Rodzinna robota

Muszę Wam koniecznie wspomnieć, nad czym pracuję przez ostatnie dni, a w zasadzie przez ostatni rok.

Przygotowujemy ze Sławkiem wspólną książkę. Będzie to coś w rodzaju przewodnika rowerowego. Piszę, że „coś w rodzaju”, bo nie mamy w planie typowego przewodnika, raczej myślimy o książce, która opowie o naszych wrażeniach z wycieczek. Będzie więc taki mieszaniec – prawie beletrystyczny przewodnik z cudnymi zdjęciami Sławka (rany! Jak to brzmi!). Jak łatwo się domyślić, największym atutem naszej książki mają być zdjęcia.

Cieszę się z tego projektu, choć nie podejrzewałam, że będzie taki pracochłonny. W ciągu roku zapisywaliśmy trasy, które chcielibyśmy opisać, katalogowaliśmy zdjęcia. Teraz to obrabiamy, układamy i wygładzamy. Ułożenie jednej trasy zajmuje mi cały dzień (od rana do wieczora siedzenie przy kompie). Sporo też pomaga Jajo, bo podpowiada różne rozwiązania graficzne i oczywiście zaprojektuje okładkę. Jajo pomogło mi też zaprojektować wygląd stron tytułowych poszczególnych rozdziałów, zrobi drobne grafiki. Powstaje więc rodzinna książka.

I tu mam do Was pytanie. W dobie GPS-ów, bardzo dokładnych map, mapek i różnych aplikacji, czy korzystacie z przewodników? Kiedy to robicie i po co? Co, Waszym zdaniem, jest w nich najcenniejsze?

Gdybyście wybierali się w jakieś miejsce w Polsce, to jakie informacje byłyby dla Was istotne?

Na końcu książki planujemy też załączyć kilka najpiękniejszych zdjęć Sławka w większym formacie. Pomyślałam też, by zebrać wszystkie miejsca, w których jedliśmy, a które warto polecić (podobnie z noclegami). Czy jest jeszcze coś, o czym powinniśmy pamiętać? Będę wdzięczna za podpowiedzi.

Oczywiście nie mamy jeszcze wydawcy, bo praca w toku, ale mam nadzieję, że uda się to doprowadzić do finału.

18 thoughts on “Rodzinna robota”

  1. Fantastyczny pomysł. Ja to chyba nie dzisiejsza jestem, bo w dobie GPS i aplikacji wolę papierowe przewodniki.
    Przed każdym wyjazdem (zagranicznym lub nie) urlopowym kupuję kilka przewodników i cieszę się planowaniem. Planowanie wycieczki nad książkowym przewodnikiem ma dla mnie dużo większy urok i sprawia większą frajdę. Można pozaznaczać podpisanymi klejącymi karteczkami miejsca, które planujemy odwiedzić, żeby je później szybko odszukać😃
    Fajnie, że planujecie opisać knajpki i noclegi – na ten temat zawsze robię bardzo szczegółowy risercz przed wycieczkami. Ale my lubimy uprawiać również turystykę kulinarną, więc siłą rzeczy trzeba się dobrze przygotować.
    Bardzo lubię, gdy w przewodniku znajduję informacje o miejscach, które nie są bardzo popularne wśród turystów, np. mały sklepik z lokalnym miodem, piękny widok na zabytek z nietypowej strony, babcię sprzedającą przy domu serwetki własnej roboty albo dziadka handlującego domowym winem 😃
    Reasumując – gdyby Wasz przewodnik dotyczył okolic Wrocławia to z przyjemnością bym go nabyła 😃 A póki co nadal korzystamy z Niezwykłych miejsc wokół Wrocławia Joanny Lamparskiej.

  2. Ja mało podróżuję, nie będę się zatem mądrzyć. Gdybym sięgała po tego rodzaju przewodnik, pewnie szukałabym wskazówek odnośnie ciekawych miejsc, zabytków, folkloru, kuchni, może trochę ceny w knajpkach….
    Znając talent i zamiłowanie do zdjęć Twojego męża, niecierpliwie czekam na wydane osobnego albumu albo ( i) wernisażu. Powodzenia 😍

  3. Ten projekt na pewno się uda! Super sprawa, bo taki nietypowy, wyjątkowy. Szkoda tyko, że Ania była w Tarnowie i nic mi o tym nie wspomniała, a to przecież rzut beretem!
    Ania, to nie wyrzut, tylko wyraz sympatii. Pozdrawiam

  4. Super, powodzenia! Ja też z mężem pracowałam nad swego rodzaju przewodnikiem i część jest gotowa, ale potem przyszły zawirowania rodzinno-budowlane i temat musiał zostać zawieszony… Mam nadzieję, że nie na zawsze 😉

  5. Ponieważ zawsze podróżujemy z dziećmi to chciałabym aby taki przewodnik zawierał informacje o trudności trasy czy mogą ją pokonać dzieci czy są w pobliżu trasy restauracje bo u mnie chłopcy ciągle głodni może opis jakiejś legendy danego miejsca czy trasy rowerowe są daleko od ruchliwych ulic albo czy są ścieżki rowerowe czy chociaż pobocza. A i może jeszcze jakie ptaszki można spotkać czy inne zwierzaki koniecznie ze zdjęciami Sławka.

    1. Tak! Zdjęcia Sławka na pewno będą. Gorzej z dziećmi, bo w sumie jeździmy takimi trasami, które raczej dla dzieci odpadają.

  6. Czekam z niecierpliwością! Co prawda nie dam rady Was naśladować (moje stawy ostro protestuja na widok roweru) ale może uda sie przerobic te trasy na samochodowe…
    I zobacze na własne oczy to cudne Kociewie…

  7. Rewelacyjna jest taka wspólna praca z najbliższymi … Ja nie rowerowa,a przyczepowo-kempingowa , ale o jedno chodzi- ładnie zobaczyć , przeżyć coś pięknego ,smacznie zjeść I miło się wyspać a często tylko przeżyć coś pięknego i zjeść na łonie natury bułę z pomidorem .Zaglądam do przewodników bardzo chętnie A szczególnie do tych z “życia wziętych ” kiedy widzę , że Ktoś naprawdę tam był.Zdjęcia miejsc dają kopa, że ja też to muszę zobaczyć (A znając Was fotki będą cudne).

  8. Cóż, klika słów “skrobnę” w temacie.
    Otóż jesienią postanowiłem “spenetrować” rowerem okolice znanej miejscowości letniskowej Urle. Wziąłem dzień urlopu (środa) , sprawdziłem w moim służbowym Iphonie pogodę. Pomyślałem, że 24 lata mieszkam na warszawskiej Pradze, a właściwie ciągle jeżdżę w te same znane od lat miejsca, a na Bugiem w okolicach Wyszkowa nigdy nie byłem.
    Poprzedniego dnia zacząłem przeglądać w necie mapy w Google, aby ustalić trasę. Okazało się, że cześć dróg, którymi mógłbym pojechać jest sfilmowana i można dokładnie sprawdzić , za którą chałupą, w którą drogę trzeba skręcić, aby dojechać do pięknego zakola rzeki, którego zdjęcie ktoś wstawił w Google i wyświetla się ono przy przeglądaniu map. Ustalenie trasy zabrało mi dobrych kilka godzin, siedziałem i studiowałem mapy chyba do 3 w nocy.
    Kolejna sprawa to aprowizacja. W internecie sprawdziłem gdzie można coś zjeść na trasie i jak oceniane są bary.
    Wybór padł na Łochów jako początek trasy. Z domu wyjechałem ok godz. 12.30. Po 20 minutach dojechałem do przystanku kolejowego Warszawa Zacisze – Wilno gdzie kupiłem w biletomacie bilet Kolei Mazowieckich do Łochowa i z powrotem. Do pociągu wsiadłem (wraz z rowerem) o 12. 50 i po godzinie wysiadłem na stacji w Łochowie.
    Odnowiony budynek dworca, ku mojemu zaskoczeniu przypomina jako żywo synagogę (niestety w Internecie nie ma o jego historii zupełnie nic). Po jego obejrzeniu udałem się do bary Smak (budy przy peronie), która akurat w sieci miała najlepsze notowania. Zamówiłem kebab i w trakcie czekania zorientowałem się, że dobrze trafiłem, bo zanim odebrałem swoją porcję na plastikowym talerzyku zauważyłem, że miejscowi też wpadają do baru i wynoszą dania do domu w pojemnikach ze styropianu, co raczej dobrze świadczy o jedzeniu z “budy przy peronie”. Po zjedzeniu dziecinnej porcji “junior” za 12 zł (notabene większej niż drugie danie w mojej firmowej kantynie) ruszyłem w trasę. ok 4 km wzdłuż DK62 – trochę po ścieżce, trochę po chodniku dojechałem do wsi Gwizdały, w której zjechałem na lokalną drogę do Kamieńczyka (która podobnie jak DK62 też jest w Google sfilmowana). Po ok 4 kilometrach dojechałem do wsi Nadliwie gdzie rzeka Liwiec dochodzi do drogi. i jest fajne miejsce na odpoczynek. Dzięki obejrzeniu filmu w sieci, zapamiętaniu trasy a także aplikacji Google maps w telefonie, już drogą leśną dotarłem nad piękne zakole Bugu odległe od wsi Nadkole o ok 3 km. Spędziłem tam ok 1 godziny odpoczywając robiąc zdjęcia i napawając się pięknym widokiem.
    Z tego miejsca wróciłem na asfaltową drogę lokalną w kierunku Kamieńczyka. Drogą tą przejechałem na drugą stronę rzeki Liwiec i na ok pół godziny zatrzymałem się na dość wysokim moście, z którego rozciąga się wspaniały widok na łąki i lasy (miejsce gdzie Liwiec wpada do Bugu). Stamtąd przez lasy wróciłem lokalną asfaltową drogą do stacji kolejowej Urle oddalonej od Kamieńczyka ok 12 km. Do Warszawy wracałem pociągiem, który odjeżdżał z Urli o ok godz 19. (Po drodze zahaczyłem jeszcze o kompleks Loretto (sanktuarium, dom opieki i ładny rozległy teren połozony w lasach nad Liwcem.
    Istotne informacje na takiej trasie (z dojazdem i powrotem ze stacji W-wa Zacisze – Wilno razem ok 30 km na rowerze) to:
    Sama trasa: O ile drogi lokalne, którymi przejechałem ok 15 km to wspaniała jazda po asfalcie, bo nie ma na nich praktycznie żadnego ruchu – spotkałem tylko 2 traktory i kilka samochodów, o tyle jada wzdłuż DK 62 (nawet chodnikiem) nie jest zbyt przyjemna, bo na tej drodze panuje spory ruch z 50% udziałem pojazdów ciężarowych .
    Aprowizacja: Co i gdzie można zjeść, ile i czego zabrać ze sobą do pica (3x 0,5 litra wody i soków okazało się za mało) , co do jedzenia – kanapki ciastka owoce.
    Rower – jak znosi jazdę po asfalcie i po terenie (aby zobaczyć coś ciekawego czasem trzeba w lesie i po piachu przejechać kilka ładnych kilometrów.) Z kolei “góral ” do tego jeszcze załadowany nie jest dobrym wyborem na asfalt. Poza tym przed każdą dłuższą wycieczką warto go sprawdzić, czy wszystko w nim gra.
    Jak się na wycieczkę ubrać i co oprócz jedzenia i picia zabrać ze sobą (na pewno koniecznie sprawną pompkę)
    Miejsca warte odwiedzenia. Warto o nich poczytać przed wyjazdem i zaplanować sobie co, i w jakiej kolejności obejrzymy.
    Reżim czasowy – warto przynajmniej oszacować ile czasu i na co będzie nam potrzebne.

    Tyle moich reminiscencji z wypadów rowerowych nad Bug w okolicach Wyszkowa i wycieczek Łochów- Kamieńczyk Urle odbytych w środy 12 września, 19 września i czwartek 11 października (po tym samym terenie nieco tylko innymi trasami) oraz niejako ich “pokłosiem” – wycieczkami z żoną, już samochodem w niedziele 7 i 14 października (z konsumpcją pierogów w ośrodku Nadliwie) – trasa ok 135 km x 7,5l /100 km x 5 zł = ?
    Rowerem to 95 km koleją + 30 rowerem (bilet “emerycki” – 18 zł , kebab w Łochowie 12 zł , Lody Magnum w sklepie w Kamieńczyku 6 zł napój 0,5 l Tymbark – 2 zł . W tygodniu poza weekendem jedyny bar w okolicach Urli nieczynny !

    pozdrawiam

  9. Sorry zapomniałem o sprzęcie:
    1 wycieczka Urle – Romet Trecking model 1995 – damka (były rower żony) biegi 3 patelnia x 6 piasta , przerzutki Shimano SIS , ogumienie zużyte 28′ x 35 mm (28 x 1 i 3/8) (pierwotnie miał (28 x 1 1/4 )
    2 wycieczka Urle – Sprick model 2015 – damka (były rower córki). Duży i ciężki rower miejski – z aluminiową ramą przerzutką w piaście Shimano 7 biegów, dynamo w piaście przedniej Shimano , amortyzator przedni (zamiast widelca) oświetlenie halogenowe.
    3. wycieczka Urle – Romet Trecking model 1995 (po wymianie opon na nowe)
    4. wycieczka po Warszawie ok 20 km w 1,3 godz – Peugeot Saint Ropez model 1987 (aktualny rower córki) Damski rower triatlonowy/szosowy wintydż (normalny kierownica, damska rama), biegi: 2 patelnia x 5 piasta , przerzutki Shimano SIS , ogumienie zużyte 28’x 21 mm – szytki Hutchinson Refleks, (po wymianie tył Vittoria Rally 28’x 22 mm) obręcze aluminiowe Mavic, waga roweru ok 9,8 km (stalowa rama, ale bardzo lekki)
    5. Naprawy w sezonie 2018 :
    Sprick – wymiana dętki tylnej, Romet – wymiana dętki tylnej, łatanie dętki tylnej, łatanie dętek przedniej i tylnej oraz wymiana opon na nowe, 3x regulacja hamulców i piast.
    Peugeot – zalanie szytki przedniej mleczkiem CafeLate Marieposa (serwis nie chciał tego zrobić, po trzech miesiącach wciąż bezawaryjna jada po przebiciu drobnym szkiełkiem),
    Zalanie szytki tylnej tym samym mleczkiem , niestety po ok 3 tygodniach nagłe utraty ciśnienia (rower był kupiony w lipcu jako używany i szytka była lekko uszkodzona).
    We wrześniu po zakupie nowej szytki w Decathlon (75 zł) serwisy w Warszawie nie miały kleju i po zakupie kleju w Decathlon (15 zł) samodzielna wymiana szytki. Zgodnie ze sztuką trwa to 3 dni . 24 h napinanie/ rozciąganie szyki na kole + 24 h suszenie szytki i obręczy zagruntowanej klejem + 24 h do użycia po właściwym przyklejeniu szytki do obręczy (na razie) jazda bezawaryjna – córka jest bardzo zadowolona z tej wyścigówki, która w mieście sprawuje się świetnie, a do samochodu wrzuca się ją bez problemu.
    Ja w sezonie zrobiłem od 900 – 1100 km głównie rowerem Romet

    pozdrawiam

    1. Bardzo dokładna relacja. Takie wskazówki są ważne. Ja w tym sezonie mam 1450 km zrobione. Miałam nadzieję, że uda mi się pokonać 1500 km. Trochę brakło, ale w przyszłym sezonie trzeba będzie się spiąć, by co roku było lepiej. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *