O telefonach krótka refleksja

Podczas ostatniej podróży pociągiem jedno zdanie skierowane do dziecka zmusiło mnie do refleksji. Pociąg zatrzymał się na jakiejś stacji. Dziewczynka zapytała ojca, który siedział naprzeciwko niej i chyba drzemał, gdzie jesteśmy. Jaka to miejscowość?

Tata otworzył jedno oko, spojrzał przez okno i odpowiedział:

– Sprawdź na telefonie.

Dziewczynka więc chwyciła telefon, pewnie włączyła jakiś lokalizator i po chwili podała tacie nazwę miejscowości. Ten mógł drzemać dalej.

I taka mnie refleksja naszła na temat postępu, rozwoju cywilizacyjnego i techniki.

Kiedy ja miałam 10-12 lat, bo na tyle wyglądała dziewczynka, to na telefonie mogłam sprawdzić jedynie warstwę kurzu. Nic więcej. Pomijając fakt, że wtedy w domu go nie mieliśmy. Telefonu oczywiście, bo kurz i owszem. Mogłam jedynie pójść na pocztę, wejść do budki telefonicznej, po uprzednim odstaniu swojego w kolejce, i tyle. Nie wiem, czy jeszcze pamiętacie, jakim deficytowym towarem były telefony. Latami oczekiwało się na numer. A jak w końcu już podłączyli, to człowiek uchachany był na maksa. Co prawda nigdy nie miał pewności, kto go podsłuchuje, ale zawsze mógł zadzwonić tam, gdzie chciał. Przynajmniej teoretycznie, bo jak znajomi i rodzina telefonów nie mieli, to mógł sobie ewentualnie po różnych instytucjach podzwonić i tyle jego radochy.

Pamiętam, że moja koleżanka Ala miała telefon i czasami po lekcjach chodziliśmy do niej. Braliśmy książkę telefoniczną, szukaliśmy ludzi z jakimiś śmiesznymi nazwiskami i dzwoniliśmy sobie dla kawału. I mówiło się do pana Barana, że tu rzeźnia, do pana Kowala, że dzwoni koń, bo chce się podkuć. I takie tam dziecięce zgrywy. Ile przy tym śmiechu było, jak się ludzie po drugiej stronie słuchawki wkurzali!

Ale jakie to piękne kiedyś były aparaty! Najczęściej czerwone, szare i czarne. Wykręcało się paluchem numer na tarczy, a jak ktoś miał wyciskane cyferki, to był szpan! A pierwsze komórki pamiętacie? Ja pamiętam. Co prawda nie miałam takiej, bo to cholerstwo kosztowało chyba tyle co samochód, ale pamiętam „dżentelmenów” przechadzających się po mieście, coby wszyscy widzieli, z wielkimi aparatami, które przechowywało się w walizeczkach. A teraz? Telefonik płaściutki, elegancki, schowany w kieszonce. Każdy go ma lub może mieć już za złotówkę. A jak już masz jeden, to możesz mieć następny, bo jeszcze dzwonią do ciebie i proszą, byś wziął drugi w promocji. Namawiają. Jak mówisz: „Nie, dziękuję”, to pan/pani od razu pyta „dlaczego?”, taki zatroskany, a Ty wtedy tłumaczysz, a jak tłumaczysz, to przepadłeś, bo pan/pani nawija, wciska kit i trudno przerwać.

Właśnie jestem po wymianie telefonu, bo mi się umowa skończyła. Wzięłam sobie teraz takie cudo dotykowe, bo zawsze jakiegoś rupcia po Jaju miałam. Tylko, proszę nie piszcie, „że to jakieś gówno”, dajcie się kobiecie nacieszyć. Mam taki elegancki, dotknę i pyk, wszystko działa. Co prawda przez pierwsze dwa dni nie umiałam odebrać telefonu, jak ktoś do mnie dzwonił, ale już się naumiałam. I SMS-a potrafię wysłać! Taka kumata jestem. Ja nie wiem, jak to jest. Bo moje Jajo wzięło ten telefon do ręki i od razu wszystko na nim umiało zrobić, a mnie zajęło to tydzień, by się nauczyć, gdzie co jest. No, dobra, wiem, geriatria jestem i nie nadążam. Ale jak tak się zastanowię i uświadomię sobie, że moje dzieciństwo przebiegało tylko z zabawkowym telefonem z ogromną tarczą do wybierania numerów, bo prawdziwego w domu nie mieliśmy, to jestem w szoku, bo teraz każdy z domowników ma swój, a w dodatku jest też stacjonarny. I bez kabelka! Normalnie podziw mnie bierze. Tylko nie wiem, czy nad tym, że ja taka wiekowa jestem, czy że technika tak szybko gna do przodu. Aż strach się bać, co będzie, kiedy Jajo dożyje mojego wieku. Oj, wtedy to chyba każdy w łepetynę będzie miał wszczepiony jakiś nadajnik i odbiornik… a w dupsko antenkę mu wcisną i gotowe.

 

 

PS  I na koniec jeszcze zdjęcie mojego wczorajszego wypieku – ciasto jogurtowe z truskawkami. Zdjęcie malutkie, bo niektórzy z Was są na diecie, więc nie będę Was drażnić. I nawet nie wspomnę ani słowem, jak bardzo pulchne, wilgotne i rozpływające się w ustach wyszło to ciacho. A truskawki… marzenie! No, ale nie napiszę tego, żeby nie kusić do złamania przykazań jakiejś cudownej (lub mnie cudownej) diety. 

A kto nie na diecie, niech skusi się na ten przepis, bo ciasto pychotka. W dodatku bardzo łatwe do przygotowania. Przepis tutaj.

 

0 myśli na “O telefonach krótka refleksja”

  1. Co do żartów,które się ludziom robiło.Ja z koleżankami dzwoniliśmy na domofony do ludzi i pytaliśmy się,”Czy potrzebuje Pani lodówkę?”Pani odpowiedziała,że nie,o to my na to”To proszę ją znieść na dół” i uciekaliśmy:)
    A telefony komórkowe cegły jedynie pamiętam,ale pamiętam też ile się czekało na numer.Koszmar.

    Jeśli chodzi o ciasto,wygląda świetnie i pewnie świetnie smakuje.Wiem do kogo “pijesz”;)Łobuzie jeden.Czytasz w moich myślach,ale napisałam Ci to u mnie:)

    1. Ha, ha 🙂 Ale tu jeszcze Krzychu jest na diecie, bo wczoraj się tym pochwalił, więc Was oboje miałam na myśli. 🙂
      A dzieciaki różne ciekawe pomysły mają. 🙂

    1. Takiej mniej więcej 20 na 30 cm. Wyrosło bardzo wysokie, więc spokojnie mogłaby być troszkę większa blaszka.

  2. W ramach odparcia ataku na moją osobę, co bym się za siebie wziął i nad morzem morsa nie przypominał, wyszukałem w necie definicję diety, która to od razu przypadła mi do gustu. “Dieta to dostarczanie organizmowi wszystkich niezbędnych składników odżywczych”. Pozostawiam bez komentarza 🙂
    Swoją pierszą komórkę cegłę wyżebrałem od ojca jak miałem 14 lat. Wtedy byłem jedną z nielicznych osób w klasie która posiadała takie cudo, no ale zaraz po mnie niemal cała klasa dzierżyła w dłoni podobną cegłę. Teraz, jak widzę jak 7-latek bawi się własną komórą i z niej dzwoni jestem trochę w szoku. Ale takie czasy, idziemy do przodu jak burza.

  3. A moi rodzice mieli telefon od razu jak dostali mieszkanie. Jako jedyni w klatce. Nie wiem jakim cudem ich spotkał taki przywilej bo znajomości nie mieli. Ale przez ten telefon musieliśmy przyjmować pielgrzymki sąsiadów, bo skoro tacy uprzywilejowani to obowiązek jest się podzielić. Ludzie zazwyczaj dzwonili w pilnych sprawach ale jedna natrętna sąsiadka umawiała się na pogaduchy i wisiała u nas na telefonie godzinę, paliła fajki i jeszcze prosiła, żeby jej kawę zrobić. Aż przyszedł śmingus dyngus i na uchylonych drzwiach postawiliśmy kubeczek z wodą. Brat wcześniej wyszedł i do niej zapukał, że koleżanka dzwoni. Wypadła z domu, wystrojona, z tapetą na twarzy, jak to w święta. A potem wszystko jej się rozmazało i oklapł misterny tapir 🙂
    Nie muszę chyba dodawać, że już nie przesiadywała 🙂

    1. Dobry sposób 🙂 Przypomniałaś mi, że u nas w bloku też była sąsiadka, która miała telefon jako jedyna w klatce, to się do niej też w razie potrzeby łaziło. A przy aparacie miała skarbonkę. 🙂

      1. My nie mieliśmy skarbonki, bo wszyscy dzwonili jakoś tak przyzwoicie z wyjątkiem tej jednej zakały.
        Ale przypomniało mi się jeszcze, że tato jako pierwszy w mieście miał komórkę, taką wieeeelką motorolę, bo potrzebował ją na statek. Ostatnio mama robiła porządki i ją znalazła, jest większa i cięższa niż laptop 🙂

        1. To tata był szycha, kiedyś rzadko kto miał takiego wielkoluda. 🙂 Ale swoją drogą, to niesamowite, że kiedyś pierwsze komórki czy komputery były tak olbrzymie, nie? Teraz takie maleństwa. A pracują jeszcze nad tym, żeby komórki były wykonane z plastycznego materiału, żeby można było je zwinąć w rulon i włożyć do kieszeni. 🙂

  4. Technika tak poszła do przodu w krótkim czasie, że ponoć są już projekty, by ludzie mieli wszczepiane czipy w celach identyfikacji, jak za przeproszeniem zwierzęta hodowlane. Taki pomysł ma jakaś grupa polityków z USA. Faktycznie gotowi jeszcze coś nam w tyłkach zamontować, może GPS?

  5. My byliśmy w tej grupie społecznej ,gdzie trzeba było chodzić na “żebry” w związku z pilnym telefonem.Wiesz-tak sobie ostatnio właśnie pomyślałam-że im bardziej cywilizacja i postęp idzie do przodu-tym ludzie bardziej się cofają.
    Ciacho wygląda na dietetyczne-no przecież jest jogurtowe i zawiera owoce hehe.Kusisz kochana-ale ja ostatnio-dokładnie w sobotę dostałam wieczorkiem od dobrej duszy spory kawał ciacha z rabarbarem,które uwielbiam…a co dalej to się domyśl…ale było jeszcze cieplutkie,kuszące i ZEŻARŁAM je o 23 popijając wielkim kubkiem mleka.

    1. A Ty, łakomczuszku. 🙂 A z tym dietetycznym ciastem, też dobre. Ale przecież fakty mówią same za siebie: jogurt, owoce i tylko 1 jajko. 😉

  6. U mnie na wsi był tylko jeden telefon, w latach 90 dali jakiś przydział na następne 30 numerów. Jeszcze na uniwersytet dzwoniłam od sąsiadki. 🙂 Teraz telefon jest prawie w każdym domu, że o komórkach nie wspomnę.

    Hihihi, co do absurdów techniki: nie mam na balkonie termometru i kiedy chcę wiedzieć czy jest ciepło, czy zimno, sprawdzam prognozę w internecie 😉

  7. HA.
    Znam twój ból telefoniczny. Nielat i Ludź, naprzemiennie (zależy gdzie jestem) śmieją się ze mnie do rozpuku i mówią, że po miesiącu to już powinnam w miarę biegle go obsługiwać 😛
    … a ja mam coraz większą ochotę pieprznąć w diabli kont tym cudem, i wrócić do starego poczciwego bezdotykowego… na całe szczęście ten bieżący ma normalną klawiaturę do pisania SMSów, bo gdyby nie to – to chyba całkiem bym już zwariowała.

    a ciasto… kurcze – smaka mi zrobiłaś i nie, nie jestem na diecie, ale nie bardzo mam czas na pieczenie

    1. Mnie się nawet wygodnie pisze SMS-y na dotykowej klawiaturze, gorzej z resztą, ale jakoś powoli się do siebie przyzwyczajamy, telefon przestaje stawiać opór.
      A ciasto, łatwe do przygotowania, nawet miksować nie trzeba, więc przygotowanie nie zajmuje dużo czasu. Nie jest też bardzo słodkie. Takie chyba w sam raz na wiosnę/lato. O ile, to co widać za oknem, to wiosna/lato. 🙂

  8. Ja w wieku 12 lat miałam już komórkę, ale miała ona funkcję zaledwie dzwonienia i sms. Mój mąż telefon miał dopiero jak na studia poszedł. Teraz to bajery są, że hej w tych coraz mniejszych sprzętach. A co dotykowego telefoniku to widzisz kto dzwoni np na dworze? Mój mąż nie i troszkę się irytuje, a jego dąs jeden to jak moich 15, sama wiesz hehe ale użytkuj i baw się 🙂
    A ciacho rewelacja 🙂 Chce chce chce 🙂

      1. “Zaledwie dzwonienia i sms”??? mój ma w dodatku aparat, ale prawie go nie używam. Dostęp do sieci jest, ale jak dałam go do ręki synowi, żeby w coś pograł (podobno jakieś gierki tam są, nawet nie wiem), to wszedł przez przypadek do internetu i włączył się jakiś gów… abonament, w ciągu miesiąca zeżarło mi 40 euro doładowania. Ja potrzebuję tylko dzwonienia i sms. Od czasu do czasu budzika. 😉

        1. To widzę, że tak samo jak ja 🙂 No, ale WiFi też może się czasami przydać, nie? Chyba, bo jeszcze mi się nie przydało. 🙂

          1. Jasne, że tak! :)Mnie bardziej będzie pasowało około połowy lipca, bo pewnie po 20 będę miała rodzinkę. 🙂 To zapraszam na jakieś pyszne ciacho i herbatkę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *