Bardzo intymny wpis

Długo się zastanawiałam nad tym, czy wtajemniczyć Was w zmiany, jakie właśnie zachodzą w moim życiu. Ale że w zasadzie nasza znajomość przechodzi różne formy wtajemniczenia, postanowiłam o tym napisać. Nie będzie to zbyt moralne, ale cóż. Nie mogę się powstrzymać.

W moim życiu pojawił się nowy ON! I nie tak od razu, ot z czapy. Już jakiś czas o nim myślałam. Spoglądałam nieśmiało w jego kierunku, ale nie miałam odwagi na bliższą znajomość. W końcu się jednak zdecydowałam. Raz się żyje, a co mi tam! W końcu przecież nie jestem jeszcze taka stara, żeby siedzieć w kapciach na bujanym fotelu i ćwiczyć palec na pilocie.

Pojawił się tak naprawdę w sobotę. Oj, nasze spotkanie było bardzo romantyczne. On i ja. Tylko my dwoje. Dotknęłam go delikatnie. Bo wiecie, strach. Emocje. Motyle w brzuchu. Sprawiał wrażenie silnego, wytrzymałego. To lubię. Przecież musi mnie unieść, więc odpowiednie gabaryty były mile widziane.

W dotyku był delikatny, ciepły. Pogłaskałam go lekko. Przejechałam dłonią wzdłuż „kręgosłupa”. Oj, czułam, że się zgramy, że pasujemy do siebie wprost idealnie. On raczej nieśmiało stał i przyglądał się pewnie z zaciekawieniem, oczekując mojego ruchu. Pełna rozkosz, jak położyłam mu dłoń na siedzeniu. Mięciutkie, ale sprężyste. Skóra delikatna, napięta odpowiednio.

Nie było co się dłużej zastanawiać. Trzeba było go wypróbować. Cóż człowiek ma do stracenia?! Chociaż przez chwilę się zawahałam. Czy w moim wieku wypada? Może nie powinnam. Może nie dam rady. On taki silny, piękny, a ja taka lekko sflaczała, bez kondychy. A jak zadyszki dostanę?

No, ale nie ma co, trzeba spróbować, bo potem człowiek będzie żałował, że tak mało popróbował w życiu. Kto wrażliwy, niech dalej nie czyta, bo bardzo intymnie będzie. Zdecydowałam się. Usiadłam na nim okrakiem. Chwyciłam mocno dłońmi. I dawaj w ruch. Najpierw bardzo delikatnie, bo wiadomo, dawno tego nie robiłam. Potem już coraz szybciej. I szybciej. Och, jak cudownie! I nawet dupsko nie boli, bo przecież on taki sprężysty i wygodny, idealnie dla moich czterech liter stworzony.

I tak teraz pomykamy w dal przed siebie. Ja i on. Doskonale zgrani. Mamy zamiar wszystkie trasy rowerowe razem zaliczyć. Damy ponieść się naszym emocjom. A niech tam! To będzie romans wszech czasów. Ja i mój nowy rower. Jeszcze tylko imię mu jakieś wymyślę. I pomkniemy w siną dal, aż włosy wiatr rozwieje, słońce spali skórę, robaki rozbryzgają się na zębach. Ach, jak pięknie będzie! A za pół roku kondycja się poprawi, wyskoczę wyżyłowana laska, że szczęki opadną!

A oto ON w pełnej okazałości: 😆

0 myśli na “Bardzo intymny wpis”

  1. Szalona jesteś hihi!To się czytało jak “Pamiętnik nimfomanki”.A zdjęcia coś nie da się u mnie obejrzeć-a szkoda że nie mogę zerknąć na tego “ogiera”!

        1. Próbowałam zdjęcie załączyć w inny sposób, u mnie wyświetlało się normalnie, ale widocznie to nie za bardzo działa 🙂

  2. A ja myślałam, że do jazdy konnej wróciłaś 🙂 bo sama szukam właśnie jakiejś uroczej stajenki, aby po tych ciążach, porodach na nowo poczuć wiatr we włosach podczas galopu.
    Ale rower śliczniutki, udanych przejażdżek.
    Pozdrawiam

    1. Konno nigdy nie jeździłam. Mam lęk wysokości i koń już jest dla mnie wysokością nie do przejścia (ponadto się przemieszcza;) ). Dzięki. Wczoraj przejechaliśmy już 25 km. Teraz dupsko trochę boli, ale było super. 🙂

  3. W moim życiu również pojawił się ON 😉
    Praktycznie codziennie wracam do domu zmęczona jak koń po westernie 😉 Jeździmy w różne fajne miejsca, nawet nie widziałam, że w DG są takie cuda natury…

    1. To tak samo jak u nas. Jeziorko zaliczone. A w okolicy jest chyba 13 kilkudzięsięciokilometrowych tras. Mamy zamiar też wzdłuż (niewielkiego odcinka) wybrzeża się przejechać – z Gdańska do Gdyni. 🙂 Na razie trenujemy niewielkie odległości. Może nawet wybierzemy się w trasę z noclegiem. Rower to fajna sprawa 🙂

      1. My robimy minimum 20 km, a maksymalnie ile przejechaliśmy w jeden wieczór to 50km. Nie chciałabyś widzieć jak wtedy wyglądałam…Obraz nędzy i rozpaczy… Ugrzęzłam w błocie… uwalona byłam po kolana 😉

        1. 50 km to dużo, ale może też do tego dojdę 🙂 Mamy w planie choć trochę pojeździć wieczorem, bo w dzień nie ma czasu. Ale Mężuś niedługo zrobi sobie urlop, to pojeździmy dłużej. 🙂

  4. oj, jak zazdroszczę! Też bym na rowerze pośmigała, ale przecież nie wybiorę się na przejażdżkę bez małoletnich, a wtedy niestety Żaba musiałaby siedzieć w foteliku z tyłu – za duży ze mnie tchórz, żeby z nią jeździć.W wyobraźni już widzę jak zlatuje , prosto na jezdnię, albo rower się wywraca razem z nami i zbieram mleczne zęby Żaby z twardego podłoża….

    1. Kiedyś widziałam jakąś mamę z dzieckiem w takiej specjalnej przyczepce do roweru. Po parku z maluchem jeździła. Fajnie to wyglądało. Dziecko pewnie miało radochę. 🙂

    1. My mamy właśnie przyczepkę o jakiej pisze Ania powyżej. Świetnie się sprawdza. Nie jest ciężka. Ani razu nie było niebezpiecznie a jeździmy już ponad rok. Też się boję wozić dziecko w foteliku z tyłu bo nie ufam swoim umiejętnościom a jak rower się przewróci to przyczepka stoi prosto bo ma ruchomy zaczep.

  5. Klik dobry:)

    Kolejne razy niechaj już może odbywają bez tych ceregieli z głaskaniem 🙂 🙂 🙂 Dosiadaj i doświadczaj rozkoszy. Dla zdrowia! I urody!

    Pozdrawiam serdecznie.

  6. Dobrze, że się dogadujecie i nie bywa dla Ciebie złośliwy… Choć myślę, że trekkingowy bardziej by Ci odpowiadał. Tylko mu tego nie powtarzaj bo ze złości będzie robił miny i szprychy się pokrzywią!

    1. Ale to jest trekkingowy. Może na zdjęciu nie widać, ale właśnie taki jest. Nie chciałam pokazywać nazwy firmy, bo po co robić kryptoreklamę. Fakt, że tak jak się na niego patrzy na tej fotografii, to wygląda bardziej na miejski… 🙁

        1. Na zdjęciu właśnie kiepsko widać. Opony wyglądają jakoś tak chudo. 🙂 Ja się na rowerach nie znam, ale Mężuś poczytał, popytał i zamówił dla nas w sklepie właśnie trekkingowe. Pan poskładał, liczniki zamontował i możemy pomykać. 🙂

          1. Ja na moim codziennie do pracy i z powrotem! A w weekend na kajaki – Tobie też proponuję – pokochasz to szczególnie, że do jednego zmieścisz się razem z M.!

          2. Kiedyś jeździłam na spływy kajakowe, ale z moim lękiem przestrzeni nie czuję się na nich komfortowo, choć całkiem nieźle pływam. Taki dziwak ze mnie. 😉
            A rower faktycznie, już mi się podoba. 🙂

  7. Jaka personifikacja.No nie powiem ;)Ja mojego Ona musze oddać do regulacji,bo go zajeździłam i się trochę rozlazł,a póki co pożyczę jakiegoś innego od Borysa.Znam też fajne i tajne miejsca,jak co ;-*

  8. Witam po powrocie znad morza… 🙂
    Widziałam w necie, że przez moją wieś często jeżdżą zapaleni rowerzyści, mają takie trasy, z Tczewa na Skarszewy…
    😉

    1. Trasę na pewno sprawdzę, mam tutaj rozpiskę z mapą i faktycznie jest z Tczewa na Skarszewy. 🙂
      Dawno Cię nie było, właśnie się zastanawiałam, gdzie leżakujesz. 🙂 A nad jakim morzem byłaś?

      1. Byliśmy nad Adriatykiem. Mój mąż pochodzi z miejscowości Numana. Plaża kamienista i bardzo dobrze, bo nie mam ochoty pluć piaskiem 😉
        Tydzień wakacji… wrażenia mieszane ;). Małżonek mi poległ, dwa dni leżał jak kłoda w zaciemnionym pokoju. Ponad 39 st.gorączki. Dostał antybiotyk, po którym nie mógł wychodzić na słońce. W związku z tym obowiązek chodzenia z dziećmi nad morze spadł na mnie. Mimo filtra nr 50 spaliłam się na raczka i piegów przybyło. 😀

        1. Też używam kremów z filtrem nr 50, a widzę, że piegów przybywa. Wkurzające jest to szczególnie na twarzy, ale chyba z wiekiem trzeba się z tym pogodzić, bo wyjścia nie widzę. 😉
          A Twój mąż biedak, pewnie się wymęczył. Ale chyba już wszystko dobrze, co?

          1. Teraz już dobrze, ale pół urlopu spędził na łożu boleści, biedaczek 🙁
            Co do piegów… już nawet nie zwracam na nie uwagi. Te na twarzy prawie że zlewają się w jedną całość 😉

          2. Ja też staram się na nie nie zwracać uwagi, ale tak jakoś czasami mi się rzucą w oczy 😉

  9. Czytając, byłem przekonany, że notka będzie o koniu. A tu nagle rower, też fajnie. Typowy model miejski widzę, poprawy kondycji i dużo zdrowia życzę zatem 🙂

        1. No, właśnie. Już się zastanawiałam, czy żyjesz 🙂 Jak możesz przeczytaj dzisiejszy wpis i jeżeli chcesz, to zagłosuj na moje opowiadanie 🙂

    1. Cieszę się, choć nie wszyscy od razu zrozumieli. Panowie się zacieszali, że na taką lekko zboczoną kobitkę trafili. 😉 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *