Pierwsza próba zmiany tematu

Dzisiaj robię pierwsze podejście do zmiany tematu. Pewnie całkiem się nie uda, ponieważ przypomniałam sobie parę rzeczy, które chciałabym Wam pokazać na zdjęciach.

Ale najpierw o moim kocie. Kiedy wróciłam ze Szwajcarii czekał mnie w domu obraz nędzy i rozpaczy. Kot miał obklejoną brodę czymś lepkim i śmierdzącym. Waliło mu strasznie z paszczy. Nawet się nie cieszył na mój widok. Był niepokojąco gorący i osowiały. W pierwszej chwili podejrzenie padło na mojego Mężusia, bo jak wiadomo toczy wojnę z kocurem. I już zaczęłam myśleć, że Mężuś wyciągnął jakieś ciężkie działo do walki z Nutusiem, który nie bardzo chciał ograniczyć swoje terytorium do naszej posesji i z wielką ochotą przedostawał się do sąsiadów, by przez okno w ich kuchni poobserwować okolice z tamtej strony i przy okazji skubnąć (czytaj: wyżreć to, co się da) coś z miski Gieni – czarno-białej kotki.

Na drugi dzień po przyjeździe popędziłam do weterynarza. Pytałam Mężusia i Jajo, co zrobili kotu. A oni oczywiście niewinni, choćby kołem ich łamać, nic nie widzieli i nie słyszeli. Kot był normalny i dopiero w momencie mojego przyjazdu mu się pogorszyło. No, okej. Może im uwierzę. Nutuś pewnie jako jedyny członek rodziny tak bardzo tęsknił za mną, że się w końcu pochorował. Co dziwne, weterynarz potwierdził, że tak też się zdarza. Od razu mi się milej na sercu zrobiło, bo przynajmniej ktoś z tej miłości i tęsknoty za mną jest w stanie się pochorować.

Podczas badania wypadł mu bardzo zniszczony śmierdzący ząb. Lekarz stwierdził, że ma jakiś stan zapalny. Czort wie. Nutuś miał w dodatku prawie 40 stopni gorączki. Nie wiem, jaką temperaturę ciała mają normalnie koty, ale faktycznie czułam, że jest gorący. Biedaczek musiał ścierpieć termometr w dupsku. I chyba mu się nie podobało. Warczał jak mógł. A że rzadko to robi, to jeszcze kaszlał z wysiłku. Weterynarz przepisał mu po dwa zastrzyki przez 4 dni. W poniedziałek idziemy do kontroli.

Mężuś oczywiście nabija się z kota. Każe mu się uśmiechać i cieszy się, że mamy kota szczerbola. Nie analizujcie tego, proszę. U nas nie wszyscy tak do końca są normalni.

Najważniejsze jednak, że kotu się poprawia. Sporo go kosztowała moja wyprawa do Szwajcarii.

Wiedziałam, że jakoś temat wywołam… Soooorki  😉

A więc a propos Szwajcarii… (wiedziałam, że będę wracać do tematu), to chciałam Wam pokazać jeszcze, jakie poczucie humoru mają Szwajcarzy. Obejścia ich domów są niesamowicie zadbane. Już sam brak śmieci na chodnikach można by potraktować jak niezły dowcip. Wczoraj, wracając ze sklepu ulicami mojego miasta, wspominałam ten porządek (pewnie długo będę porównywać). U nas jak zwykle syf. Kosz stoi, a obok pełno śmieci. Nie wiem, czy u nas coś z celnością nie tak, czy takie wiatry wieją, że wywiewają z pojemników, czy może Polacy w ten sposób znaczą teren.

No, ale miało być jeszcze o Szwajcarii.

W tamtejszych ogródkach można czasami spotkać krasnale. Wiadomo, że taki krasnal ogrodowy to król kiczu, ale te szwajcarskie były urocze. Malutkie. Stały w niektórych ogródkach, ale też w oknach.

Jednak mistrzostwo świata stanowiła ta sympatyczna parka lekko wkopana z wrażenia w ziemię.

Pewnie tak leżakują i Alpy podziwiają. W zasadzie też mogłam się tak podkopać i nie dać ruszyć, nie? Mogłabym tak leżeć i podziwiać przepiękne góry. Tylko że pewnie robale by mi się do dupska dobrały, więc może to nie byłby najlepszy pomysł…

0 myśli na “Pierwsza próba zmiany tematu”

  1. Dobrze,że kotu już przechodzi,czyli jednak ktoś się w domu cieszył,że wróciłaś,a Jajo i meżuś powinni brać przykład z Nutusia:)

    Te zdjęcia są super,a ta parka rewelacyjna,ale się uśmiałam:)

    1. Też mnie ta parka rozwaliła. 🙂
      A Mężusiowi i Jaju zrobiłam już wykład, jak to się powinni cieszyć z mojego przyjazdu. Obiecali poprawę 😉

  2. A ja jeszcze nie zdążyłam przeczytać o Szwajcarii, rzuciłam tylko okiem na zdjęcia, muszę nadrobić zaległości.
    No co Ty? Kot szczerbol – każdy by takiego chciał!
    Krasnale są piękne!

  3. Mając termometr w tym miejscu nikt nie byłby szczęśliwy-więc kotu się nie dziwie że protestował.Mężuś to jednak zgrywus-ale pewnie kot będzie teraz bardziej zmobilizowany do walki,przecież zemsta jest słodka!Ale szlag człowieka trafia że są miejsca gdzie się da utrzymać czystość-a u nas chyba nigdy tak nie będzie.Wszędzie pełno petów,papierków,puszek i psich kup.Lubimy gdy mamy czysto w domu-ale poza to już nie musimy dbać bo to nie nasze!

    1. Mnie też to niesamowicie wkurza. Nie wiem, jak tak można rzucić papierek na ulicę. Nawet jak nie ma kosza, to zabieram go ze sobą. A tak, to mamy na ulicach syf. W moim mieście to jest jakiś koszmar. A kosze stoją co kawałek.

      1. A właśnie wróciłam z Biedronki,bo tam stoi pojemnik na zużyte baterie-leciałam jak ta głupia w ten gorąc-i co się okazało…że obywatele to mają problem czytania ze zrozumieniem.W pojemniku pełno paragonów,opakowań z lodów i myślę sobie brzydko K…a,gdzie ja upchnę te baterie(a miałam ich ok 30 szt).Ledwo -ale wlazły.Ja chyba nigdy nie ogarnę takich ludzi…albo ja się po prostu nie nadaję do życia ,tylko upierdliwe ze mnie babsko.

        1. Też takie zjawisko zauważyłam w Tesco. Jest pojemnik na baterie i to samo, pełno w nim śmieci. Ludzie są dziwni.

    2. Tak samo mają Hindusi.W domu lux,jak to zwykła mawiać moja św.pamięci babka,a na ulicy hulaj dusza!Jak będziemy się w tym tempie rozwijać,to utoniemy w śmieciach.Ok,po pracy zabieram się za porządki;)

  4. W takim razie dobrze, że wróciłaś tak szybko, bo kotek chorował by niezauważony. Teraz będzie już tylko lepiej, a termometru w pupie i człowiek nie znosi….
    Szwajcaria to zupełnie inny kraj. Z resztą ja się nie dziwię, że w Polsce kosz jest pełny i obok jeszcze śmieci są. Ja ostatnio szłam pół miasta jak jakaś głupia z paroma papierkami w ręku by znaleźć jakikolwiek kosz. Tak jest w mieście oddalonym od stolicy 120km, ale i Wa-wie nie jest lepiej. Wczoraj była nawet o tym audycja w radiu. A że niektórzy to zwyczajne świnie, dajmy na to stan naszych lasów, które bądź co bądź są dla niektórych wysypiskiem śmieci. Dużo kultury brakuje i organizacji też.

    1. Przede wszystkim kultury, bo jakby ona była, to i organizacja chyba byłaby lepsza. Bo Ty szłaś z tym papierkiem, a inny rzuci i już. Ale u nas kosze stoją, w dodatku puste, a obok pełno śmieci. Niedaleko nas też jest pojemnik na psie kupy i myślisz, że ktoś go zapełnia? Nie wiem, kiedy nauczymy się dbać o to, co mamy.

      1. Na ludzką głupotę nie ma lekarstwa 🙁 Z tymi kupami to też jest dla mnie jakaś masakra. U nas przed blokiem, zresztą w okół, jest dużo zieleni, trawy i kwiatów, kwitnie teraz piękny jaśmin, Co z tego? Wokół mnóstwo kup, ani dzieciaka puścić na trawę ani rozkoszować się wonią kwiatów, bo w takim upale czuć tylko, powiem brzydko, gówno. Idą tacy z pieskiem tak gdzie lata dużo dzieci i mają w nosie, a pojemniczki czekają.

    1. Te ludziki na trawie na pewno zrobiły furorę. Wszyscy je sfotografowaliśmy. 🙂
      Dzięki za kciuki (w imieniu kota) 🙂

  5. Ania,uśmiałam się,jak to przeczytałam;)Z kotami to zawsze sa jakies siupy.Jak wiesz,kot Bożenki(;) zmienił dom i zamieszkał sobie u dziadków.Kilka dni temu jakimś cudem pozostał na werandzie(chyba zapomnieli o nim) i nie mógł się przedostać z powrotem do domu.Wlepiał się za to przez okno do mnie,do kuchni ;)Taki czarny kot,mimo że z białymi plamkami, zlał się kolorem z nieba nocą i kiedy kątem oka zobaczyłam jak coś czarnego,po drugiej stronie szyby,porusza się,to nie powiem… trochę podskoczyłam ze strachu. Wpuściałam go i pozwoliłam pójść na dół,a potem zapomniałam o nim.Podnoszę głowę,patrzę,a on jak gdyby nigdy nic siedzi na stole kuchennym, wypija maślankę z dressingu ,za chwilę wyjada masło z maselniczki,potem wchodzi do zlewu i pije wodę z kranu.Widać,że ma chody u dziadków;P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *