Zamieszanie z poplątaniem

Dzisiejszy post z lekkim opóźnieniem. Piszę go, spoglądając na zegarek, bo zaraz gnam do Trójmiasta. Przyznam, że kombinuję od dawna, co tu zrobić, by czas rozciągał się jak gumka w majtkach. Nijak nie idzie. Jeżeli ktoś z Was wie, jak to zrobić, to będę wdzięczna za podpowiedź.

U mnie w domu znów są rodzice. Tata jeździ jak z pęcherzem i przewozi ich rzeczy. Nie może się doczekać przeprowadzki, choć mu powtarzamy, że wszystko się załaduje na duże dostawcze auto za jednym razem. Woli chyba trzymać rękę na pulsie albo po prostu dzięki temu szybciej płynie mu czas. U nas trochę odpoczywa, choć oczywiście mama go nie spuszcza z oka i nie ma takiej opcji, by zostawił ją nawet na kilka minut. Od razu go szuka, denerwuje się i klnie jak szewc.

To jest właśnie zaskakujące. Wielu słów nie pamięta, ma problem ze sformułowaniem zdania, ale jeżeli chodzi o wulgaryzmy, to piękna sprawa. Nikt by nie powiedział, że jest chora. Mama wspina się wtedy na wyżyny leksykalne i mówi, co zrobi tacie, jak wróci. A słowo “ja pier…olę” jest niczym sztandar wywieszony nad jej głową.

Tak więc dzieje się. A ja w międzyczasie (o ile on w ogóle istnieje) pracuję i próbuję zorganizować święta. Prezenty prawie wszystkie kupione. Został jeszcze narzeczony Jaja. Tu trudno z pomysłem, ale może dzisiaj wreszcie i to ogarnę.

Tymczasem pozdrawiam Was w biegu i “lecę” do Trójmiasta. Mam zamiar zahaczyć o świąteczny jarmark, o ile wystarczy mi czasu. Uwielbiam takie kiczowate przedświąteczne klimaty. Są najlepsze! A w Waszych miastach też są jarmarki?

6 myśli na “Zamieszanie z poplątaniem”

  1. Ja mam jeden, jedyny prezent zabezpieczony… Na resztę i pomysłu brak, i środków… Poza tym nadal nie wiem co będzie ze Świętami… Nie czuję ich i nie czekam. 😥 Żyję innymi sprawami, które blokują mnie na codzienność. Łatwo nie jest. Może wreszcie coś się jutro wyjaśni… I wrócę do żywych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *