Miszmasz

Dzisiaj chyba mój wpis to będzie jeden wielki miszmasz. Mam problem, żeby pisać. To z pewnością z powodu lekkiego braku kontroli nad własnym ciałem. A za tym idzie niewielkie pomieszanie zmysłów z powodu nadwyrężenia sflaczałych z lekka mięśni. Wczoraj zaczęłam kopać ogródek. To nic, że część przywalona śniegiem. Udawałam, że go nie widzę. Nie dam się dłużej terroryzować jakiejś zimie! W połowie już widać ziemię, to znaczy uschnięte chaszcze, które nam zostały po poprzednich właścicielach, więc można było tę część przekopać. Wydałam wojnę badylom i to już nie na słowa. Ruszyłam wczoraj zaopatrzona w widły i szpadel. Albo w łopatę. Nigdy nie mogę zapamiętać co jest co. Walka była naprawdę ostra, nie doceniłam przeciwnika. Jakieś grube pędy rozlazły się po całym ogródku. Z kilkoma tak się siłowałam, że dupskiem wyrżnęłam o ziemię. Jak odczuliście u siebie lekkie trzęsienie ziemi, to ja. Swoim dupskiem.

Wydarłam chaszczom chyba skrawek jeden na dwa metry. W ciągu 1,5 godziny! Nieźle. Normalnie zaszalałam. W tym tempie będę tak do następnej wiosny. W weekend biorę posiłki. Mężuś będzie miał wolne, ruszymy razem. Przez okno raczej mizernie wyglądają efekty mojej pracy. Po lewej hałda brudnego śniegu. Po prawej fragmencik „pięknie” przekopany i wygrabiony z jakimiś cebulkami, które wytachałam z ziemi. Już puściły zielone listki, ciekawe, co wyrośnie. Na wszelki wypadek, bo może się okazać, że to jakieś piękne kwiaciory będą, przesadziłam je w jedno miejsce. Na razie jednak widok nędzy i rozpaczy. Jeżeli ktoś z Was rozpoznaje na zdjęciu, co to może z tego wyrosnąć, dajcie znać. Taki konkurs. Nagrodą będzie moja dozgonna wdzięczność.

Teraz leżę, wyklepuję literki na klawiaturze. Oj, będą zakwasy jak nic. Ręce bolą, a nogi jakieś takie miękkie się zrobiły. I to nie z powodu podniecenia wykonaną pracą, o nie!

Uzupełniam też stracone kalorie. Upiekłam wczoraj bułeczki z twarożkiem i ananasem (przepis tutaj).

No, to jest to, co lubię. Łóżeczko, laptop, kawka i świeże bułeczki. Pracuję nad odpowiednim obciążeniem, żeby potem, jak walnę dupskiem o ziemię, był odpowiedni efekt.

Kiedyś jednak trzeba będzie się podnieść z wyrka. I ruszyć ponownie do ogródka. Jak jutro nie będzie żadnego wpisu, to znaczy, że zeszłam na zawał podczas kopania. No, chyba, że znów będą jakieś niezidentyfikowane ruchy tektoniczne ziemi, wtedy też ja. Wiecie już czym i o co.

p.s. I  oczywiście głosujemy tutaj jeszcze na Olę. Trzeba zewrzeć szyki! Zostały tylko 3 dni.

36 myśli na “Miszmasz”

  1. Jako weteranka w walce z chaszczorami polecam Roundup chwastobójczy, bo to, że Ty Kochana z wysiłkiem te chwaściory powyrywasz to jeszcze nic nie znaczy, tym bardziej nie powinnaś zakładać trawnika, zanim ziemi nie oczyścisz zupełnie. Te długie korzenie, o których wspominałaś to zapewne Perz, on jest wszędzie i dziadostwo ciężko wyplenić, bo korzenie jak pajęczyna, a zostanie żywy kawałeczek tej bestii i już się wije w trawniku i tłamsi go i wyżera. Długie godziny spędziłam z motyczką na kolanach, mordując to ustrojstwo… O tych cebulkach wiedzy nie mam. Życzę powodzenia w walce z matką naturą, a później odciskami 😉

    1. Zakupiłam ten Roundup, będziemy działać. U nas to jeszcze oprócz perzu mnóstwo barwinka, a nasz dom porośnięty był pięknym bluszczem. No, cudo, dlatego się w nim zakochaliśmy. Ale jak się okazało, że to urocze zielsko pozatykało rynny, powłaziło w dach, to niestety musiało zniknąć. Ale paskudztwo odrasta, puszcza długaśne pędy, normalnie jak w horrorze roślina-zabójca. 🙂 Właśnie dlatego kupiłam ten Raondup, żeby raz na zawsze dziadostwa się pozbyć. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. W razie co będę korzystać z Twojej rady, jako bardziej zahartowanej w walce o trawnik. Pozdrawiam 🙂

      1. Witaj w klubie, ja też zaczęłąm grzebanie w ziemi. Cebulki wyglądaja na tulipany. Barwinek też cięko wytępić, nie wiem czy lepiej nie pokochać 🙂 Bardzo mi się podobają budynki obrośnięte winobluszczem albo bluszczem, ale po kilku latach ciężko nad tym zapanować. Mieszkam w bliźniaku i sąsiedzi obsadzili swoją połówkę winobluszczem. Juz im wchodzi na rynny i okna. A za kilka lat zacznie przełazić na naszą stronę…

        1. Fakt, że to pięknie wyglądało. Jak przyjechałam pierwszy raz w tamtym roku do tego domu, wyglądał jak z “Tajemniczego ogrodu”, cały porośnięty. Super. Jednak rozsądek zwyciężył i musieliśmy to wyciąć, pozatykane rynny, bluszcz w dachu, już nawet do środka domu właził przez drewniane nieszczelne okna. Teraz z nim walczymy. 🙂

  2. Trzęsienia ziemi nie było!Kurcze-ja w sprawach ogródkowych to lewa jestem-ale strzelam -może jakieś to piękne” ciulipany”wyrosną?Ale może pokażę to zdjęcie teściowej-ona ma również działkę i coś tam sadzi wiecznie…Ja z działki korzystam tylko w kwestii:kiełbaska z grilla +piwko+wytop sadła na słońcu.

    1. No, ja też jeszcze zielona jestem. Jak rodzicom opowiadałam, bo oni zaprawieni w bojach, to obstawiają tulipany. Ale one jakieś dziwne, nie wiem, czy to tulipan

  3. Ja miałam dziś piec miodownik,ale nie mogę się zabrać:)Muszę jeszcze do sklepu wyjść,a do dupska wlazł mi ogromny leń:)

    Niestety nie wiem,co to może być na zdjeciu.Ja w domu narazie zasadziłam sobie pomidory ukraińskie z nasionek zeszłorocznych:)Już są nawet duże.

    1. Ja pomidorki koktajlowe posiałam w doniczce, już też są spore. Niedługo je przesadzę. To znaczy jak się uporam z tymi chwastami. 😉 Pewnie to jeszcze potrwa.

  4. Jakie buły!!! O_O Co za pyszności. Ledwo wciskam oczy spowrotem w oczodoły.
    Czekam na efekt końcowy ogródka po całkowitym przekopaniu i trzesięniach ziemii :), oby bez spękań, szczelin i uskoków 🙂

  5. A propos zakwasów. Wiesz jak nie lubię się pocić, a tu sumienie na wiosnę zaczęło się dopominać o ruch (bo ciało to wcale) i wymyśliłam sobie, że zapiszę się na jogę w charakterze substytutu ruchu. Bo tak sobie wymyśliłam, że to taki “udawany” sport. A tu niespodzianka. Chodzę już 2 miesiąc i za każdym razem zdycham jak junior. Prowadząca tak nas ponaciąga, że w trakcie słyszę jak kości trzeszczą, a ciało rozciągnięte telepie się jak osika. Kolejny dzień stękam ile wlezie, bo zakwasy żyć nie dają i przez tydzień dochodzę do siebie. Do następnego razu. W życiu już nie powiem, że joga to lajcik… A załapałam bakcyla 🙂

    1. I Ty tak dobrowolnie się pocisz? Kiedyś też chciałam się bardzo zapisać na jogę… Na razie co dzień próbuję się przekonać, że może bym z bieganiem jeszcze spróbowała, Sylwek zapewniał, że można polubić. Tylko, że u mnie ciągle coś stoi na przeszkodzie, teraz pada deszcz. A kto by w deszczu biegał, nie? 😉 Mój Mężuś wymyślił, że w maju robimy sobie zaległą podróż poślubną w Tatry i zaproponował, żebym trenowała wspinanie się na pobliskie wzgórze (5m od domu). No, ale sąsiedzi by chyba popukali się w głowę, jakby mnie tak co rano widzieli na tym wzgórzu pomiędzy chaszczami. 😉 Ale fakt, organizm się dopomina ruchu, już dawno nie był w takiej stagnacji. Od poniedziałku biegam, a jak nie, to pozwalam sobie nakopać do dupska. 🙂

  6. Niewdzieczna to robota, za to efekty na pewno beda porazajace:-) dzis pada wiec mozna odpoczac i delektowac sie buleczkami.Wlasnie wczoraj mialam robic te same buleczki z ananasem,ale zostalam dzis przez Ciebie pozytywnie zmobilizowana i spiesze do kuchni:-)

  7. Aniu.

    Zuch dziewczyna!
    Na zakwasy najlepszy kolejny wysiłek. tak więc do roboty!
    Również powinienem pojechać na działkę i rozpocząć wiosenne porządki, ale na pewno jeszcze jest pokryta śniegiem (działka leśna). Poza tym żona jest chora, więc mam wymówkę – nie mogę przecież zostawić jej samej w domu.
    Dlatego zamiast ćwiczeń fizycznych, zadbam o swoją figurę – w weekend upiekę Twoje bułeczki.
    Pozdrawiam już naprawdę wiosennie.

    1. O, a to Ty też pieczesz? No, proszę. Mój Mężuś też czasami coś upichci, to chyba wszystkie Sławki tak mają. 🙂

      1. Jestem takim weekendowym kucharzem. Lubię czasami posiedzieć w kuchni – odpręża mnie to. Zwłaszcza kiedy robię mięsko z dodatkiem wina! Wyszukuję przepisy z “obcych” kuchni i eksperymentuję. Specjalizuję się w mięsach, jako że królikiem nie jestem. Ostatnio zacząłem piec chlebek, potem spróbowałem sił z ciastami.
        Muszę jednak to rzucić, bo moja “zabójcza” figura zaczęła się deformować.

        1. To tak jak mój Mężuś, też najlepiej mięska mu wychodzą. A chlebkiem zajmuję się ja. Właśnie zakwas się robi od kilku dni i jutro będzie świeży chleb. Z masłem pychota! A z tymi “zabójczymi” figurami niestety tak jest, że się złośliwie próbują deformować, do tego jeszcze ta cholerna grawitacja! 😉

          1. Ty to jesteś ambitna “piekarka”. Ja chlebek piekę na drożdżach. Nie mam czasu, a może cierpliwości do zakwasu. A do chleba masełkiem dodałbym trochę soli – wtedy nic nie przebije tego smaku!
            Precz z grawitacją!!!

          2. Oczywiście, że precz z grawitacją!
            Ja robię chleb na zakwasie, żeby był taki “prawdziwy” jak drzewiej bywało. 😉

  8. no nie wiem, ale mnie to jakoś na tulipany wygląda, zwłaszcza, że to cebulkowe jest i liście takie tulipanopodobne ma, ale ja to bardziej balkonowa jestem niż ogródkowa 🙂

    1. Wszyscy stawiają na tulipany. Zobaczymy. Mogą być tulipany, nie mam nic przeciwko. 🙂 A co siejesz/sadzisz na balkon? Bo chcę też coś dać na taras. 🙂

      1. to zależy od której strony masz ten taras (ilość słońca) i jaki duży – jakaś fotka?
        ja w prawdzie początkująca balkoniarką jestem, ale są tu takie różne większe specjalistki 🙂 … no ja natomiast wiem, które kwiatki ciężko jest zamordować 😛

        weź kobieto ten śnieg rozgarnij łopatą, bo będzie straszył do czerwca!!! (taki ubity i zmrożony jest bardziej odporny na roztopienie i dłużej będzie straszyć)

        1. Dzisiaj pada deszcz, to może go rozpuści. 🙂 A taras dość duży 3 na 4 metry i słoneczny. Słońce znika z niego po 16, o ile w ogóle świeci, bo już nie pamiętam, jak wygląda słoneczny dzień. 😉

  9. Aniu – to są tulipany – tylko takie mizerne. Nie stosuj tego “randapu” bo zniszczysz glebę i nic nie będzie tam rosło , jeśli chcesz użytkować, musisz niestety metodycznie teren oczyścić. 🙂 Potem już z górki bedzie 🙂 – a jaka radość jak coś urośnie, zakwitnie – gra warta świeczki . Pozdrawiam – imienniczka

    1. Dzięki. Tym “randapem” to chciałam tylko pomiędzy murem domu a chodnikiem popryskać, bo wyłazi nam stamtąd jakieś pnącze i włazi w elewację i za nic nie da się tego usunąć, ciągle odrasta. W ogródku trochę się boję takiej chemii, masz rację, lepiej powalczyć “ręcznie”. Pozdrawiam

  10. Czasem doceniam mieszkanie w bloku. Nie ma trawnika, ogrodu… Jedyna ziemia jest w kwiatach doniczkowych, którymi zajmuje się mąż, gdyż ja ręki do kwiatów nie mam. Myślimy o ozdobieniu balkonu. Chyba trzeba już robić sadzonki. Muszę więc pogonić mojego lenia 🙂
    Na zakwasy nie polecam lezenia, bo jutro naprawdę nie ruszysz nogą 🙂 podziwiam zawziętość i chęć do pracy przy pogodzie jaka panuje. No a wypieki wyglądają cudnie. Przepis muszę wypróbować. Mój łasuch będzie wniebowzięty! Dzięki! 🙂

    1. Staram się nie leżeć, ale pokusa silniejsza 😉 A ja całe życie w bloku mieszkałam, od pół roku mam ogródek i ciszę się jak głupek. 🙂 Będę mieć swoje owoce i kwiatki. 🙂

  11. Na sto to są młode dzieciaczki państwa Tulipanów oderwane od mamy Tulipanowej , (pewnie nornice miały w tym swój udział ) To Ci mówi ciocia, stara ogrodniczka . A bułeczki super chyba zrobię jutro ale z jagodami Pozdrawiam

    1. Te “tulipany” mizerne, bo 3 lata nikt tego ogródka nie uprawiał i ja je znalazłam pod chaszczami. To biedaki przesadziłam w jedno miejsce. Mam nadzieję, że coś z nich wyrośnie. Wszyscy piszą, że tulipany, tata z mamą też z mojego opisu tak obstawiali, więc chyba muszą to być tulipany. 😉 Jak uda im się zakwitnąć, wrzucę zdjęcia. 🙂
      Pozdrawiam 🙂

  12. To na 100% są tulipany, tylko nie wiadomo, co z nich wyjdzie, zależnie od tego, jak były traktowane. Znawcy twierdzą, że tulipany trzeba co rok przeasdzać w inne miejsce, bo wyczerpują glebę, ale ja tego nie robię, tylko dokarmiam zaraz po kwitnieniu.

    1. Oj, to z nich pewnie niewiele będzie, bo od 3 lat nikt się nie zajmował ogródkiem i były całe zarośnięte. No, ale zobaczymy. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *