Literacki weekend

Spędziłam bardzo literackie dwa dni. Chciałoby się oczywiście więcej, ale trzeba cieszyć się z tego, co się ma i nie marudzić.

Właśnie wczoraj skończył się Literacki Sopot, na który jeżdżę od pierwszej edycji. I jak zwykle było mnóstwo emocji i ciekawych pisarzy. Bardzo lubię słuchać ludzi pióra. Tym razem była edycja angielska, ale w festiwalu brał też udział francuski pisarz (a francuska edycja była rok temu) – Eric-Emanuel Schmitt. Bardzo cenię jego twórczość, choć niektórzy zarzucają mu, że daje zbyt proste odpowiedzi na ważne pytania. Podobało mi się, jak to wytłumaczył. Wspomniał swoje babcie – inteligentne kobiety, oczytane, ale nie dane im było się kształcić. Schmitt twierdzi, że pisze właśnie dla takich czytelników, bo zawsze myśli o swoich babciach. Stosuje więc czasami proste metafory, ale jakże trafne. Pisarz ma niesamowitą wrażliwość i mnóstwo kobiecego pierwiastka w sobie. A przy tym jest niezwykle inteligentnym człowiekiem, w którego życiu dużą rolę odegrała między innymi filozofia Diderota (z jego filozofii pisał doktorat). Nawiasem mówiąc, “Kubusia Fatalistę i jego pana” bardzo lubię. Od razu mi się przypomniał bukłaczek Kubusia. Aż chce się zrobić pauzę i poradzić się przez chwilę bukłaczka. Bo przecież z niego można czerpać natchnienie (wg Kubusia oczywiście).

Jeszcze jedno mi się bardzo spodobało. Powiedział, że kiedy pytają go o to, skąd bierze czas na swoje działania (pisze, gra jako aktor, jest mimem, ma swój teatr itd.), odpowiada, że po prostu żyje. Piękne. Proste i celne.

Oczywiście byłam jeszcze na kilku innych spotkaniach. John Boyne (znany przede wszystkim z “Chłopca w pasiastej piżamie”) i Daisy Johnson to pisarze, którzy zrobili na mnie ogromne wrażenie. Zakupiłam sobie ich książki – “Drabinę do nieba” i “Pod powierzchnią”. Pierwsza dotyka świata pisarskiego, druga mówi o pamięci i zapominaniu. Jestem ich bardzo ciekawa.

Teraz czekam do następnego Literackiego Sopotu. Dla mnie to najlepsza impreza literacka, bo jej celem nie jest kiermasz książek, ale spotkania z pisarzami. Zauważam też, że na festiwalu co roku jest coraz więcej osób. To trochę utrudnia, bo na spotkanie ze Schmittem przyjechaliśmy godzinę wcześniej i już była kolejka. A autograf zdobyłam cudem (rzutem na taśmę), ale w pierwszym podejściu się poddałam, bo była taka kolejka, jakby w PRL-u rzucili do sklepu banany. Szok. A niby czytelnictwo w Polsce na kiepskim poziomie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *