Przedstawienie trwa

U nas oczywiście przedstawienie trwa i trzeba przyznać, że robi się coraz ciekawiej. Babcia rozmawia z telewizorem, bo jest pewna, że ją widzą ci z ekranu. Ostatnio pytała biskupa, czy jej też dziękuje i kiedy będzie msza w Ostródzie. Podobno jej odpowiedział, więc jest potwierdzenie, że ją słyszał i widział.

Za to ja wczoraj usłyszałam (od seniorki, nie z telewizora), że jestem wstrętna. Babcia wyartykułowała to bardzo wyraźnie i na wszelki wypadek powtórzyła, żebym dobrze zrozumiała. A wstrętna jestem, bo nie pozwoliłam jej schować brudnych sztućców do szuflady. No, cóż… Będę musiała z tym żyć.

Kiedyś się zastanawiałam, czy nadejdzie dzień, że seniorka doceni, że ma opiekę, obiad, zakupy i leki pod nosem. Ale chyba jednak nie doczekam tego.

Najbardziej mnie jednak rozkłada to, jak babcia o coś pyta, a ja jej odpowiadam normalnym głosem, po czym dwa razy pyta mnie o co chodzi, bo nie słyszy. Wtedy ja mówię do niej głośno to samo.

– Dlaczego ty na mnie wrzeszczysz? – słyszę w odpowiedzi. – Ja o nic nie mogę spytać, bo ty od razu się denerwujesz.

-Nie denerwuję się, tylko mówię głośno, bo nie słyszysz!

-Słyszę! – oburza się, a potem dodaje, że idzie do domu starców, że najlepiej jak ją oddamy do przytułku. Wtedy ręce opadają. Próbowałam jej wytłumaczyć, że taki ośrodek to 3,5 tysiąca co najmniej, więc jeżeli dysponuje taką kwotą i bardzo chce, to proszę bardzo. Okazuje się jednak, że nie chce.

Za to w domu moich rodziców jeszcze ciekawiej. Ostatnio nie mogliśmy zidentyfikować źródła smrodu w sypialni. A niestety największy problem jest ze zdejmowaniem pampersów i sadzaniem mamy na muszli. Walczy, jakbyśmy chcieli ją mordować. Woli wygrzebać kupę z pampersa i wetknąć ją w jakąś skrytkę. I tak właśnie ostatnio tata patrzy na półkę z książkami, a tam plastikowy pojemniczek. Ucieszył się, jak zobaczył, że w nim czekolada…

Niestety, to nie była czekolada, ale przynajmniej udało się zidentyfikować to źródło niezłego odorku.

Przedstawienia więc ciągle trwają. Brak tylko oklasków, bo ręce dawno opadły.

PS  Mam nadzieję, że nie czytaliście podczas posiłku. 🙂

10 myśli na “Przedstawienie trwa”

  1. Moja babcia zawsze rozmawiala z radiem i uwazala , ze ja slysza. A filmy w tv brala na serio, myslala, ze to zycie.Pamietam, jak mnie strasznie skrzyczala, ze” ta kobieta dopiero umarla “, a ja wylaczylam telewizor i sie smieje.A “ta kobieta” byla bohaterka jakiegos filmu.I nic nie dawalo tlumaczenie, ze to byla aktorka, ze tylko udawala, bo babcia przeciez widziala, jak ona cierpiala i umierala, to tylko ja “nie mam odrobiny serca”.
    A z mama niestety , tak juz bedzie ,to straszna choroba.Bardzo wspolczuje,wyobrazam sobie jak ciezlo patrzec na kochana osobe , ktora juz nie jest soba.

    1. U mojej babci pewnie demencja się zaczyna, bo wcześniej nigdy nie rozmawiała z telewizorem, wiedziała, że to tylko telewizor. W ostatnich tygodniach się jej tak porobiło.

  2. Aniu praca z ludzmi starszymi ii chorymi jest bardzo ciezka i wyczerpujaca praca.Moj maz jest takim opiekunem.Twoja mama ma Alzheimera i jej zachowania sa zrozumiale.Zas babcia jest poprostu zlosliwa.Ja nigdy takiego zachowania jak u Twojej babci nie usprawiedliwiam wiekiem,uwazam ,ze Twoja babcia byla tez taka osoba kiedy byla mlodsza,i to zostaje ,i z wiekiem jeszcze bardziej sie poglebia.Zycze Ci wytrwalosci i duzo cierpliwosci.

  3. Moja mama potrafiła sie odchodami wysmarowac i wmawiac że to siniaki jakie jej w szpitalu porobili…
    A niby była kontaktowa do konca i demencji oraz A nie miała – to był po prostu jeden z jej sposobow zwrocenia na siebie uwagi…
    A z chodzeniem było tak że swietnie szła z chodzikiem do momentu pochwalenia przez opiekunke… od razu zaczynała sie chwiac i zasłaniac brakiem siły…
    A Babcia – moze to i demencja a moze zaczeła zazdroscic Mamie uwagi i wczuwa sie w role….
    Wytrwałosci życze… i pozytywna energie posyłam…

  4. Normalnie nie wiem co powiedzieć. Życie jednak człowieka nie oszczędza. Podziwiam Twoje oddanie i zdolność uśmiechania się w takich warunkach.

  5. Cóż Ci napiszę Aniu? Będzie dobrze? No nie bardzo, bo raczej będzie trudno… Życie jednak w swej urodzie ma przymiot zwany nieprzewidywalnością. Mało kto jak Ty, pokazuje, że nawet w tym trudniejszym czasie można uśmiechnąć się nad własnym losem i z życzliwością uśmiechnąć do innych. Podziwiam Ciebie za to (i za wiele innych rzeczy). Wiem, że jest ciężko. Nie bardzo mogę Ci pomóc (chyba, że jednak – pisz wtedy do mnie), ale podzielę się z Tobą historią właśnie o nieprzewidywalności życia.
    Ono takie straszne bywa, i takie przewrotne…
    Tydzień temu spędziliśmy fajną niedzielę na działce, potem odwieźliśmy moją siostrę – studentkę do Poznania. Wchodzimy do mieszkania – a tam – okno w kuchni otwarte, skrzynki ze szczypiorkiem nie ma, Sierścisława nie ma (kota w pręgi, starszego, a drugiego). Micław (bioło-rudy, młodszy, a pierwszy) chodzi niemrawy, zdenerwowany, po drugie stronie kuchni.
    Smutna prawda wyglądała tak, że kot musiał sam otworzyć okno (brzmi niemożliwie, ale technicznie niestety okazało się jednak realne) i dobierając się do szczypiorku wypadł razem z nim.
    10 piętro… 10!
    Mój mąż zszedł na dół. Po truchełko, bo żywego kota nie zakładał znaleźć.
    Żył…
    Pierwszą myślą było, że jedyne co to pozostanie go uśpić.
    Kot wył z bólu, ale w domu i tak próbował dorwać się do miski.
    W klinice zrobiono kilkanaście zdjęć rtg, USG brzucha. Diagnoza była poważna. Złamanie ogona w części gdzie łączy się z resztą kota. Tragicznie nie było.
    Była nadzieja, że będzie jeszcze kiedyś cieszył się życiem, ale mała – rokowanie niepomyślne, niepewne – jak to mówią lekarze. Minął tydzień.
    Wizyt u weterynarza było kilka. Leków też kilka.
    Żyje. Ma się coraz lepiej.
    Oczywiście to jeszcze nie czas żeby się cieszyć, ale rokowanie jest dobre.
    Na urodzie nieco stracił… Trochę kaleka będzie… Ale jest.
    10 piętro?

    1. Mojej koleżanki kot kiedyś skoczył z parapetu za kotem też z 10 piętra i o dziwo, tylko się poobijał. Pamiętam, że też byłam w szoku, bo znałam tego kota i nie mieściło mi się w głowie, jak to możliwe, że przeżył. A jednak jemu też się udało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *