Wyhoduj sobie zwierzątko

Ten wpis miał być w zasadzie o czym innym. A że ostatnio mój mózg mi się lekko przegrzał od myślenia, czytania i od innych bardzo intensywnych czynności (może lepiej nie pytajcie), to wpis będzie o tym, o czym będzie. Ot, tak dajmy się ponieść moim dywagacjom inspirowanym wczorajszymi wiadomościami. Wiadomo, że w wieczornych wiadomościach optymistycznych rzeczy człowiek się nie dowie. To normalne. Ale czasami powiedzą coś, co go w zdumienie wprawi. I właśnie wczoraj usłyszałam o tabletkach DNP, które podobno powodują, że człowiek chudnie kilogram w ciągu jednego dnia.

Fajnie, nie? Normalnie marzenie. Łykam tableteczkę, a ona odwala za mnie całą czarną robotę i spala nagromadzony tłuszcz. Zażywam wieczorkiem, a rano wstaję i myk na siebie sukieneczkę w rozmiarze 34. No, tylko podobno zapomnieli na ulotce napisać, że tabletka spala dosłownie, człowiek może się po niej od wewnątrz ugotować. I właśnie taki śmiertelny przypadek się zdarzył. No, a ja już prawie pędziłam do kompa, coby sobie taką kurację zafundować. Leżenie na kanapie, zjadanie tabletki i po tygodniu byłabym laska nie z tej ziemi. No, chyba że już w ziemi. W każdym bądź razie obojętnie czy „z”, czy „w” ziemi, ale w końcu chuda! No, ale niestety chuda w tym wypadku znaczy ugotowana.

I tak mnie to do refleksji zmusiło. Wiele kobiet ciągle się odchudza. Ha, nawet co niektórzy faceci są na dietach. Co prawda są wśród nas tacy, którzy potrafią sobie wytłumaczyć, że dieta to taki sposób odżywiania, który dostarcza organizmowi wszelkich niezbędnych składników (mnie to przekonuje) i dzięki temu zagłuszają wszelkiego rodzaju wyrzuty sumienia. Bo dieta to dieta w końcu, nie? A niech mi ktoś powie, że mojemu organizmowi nie jest potrzebne ciacho jogurtowe z truskawkami!

No, ale przerażające jest to, ile człowiek jest w stanie wycierpieć, by schudnąć. Odsysanie tłuszczu, ćwiczenia, zabiegi, głodówki, wymioty, wycinanie kawałka żołądka itp. Ale jest też bardzo ekologiczny (w 100% naturalny) sposób, by pozbyć się nadwagi. Można sobie tasiemca zakupić. To chyba dobry sposób dla miłośników zwierząt, którzy chcą być ze swoim pupilem aż do grobowej deski. Kupuje się taką tabletkę z tasiemcem. Łyka. Tasiemiec sobie w naszych wnętrznościach gniazdko wije. Dokarmiamy i poimy go systematycznie, by z głodu nie padł. Dzielimy się każdym kęsem spożytego jedzonka. Ciepełko ma, na głowę mu nie pada. Mieszkanko przyjemne, ciepłe, odpowiednio wilgotne. Toż to miłość nie z tej ziemi! Normalnie wszelkiego rodzaju partie zielonych powinny nam wtedy medale wręczać, bo chyba jeszcze nikt na taką bliskość ze zwierzątkiem się nie zdecydował. Tasiemiec sobie rośnie. My chudniemy. I wszyscy są szczęśliwi. Tylko tak trochę nie w porządku wobec tego tasiemca, jak mu kojfniemy. Bo co wtedy? Biedaczek zginie marnie w naszych wnętrznościach, w ciemnych czeluściach pod ziemią (a nie daj Boże, w piecu krematoryjnym!). A przecież sam do naszego wnętrza się nie pchał, nie? Wzięło się go na wychowanie? Wzięło! No, to teraz wikt i opierunek mieć powinien do samej śmierci. Swojej, nie naszej. No, ale los bywa okrutny i niestety taki miłośnik zwierzątek osieroca swojego, prawie własną piersią wykarmionego, pupila.

Ludzka wyobraźnia, jak widać, nie zna granic. Tak się zastanawiam, do czego jeszcze jesteśmy zdolni, by pozbyć się kilku kilogramów. Bo przecież nie do tego, by zacząć uprawiać sporty i ograniczać jedzenie. Bez przesady! Aż tak poświęcać się to chyba niewiele osób ma zamiar.

0 myśli na “Wyhoduj sobie zwierzątko”

  1. Dobrze,że mi tak na mózg nie padło,żeby sobie dać zrobić odsysanie tłuszczu,aż tak źle z moją figurą nie ma:)
    Czuję się jednak w obowiązku coś napisać,odnośnie chudnięcia.
    “To mózg rządzi żoładkiem,a nie odwrotnie”.Tak kiedyś usłyszałam i w sumie to racja.
    Odchudzanie,to taka potoczna nazwa,ale czy naprawdę istnieje?
    Używamy tego słowa,bo się do niego przyzwyczailiśmy.
    Ja bym jednak to nazwała racjonalnym odżywianiem i dbaniem o siebie.Teraz np.jem 4 razy dziennie,o stałych porach,w tygodniu ograniczam słodkie,a w weekend coś tam zjem.Staram się jeść owoce i warzywa.Oprócz tego ćwiczę codziennie(chyba,że boli mnie głowa,albo już naprawdę nie mam czasu).Czy to można nazwać odchudzaniem?Czy raczej zdrowym trybem życia?Odchudzanie,to takie słowo,do którego się przyzwyczailiśmy,którego używamy w zastępstwie,bo tak łatwiej:)Tak mi się wydaje.

    1. Masz rację. Chociaż ci, którzy mają jednak sporą nadwagę, raczej się odchudzają. Z drugiej strony, jest właśnie tak jak piszesz, odchudzanie (ROZSĄDNE) polega na nauczeniu się zdrowego odżywiania. Też staram się jeść 4-5 posiłków dzienni, czuję się wtedy najlepiej. Nie doprowadzam do przegłodzenia, bo to też źle. Piję dużo wody. I ciasto (jeżeli się na nie zdecyduję), to tylko do południa. I ruch. To podstawa. Ale przecież są osoby, które chciałyby schudnąć jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, dlatego potem takie dziwne pomysły.

      1. Ty też masz rację.Ostatnio nawet z mężem dyskutowałam na temat osób,które ledwo się ruszają,bo są takie grube.Zastanawiałam się,czy te osoby są chore,czy poprostu same doprowadziły do takiej wagi.Jeśli same się tak “załatwiły”,to czy jest im tak dobrze,czy naprawdę dobrze się czują i nie widzą,jak wyglądają?Np.moja ssiostra.Była nawet szczupła,kiedy zaszła w ciążę to zrobiła się znacznie większa,bo “dzień bez czekolady,to dzień stracony”,ale mowa o całej tabliczce.Są też tacy ludzie,którzy są chorzy,nie wiem,jak ta choroba się nazywa,ale u męża w pracy jest taki kolega.Nogi już ma sine,ledwo chodzi.

        1. Pewnie jest dużo schorzeń mających wpływ na tuszę, nawet wystarczy zła gospodarka hormonalna i już człowiek tyje. I chyba nie wszystko da się załatwić dzięki pomocy lekarza. No, ale nie ulega wątpliwości, że są tacy, którzy lubią po prostu jeść i twierdzą, że im dobrze z tymi wałeczkami na brzuchu.

          1. Ale jak można lubić takich siebie,kiedy ruszać się nie idzie,wszystko się trzęsie,jak galareta,źle się oddycha,szybko się męczy.Długo by wymieniać,ja nie portrafię tego zrozumieć.Mam tu teraz na myśli osoby,które zwyczajnie się zaniedbały.

          2. Chciałam w pierwszej chwili napisać, że nie wiem. Ale potem uświadomiłam sobie, że mi też co nieco się trzęsie. I przeszkadza, jak cholera, ale cóż zrobić, trzeba “być dla siebie dobrym”, jak napisała Nieanielica 😉 😉 😉

          3. Tylko Ania,Ty nie wyglądasz tak,jak te niektóre osoby,widziałam Cię w telewizji itp.Tu chodzi naprawdę o potężnych ludzi,napewno nieraz takich widziałaś.

          4. Wiem, wiem, żartuję. Ale też nie ukrywam, że co nieco też mi się trzęsie 😉

    1. Najstraszniejsze są zdjęcia tasiemca. Nie wiem, jak takie osoby po obejrzeniu zdjęć w internecie, mogą sobie coś takiego zaaplikować. Fuj!

  2. Też poruszyła mnie wiadomość o dziewczynie, która zatruła się “genialnym” środkiem odchudzającym. Z bogatego doświadczenia wiem, że tylko dieta NŻD jest niezawodna… No i tu nawiązując do tematu, oświadczę, że dziś znowu zaczynam dbanie o linię, albo walkę o odzyskanie jej resztek… Oczywiście nie jakieś ekstremalne… Bo dla siebie trzeba być dobrym…

    1. W internecie czytałam, że to nie był pierwszy wypadek śmiertelny po tej tabletce, a i tak można go kupić bez najmniejszego problemu.

      1. Aniu,ja słyszałam o tej dziewczynie w wiadomościach,któregoś dnia.Podobno tak ją od środka spalało,że ciało całe parowało?Powiem otwarcie,głupie te dziewczyny są czasem.Przecież to jest oczywiste,że samo się nic nie zrobi!

        1. Nie tylko dziewczyny, podobno jakiś student też zmarł po takiej tabletce. Jak widać głupota nie rozróżnia płci. Ale fakt, głupota, żeby kupować jakieś specyfiki w internecie. Ta tabletka powodowała spalanie od wewnątrz, tak jak pisałam, spalała tłuszcz dosłownie. 7 dni, 7 tabletek i po dziewczynie.

  3. Niektórzy moi znajomi nadają imiona swoim samochodom, i tak np. niejaka Magda pomyka swoim cinquecento zwanym Kacperkiem, a niejaki Kuba śmiga do pracy Józkiem. I tu moje pytanie, czy nosiciele takiego zwierzątka jak milutki i sympatyczny tasiemiec też mu nadają jakieś imię? sorry, ale w końcu to niemal jak ich dziecko, tyle że do porodu jakoś dojść nie może…

    1. Nie wiem, czy nadają imiona, ale stanowczo powinni. Karmią go, hodują, więc chyba imię dla niego też mają. W końcu to ich pupilek, nie? Masz rację, że prawie jak dziecko. Taka “ciąża” do grobowej deski. 😉

  4. 😛 od 03.06.2013 jestem posiadaczką karnetu na siłownię 😛 i chodzę tam regularnie i to nei tylko na siłownię, ale też na inne zajęcia 😛 … więc jak widać są takie waryjaty … ale jeśli chodzi o dietę, to… no cóż… hm… ja tam ćwiczę, bo Dohtorek kazał nad mięśniami popracować, a nie dla schudnięcia… dla schudnięcia to ja sobie nogi smaruję różnymi takimi, ale efekty są mizerne… choć nie wiem, czy na ich istotny brak nie ma wpływu to, że na opakowaniu jest napisane “wcierać przynajmniej raz dziennie” a nie raz na tydzień… 😉

    1. Pewnie raz dziennie efekt byłby taki sam. 😉 Ale fakt, że ja teraz bardziej też zastanawiam się nad kondycją. Z wiekiem jakoś tak człowiek opada z sił, nie? 😉

        1. Ja też, wyjedziemy o 3 rano, mam nadzieję, że dojedziemy szczęśliwie. 🙂 Do zobaczenia 🙂 Teraz się próbuję ogarnąć i myślę, co spakować. 🙂

  5. Bardzo przyjemnie napisałaś o poważnym problemie 🙂 Takiego lekkiego podejścia do tematu życzyłabym wszystkim, gdyż wydaje mi się, że wiele ludzi śmiertelnie poważnie traktuje walkę o zgrabną sylwetkę. Sama kiedyś dałam się wkręcić w tą machinę diet i długo wychodziłam z tej matni:
    http://moje-slow-life.blog.pl/2013/04/01/moja-dieta-cud/
    Najgorsze jest to, że często odchudzają się osoby szczupłe, które dążą do jakiegoś chorego wzorca i są tak zdeterminowane, że sięgają po różne szalone metody. Wydaje mi się, że podczas odchudzania można niestety też trochę uszczuplić mózg i stracić zdrowy rozsądek. Czego nikomu nie życzę. Grunt to trwała zmiana nawyków żywieniowych, ruch oraz racjonalna ocena swojej sylwetki.

    1. Masz rację, że łatwo w tym się pogubić. Idealnie byłoby więc gdyby takie osoby korzystały z porad dietetyka. Bo przecież, jak człowiek chory, to idzie do lekarza, więc wydaje się być naturalnym właśnie porada u specjalisty. Ale u nas chyba jakoś ci dietetycy też mało dostępni są i niestety wizyty drogie.

  6. Oj tak byle by zgubić oponkę hehe są przecież grupy w których lansuję się anoreksję jako dietę więc nie dziwi mnie tasiemiec czy inne absurdalne diety cud. Chore jest to co robią z nami media, bo taka jest prawda. Zdrowo wyglądające dziewczyny stają się kościotrupami i to niektórzy uważają za sexy. Cóż, idą za modą 🙂

    1. Racja, że duży wpływ mają na to media. Czasami trudno się tym młodym dziewczynom dziwić, ze dają się ogłupić.

  7. Mi odchudzanie nie służy. Spróbowałam raz w życiu, na studiach, kiedy z powodu pastylek antykoncepcyjnych byłam dość pulchna. Wymyślona własnoręcznie dieta, polegająca wyłącznie na herbacie bez cukru i ciastkach z bitą śmietaną, nie zdała egzaminu i utyłam na niej jeszcze ze dwa kilo. Wkurzyłam się okropnie i powzięłam postanowienie, żeby już więcej żadnych diet nie próbować. Zresztą i tak nie muszę, metabolizm mam na szczęście szybki i rzadko tyję, chyba, że się mocno przejadam i nie ruszam. Mam tylko jeden tłusty problem, okrąglutką (podejrzewam, że genetycznie) poduszkę na brzuchu, do której już się zresztą przyzwyczaiłam, więc nie ma sprawy.

  8. P.S. I tak, w wieku 63 lat mam niezmierne szczęście mieć figurę i sprężysty krok nastolatki, co czasem zmyla ludzi, którzy mnie najpierw widzą od tyłu, a potem doznają szoku, gdy ujrzą moją pomarszczoną twarz. Moja siwizna (nigdy nie farbowałam włosów, po prostu z lenistwa) jest taka, że można ją wziąć za elegancki i drogi platynowy blond – nawet kiedyś w Anglii jakaś pani w drogerii zapytała mnie o numer mojej farby do włosów i była zawiedziona, kiedy jej powiedziałam,. że to mój naturalny kolor.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *