Jadę na dyżur

Dzisiaj dzień dyżuru u mamy. Zawsze mam stres, kiedy jadę się nią opiekować, bo mama praktycznie już nie mówi. Rzadko kiedy zdarzy się jej wypowiedzieć jakieś słowo i jakimś trafem zazwyczaj jest to “dupa”. Nie można więc zrozumieć, co chce. Najgorsze jednak jest to, że nie sygnalizuje potrzeb fizjologicznych, a kiedy zaprowadzi się ją do łazienki, stawia czynny opór. Ostatnio musiałam dzwonić po pomoc do taty. On jednak ma większą wprawę i większy wpływ na mamę.

Straszne choróbsko. I jakby to już wiem, ale ciągle nie mogę uwierzyć, co Alzheimer robi z człowiekiem.

Jedyna rzecz, która interesuje moją mamę, to jedzenie. Siedzi i sobie dziamie przez cały dzień. Jest szczupła, ale jedzonko lubi. Widać, co jej smakuje, a co nie. Wczoraj zrobiłam botwinkę. Zajadała z takim smakiem, że aż łezka w oku się kręciła.

Kiedyś pisałam o tym, że zaczęliśmy podawać mamie olejek z cbd i cbda. Początkowo mieliśmy wrażenie, że jest efekt, niewielki, ale chyba był. Wydawało się nam, że mama jest bardziej komunikatywna. Co prawda lekarz mówił, że nie ma badań potwierdzających, że olejek jest skuteczny przy Alzheimerze (choć jest tak reklamowany na różnych stronach internetowych), to postanowiliśmy poeksperymentować. Zwiększaliśmy dawkę w oczekiwaniu na cud. Niestety po kilku miesiącach stosowania stwierdziliśmy, że nie ma żadnego efektu. Nic. Potem przeczytałam, że nie na każdego działa. Na moją mamę niestety nie, ale mamy poczucie, że spróbowaliśmy. I tyle.

A teraz jadę na dyżur. Życzę Wam miłego weekendu. Odpoczywajcie!

4 myśli na “Jadę na dyżur”

  1. Trzymaj sie Aniu!Milego dnia mimo wszystko!Uścisnij Mamuśkę i przytul od nas twoich fanów! Jestesmy cały czas z Toba w tych trudnych chwilach.Buziaki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *