Oscarowo

Ostatnio miałam niewiele czasu na rozrywkę. Przyznam się, że nie udało mi się nic przeczytać przez ostatnie tygodnie, ale za to, kiedy Jajo przyjechało do domu na ferie, udało nam się wyrwać dwa razy do kina. DWA RAZY!!! Wybrałyśmy się na filmy: „Green Book” i „Faworytę”.

Oba mi się podobały, ale ten drugi bardzo mnie przygnębił. Być może mniej więcej wiecie, o czym jest ten film, więc nie będę streszczać. Ale przerażające jest to, jak w walce o byt, człowiek może być bezwzględny.

Początkowo może trudno mi było wejść w konwencję filmu, bo jednak charakteryzacja postaci raczej kojarzyła mi się z groteską niż z czymś na serio, ale po kilku minutach nie miałam już z tym problemu. Jajo było zachwycone montażem i zdjęciami. Wg niej film zrobiony genialnie.

A ja na początku oczywiście czekałam, kiedy pokażą króla, bo jak faworyta, to musi być królewska. Nie założyłam jednak, że będzie niespodzianka w postaci nieoczekiwanej zmiany płci i zamiast króla pojawi się królowa, zresztą rewelacyjnie zagrana. (Okazuje się, że człowiek jednak tkwi w schematach.)

Natomiast „Green Book” określiłabym raczej jako film pogodny, niosący nadzieję, choć temat rasizmu pewnie zawsze będzie aktualny. Przerażające też wydaje się to, jak różnorodne pod tym względem były (czy może jeszcze są) Stany Zjednoczone.

Oglądaliście może te filmy? A może inne nominowane do Oscara? Moje Jajo założyło sobie obejrzeć wszystkie nominowane w tym roku. Widziała już sporo i jak na razie zachwycona. Ja niestety tylko dwa. Ale muszę koniecznie nadrobić „Zimną wojnę”, bo w kinie przegapiłam. Widzieliście może?

 

10 myśli na “Oscarowo”

  1. “Zimna wojna” moim zdaniem bardzo dobra. Obejrzałam też “Rome” konkurenta Zimnej i nie zrozumiałam zachwytów nad tym filmem. Poza tym, że fajne zdjęcia , bo czarno-białe to nic odkrywczego, a do tego jak dla mnie trochę nudny. “Narodziny gwiazdy” polecam choć trochę depresyjny, ale przemawia i muzyka daje radę.

    1. Moja córka też poleca “Narodziny gwiazdy”. Nie zdążyłam zobaczyć w kinie, ale mam nadzieję, że uda mi się to nadrobić. 🙂

  2. Oba filmy chciałam obejrzeć, ale okazało się, że kiedy dzieci na chwilę wyjechały, to seanse są za późno, żeby wybrać się na nie z mężem, a potem by rano wstać do pracy. Widać jestem skazana na projekcje dla nastolatków. :/

  3. Rzadko chodźmy do kina. Ostatnio “Kler” jesieni, z wiadomych względów 😁Poza tym mamy HBO, HBO GO i Netflix, to w zasadzie wystarczy. “Narodziny gwiazdy” pamiętam z 1979 roku z Barbrą Streisand i Krisem Kristofersonem. Byłam cztery razy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *