Pierwszy punkt planu odhaczony

Pisałam kiedyś, że chcemy ze Sławkiem przeprowadzić moich rodziców do naszego miasta. Teraz dzieli nas prawie 300 km i przez tę odległość nie jestem w stanie pomóc tacie w opiece nad mamą, a on sam ma coraz mniej siły. Wystarczy, że złapie zwykłe przeziębienie i już będzie problem, bo nie będzie komu kupić chleba.

Ostatnio złamał mu się ząb i nawet nie ma jak pójść do dentysty, bo nie może zostawić mamy samej. Tak się po prostu dalej nie da. Też musi mieć chwilę dla siebie, by odsapnąć. Plan jest więc taki, że po przeprowadzce, znajdziemy opiekunkę, która będzie przychodzić do mamy na dwie godziny kilka razy w tygodniu. Potem zobaczymy, co dalej (boję się wybiegać w przyszłość).

Wczoraj był wielki dzień dla nas, bo wreszcie udało się kupić mieszkanie. Przeprowadzka dopiero w połowie stycznia, ale to już zleci szybko. Najbardziej oczywiście cieszy się tata, bo wie, że nie będzie sam ze wszystkimi problemami. Oczywiście ja też jestem zadowolona, choć wiem, że przy tej chorobie czym dalej w las, tym ciemniej. Nareszcie może będą jeść zdrowsze rzeczy, bo tata ma chyba pięć pozycji w swoim menu i głównie są to gotowe potrawy. Tata niestety nigdy wcześniej nie nauczył się gotować i już raczej to nie nastąpi. Teraz odkrył, że na przykład zrobienie zupy jest bardzo łatwe. Wystarczy torebka z odpowiednim proszkiem i jest obiad. A ja mam w tym momencie ciary na plecach. Bo raz na jakiś czas, to rozumiem, ale nie zawsze proszek albo gotowce. Teraz mam przygotowany dla niego bigos w słoikach (ze swojskiej kapusty). Zawekowałam, żeby miał na kilka obiadów. A jak będzie bliżej, to co drugi dzień im coś ugotuję i będzie dobrze.

Mama się cieszy, kiedy jej mówię, że będę codziennie wpadać do niej na kawkę. Nie wiemy, ile rozumie, ale się cieszy. To najważniejsze.

Tak więc pierwszy punkt planu udało się nam zrealizować. Już niedługo będę mieć rodziców kilka przecznic od siebie. A o następnych punktach na razie nie chcę myśleć. Przyznam, że boję się przyszłości.

12 thoughts on “Pierwszy punkt planu odhaczony”

  1. Ania a są bary z całkiem niezłym żywieniem,gdzie przywożą obiady do domu,czasem w szkołach jest możliwość kupienia na wynos wtedy ewentualnie trzeba by kogoś prosić o doniesienie. U mnie np jest jadłodajnia taka z myślą o osobach starszych, samotnych. Obiad chyba 11,50 i codziennie coś innego i dowożą, może taka opcja jeszcze do tego stycznia?

    1. Tam, gdzie moi rodzice mieszkają, nie ma takich jadłodajni. U nas są, i to sporo. Jest też bar mleczny, więc dopiero u nas to się da jakoś zorganizować. 🙂

  2. Świetna wiadomość, gratulacje. Będzie wszystkim łatwiej.
    Co do zup, może podpowiedzieć, że zupę bardzo łatwo zrobić z mrożonki ? też prawie gotowe 🙂 Udko z kurczaka, mrożone warzywka i obiad gotowy 🙂
    Kiedy rodzice będą bliżej to kłopot ten odpadnie w dużej części, ale taki plan awaryjny ma sens 🙂 Wiem, że niektórzy tez zupy mrożą, gotowe, przez siebie ugotowane.

    1. Mnie się wydawało, że usmażenie kotletów schabowych też jest proste, bo wystarczy rozbić mięso, jajo, bułka i usmażyć. Ale tata twierdzi, że to za skomplikowane, więc zupa z mrożonki to by była dla niego czarna magia. Teraz trudno mi go nauczyć na odległość, bo on nawet nie chce, ale jak będzie bliżej, to mu na przykład nastawię zupę, sam będzie pilnował i może się nauczy. 🙂

  3. Lepiej dla wszystkich. Częściej będziecie się widywać, Ty i Sławek doglądać. Przy TEJ chorobie lepiej nie będzie, wiem bo mąż siostry chorował i postępowała bardzo szybko.
    Martwi mnie tylko Twoja odporność, wytrzymałość na częstsze kontakty z Mamą, bo gdy była daleko, to może trochę mniej bolało…. I ta wszechogarniająca bezsilność.
    Ściskam

    1. Z odpornością nie jest łatwo, dlatego chodzę na terapię. Mam dobre wsparcie ze strony Sławka i panie terapeutki (i oczywiście Jaja, ale ono jest poza domem).

  4. Czytając to miałam ochotę walić głową w ścianę….Wiem co czujesz. Jaka to bezsilność. Nie wiadomo jak zrobić, żeby wszyscy byli zadowoleni. W ciągu kilkunastu miesięcy mój ojciec zaczął gasnąć w oczach. Ewidentnie sobie nie radzi. Tylko że on nie chce od nas żadnej pomocy. Bałagan, pusta lodówka, brak zakupów, To jest tylko dla nas problem. On chodzi trzymając się ściany , ale do lekarza też nie chce się dać zawieźć. Po co , przecież i tak umrze – to jego argumenty i jego teoria.

  5. Anulka wiem że się boisz dlatego żyj choć trochę tu i teraz i ciesz się tym sukcesem. Jestem myślami zawsze z tobą, a mam nadzieję na rychłe spotkanie. To teraz urządzanie i przeprowadzka. To też spore wyzwanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *