Jak ptaszek…

Podejrzewam, że jesteście ciekawi, co słychać u seniorki.

Czasami mnie zaskakuje.

Siedzę któregoś dnia w kuchni i słyszę, jak babcia rozmawia przez telefon.

− Ja odkąd się do wnuczki przeprowadziłam, to nie mam apetytu. Jem jak ptaszek…

I w tym momencie się zakrztusiłam, parskając śmiechem. Babcia mogłaby być przykładem doskonałego apetytu. Na śniadanie wciąga trzy kanapki, a bywa że więcej. Tego właśnie dnia, kiedy skarżyła się na brak apetytu, miałam ochotę zrobić jej zdjęcie albo nagrać filmik. Obraz był taki: Babcia trzymała litrowy słoik na kolanach, wybierała z niego śledzie (zrobione przez mojego tatę) i układała je na czterech kromkach chleba. I to nie był chleb foremkowy, że kromeczki małe. O, nie!

Zaraz po tym, jak babcia skończyła z wielką precyzją układać płaty śledziowe, pokroiła sobie chleb na małe kawałeczki i wciągnęła wszystko.

– No, ale pycha! – skomentowała. Popiła herbatą, zagryzła tabletkami i gitara.

A wspomnę tylko, że Babcia nie może jeść śledzi, bo (niby) jej szkodzą. Ale co tam, raz się żyje. Dla pewności seniorka wyjadła wszystkie śledzie, dzięki czemu miała pewność, że nikt jej ich nie zje. Konkurencja została wyeliminowana w przedbiegach.

Czasami tak sobie myślę, że Babcię można by nagrywać i innym seniorom pokazywać jako wzór staruszki z niezwykłym apetytem. Bo jak jest w domu bigosik, śledzie czy inna rybka albo sałatka warzywna czy twarożek ze śmietaną, to nie ma zmiłuj się. Babcia wykasza konkurencję w ciągu kilku minut. Zjada wszystko do ostatniego okruszka.

I tak po usłyszeniu, jak seniorka rozmawia przez telefon i skarży się, że je jak ptaszek, to od razu próbowałam sobie tego ptaszka zwizualizować. Jakiego obstawiacie?

20 thoughts on “Jak ptaszek…”

  1. Gdyby latał, to pomyślałam o…. strusiu. Co by gabaryt miał większy, to pewnie i żołądek. 😁
    Moja Teściowa też tak miała, siedem kanapek przez cały chleb, często mięso, a jak zrobiłam zupę, to grymasiła i mówiła, że coś mi nie wyszła…. A po powrocie męża ( a Jej syna) prosiła : daj mi kawałek chleba, bo cały dzień nic nie jadłam…. Możesz sobie wyobrazić pytający wzrok mojego męża?

    1. Ha, ha 🙂 Wiem coś o tym. Ja dziś do obiadu miałam między innymi groszek z marchewką, a babcia zanim siadła do stołu, to juz krzyczała, że grochu jeść nie będzie (zjadła oczywiście wszystko). 🙂 🙂

  2. Cos kiedys pisałas że obiad miał byc na dwa dni ale Babcia sie poswięciła i wcisneła w siebie wszystko…😜
    To faktycznie jak pelikan albo strus – o strusiu słyszałam, że ma żelazny żołądek…
    I te teksty do tego:
    – niech Mama/ Babcia tego nie je bo to zaszkodzi!
    – w moim wieku to tyle mojego co sobie pojem!!!
    A potem po tajniacku kuruje sie lekami i steka….
    – A jednak zaszkodziło?
    – to co juz sobie steknąc nie można? Bedziesz w moim wieku to zobaczysz!
    Albo westchnienia…
    – cos sie Mama/ Babcia źle czuje?
    – ja sie tylko wentyluje!

    1. Ha, ha 🙂 Dokładnie tak! Albo jeszcze “muszę wziąć antidotum” czy “najwyżej się pochoruję, ale się nie zmarnuje”. 🙂

  3. ale już wiesz, że ptaszki jedzą tyle ile ważą … a ja widzę w tym szaleństwie metodę 🙂 Seniorka liczy na to , że jak się poskarży że nie je to jej ktoś dobrą wyżerkę przyniesie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *