Trudne sprawy

Pytacie często, co u seniorki. Donoszę więc, że bez zmian. Ostatnio dowiedziałam się, że gotuję wstrętne obiady, a potem obserwowałam, jak seniorka wciąga dokładkę. Wcześniej twierdziła, że przez moje obiady umiera w nocy. Namawiałam ją, by wstawiła sobie rosół i zrobiła go tak, jak lubi. Przygotowanie zupy to jednak mniejszy wysiłek niż wynoszenie śmieci i mycie podłóg. Babcia jednak zdecydowanie odmówiła, bo przecież mogłoby się okazać, że jemy coś lepszego. Tak więc na moim froncie bez większych zmian.

Za to mamie dalej podajemy olejek cbd. Na pewno jest lepiej z zasypianiem i spaniem, co bardzo cieszy. Mamy z nią też minimalnie większy kontakt. Minimalnie też cieszy. Każda zmiana na lepsze jest przez nas wyczekiwana, choć  oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że raczej powinniśmy się nastawić na zwroty akcji w innym kierunku. Jednak się nie poddajemy.

Wczoraj poszłyśmy też z Jajem do domu opieki prowadzonego przez siostry zakonne. Bierzemy pod uwagę ewentualność skorzystania z całodobowej opieki, gdybyśmy przestawali dawać sobie radę. Nie wiemy, kiedy to nastąpi, za rok, czy pięć lat, ale chciałabym wiedzieć wtedy, gdzie możemy się zwrócić o pomoc. Lekarz też nam to radził. Podpowiedział, by nie umawiać się na spotkanie, tylko wejść z ulicy. Jajo więc dodało mi odwagi i weszłyśmy. Niestety zostałyśmy przyjęte w progu, nie było akurat pani dyrektor. Co prawda kobieta, która z nami rozmawiała, była bardzo sympatyczna i powiedziała nam to, co wiedziała, ale okazało się, że z ulicy wejść nie można, by zobaczyć warunki. Choć muszę przyznać, że byłam już w takim państwowym domu opieki zupełnie bez zapowiedzi (z koleżanką) i pani dyrektor pokazała mi ośrodek (łącznie z pokojami). Ale być może w świeckich jest inaczej.

Przyznam, że wizyta w takim ośrodku to ogromny stres. Nie wiem, jak będzie przebiegać choroba mamy, trudno to przewidzieć, ale boimy się najbardziej tego momentu, kiedy stwierdzimy, że nie dajemy rady.

10 myśli na “Trudne sprawy”

  1. Anna, bardzo dobrze, że bierzecie pod uwagę taką ewentualność.
    Socjalizacja, uspołecznienie chorych jest bardzo ważne. Wiąże się to że stresem, ale powoduje, że chory zmuszony jest pokonywać nowe bariery społeczne, a to mu tylko służy.
    Są ośrodki, ktòre pomagają w dzień.
    Może spròbujcie dwa razy w tygodniu.
    Wy też potrzebujecie trochę odsapnąć psychicznie, żeby zdrowo funkcjonować, bo mamie potrzebni jesteście zdrowi

    1. Do dziennego ośrodka mama chodzi codziennie (oprócz weekendów). Na około 4 godziny tata ją zawozi, dzięki temu odpoczywa. Inaczej by się chyba nie dało.

  2. Moja babcia jest w DPS-ie państwowym. W kwietniu minie dwa lata. Wcześniej rodzice rozglądali się za takim prowadzonym przez zakonnice właśnie, a dziś są zadowoleni, że nie było w nim miejsc ☺ Moja mama była na umowionej wizycie, żeby zobaczyć warunki i stwierdziła, że to jakiś koszmar. Więcej zakazów i nakazów niż rzeczy dozwolonych. Atmosfera grobowa wręcz, cisza jak makiem zasiał, ograniczone i bardzo przestrzegane godziny wizyt, mieszkańcy rozlokowani w swoich pokojach bez możliwości chodzenia do innych pokoi w celu pogadania, zakonnice – mówiąc delikatnie – bardzo mało komunikatywne 😉 Rodzice i babcia chcieli znaleźć miejsce w takim domu, bo babcia jest dość mocno “kościelna” 😉, ale okazuje się, że w państwowym też są wizyty księdza itp., a do tego mój tata może iść w odwiedziny o każdej porze, może zabierać babcię osobiście do kościoła czy na spacery, co u zakonnic było raczej niezbyt mile widziane… Tak więc radzę naprawdę dobrze rozeznać się w zasadach jakie obowiązują ☺

    1. Taki mam plan, ale niestety nie było siostry dyrektor i nie wpuszczono mnie za próg. Kobieta dosłownie rozmawiała ze mną, stojąc w uchylonych drzwiach. Niestety robi to złe wrażenie. W państwowym byłam i mogłam go obejrzeć, zajrzeć do pokoi, ale na państwowy u nas czeka się co najmniej trzy lata.

      1. U nas też się czeka. Dlatego warto złożyć podanie do kilku jednocześnie. Moi rodzice mieli właśnie taki pomysł, że babcia pójdzie do państwowego, a jeśli się zwolni miejsce u zakonnic, to będzie mogła się przenieść. Na szczęście okazało się że DPS publiczny jest o niebo lepszy. I tak właśnie jak piszesz, siostry po których możnaby spodziewać się większej empatii okazują się osobami tak skostnialymi w swych zasadach, że robi to naprawdę bardzo źle wrażenie… Ale, cóż zrobić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *