O przyjemności, czyli lubię, gdy…

Wczoraj pogoda postanowiła przerwać moje prace ogrodowe. Padało. Bolał mnie łeb, w krzyżu łupało. Zakwasiłam jedynie borówkę amerykańską. Ale nie będę narzekać. O, nie!

Tak od kilku dni mnie nosi, żeby napisać o przyjemności. Jakoś tak filozoficznie mnie natchnęło i uruchomiłam swoją mózgownicę. Zaczęłam myśleć, ale nie o szczęściu, nie o radości, ale o przyjemności. I w cyrenaika się na chwilę zmienię, bo przyjemności jednoznacznie kojarzą mi się z cielesnością. Ponadto najłatwiej je osiągnąć. Przyjemność to „lubienie”. Stan chwilowy.

Kawka z mleczkiem, gorzka, bez cukru. Słodycz zrekompensuje kawałek ciacha. Dzisiaj jest to malinowa pianka, którą wczoraj wykonałam (z wielką miłością) dla mojej rodzinki.

Jest przyjemnie, słodko, ale tak delikatnie malinowo. Orzeźwiająco, prawie letnio, choć za oknem szaro, buro i deszczowo.

Tak się zastanawiam, co jeszcze daje mi przyjemność. I stwierdzam stanowczo, że największą przyjemnością jest dla mnie przytulenie się do Mężusia. Tak wtedy we mnie wszystko się uspakaja, tak „odtajam”. Już nawet zaczęłam podejrzewać, że może jakimś wampirem energetycznym jestem i że wysysam z Mężusia pozytywną energię. Jednak nie widzę po nim żadnych zmian, więc może nie wysysam. Ale jak się tak przytulę, to… takie ciepełko mnie ogarnia. Lubię jak wtedy mnie pogłaszcze po głowie, pleckach. Z Mężusiem oczywiście wiążą się również inne przyjemności cielesne, ale nie będę ich wywlekać na światło dzienne, niech zostaną w sypialni.

Uwielbiam też, jak moje osobiste Jajo się do mnie przytuli. Moja przylepka. Chyba zawsze pozostanie dla mnie malutką dziewczynką z blond loczkami…

I tak się zastanawiam, dlaczego człowiek jest tak dziwnie skonstruowany. Potrzebuje bliskości drugiej osoby. Ale tylko tej ukochanej. Bo jak jest ktoś obcy i zabiera się do ściskania, obejmowania, poklepywania, to brr! Nie lubię, jak obcy naruszają moją przestrzeń. Mam taką koleżankę, która, kiedy się z nią rozmawia, staje tak blisko, że nie można wziąć swobodnie oddechu. W dodatku ma taki zwyczaj skubania. A to jakiś włosek, a to niteczka i przez całą rozmowę ściąga z człowieka paproszki. I ja za cholerę wtedy nie mogę się skupić na  tym, co ona mówi. Zaczynam podejrzewać, że robi to specjalnie, żeby człowiek nie mógł logicznie myśleć podczas rozmowy. Od razu mi się to kojarzy z małpami i z iskaniem. Normalnie chyba ma jakąś pozostałość po „małpoludach”, bo musi paprochy z drugiego osobnika zbierać. A mnie wtedy ciarki po plecach normalnie idą i mam ochotę dać po łapach. Bo w głowie słyszę pękające chitynowe pancerzyki pcheł, wesz i innego paskudztwa, które stołowały się na naszych „małpich” przodkach. Odsuwam się, jak mogę, a ona i tak zawsze się przysunie, żeby włosek z ramion ściągnąć. To przyjemne nie jest. Stanowczo! Takiej bliskości mówię NIE!

No, ale wracajmy do przyjemnego tematu.

Przyjemnością jest też dla mnie czytanie. Lubię także wylegiwać się na słoneczku, moczyć nogi w wodzie, pływać, stać pod prysznicem i czuć na ciele spływające krople ciepłej wody albo leżeć w wannie wypełnionej gorącą wodą z pachnącą pianą. Lubię zapach kwiatów, zapach wieczoru i delikatnych perfum. W domu lubię zapach świeżego chleba lub ciasta. Czuję wtedy prawdziwy dom.

Prawie wszystkie przyjemności kojarzą mi się z cielesnością i zmysłowością. Łatwo je osiągnąć, powodują dobry nastrój. To nic, że szybko mijają, ale jakże łatwo zrobić sobie następną przyjemność. Wystarczy przytulić się do Mężusia i już jest dobrze, świat odpływa, wszystkie strachy chowają się pod łóżko.

 

p.s. Głosujcie jeszcze, proszę, na Olę. Zostały dwa dni, jest na drugim miejscu, niewiele brakuje jej do zwycięstwa. Kto może, niech głosuje tutaj.

0 myśli na “O przyjemności, czyli lubię, gdy…”

  1. Przyjemność to dla mnie długa gorąca kąpiel. Przyjemność to dla mnie delektowanie się poranną kawą, ale nic nie równą się z przyjemnością patrzenia na ciało mego m.(szczególnie na jego pupę). Cudowne wypieki. Pozdrawiam Ps. U mnie dziś piękne słonko. Wiosna nadeszła!

    1. To widzę, że z tymi przyjemnościami podobnie. 😉 A na pupę popatrzeć dobra rzecz, a jeszcze pomiętolić… 😉 🙂
      U mnie w końcu też wiosna, pędzę do ogródka. Mężuś już poszedł. 🙂

  2. Wiesz Aniu-mamy wiele wspólnego.Ja też piję gorzką z mlekiem,lubię czytać,kocham słońce,przytulanie i stanie pod prysznicem.To ostatnie bankowo skończyłoby się bankructwem- dlatego ma wannę …niestety.Uwielbiam wiosną i latem wstać o świcie i pić kawkę przy pierwszych promykach słońca.Najlepiej gdy jest już ciepło i można wyjść z tą kawką na balkon.Sąsiedzi idą po piątej do pracy i się dziwią że ja spać chyba nie mogę.No nie mogę-szkoda mi dnia,a ta mała chwilka to dla mnie taki mały luksus,odrobina relaksu…

    1. Masz rację. Lubimy to samo. Co prawda to wstawanie o świcie to może niekoniecznie, siódma/ósma to jest okej. 🙂 A dzisiaj mam też słoneczko!!! 🙂 🙂 🙂

  3. A co do pup-to dlaczego facetom nie obwisają tak jak nam?Tylko są takie krągłe i twarde że aż się chce dać klapsa hihi?To jawna niesprawiedliwość!!!

    1. My niestety szybciej przegrywany walkę z grawitacją 🙁 Podobno o dziesięć lat. Masz rację, że to jawna niesprawiedliwość. 😉

  4. Niektórzy ludzie tak mają,ale nie wiem,skąd to się bierze.Ja też nie lubię,kiedy ktoś rozmawiając ze mną stoi zbyt blisko,wtdey się odsuwam.Tak ma czasami moja bliska sąsiadka,ale na szczęście nie ściąga ze mnie paproszków:)Bardzo też nie lubię dużego skupiska ludzi,np.w kościele czasem się zdarza,ze wokół mnie jest dużo osób,wtedy czuję się jakoś niepewnie,robi mi się ciepło.Ja potrzebuję przestrzeni:)

  5. Też miałam taką koleżankę, na studiach. Musiała głaskać, guziki poprawiać, włoski i paproszki strzepywać. Brrrr…
    Co do dużych skupisk, kilka razy zdarzyło mi się po prostu uciec z takiej ciżby. Dostałam regularnego ataku paniki. Dlatego też nie wybrałam się na mszę JPII na polach pod Pelplinem, wyobraziłam sobie te tłumy i wszelka ochota mi przeszła.
    🙂

    1. Tłumy faktycznie mogą doprowadzić do paniki. Ja jak jestem w galerii handlowej, to już się wkurzam, że tyle ludzi 😉

  6. Ja w ogóle boję się ludzi…staram się być życzliwa i miła… mam uraz…niektórzy tego nie rozumieją…więc kiedyś po prostu poprosiłam pewną osobę, żeby mnie nie dotykała. Najgorzej jest w przepełnionych pociągach 🙁 Chociaż bardzo lubię się przytulać 😀

    1. Przytulanie jest fajne pod warunkiem, że do kogoś kochanego 🙂 Przepełnionych pociągów też nie lubię. W ogóle tłum na mnie też źle działa.

  7. Takie hedonistyczne podejscie do zycia to rozumiem:-) Trzeba potrafic dostrzegac w zyciu drobne przyjemosci i umiec sie nimi cieszyc.
    Wiecej przytulania i milosci dla Wszystkich na wiosne!

    1. Jestem za! 🙂 Chociaż moje ciało dostało dzisiaj niezłą zaprawę. Zaszaleliśmy w ogródku. 🙂 Już widać światełko w tunelu, choć pracy jeszcze dużo.
      Teraz chyba należy się nam przytulanie. 😉

  8. 🙂 to chyba właściwie większość tak ma, że dla bliskich dotyk to część całości

    a koleżanka cierpi na zaburzenia – natręctwa są w tym temacie, może warto zamiast się odsuwać powiedzieć jej jawnie : NIE RÓB TEGO. Jeżeli to nie pomoże, i jeżeli koleżanka ma tak do wszystkich i nad tym nie panuje, to może powinna poszukać pomocy u specjalisty…

    1. Na szczęście nie mam z nią już kontaktu, bo zmieniłam miejsce zamieszkania. 🙂 Może faktycznie to nerwica natręctw? Ale ona jest dość specyficzną osobą, trudno tutaj o tym pisać. W każdym bądź razie cieszę się, że nie muszę z nią rozmawiać. 😉

  9. a ja uwielbiam smyrrrranie, po pleckach 🙂 Mąż jak juz ma dość i ręka mu omdlewa twierdzi, że muszę iść do dermatologa albo lepiej pod prysznic – bezlitosny 😉
    Też mnie wkurza nadmierne spoufalanie, zwłaszcza klepanie z “a wiesz”

  10. Kubek gorącej czarnej herbaty earl grey to jest to! Gorzkiej, oczywiście 🙂
    Z przyjemności cielesnych dla mnie ważny jest zapach (i nie chodzi o wody toaletowe ;)), a u mężczyzn podobają mi się bardziej same nogi, niż ich mniej szlachetne górne zakończenie 😉

    1. Jak widać są gusta i guściki. 🙂 Ja też lubię brzuszek mojego Mężusia, tak się do niego przytulić. 🙂
      Dobrze wiedzieć, jaką herbatę lubisz, bo earl greya akurat nie mam, a jak Cię zaproszę na herbatę, to muszę się wcześniej odpowiednio zaopatrzyć. 😉 Dawno jej też nie piłam. Ostatnio tylko zielone albo ziołowe. 🙂

      1. I bardzo dobrze, że każdemu podoba się co innego! 🙂 W ostatecznym rozrachunku każda potwora… 😉
        Herbaty nie lubię tylko “odherbacionej”, czyli bezteinowej. Przynajmniej ta, którą próbowałam, smakowała sianem, a ja raczej z koniem nic wspólnego nie mam. 😀

        Też robiłam ostatnio piankę, bo syn zażyczył sobie zamiast tortu urodzinowego! truskawkową, bo rzucili w promocji świeże truskawki (u nas od wczoraj pogoda cudowna, dziś skoczyłam do sklepu rowerem i bez kurtki :))

        1. U nas weekend też przyzwoicie, chociaż wczoraj mieliśmy słońce, deszcz, grad, a potem znów słońce. Dzisiaj trochę chłodniej niestety. Najważniejsze, że śnieg w ogródku stopniał. Trochę popracowaliśmy, zaczyna to lepiej wyglądać, choć nadal nędznie. 😉 Mężuś wkopał dziś swoje drzewko, wisienkę. Spłodził synów, dom ma (co prawda nie zbudował, a wyremontował) i zasadził drzewko. Chłop pełną gębą. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *