Drogo czy niedrogo?

Od jakiegoś czasu przymierzam się do napisania postu o cenach w sklepach, bo jestem ciekawa Waszej opinii.

Robię większe zakupy spożywcze zawsze w sobotę i zawsze wtedy nie mogę uwierzyć, jak wszystko jest drogie. Też tak macie?

Nie wspomnę o maśle, bo wiadomo, że u nas idzie go sporo (babcia i Ośka! Albo w sumie Ośka, bo seniorka twierdzi, że to kotka wszystko zjada) i trzy kostki na tydzień ledwo wystarczają, a jedzą je: Sławek, babcia (i tajniacko pod stołem Osia).

Mam wrażenie, że wszystko jest cholernie drogie. I szlag mnie trafia, bo mam nieodparte wrażenie, że płacimy za wszystkie rządowe plusy.

Ostatnio oniemiałam, bo kupiłam tacie dwie ćwiartki z kurczaka. Zapłaciłam za nie w sumie niedużo, bo cztery złote z hakiem. Byłam więc zadowolona, ale potem poszłam na targ i kupiłam włoszczyznę. I tu zonk. Zapłaciłam za pęczek 5 zł! Drożej niż za mięso. Szok. Poszłam po ogórki – też szok. Kupiłam arbuza i ziemniaki – jeszcze większy szok, gdy ekspedientka poprosiła o 17 zł (pół arbuza i 3 kg ziemniaków!). W ogóle ziemniaki są cholernie drogie. 2,5 zł, a przecież trzeba kupić cztery/pięć kilo. Zielona fasolka – 16 zł! I jak tu żyć? Nie wspomnę o owocach. A też by się chciało.

Zauważyłam też, że w zasadzie nikt publicznie nie skarży się na wysokość cen, ale jak rozmawiam z koleżankami, to wszystkie są wkurzone. Dziwnie, ale przecież chyba drogo, nie?

A jak u Was? Macie poczucie drożyzny w sklepach?

17 myśli na “Drogo czy niedrogo?”

  1. Aniu, biorę te rządowe plusy (troje dzieci w końcu, więc się należy niby), ale też wiążę je z szalonymi cenami żywności (szczególnie warzyw i owoców), które rujnują nasz domowy budżet… A ja nie ukrywam, że pracuję na etacie (po powrocie z macierzyńskiego załapałam się na podwyżkę pensji rezydenckie), dyżuruję, dorabiam w przychodni, mój mąż też nie zarabia najniższej krajowej, ale mimo 500+ wcale nie czuję ani dobrobytu, ani spokoju o przyszłość. Największym naszym luksusem jest niania. Poza tym płacimy kredyty (i w duchu się cieszę, że je mamy,bo raty stałe relatywnie bardzo zmalały w ostatnich latach) a na działce sądzimy co się da. Głównie jedzeniowe rzeczy. Dbamy i podlewamy nawet ziemniaki co wyrosły na kompostowniku. Ot tak wymyśliliśmy w tych zasach najrozsądniej. Uchodować sobie samemu… Ja tego nie pamiętam,ale tak już chyba raz było…. Ech…

    1. Mój tata ma działkę. Co prawda dopiero zaczynamy na niej coś robić, ale też posiałam marchewkę, buraczki i fasolkę. Mamy w szklarni pomidory i ogórki, bo zawsze to taniej. Ponadto swoje, ekologiczne, bo niczym nie pryskamy. I fakt. Tak kiedyś już było.

  2. Aniu, pewnie cie nie pociesze ale my w Holandii tez odczuwamy rosnaca dysproporcje miedzy zarobkami i rachunkami. Europa ugina sie pod ciezarem rosnacej sfory w Brukseli, biednych z Afryki i Azji pedzacych do nas no i w Polsce te wyborcze obietnice za ktore wy wszyscy placicie…. lepiej juz nie bedzie….

  3. O tym samym dziś z mamą dyskutowałam. Niedawno robiłam tygodniowe zakupy za 200 zł, w sobotę za takie może na 3 dni zapłaciłam 250 zł. Patrzyłam oniemiała w moje 2 siatki. Biedne były te zakupy, żadne luksusy. Nie było chemii, mięsa też nie, tylko ryba, kilka plasterków boczku, ser, parę jogurtów. Na warzywnym kurki. Aż się boję robić zakupy tygodniowe z dotychczasowym rozmachem. Chyba musimy zacząć bardziej wszystko planować. W budżecie brakuje mi już więcej niż 500 zł. Co z tego zatem że dostanę 500 +

    1. No właśnie, trzeba będzie zacisnąć pasa, ale szlag człowieka trafia, bo pracuje się od rana do nocy i niewiele z tego jest. 🙁

      1. Chyba wszędzie jest podobnie. Ja od 15 lat mieszkam w UK i też od jakiegoś czasu zauważam, że przy kasie zostawiam więcej chociaż w koszyku tak jakby dużo mniej produktów było. I to nie są wcale jakieś luksusowe produkty tylko podstawowe, które do tej pory kupowałam… ?

  4. Jest drogo i będzie jeszcze drożej. Ponosimy konsekwencje rządowych decyzji, ale i też susza robi swoje. Słabe plony, sporo zboża spłonęło, z ziemniakami też będzie krucho. Po tym, co się dzieje w przyrodzie człowiek zastanawia się czy jesień nie przyjdzie wcześniej.

    1. A to prawda i w tym kontekście też trudno zrozumieć, że upieramy się przy węglu. Jakby zmiany klimatyczne nie dotyczyły nas. 🙁

  5. Podrożało wszystko!, A w telewizji krzyczą,że to nieprawda,że wszystko tanie jak barszcz. Nawet odpowiednie starsze panie znajduja , które ową filozofię potwierdzają. Więc ludzie milczą. I to mnie dziwi. Jak można tak się dawać ogłupiać.

    1. Dzisiaj na targu byłam i stojąc w kolejce, rozmawiałam z ludźmi, którzy robili zakupy. Wszyscy łapali się za głowę, że tak drogo. Ceny straszne!

  6. Jako człowiek świeżo usamodzielniony (na swoim od roku) jestem w szoku. Wiedziałam, że utrzymywanie się całkowicie samemu to zupełnie inna bajka niż mieszkanie z rodzicami, i mając świadomość, że nawet moje wyliczenia co do finansowania jedzenia bankowo mocno rozminą się z rzeczywistością, dlatego podeszłam do tego z dużą pokora. Ale tego się nie spodziewałam… Ostatnio wmurowała mnie cena za chleb – 8 zł za duży bochenek. Dobra mówię… pieczywa nie jadam, chłopu trzy bochny tygodniowo wystarczają więc nie ma źle. Następny przystanek warzywniak, bo zupa to najbardziej ekonomiczny obiad na dwa dni (moja praca nie pozwala mi na codzienne gotowanie), a premii w tym miesiącu nie było także idealnie. Znowu prawie 50 zł licząc z porcją rosołową. Nosz kurde… Na zarobki nie narzekam biorąc pod uwagę gdzie pracuje, akurat za czerwiec premia wyjątkowo nie wpadła ale ogólnie status ekonomiczny u nas najgorszy nie jest. Na żadne plusy się nie łapie (programu chinchilla plus jeszcze nikt nie wymyślił jakimś dziwnym trafem..) i na przestrzeni tylko roku widzę ogromną różnicę w cenach. Po opłaceniu rachunków i odliczeniu od reszty kosztów jedzenia nie zostaje praktycznie nic. A wiadomo, chciałoby się czasami kupić jakiś ciuch czy buty, o wakacyjnym wypadzie na trzy dni chociaż nie wspomnę. Do tego wesele za pasem… Mam dziwne wrażenie, że jeżeli rząd się nie opamięta znowu będziemy zarabiać w milionach, podczas gdy na przestrzeni miesiąca wypłata straci na wartości połowę.

    1. Mam nadzieję, że ludzie jednak pójdą po rozum do głowy w najbliższych wyborach, choć pewnie trudno będzie zatrzymać pędzące podwyżki. Przecież jeszcze zamrożona jest podwyżka prądu. Kiedyś muszą ją odmrozić i wtedy znów wszystko pójdzie do góry (oprócz naszych pensji oczywiście).

  7. Do mnie czasem docierają takie słuchy, jak ktoś mówi, że drogo, ale ja bardzo rzadko robię zakupy żywieniowe i w ogóle nie zwracam uwagi na ceny, może dlatego, że u nas – w kurorcie turystycznym – ceny w sklepach zawsze były wyższe niż gdzie indziej. Raczej mnie zaskakuje czasem, jak jestem np. na Śląsku, że coś jest tanie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *