Odkrywamy Bory Tucholskie

Dzisiaj spieszę Wam donieść, że wczoraj odkryliśmy ze Sławkiem piękną trasę rowerową. Pojechaliśmy samochodem do Śliwic, a stamtąd dopiero wyruszyliśmy rowerami do Fojutowa. Punktem docelowym miał być akwedukt – podobno wzorowany na starożytnych rzymskich budowlach (tak przynajmniej podaje Wikipedia).

Pięknie było! Przejeżdżaliśmy przez wioski, o których nigdy wcześniej nie słyszeliśmy. Na przykład Rzepiczna czy Rosochatka. I wiecie, co nas najbardziej zachwyciło? Stare chaty z XIX wieku czy początków XX. Cudne po prostu. Niektóre pięknie odrestaurowane, niektóre nie, ale wszystkie zachwycały.

Na ostatnim odcinku jechaliśmy drogą równolegle do Kanału Brdy. Szkoda, że nie można przesłać zapachu powietrza. Było po deszczu, więc wszystko wokół wydzielało tak cudowną woń, że chciało się jej nabrać na zapas. Cudnie po prostu. Zachwycałam się wszystkim. Tym bardziej że tereny te wydawały się czyste i zadbane. Znaleźliśmy także kilka kozaków.

Bory Tucholskie są zachwycające! Jeżeli zastanawiacie się, gdzie pojechać na wakacje, to gorąco polecam Fojutowo  albo okoliczne wioski, w których na pewno znajdzie się przyjemna  agroturystyka. Miejsca idealne do wypadów rowerowych.

Zrobiliśmy wczoraj 52 km z małym hakiem, a przyznam, że mogłabym tego dnia przejechać więcej. Nie wiem, co było tego sprawą, że praktycznie po powrocie do domu nie odczuwałam zmęczenia, choć niektóre odcinki trasy przebiegały po piaszczystych albo bagnistych drogach. Dziwna sprawa. Ale… Sławek kupił nam żel na rozgrzanie mięśni. Posmarowaliśmy nogi przed wyprawą. Cuchnęło strasznie. Muchy i komary pewnie padały zaraz po sztachnięciu się tymi aromatami. Grzało również, ale może to za sprawą tego cudeńka wróciliśmy w pełni sił. Jest też inna opcja. Po prostu nasza kondycja nagle poszybowała i teraz to mamy moc w nogach.

Fajnie było. To był naprawdę bardzo udany dzień.

6 myśli na “Odkrywamy Bory Tucholskie”

  1. My z mężem też lubimy jeździć bocznymi drogami.Takimi po których samochód przejeżdża raz na godzinę albo i nie. A wczoraj na wycieczce dostaliśmy dodatkowego bonusa, który zaczął się od mocnego hamowania. Przez drogę postanowił przejść Pan Bażant. Był ewidentnie na spacerze, bo nie spieszył się wcale, dostojnie przeszedł w poprzek jezdni pokazując jaki jest piękny. Pierwszy raz widziałam takie coś, szedł i wcale się nie bał. Aż mi się wierszyk przypomniał o Słowiku, który się spóźnił, bo szedł piechotą :)))

  2. A jeszcze chciałam zapytać jak wozicie rowery, na dachu auta? Bo ja palpitacji serca dostaję jak z nimi na dachu jedziemy, ciągle mi się wydaje ,że spadną i komuś krzywdę zrobią.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *