Obrodziło

Nastał czas grzybobrania. A że w tym roku obrodziło, jest radocha.

Wczoraj specjalnie wybraliśmy się na grzyby. Wstaliśmy o szóstej rano i ruszyliśmy na podbój lasu. Mojemu Sławkowi włączył się tryb wojownika. Chyba chciał być pierwszy w lesie i każdy samochód na drodze go denerwował.

Kiedy zajechaliśmy na parking, miał już iskry w oczach, ale pozornie zachowywał spokój. Wysiedliśmy z auta. Zaczęliśmy poprawiać ubrania, wciągać gumowce. Luzik. Nagle na parking obok nas wjechał samochód. Ledwo się zatrzymał, a wysypało się z niego pięcioro ludzi i nawet się nie zawahali. Od razu rozbiegli się po lesie. A my wzrokiem za nimi, dopiero po chwili w śmiech, bo naprawdę wyglądało to zabawnie.

Ruszyliśmy też, ale w innym kierunku. Okazało się, że najwięcej grzybów znaleźliśmy po prostu przy drodze. A do lasu ludzisków się najechało! Łaziło to, szukało, zbierało, bo przecież w internetach zdjęcia koszów z grzybami. Podobno prawie wszędzie tak obrodziło, że “trza” korzystać. My skorzystaliśmy. Trzy wiadra grzybów przytachaliśmy.

Prawdziwki się suszą. Podgrzybki też, a na obiad był sosik z maślaczków. Pychotka. Jednak zapowiedziałam Sławkowi, że koniec. Ma już żadnych grzybów nie przywozić, bo chyba najedliśmy się do syta. W piątek i sobotę były flaczki z kani, wczoraj maślaczki w śmietanie oraz kanie a’la schabowe. Dzisiaj będzie omlet z grzybami. A pojutrze może grzybowa? Ileż można, nie?

A u Was jak? Obrodziło?

7 myśli na “Obrodziło”

  1. z grzybow najbardziej lubie kanie – mało roboty a ten kotlecik pychotka
    Inne niestety po zbieraniu trzeba czyscica to juz odbiera połowe frajdy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *