Emigracja

Ważna informacja dla moich przyszłych biografów. Właśnie dzisiaj mógłby się rozpocząć emigracyjny etap mojej „twórczości”. Mógłby, gdyby nie kilka przeszkód. Po pierwsze, brak dostępu do komputera i internetu. Po drugie, w niedzielę już wracam. Po trzecie, przez cztery dni nie stworzę drugiego „Kordiana”. A właśnie podążam do kraju, gdzie Słowacki pisał pierwszą część, zamierzonej być może, trylogii. Jest nadzieja, że mnie też jakoś solidnie natchnie i jak wrócę, to wrzucę tutaj dzieło warte zapamiętania przez przyszłe pokolenia.

Pewnie, kiedy to czytacie, siedzę wygodnie w samolocie (albo jadę już szwajcarskimi kolejami) obok Uli, AlElli i Peradona. Nie mogę Wam jeszcze opowiedzieć, czy wszyscy solidarnie wystąpili na lotnisku w czerwonych polarowych czapeczkach, ale coś mi się wydaje, że Peradon się wyłamał, bo ciągle powtarzał, że wygląda jak dupa. No, nie chcę wnikać, jakie są jego doświadczenia z dupami i jak wygląda „dupa”, którą miał na myśli, ale te, które znam, noszą najwyżej gatki. I to na pewno nie polarowe i na pewno bez nauszników. Jest też szansa, że AlElla śpiewa, bo przed wyjazdem ułożyła zgrabną piosenkę na „misję Szwajcaria”. Nie wiem tylko, co robi Ula. Może ciągle niedowierza, że leci. Jest taka szansa. A ja? Pewnie też niedowierzam. Bo, że udało mi się wygrać taką wycieczkę, to cud. Muszę przyznać, że Ambasada Szwajcarii i Onet szarpnęły się, nie ma co. Ponadto w e-mailach traktowali nas jak elitę blogerskiego świata. Nieźle, nie? Ha, ha! Ciekawe, kiedy się kapną, że my żadna elita?

Pewnie lecę tym samolotem i zastanawiam się, czego zapomniałam spakować do walizki. A że pakowałam się wczoraj wieczorem na szybcika, więc jest spore prawdopodobieństwo, że na miejscu okaże się, że na przykład nie wzięłam gatek albo szczoteczki do zębów. Nie miałam czasu wcześniej dokładnie przemyśleć, co ma zmieścić się do mojego bagażu, bo powiem Wam tak po cichutku, żeby nie zapeszyć, że jest zielone światełko, jeżeli chodzi o robotę dla mnie. Dostałam pierwsze zlecenie, a w związku z tym ostatnie dni były bardzo pracowite. No, ale o tym ciiii! Żeby nie zapeszyć.

Wiem, że będziecie za mną niemiłosiernie tęsknić, ja za Wami również i nie wiem, jak tę rozłąkę przeżyję. Ale obiecuję, że po powrocie wszystko opowiem. Wzięłam notes (chyba) i aparat (chyba) i uwiecznię dla Was piękną Szwajcarię.

Kiedy robię ten wpis, jest 3 rano. Ledwo widzę literki. Mózg się chyba jeszcze nie obudził, drzemie w najlepsze, więc moje działanie nie jest zsynchronizowane z myśleniem. Wybaczcie. No, ale nie mogłam ot, tak po prostu pojechać bez pożegnania. Wywieszam teraz, jak za dawnych czasów, karteczkę z napisem „REMAMENT”, udaję, że pracuję, a tak naprawdę byczę się w Szwajcarii.

Do poniedziałku!!! Ale nie liczcie na wpis o 8 rano w poniedziałek, bo raczej marne szanse, że się do tej godziny obudzę. Proszę więc o cierpliwość, ale na pewno, jak wrócę, coś tutaj wysmaruję.

PS  Kochana Mamusiu, buziak z okazji imienin i buziak z okazji urodzin. 🙂

0 myśli na “Emigracja”

    1. Bawiłam się super. Wróciłam też w jednym kawałku 🙂 , choć może serce zostało, bo to piękny kraj 🙂

  1. Życzę wspaniałego pobytu i przywieź sobie coś szwajcarskiego – może zegarek, może trochę sera, ale od banków to się trzymaj z daleka.
    Rozumiem, że przygotowałaś różne pyszności, żeby Ci Jajo z Mężusiem z głodu nie pomarli pod Twoją nieobecność.
    PS. Upiekłem Twoje ciasto z truskawkami. Przyniosłem do pracy i mi wszystko pożarli. Było pycha.
    BUZIACZKI!
    Nie mogę się doczekać kiedy zniknie karteczka REMAMENT.

    1. Karteczka zniknie już niedługo, ale muszę jakoś ogarną wrażenia 🙂 Jajo i Mężuś z głodu nie pomarli. 🙂 Ser oczywiście przywiozłam. I czekoladę 🙂

Pozostaw odpowiedź ~zagubiona Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *