podobno Meksykanie, Gruzini, Rosjanie. Mają być jakieś parady i pokazy. Fajnie. Będzie kolorowo i wesoło. No i zaczyna się Jarmark św. Dominika w Gdańsku. 🙂

  6. oj – szkoda tej pajdy, bo ja się przez 2 dni żywiłam (jako podstawa wyżywienia) właśnie pajdą chleba ze smaluchem i skwarami, albo jeszcze z dodatkiem szczypioru, a do tego taki małosolny i nie całkiem jeszcze ukiszony ogórasek… normalnie POEZJA smaku i doprawdy nie wiem, dlaczego nie zrobiłam fotki tej pajdzie 😛

    1. Zdjęcie pajdy być powinno. Ja zrobiłam Mężusiowi jak wcina pajdę. Dzień wcześniej też miałam na taką ochotę, ale jak już zjadłam ruchankę, to się zapchałam. A spróbować jej musiałam, bo nazwa dość oryginalna 🙂

    1. Humory są, a weekend jest po to, żeby trochę odpocząć. I tak wieczory sobotnie i niedzielne potem Mężuś na pracy spędza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *