Kto włączył sceptyka?

Leosia nie ma jeszcze z nami w domu, a już jest wesoło. Wyprawka dla niego czeka. A najbardziej to chyba czeka Sławek.

Zarzekaliśmy się, że żadnych więcej zwierząt. Żadnych. A tu nagle oboje byliśmy jednomyślni i zdecydowaliśmy się na Leosia. I wydawało mi się, że więcej chęci zawsze było po mojej stronie, ale Sławek mnie zadziwia.

W niedzielę obejrzał kilka filmików, jak przyzwyczaić do siebie koty. W poniedziałek mówi do mnie oburzony:

– Ta kobieta w schronisku mówiła, że Leoś ma katarek. A to nie katarek! Koci katar to groźna choroba!

– Ale go wyleczą – zapewniam.

– On jest malutki, może nie przeżyć – stwierdza mój osobisty optymista. A ja patrzę na niego z niedowierzaniem, że tak się martwi.

We wtorek znów rozmawiamy o Leosiu. Sławek sprawdza stronę schroniska. Zdjęcie kota ciągle jest, a przecież to ma być nasz kot.

– Ty zadzwoń do tego schroniska, bo oni pewnie nas okłamują – stwierdza człowiek z ograniczonym zaufaniem do ludzi.

– Ale w związku z czym nas okłamują? – pytam.

– Pewnie Leoś jest bardzo chory albo dadzą go komu innemu.

– No tak, pewnie do niego kolejka jest – rzucam, ale obiecuję, że zadzwonię i dowiem się, co z kociakiem.

– Kolejka, nie kolejka, ale pewnie zgubili nasz numer telefonu i dadzą go komuś innemu.

Zadzwoniłam do schroniska, by uspokoić mojego cierpliwego inaczej męża. Porozmawiałam z opiekunką. Leoś zdrowieje. Podobno było jakieś załamanie i sytuacja kryzysowa, ale już jest lepiej. Ma ładne oczka i nie smarka, ale ciągle ma podawany antybiotyk. Kobieta zapewniała mnie, że zbada go jeszcze weterynarz i wtedy zadecyduje, kiedy będzie mógł pójść do adopcji. Pytam jeszcze, czy nie zgubili naszego telefonu, bo mąż się martwi. Na szczęście nie. Pani się zaśmiała i obiecała, że jak nie zadzwonimy w weekend, to ona nas powiadomi.

Przekazałam informacje Sławkowi. Odetchnął, ale po chwili znów:

– A jak oni nas okłamują?

Noż! Kto mu włączył tego sceptyka?

Opowiedziałam o wszystkim Jaju, które już nogami przebiera, by wsiadać do pociągu i gnać do domu.

– Muszę szybko, zanim wy kota wychowacie! – powtarza. – Bo Sławek zrobi z niego wojownika.

Tak więc wszystko w naszym domu podporządkowane już chyba kotu, który jeszcze jest w szpitaliku. Tylko Nutuś jakoś nie wykazuje zainteresowania. Nawet nowa kuweta i drapak Leosiowy go nie zainteresowały. Przynajmniej nie w tej chwili.

10 myśli na “Kto włączył sceptyka?”

  1. Doskonale rozumiem Sławka! Też bym się niecierpliwiła! I miała miliard wątpliwości! Ale już weekend i niebawem Loenek będzie w domu! Nie podda się! Tylko trzeba mu przypominać, że ciepły dom czeka! ❤

    1. Nutuś jeszcze się nie bił z żadnym kotem i mam nadzieję, że będzie się trzymał swoich zasad. Oczywiście zrobimy wszystko, by się nie lały. 🙂

      1. Bardziej bym sie obawiała wojowniczej natury Babci😜
        Nutus urodzony pacyfista ja w niego wierze.
        A Sławkowi sie nie dziwie bedzie miał modela do fotografowania!!!

  2. No widzisz jaki los jest przewrotny, Zazdroszczę wyboru. I nowego domownika. Bo miałam dwa koty i wielkiego psa… i cały czas jak mantrę powtarzałam że nasze “staruszki” mają sobie dożyć w spokoju swoich dni…. A tu nagle pod nogami wielkiego psa przełazi kocie ważące niewiele ponad pół kilograma. Chore, odwodnione i głodne. Psica nas opuściła w niespełna dwa tygodnie później a maluch wyzdrowiał i dziś usiłuje unicestwić ozdoby choinkowe 🙂 A ile radości – tv nie oglądam tylko te futrzaste gamonie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *