Sinusoida

Wiem, że to miejsce już tylko dogorywa albo może całkiem padło. No, ale jestem.

To było bardzo trudne pół roku. Choroby i pogrzeby skumulowały się w tych kilku miesiącach, nie dając nam nawet odetchnąć. Nawet nie mam siły opowiadać o wszystkim, bo to było jak kręcenie się na karuzeli (a mam potworny lęk wysokości).

Myślę jednak, że czas coś napisać. Trzy tygodnie temu pochowaliśmy babcię. Znaliście ją z różnych anegdot, więc należy się Wam wyjaśnienie. Bywało ciężko, miałyśmy trudne dni i w sumie nie spodziewałam się, że takie wrażenie zrobi na mnie jej odejście. Niby liczyliśmy się z tym, że kiedy ma się 95 lat, śmierć może przyjść nieoczekiwanie. Czasami ze strachem wchodziłam do babci pokoju, kiedy panowała u niej cisza. I stało się.

Ostatnie tygodnie życia to był horror. Spędziła trzy tygodnie na SOR-ze, bo nie było miejsc na oddziałach wewnętrznych (przerobione zostały na covidowe). Miała odleżyny, nad którymi nikt nie panował, bakterię jelitową, a potem bakterie dostały się w otwarte rany. O tym ostatnim dowiedziałam się po trzech tygodniach, gdy wreszcie znaleziono dla niej oddział, zadzwoniłam, a lekarz zapytał mnie, czy zgadzam się na amputację nogi. Wyobraźcie sobie mój szok. Babcia poszła z bólem brzucha, a chcą jej obciąć nogę. Na szczęście już tego nie dożyła. Ale to co zafundowano jej w ostatnich dniach, to naprawdę tortury. Nikt mi nie wmówi, że cierpienie uszlachetnia, czyni nas lepszymi itp. Jestem zwolenniczką eutanazji w krańcowych przypadkach. I kropka.

Nie chcę rozwijać tematu, bo zaraz znów się we mnie wszystko zagotuje. Sami rozumiecie… Dodatkowo moja mama już jest w takim stanie, że nie ma z nią żadnego kontaktu. Nic. Patrzy tylko na nas, żadnych emocji, wzruszeń, uśmiechów, pustka…

Nie było więc nastroju do pisania. Poświęcałam się całkowicie pracy, bo dzięki niej uciekałam w wymyślone światy. To pomagało.

Oprócz złych wiadomości jest też dobra, którą mogę się podzielić, bo dostałam zielone światło od Jaja. Sytuacja jest taka, że Jajo wreszcie poleciało za ocean (a więc chyba już nie jest jajem, bo wyrosły jej skrzydła; jak wiecie Jajo jest płci żeńskiej, dlatego piszę “jej”). A co najważniejsze, wyszło za mąż, więc mogę się już poszczycić tym, że jestem teściową. Jajo szczęśliwe, jakby nie to dziecko. Kiedy z nią rozmawiam, to serce mi się rozpływa, widząc jej radosną twarz, błyszczące oczy. Nawet jak teraz to piszę, to się wzruszam…

Jak widzicie na moim “froncie” bardzo burzliwie, sinusoida emocji.

4 myśli na “Sinusoida”

  1. Cieszę się, że wróciłaś. Współczuję z powodu mamy i babci i gratuluję z powodu zamężnego Jaja (a raczej już Orła!) oby jej się szczęściło. Wpisałaś mi się w ciąg takich smutnych wieści jakie do mnie od pewnego czasu płyną. Niektóre dokładnie takie jak opisałaś w przypadku Babci szpitalne horrory 🙁 Straszne nastały czasy. Oby szły te lepsze, czego bardzo Tobie życzę. Pozdrawiam.

  2. Aniu przykro mi z powodu babci- była to kobieta z charakterkiem ale pozostała już na zawsze w twoich książkach – zwłaszcza tej ostatniej. Ostatnio u moich rodziców na grobie zapaliłam dla niej światełko. Mama odchodzi ale tez na swój sposób jest szczęśliwa i może dobrze że nie jest świadoma co się wokół dzieje. Możesz być dumna z Jaja – już teraz raczej pani Emili – niech jej nowe życie będzie Szczęśliwe i nich rozwija skrzydła tam za oceanem. A Ty pamiętaj że masz wiernych czytelników i dwa kocie łobuziaki no i Sławka i tatę który teraz bardzo Cię potrzebuje. Będzie dobrze Aniu i proszę nie zamykaj tego bloga 😉 Serdeczności ze Śląska

  3. Aniu przede wszystkim wyrazy głębokiego współczucia… Choć domyślam się, że z Babcią bywało Wam różnie, to jednak my, Twoi czytelnicy darzyliśmy Ją sentymentem, szanując to szystko co dla Niej robicie. Dużo sił do codzienności z Mamą… Ale też dołączam życzenia, aby po tych trudach było już tylko lepiej. Wszystkiego napiękniejszego dla Jaja i jajowego Męża. Niech żyją długo, zdrowo, szczęśliwie, po prostu pięknie 🌼💪♥️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *