Wyszła z domu i zniknęła

Wczorajszy temat wróżek i wróżów przypomniał mi o pewnym zdarzeniu. Wiem, że jest weekend i powinno być miło i przyjemnie, ale niestety muszę o tym napisać, bo wczoraj cały dzień łaziła za mną ta historia. Dotyczy pośrednio jasnowidzów.

Moi rodzice mieli kiedyś dom. Obok nich mieszkało dość młode małżeństwo. On i ona (po trzydzieści-parę lat) i dwoje dzieci: nastoletni chłopiec i chyba 6 – 7-letnia dziewczynka. Nota bene najlepsza koleżanka mojej córci, która miała wtedy chyba 3 – 4 lata. Uwielbiały się razem bawić.

Historia tego małżeństwa dość smutna. Pan znudził się małżonką, więc znalazł sobie kochankę. A że miejscowość mała, od razu wszyscy wzięli ich na języki. Romans pana stał się tajemnicą Poliszynela. Dowiedziała się o tym prawdopodobnie również pani D. Co czuła, łatwo się domyślić. Moja mama utrzymywała z nią raczej przyjacielskie kontakty i widziała, że kobieta się gryzie. Nigdy jednak głośno o zdradzie męża nie mówiła. Trudno też było pytać, czy wiedziała. A że nieszczęścia zwykle chodzą w stadzie, okazało się, że jest chora i musi przejść operację. Nie pamiętam już, o co chodziło. Wiem tylko, że po operacji musiałaby być na diecie, w dodatku pod stałą kontrolą lekarza. Nie wiem już też, czy nie chodziło o nowotwór. Zresztą nieważne. Moja mama opowiadała, że jak pewnego dnia poszła do niej, to ta siedziała na łóżku z podwiniętymi nogami, w piżamach (choć było południe) i kiwała się w przód i tył. Patrzyła takim pustym wzrokiem. I tylko przód i tył. Jakby miała chorobę sierocą. Być może chciała porozmawiać, teraz trudno ocenić. Moja mama spieszyła się wtedy do pracy, nie mogła zostać, ale umówiła się z nią na następny dzień. Miały pogadać.

Do spotkania jednak nie doszło. Kiedy mama do niej poszła, nikogo nie było w domu. Zdziwiła się, ale nie dociekała, bo przecież może gdzieś wyjechała, miała prawo.

Po trzech dniach okazało się jednak, że pani D. zniknęła. Szukała jej policja, szukał „zrozpaczony” mąż, szukały dzieci, sąsiedzi. Wszyscy. Była zima. Śnieg. Znaleziono jej samochód nad pobliskim jeziorem, jednak pani D. nigdzie nie było. Pod drzewem stał tylko taboret, który ze sobą przywiozła. Chciała się powiesić. W sumie stwierdzono, że pozostawiony taboret to dobry znak, bo nie zrobiła tego, co zaplanowała, więc musi gdzieś być. Może błąka się po lesie?

I tu w zdarzenie wkracza jasnowidz. Poszukiwania trwały od kilku tygodni. Nikt nic nie widział, nic nie słyszał. Mąż udał się do jasnowidza. Takiego niby znanego w okolicy, chwalącego się sukcesami. Zawiózł mu ciuchy, by jasnowidz mógł lepiej „złapać trop”. Płacił oczywiście niemałą kasę. I w zamian za to chyba słyszał to, co chciał usłyszeć. Zapewnienia, że żona żyje, że błąka się po jakichś dworcach. Automatycznie wywieszono ogłoszenia na dworcach kolejowych w nadziei, że pani D. się znajdzie. Oczywiście nic z tego nie wyszło. Panią D. znaleziono, owszem, ale dopiero wiosną, gdy śniegi puściły. Wypłynęła na powierzchnię jeziora. Okazało się, że się utopiła. Nie miała odwagi się powiesić, więc wybrała inną śmierć. Podobno wypiła pół butelki whisky, napchała kamieni do kieszeni i to zrobiła. Zdesperowana, zdradzona, chora i chyba bardzo samotna. Jedyne wyjście z sytuacji, jakie znalazła, to śmierć.

Mój tato był po jakimś czasie świadkiem rozmowy mojej córci z córką pani D. Sześcioletnia dziewczynka powiedziała: „Nienawidzę mojej matki za to, że zdechła!”

Syn nie poszedł na pogrzeb. Również był wściekły na matkę i nie umiał jej wybaczyć. Mąż sprzedał po jakimś czasie dom, ożenił się i wyprowadził. Gdzieś tam żyje sobie, być może szczęśliwie.

Nie chcę tutaj oceniać wyboru pani D. ani postępowania jej męża. Zdrada nie jest powodem, żeby szarpnąć się na swoje życie, jednak jak człowiekowi spada na głowę jeszcze kilka innych trudnych do rozwiązania problemów, łącznie z chorobą, być może nie widzi innego wyjścia.

Przeraził mnie też ten jasnowidz, który ciągnął kasę od zdesperowanej rodziny, mamiąc ich nadzieją na to, że pani D. błąka się po dworcach, kiedy ona niestety już dawno nie żyła.

Smutna historia. Wywołał ją wczorajszy tekst. A jak wywołał, to musiałam go z siebie wyrzucić.

0 myśli na “Wyszła z domu i zniknęła”

  1. Wiesz-u nas w zeszłym roku też była podobna sytuacja.Wujek-osoba w bardzo podeszłym wieku i bardzo schorowana.Wyszedł i nie wrócił.Więc rodzina poszła do jasnowidza-bardzo zresztą słynnego,znanego z TV.Powiedział że wujek nie żyje(ameryki nie odkrył bo wszyscy to przypuszczali -tym bardziej że był bardzo chory i nie wziął leków)Powiedział również że leży blisko wody,w krzakach(region do takich należy więc też się nie wysilił)Podał odległość gdzie należy szukać,okazało się że bardzo nie trafiona.Kasę wziął.Niestety wykorzystał desperację i uczucia ludzi…

    1. Ludzie niestety jak są zdesperowani, to łapią się jak tonący brzytwy i łatwo wtedy ulec naciągaczom, a przecież takich pełno. 🙁

    1. wszyscy wiedzieli, kochanka wiedziała również, na pewno była szczęśliwa z tego powodu że doprowadziła kobietę do takiego stanu

      koledzy męża również skoro chlali wódę na jego drugim ślubie i wtedy kiedy z kochanicą balowali w żywe oczy, bo za kołnierz fundowanej przez niego wódy nie wylewali
      żałosne dżulostwo bez krzty honoru

  2. Oj moje komentarze uciekają….napisze jeszcze raz.
    Najbardziej przeraża mnie obojętność ludzi. Wszyscy wiedzieli co się dzieję i nie pomogli. Szkoda dzieci. Żal ojca, który nie zostawił im dobrego zdania po mamie, ale to świadczy tylko o nim. Cóż, są tragedie na tym świecie i dalej będą. Można jedynie się oglądać wokół. Nie być ignorantem.
    Przeniosłam blog, także teraz zapraszam na nowy.

  3. Mnie uderzył fakt nieposzanowania pamięci matki, ale to tylko świadczy o “kochanym” tatusiu. Strasznie to przykre wybielać swoją osobę, kosztem osoby do której śmierci bezsprzecznie się przyczynił.

    1. Wiesz, ta dziewczynka miała 6-7 lat, dla niej pewnie samobójstwo matki było jednoznaczne z jej porzuceniem. Dzieciaki pewnie były wściekle, być może czuły się też oszukane. I ja to trochę rozumiem. Znam chłopca, który miał 19 lat, jak mu się ojciec powiesił i reakcja była podobna. Wściekłość, złość i wstyd. Dopiero potem, po konsultacjach z psychologiem, zrozumiał. A tym dzieciom może nie miał kto pomóc, ojciec niestety nie stanął na wysokości zadania. To smutna historia. Czasami się zastanawiam, jak te dzieciaki wyrosły? Są już przecież dorosłe. Ciekawa jestem, czy w końcu pogodziły się z matką.

  4. samobójstwo to nie jest decyzja chwili (nawet jeśli, to raczej sporadycznie), samobójstwo to coś do czego dochodzi się powoli… to droga, którą układa każdy kolejny dzień, droga z której można zawrócić, albo która się wcześniej lub później dokona
    … zazwyczaj też są różne sygnały wcześniej, że nie jest dobrze, tylko kwestia w tym, że otoczenie nie zawsze i niekoniecznie chce dostrzec, może czasem też nie umie w zabieganiu codziennym dostrzec, tego co dzieje się z człowiekiem… bo kiedy już drogę taki ktoś przejdzie, to wówczas… wówczas już wystarczy jedna chwila
    jak jedna kropla, która przelewa wodę w dzbanie…

    1. Masz rację. 🙁 Pamiętam, jak w moim życiu wszystko się waliło. Nieraz wracałam do domu z pracy samochodem i niestety miałam ochotę zatrzymać się na drzewie. Łzy leciały po gębie, niewiele widziałam, byłam pewna, że wszystko, co dobre, już dawno za mną. Straciłam dziecko, mąż miał regularny romans, wszystko się waliło. Na zawsze będę pamiętać to, co wtedy czułam. To było straszne, czułam się bardzo samotna, poraniona i zdesperowana. Jednak miałam córkę i wiedziałam, że nie zrobię jej tego, czego pewnie nie umiałaby mi wybaczyć. Zostałam. A los się odmienił o całe 180 stopni. Wtedy nie wierzyłam, że kiedyś może być inaczej. Teraz to przeszłość. Ja też chyba jestem inna i mam nadzieję, że złe chwile nigdy nie wrócą.

      1. … szczerze, to chciałabym napisać, że nie mam pojęcia jak to jest mieć ochotę wcisnąć gaz do dechy i sprawdzić, co jest wytrzymalsze, mój stary grat, czy przydrożne drzewo… niestety, nie mogę tego napisać, bo wiem.

        1. To szkoda, że nie możesz… Ale ja już wiem, że nie warto i mam nadzieję, że Ty również. Dobrze, że jest Twój Nielat.

  5. Masz rację,bardzo smutna historia.Czasem jednak sobie myślę,że Ci ludzie byli jednak bardzo odważni,skoro posuwają się do ostateczności.Staram się ich zrozumieć i chyba nawet mi się to udaje.Ja ich w pewnym sensie podziwiam,jakkolwiek dziwnie to zabrzmi.Podziwam ich właśnie za odwagę.

    1. Na pewno jest to odwaga w pewnym sensie, ale też tchórzostwo. Zobacz, zostawiają rodzinę, oni pozbywają się problemu, ale przecież rodzina zostaje z ogromną tragedią. Trochę chyba też taki egoizm, nie?

      1. Tak,to jest druga strona,o której zapomniałam wspomnieć.Niedawno z mężem rozmawialiśmy na podobny temat i doszliśmy do podobnych wniosków,że z jednej strony jest to odwaga,a z drugiej tchórzostwo i egoizm,jak napisałaś.To jest ciężki temat i myślę,że najbardziej mogą to zrozumieć osoby,które były tak blisko tematu,że same chciały ze sobą skończyć,albo takie osoby,które udało się odratować.My tu możemy tylko “gdybać”.

        1. Pewnie tak, choć pamiętam, że też miałam takie pomysły, jak mi się życie zawaliło. No, ale to przeszło i nigdy (mam nadzieję) nie wróci.

  6. Smutny temat.
    Nie będę się wypowiadał, bo sądzę, że nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co w takich przypadkach dzieje się w człowieku. Nie mam prawa ich osądzać i oceniać.
    Impulsem do napisania komentarza była piątkowa informacja, że mój kolega ze studiów został znaleziony na torach w Anglii. Przyczyna śmierci nie jest jeszcze znana, ale chyba można się domyślić. Zostawił doje dzieci. Strasznie mnie to “rąbnęło”.

    1. Mojej córki kolega się ostatnio powiesił, był w klasie maturalnej. Wszyscy w szoku, bo to był wesoły chłopak i tak nagle postanowił odejść. To zawsze szokuje. Szczególnie, jak dotyczy młodych ludzi. 🙁

  7. przeszlam to na wlasnej skorze,ludzie odbierajacy sobie zycie ,sa calkowicie zalamani,samotni niezrozumiani przez bliskich,i nie widza innego wyjscia ze sytuacji jak tylko odebrac sobie zycie!!!!! Sa ludzmi chorymi nadajacymi sie do leczenia psychiatrycznego!!.Nie kazdy chory zdazy pojsc do psychiatry!!nawet nie zdaje sobie sprawy ze jest chory!!!Czlowiek wpada w amok,nie widzi zlej strony swego czynu!Ja popatrzylm na moje dzieci,wzielam sznur i szlam nad staw sie powiesic.Szlam w takim amoku,jak bym byla pijana,o niczym nie myslalam,pamietam ze padal deszcz,i mialam to szczescie ,ze doskoczyl do mnie pies ktory chcial mnie ugryzc,i on wlasnie uratowal mi zycie,wystraszylam sie go ocknelam sie co ja robie doszlam do tego stawu ,wykrzyczalam wyplakalam swoj wielki bol i zal samotnosci .Byla noc ,maz prawdopodobnie mnie szukal,ale nigdy znim nie rozmawialam na ten temat.Mialam wtedy45 lat.Dzis mam60.Mam dzieci,wnuczki,meza ,nie jestem sama ale w dalszym ciagu samotna!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Bardzo samotna.Pomagam innym ludziom,starszym alkoholikom,i chorym i w tym sie spelniam.

  8. W sumie, to wszyscy mają wybaczone, i niewdzięczne dzieci, i mąż przeniewierca, bo najgorszy jest ten, który usiłował pomóc!
    Odszukiwanie zaginionych osób, to nie jest łatwa dziedzina, nawet jeśli nie żyją, to pozostawiają po sobie bardzo silny ślad energetyczny, który utrzymuje się miesiącami, a czasem i latami. Ich żal, strach i rozpacz tworzą zawieszony w astralu myślokształt, który bywa interpretowany jako energia kogoś żywego.
    Te słowa dziecka są przerażające.

    1. Są przerażające, ale prawdziwe, niestety. Chociaż można sobie wyobrazić, co czuło. To była mała dziewczynka, pewnie czuła, że mama ją porzuciła. Pewnie trudno to wytłumaczyć. I nie wydaje mi się, że mąż i dzieci mają wybaczone. Wiesz, wśród “jasnowidzów” rzadko znajduje się taki, który naprawdę ma zdolności jasnowidzenia, niestety większość to oszuści, bo nie wierzę, że nagle w naszym świecie taka obfitość wróżów, wróżek i jasnowidzów.

  9. wiesz co ci powiem,
    gdy czytam – zdrada, w kazdej odmianie, TO NIE MAM ZROZUMIENIA DLA OSOB SIE JEJ DOPUSZCZAJACYCH
    wiem, jestem zbyt staroswiecka, ale nie potrafie zrozumiec ani zdradzajacych, ani tych ktorzy do tych zdrad sie przyczyniaja
    powiem ci historie ktora znam

    pisanie na forum, milo fajnie, czary mary, pani znudzona w domu (maz, dzieci za plecami) a ona szuka rozrywki w internecie, ot jak to zwykle dzis bywa, latwo i przyjemnie, proboje z tym i tamtym, udaje ze swieta, stawia sobie cel – uwodzic, a gdy ktos z jej uwiedzionych ma dosc takich historii, proboje ukladac sobie zycie normalnie, nie w internecie, nie przyjmuje do wiadomosci ze jest niechciana, wysyla sms, pisze publicznie, wysyla maile, i na wielokrotne prosby – dosc, ciagle jak w okresie marcowym u kociat jest, nachalnie sie narzuca

    na milosc boska, przeciez takie zagrywki nie wypadaja ludziom doroslym,
    nie wiem – staroswiecka, kobita

    1. Ja też nie uznaję zdrad i też wkurzają mnie takie historie, jak opisałaś. Tym bardziej, że wiem, jak to wygląda z drugiej strony. 🙁 Pod tym względem też jestem staroświecka. Pozdrawiam 🙂

  10. samobojstwo nie jest latwym tematem,a juz tym bardziej kiedy w gre wchodza dzieci.Inna rzecz to to,ze kazdy z nas przechodzi przez wszystko w inny sposob,ma inne “zabarwienie”psychologiczne oraz inne wierzenia,upodobania ,czy tez zarys osobowosci.
    Nie smiem opiniowac tez w tym temacie,pomimo,iz sama doswiadczylam wiele.Moj maz po dlugiej walce z depresja postanowil umrzec.Walczylam o niego z calych sil!!Do tego stopnia ,az sama sie wypalilam.Do tego doszly inne problemy(maz mial bardzo powazny wypadek,zadeklarowalismy bankructwo,stracilismy firme,mieszkanie,a na koniec ja otrzymalam diagnoze powaznej choroby).I w pewnym momencie sama zaczelam myslec o samobojstwie,pomimo iz nie bylam w depresji!!!Maz mial plan……wybral dzien,metode………czekal tylko,zebym wyszla z domu.
    Nie wyszlam……..cos mnie tego dnia “trzymalo”przy nim.Od tego momentu uplynelo 10 miesiecy.Maz chodzi na terapie,bierze leki.Ja po powaznej opercji ,zostalam inwalidka…………….ale walczymy.Latwo nie jest,czy bedzie kiedykolwiek??Nie wiem.Walczymy kazdego dnia.O siebie,o nas,o zycie…………….
    I nie chodze do jasnowidzow,ani nie korzystam z wrozek,ale w zeszlym roku,tuz przed meza wypadkiem zaczepil mnie na ulicy obcy mezczyzna w podeszlym wieku.Czekalam na meza przed sklepem.Ten staruszek tak dziwnie namnie patrzyl……jakos niekomfortowo,po czym podszedl do mnie i powiedzial”musi pani uwazac”.Spojzalam na niego jak na idiote,albo psychopate ,a on dopowiedzial”nie……to nie pani…….to ktos pani bardzo bliski!uwazajcie oboje”.
    Po kilku tygodniach,mialam przedziwny sen.Sen ,ktory mnie tak zmeczyl iz rano bylam nie przytomna i rozdygotana.Tego dnia po poludniu dostalam telefon,ze maz stal obok kanistra z paliwem,kotry wybuchl……..

    1. Smutna ta Twoja historia. Życzę dużo siły w walce o siebie i męża. Musi być dobrze, przecież nie może być cały czas pod górkę. Jesteś dzielna, wierzę, że starczy Ci siły. Pozdrawiam.

  11. Powiem tak.Kiedys znalazlam sie w cięzkiej sytuacji.Zostalam ze swoim problem zupelnie sama, wszyscy byli przeciwko mnie, mąż, rodzina .Nie wiedzialam co mam robić ale wiedzialam , ze mam corke i musze dla niej zyc.Co by bylo gdybym odebrala sobie zycie, co byłoby z moja córką, kto by sie nia zajął?Dlatego nie warto odbierać sobie zycia, warto zyć i walczyć o lepsze jutro.

  12. smutne to,ze mozna potepiac kogos kto popelnil samobojstwo… mialam 13 lat jak moj ukochany starszy brat sie powiesil, miesiac po smierci mamy… i jasne czulam, zal, rozpacz, zlosc tez chwilami,ale na los, na innych ludzi,ze nikt mu nie pomogl,ale nie na niego… jak starsznie trzeba cierpiec,zeby wolec umrzec, to dla wiekszosci z nas poprostu nie wyobrazalne… wspolczuje tym dzieciom,ale nie potrafie zrozumiec….

Pozostaw odpowiedź ~Magdalena F. Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *