Idziemy na spacer

Wczoraj postanowiłyśmy z Jajem (bo jest przez kilka dni w domu) zabrać koty na spacer, by uczyły się terenu. Tym bardziej że Pepuś jest w bloku startowym i tylko czeka, aż drzwi się uchylą, by czmychnąć. Tak mi w piątek pomiędzy nogami bryknął z domu. A to taki kot, że nie zastanawia się ani sekundy. Chyba zawsze ma plan, gdzie biec. Ledwo się odwróciłam, a czort otworzył drzwi od tarasu i dał susa do ogródka.

Ja za nim. Ten zrobił rundkę wokół ogrodu i wskoczył na wiśnię. Tam go zgarnęłam.

Idę z uciekinierem pod pachą do domu. Drzwi na taras oczywiście otwarte na oścież. Już myślę, że zaraz będę gonić Ośkę. Jednak patrzę, a ona stoi w progu i obserwuje. To grzeczna dziewczynka! Najpierw myśli, potem ewentualnie działa.

W niedzielę więc miał być spacer.

– Ja biorę Pepusia – mówi Jajo, bo wg Jaja Pepuś to ten grzeczniejszy.

Z trudem zapięłyśmy kociakom szelki. Od razu się położyły i wydawało się, że ze spaceru nici. Jednak wystarczyło otworzyć drzwi na dwór. Pepuś od razu w pełnej gotowości ruszył przed siebie. Jajo z wywieszonym jęzorem za nim. A ja z Ośką statecznym krokiem przeszłyśmy przez próg i stanęłyśmy. To znaczy Ośka stała, a ja jej towarzyszyłam w gotowości na bieganie, bo widzę, jak Jajo robi już piątą rundkę po trawniku przed domem.

Ośka jednak stoi. Pepe już na drzewie. Jajo go ściąga.

Ośka stoi. Pepe pokonuje furtkę. Znów zalicza drzewo. Jajo go ściąga.

Ośka stoi. Pepe wskakuje na kolejne drzewo i wisi jak małpa na gałęzi (dobrze, że smycz go ogranicza). Jajo za nim przeciska się pod krzakiem pnącej róży.

Ośka stoi. Pepe ciągnie Jajo po naszej ulicy prosto przed siebie.

Ośka ciągle stoi. Pepe jest w ogródku u sąsiadów.

– Mamo! Mamo! On ściąga szelki!

Ośkę pod pachę i biegniemy. Pepuś leży po drugiej stronie murka, ściąga szelki. Jajo nie może przejść, bo smycz zaplątała się w jakiś krzew. Przeskakuję, dopadam Pepusia, poprawiam szelki i odstawiam kota na chodnik.

Ośka dalej obserwuje. W końcu zamieniamy się z Jajem kotami. Zmuszam Pepusia do zmiany kierunku. Już nie pędzi. Idzie powoli. Za to Ośka dostaje przyspieszenia.

– Ty im włączasz jakieś turbodoładowanie? – krzyczę za oddalającym się Jajem.

Pepuś kroczy niechętnie. Ośka bierze zakręt i wpada na schody prowadzące do domu. O mało co nie wypada z zakrętu, takiego susa robi. Wtedy Pepuś też przyspiesza i również wpada do domu. Ufff! Nie zgubiłyśmy żadnego kota!

– No, to pięknie nas wyprowadziły na spacer – śmiejemy się. – Jutro musimy to powtórzyć.

 

10 myśli na “Idziemy na spacer”

    1. Te nasze (a szczególnie Pepe) takie małe dzikusy, boję się, że któregoś dnia czmychną i nie wrócą. 🙁

  1. Zaczipujcie kotki bo jak uciekną z domu gdy Babcia drzwi otworzy…
    No i postarajcie sie tresowac żeby na jakis dzwięk przychodziły – to tez pozwala łatwiej odnaleźć zbiegow na gigancie

  2. Haha, opowieść o wesołym spacerze na który kotki wyprowadziły swoje opiekunki 😉
    A tak na serio – one jeszcze młode, więc najgorszy wiek, pstro w głowie, i na prawdę mogą uciec i nie wiedzieć jak wrócić 🙁 Ale powoli nauczą się co i ile można, szczególnie Pepe, bo on to chyba ma ochotę na małą ucieczkę 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *