Jajo jest prorokiem

No i stało się. Moje Jajo jest prawie prorokiem. Co prawda „prawie” stanowi dużą różnicę, ale zawsze to coś. Od małego bało się ślimaków. Wiem, durna sprawa, bo co taki ślimak może zrobić. Ale jak szliśmy do lasu, to Jajo podskakiwało, kiedy widziało na ścieżce obślizgłego potwora. Lęk przed ślimakami nie minął (ku naszej rozpaczy) z wiekiem. Ostatnio wychodzę z Jajem do ogródka, a to nagle stanęło jak wryte i ani drgnie. Ja na nie, bo nie wiem, co się dzieje, czy już reanimować, czy dopiero za chwilę. Ono stoi i w końcu bez słowa pokazuje na pięknie połyskującą skorupkę ślimaka, który właśnie wpieprza sobie w najlepsze naszą borówkę amerykańską. Cóż, trzeba było to Jajo oczywiście uratować przed atakiem groźnego ślimaka, bo a nuż rzuciłby się do gardła i przegryzł tętnicę. Więc podchodzę bohatersko do krzaczka. A co mi tam. Być bohaterem w oczach Jaja, toż to fantastyczne uczucie. Sięgam ręką po potwora i siup nim za płot. Poleciał pięknie. No, mogłam go jeszcze zamordować, ale moja wrażliwość mi na to nie pozwoliła. Liczyłam tylko na to, że ślimak jakoś miękko sobie za płotem wylądował i już pożerał jakieś roślinki. O ile nie miał lęku wysokości i w locie na zawał nie kojfnął. I oczywiście miałam też nadzieję, że tak szybko nie „przyczołga się” z powrotem, a wiadomo, że taki ślimak to z prędkością błyskawicy potrafi się przemieszczać.

No, dobra, ale co z tym proroctwem? Jajo powtarzało cały czas, że ślimaki to groźne i podstępne stworzenia, które tylko czyhają, by nas ugryźć w stopę albo w inną część ciała. Nawet czasami, jak ma fazę strachu (najczęściej kiedy jest samo w domu) na wszelki wypadek nie otwiera okna, bo przecież taki ślimak mógłby po rynnie wdrapać się na pięterko, podkraść pod łóżko i w nocy wyskoczyć z ciemności i użreć wielkimi zębiskami w zadek. Okazuje się, że Jajo miało rację. Być może czeka nas inwazja wielkich żarłocznych ślimaków. W USA podobno już są. Wielkie afrykańskie giganty pożerają wszystko wokół. No, na razie ograniczają się do roślinek, ale tylko patrzeć, jak przerzucą się na coś ciekawszego. Podobno nie mają naturalnych wrogów (oprócz człowieka oczywiście), więc trudno z nimi walczyć. W zasadzie można by podejrzewać, że to atak terrorystyczny, że ktoś posłużył się bronią biologiczną i spuścił na Stany ślimaki giganty. Albo to początek Armagedonu…

I jak widzicie, Jajo jest prawie prorokiem. Przepowiedziało inwazję ślimaków gigantów. Uważajcie więc na te pełzające potwory, które tylko udają takie niewiniątka, a wcale nie wiadomo, co chowają w tych skorupach. Może wielkie szczęki, którymi będą kąsać nas po stopach albo jeszcze jakieś inne narzędzia tortur, które wykorzystają w walce z człowiekiem?

0 myśli na “Jajo jest prorokiem”

  1. Ale Ty masz odważną rodzinę! Mąż walczący dzielnie się z kotem i Jajo, którego proroctwa uratują nas przed inwazją ślimaków! Aż boję się zapytać czym sama zajmujesz się w wolnej chwili 😉

  2. Ślimaków,to ja się na szczęście nie boję,ale wszelkich latających stworzeń już tak.Pszczoły,osy najbardziej,ale jeszcze inne nie znanego mi pochodzenia.Jak wleci do mieszkania pszczoła,a mąż jest w tym czasie w domu,to musi ją zabić lub wyprosić. Kiedy jestem sama,to biorę łapkę,bo nie mam wyjścia i z daleka zabijam odrazu,żeby ponownie nie wleciała.Ostatnio prawie ławę przestawiłam,bo do pokoju wleciała osa,a ja tak się wystraszyłam i uciekłam.Mąż jest już na mnie zły.Pająków też się boję.A jak widzę gdzieś pająka,to mówię mężowi,żeby zabił tą”tarantulę”:)

      1. Ty się ze mnie nie nabijaj;)Bo strach mam czasem tak duży,że kiedy siedzę na balkonie i koło mnie osa przeleci,to potrafiłabym się zabić wpadając do mieszkania przez próg balkonu.Serce wali mi wtedy jak oszalałe.

        1. Ha, ha. 🙂 To faktycznie takie osy są niebezpieczne, jeżeli mało się nie zabiłaś. Bądź dzielna! Są takie łapki na baterie (ładuje się je do prądu), to wygląda jak paletka i można się tym odganiać, o ile Twoja wrażliwość pozwoli Ci na porażenie prądem takiego “robala”. 😉

  3. “każdy ma jakiegoś bzika”
    Mój młodszy panicznie boi się bąków. Ostatnio wydarł się na dworze tak, że biegnąc do niego już wybierałam 112, przekonana, że to zagrożenie życia. Okazało się, że trzy metry dalej bączek sobie fruwał.
    A ja boję się węży. Kot kiedyś przyniósł malutkiego zaskrońca, takiego co się dopiero wykluł. Chłopcy go oglądali z każdej strony a ja miałam szlaban, bo jeszcze ożyje na moich oczach i popełznie na mnie.

  4. Ślimaki świetna sprawa.
    Ja je bardzo lubię i to w gastronomicznym znaczeniu tego słowa.
    Ślimaki zapiekane w skorupkach z masełkiem pietruszkowo-czosnkowym – pycha, a w dodatku to afrodyzjak. Cała moja rodzina się nimi zajada.
    Może, z czasem, Twojej jajo też je polubi w ten sposób.
    Mniej mi się podobają na działce, ale to są takie “golasy” bez skorupek obrzydlistwo.
    Walczę z nimi nie tylko ze względu na rośliny, ale przede wszystkim na mojego psa, który “wpieprza” je, aż mu się uszy trzęsą. Widać, że pochodzi z rodziny ślimalkożernej.

    PS.
    Amerykanom radzę, żeby do Mc Donadla i KFC wprowadzili nowe danie – udziec, ze ślimaka giganta. I po problemie.

    1. Jeszcze nie jadłam ślimaków, ale powiem szczerze, że chętnie bym spróbowała.
      A pomysł z McDonaldem genialny. Chyba musisz opatentować swoje pomysły, bo zawsze są genialne. 🙂 Jeszcze na nich milionerem zostaniesz 😉

      1. Ależ połechtałaś moje ego!
        Może rzeczywiście czas realizować swoje pomysły.
        Zaproszę Cię na ślimaki, jak otworzę knajpkę z “robalami”.

        PS.
        Jeżeli sama chcesz spróbować – dam przepis (banalny).

        1. Jasne, że chcę. Tylko u nas “na prowincji” raczej ślimaków nie uświadczysz, chcieliśmy kiedyś z mężem kupić. Ale możesz wrzucić w komentarz przepis, to może inni skorzystają (a i może ja w przyszłości) 🙂
          A do knajpki na ślimaki już rezerwuję sobie miejsce. 😉

          1. Oto przepis.
            Tylko raz robiłem ślimaki “od początku do końca”.
            Kiedyś dostałem od znajomych pudło winniczków.
            Co roku u nich się pojawiają. Jednak tego przepisu nie proponuję – za dużo roboty. trzeba je głodzić, żeby się wypróżniły, potem gotować – strasznie piszczą.
            I jeszcze parę innych zabiegów.
            Najlepiej kupić winniczki bez skorupek + same skorupki – chociaż taki zestaw jest trudny do zdobycia. Potem podgotować ślimaki w wywarze warzywnym – powinny być lekko miękkie. Następnie utrzeć masło z czosnkiem, solą i pietruszką. Wepchnąć ślimaki do skorupek i dopełnić masłem. Wstawiamy do piekarnika na 20 minut w temp. 220 i gotowe. Zajadamy z bagietką. Trochę zabawy jest z ich wydłubywaniem – pamiętasz film “Pretty woman”? – ale to też część rytuału.
            Dla leniwych – kupujemy gotowe w supermarkecie i do piekarnika. Pamiętaj nie kupuj ślimaków po burgundzku (na grzance) – mnie nie smakują.
            Nawet jeżeli u Ciebie ich nie ma, to będąc w nieco większym mieście na pewno je kupisz.

          2. Przeraziło mnie na początku to głodzenie ślimaków, a potem gotowanie i ich popiskiwanie w garnku. Nie wiedziałam, że ślimak wydaje jakieś odgłosy. Muszę ochłonąć po Twoim przepisie. 😉
            Ale takie zamrożone, zamordowane przez kogo innego, muszę sobie kiedyś kupić.
            O, rany, tak makabrycznie zacząłeś ten przepis, że teraz mi się ślimaki z tym piszczeniem z gara będą kojarzyć. 😉

  5. Ogólnie to wiesz Nielat też miał fobię ślimaczą, ale na całe szczęście, jemu akurat z wiekiem przeszło – jednak co się na wrzeszczał i mnie na straszył kidy był młodszy, i gdy podnosił alarm na widok jakiegokolwiek ślimaka, to moje

    nie wyobrażam sobie jak przetrwałabym ubiegły rok gdyby mu nie przeszło, gdyż mieliśmy ewidentny nalot ślimaków na ogród i to nie naszych poczciwych winniczków, ale tych obślizłych pomarańczowo – brązowych dziadów mutantów, co wpierdalają wszystko co tylko na drodze mają

    1. Nielat to mężczyzna, więc musiał wyrosnąć ;), by w przyszłości bronić jakiejś księżniczki przed ślimakami 😉

  6. Ja to się brzydzę dżdżownic-szlaja to się po chodnikach takie łyse,różowe…fuj.Wtedy idę slalomem(fajnie to pewnie wygląda-jakbym była pod wpływem),żeby w to paskudztwo nie wdepnąć.A boję się pająków,szczurów i odstręczają mnie szczypawice.One są gorsze od tych glizd pierońskich-łażą po balkonie i cisną się do suszących się ciuchów-już na samą myśl wszystko mnie swędzi.Ale w zeszłym roku ich nie miałam-to pewnie w tym odbiją to sobie z nawiązką.Ze trzy lata temu zostawiłam pranie na noc-rano byłam w szoku-bo w każdej szmacie było ich po kilka sztuk.Piszczałam,klęłam i podskakiwałam przy każdej sztuce-pewnie wyszłam na nieźle rąbniętą .

    1. Szczurów to ja też się boję. Pamiętam, jak byłam dzieckiem u mojej mamy znajomej szczur wlazł jakoś do mieszkania i siedział sobie na meblach, jak go zauważyła. Darła się wniebogłosy i wcale się jej nie dziwię. Zawsze miałam wizję, że na przykład to była szczurzyca w ciąży i złapali jednego szczura, a tam w zakamarkach zostało całe stado. Fuj. Tak mnie ponosiła wyobraźnia czasami 😉

  7. U mnie pelno jest slimakow bezdomych. Wygladaja jak gowna. Wpieprzaja wszystko ale na borowki nie wchodza. Ja sypie trucizne na slimaki i jak sie nazra to zdychaja w meczarniach i zostawiaja za soba pelno sluzu. Mam na podworku pelno trupow. Ohyda.
    A winniczki sa pyszne. Probowaliscie?

    1. Winniczków jeszcze nigdy nie jadłam, ale chętnie bym spróbowała. Przyjadę kiedyś do Ciebie na ślimaki. 😉 A te łyse, bezdomne ślimaki są obrzydliwe, fakt.

  8. U mnie pelno jest slimakow bezdomnych. Wygladaja jak gowna. Wpieprzaja wszystko ale na borowki nie wchodza. Ja sypie trucizne na slimaki i jak sie nazra to zdychaja w meczarniach i zostawiaja za soba pelno sluzu. Mam na podworku pelno trupow. Ohyda
    A winniczki sa pyszne. Probowaliscie?

    1. Mnie się zawsze kojarzyły z masełkiem, czosnkiem i pietruszką, chociaż nie próbowałam żadnych.

  9. Ze ślimakami jak widać bywa różnie, ale te wielkie mutanty chyba ludzi nie jedzą?
    Po za tym pamiętam jak kiedyś w dzieciństwie wraz z koleżanką wyrządziliśmy takiemu jednemu pogrzeb. Leżał sobie taki bez muszki na chodniku no to my go cap. Bez muszki? Ślimak? O to to na pewno nie żyje i pach, kopiemy dół, smucimy się, kładziemy go tam wygodnie i zakopujemy. Teraz się z tego śmiejemy z własnej głupoty no i ubolewamy iż biedny stracił życie przez nas, bo skąd wtedy mogłyśmy wiedzieć, że są ślimaki bez muszli?
    Prorok Jajo może niech przestanie, bo jak te ślimaki polubią mięso? Pozdrawiam

    1. To ładnie, pogrzebałaś żywcem biednego ślimaka, niech się o tym dowie jakaś partia zielonych 😉

  10. Moje dzieci uwielbiają ślimaki, tzn. nie te na talerzu, tylko żywe w trawce pełzające. Łapią je i “bawią się z nimi”, muszę interweniować, żeby je odłożyli gdzieś na krzaczki i nie uszkodzili na ciele, ani na skorupce 🙂

    1. Fajne masz dzieci. 🙂 Ciekawe, czy ślimaki też się tak dobrze bawią. 😉 Dzieci lubią zwierzątka, są ciekawe świata. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *