Ślepy rowerzysta

Wyjechał wczoraj człowiek rowerem w miasto i o mało nie przypłacił tego połamanymi kulasami. Zawsze to bezpieczniej niż pieszo, bo człek pomyka szybciej niż wirus, więc żadna zaraza go nie dogoni (tak przynajmniej sobie ten człek naiwnie w swej głowie układa). Bezpieczniej niż autobusem, gdzie wszelkie wirusy mają nieustanną imprezkę. A na rowerze, wiadomo, wiatr we włosach i robale na na zębach, choć teraz może jednak trochę inaczej… Na łbie kask, więc włosie ujarzmione. Na gębie maseczka. I właśnie ta maseczka przyczyniłaby się do mojego kalectwa.

Jadę sobie z radością w serduchu, że wreszcie można się przejechać w celu poprawy kondycji. Mam przepisowo maseczkę na gębie – medyczną, więc pełna profeska. Jednak kołnierz kurtki przy ruchu podnosi mi maseczkę, która wtedy zasłania oczy. Już prawie klnę jak przysłowiowy szewc, bo nie wiem, jaki rodzaj śmierci lepszy. Ślepy rowerzysta to raczej martwy rowerzysta.

Zbliżam się do przejścia dla pieszych, przez które przechodzi ścieżka rowerowa, więc zgodnie z przepisami mogę przejechać. Widzę jednak samochód, zwalniam. Kierowca również. Macha do mnie, bym jechała, więc naciskam na pedały, ale spoglądam w prawo, a tam samochody, więc w ostatniej chwili hamuję. Głupia ja! Maseczka nasuwa mi się na oczy. Mam za luźne gumki! Zeskakuję i przeprowadzam rower. Potem dopiero czuję, że sobie coś nadwyrężyłam w kolanie. Ale co tam. Ważne, że się człowiek odrobinę przejechał na rowerze. Otarł się o śmierć, ale jako zwycięzca powrócił do domu!

Muszę sobie sprawić sportową maseczkę, bo żywot mój krótki, jeżeli to powtórzę.

6 myśli na “Ślepy rowerzysta”

  1. Na rower bandamka albo taki komin ze szmatki chyba lepszy nawet…
    Dobrze że uniknełas kolizji…
    Ja juz przewrazliwiona jestem – ostatnio na pasach mnie facet przepuszczał ale nie mam zaufania czy ktos zza niego nie wyskoczy, wiec jednak przystaje na srodku…. nastepny facet wyhamował ale z takim piskiem że wszyscy na niego sie ogladneli a ja sie upewniłam że jesli zycie mi miłe to jednak ograniczone zaufanie sie sprawdza….

    1. To prawda, też z reguły tak robię, ale z maseczką jechałam pierwszy raz i nie spodziewałam się, że nic nie będę widzieć. 🙂 Człowiek jednak uczy się przez całe życie.

  2. Jestem pełna podziwu, że jesteś w stanie jeździć w maseczce na rowerze. Ja mam problem z chodzeniem w niej. No po prostu mam wrażenie, że się duszę. Nie wiem co będzie jak na dworze zrobi się gorąco.
    Wygląda na to, że dobranie maski na rower jest taką samą sztuką, jak dobranie kasku na motocykl ;))) .
    A metoda ograniczonego zaufania to podstawa. Dobrze, że nic złego się nie stało i uważaj na siebie.

    1. Do lasu nie trzeba, ale na rowerach w mieście ludzie jeżdżą w maseczkach (co prawda pewności nie mam, muszę sprawdzić).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *