Pogrzebać (nie) każdy lubi

Nie wiem, jaki macie stosunek do grzebania w ziemi. Ja, kiedy byłam nastolatką, nie cierpiałam tego. A moi rodzice zawsze mieli działki. ZAWSZE! Tata był (i jest) zapalonym działkowcem. Eksperymentował z różnymi roślinami. W latach siedemdziesiątych zdobył jeden krzaczek borówki amerykańskiej. Rozmnożył ją. Pamiętam, jak potem sprzedawał pierwsze owoce. W czasach komuny sprzedawanie czegoś, co miało w nazwie „amerykańskie” było dość ciekawe.

Pamiętam, kiedy rodzice jeździli na działkę, to zawsze chcieli mnie i brata zabierać ze sobą, abyśmy im pomagali. Oj! Ile ja wtedy miałam nauki! Tak się zawsze „niefortunnie” składało, że nie mogłam jechać, bo sprawdzian, praca klasowa lub zadanie domowe. No, nie mogłam przecież porzucać nauki na rzecz wyrywania chwastów, prawda? Czasami też brzuch nagle rozbolał albo głowa. Nawet śmiem podejrzewać, że miałam alergię na słowo „działka”.

Moja niechęć do grzebania w ziemi i zajmowania się roślinami była ogromna. W moim pokoju żaden kwiatek nie przeżył  dłużej niż miesiąc. Nawet bardzo odporne kaktusy padały z pragnienia. I gdyby wtedy mi ktoś powiedział, że też będę mieć ogródek, to musiałabym mu parsknąć śmiechem prosto w twarz. Nigdy w życiu! Bleeee!

No, zarzekała się żaba błota. Od sześciu lat mam ogródek przy domu. Mikroskopijny, bo mikroskopijny, ale jest. To tu odkryłam, że fajnie mieć jednak jakieś owoce i kwiaty pod ręką. Ale jakby mi ktoś proponował działkę, to dalej bym się pukała w czoło.

A jednak…

Zostałam niedawno członkiem Związku Działkowców. Delektuję się tymi słowami. JESTEM DZIAŁKOWCEM. Genów jednak nie wydrapiesz. Mój tata chciał ogródek działkowy, by poprzenosić swoje najcenniejsze roślinki do Starogardu i by mieć azyl, gdzie mógłby odpoczywać. Mamy więc działkę, której właścicielką jestem ja i po prostu nie wierzę. Ponadto podziwiam spryt i przebiegłość mojego rodzonego taty, jak to podstępnie „ożenił” mnie z działką. Ale wyobraźnia mnie już pognała na tę działeczkę, bo jest tam szklarnia, więc wiosną będę sadzić pomidory i paprykę! Zrobię mały warzywnik! Posadzę też sałatę i ogórki! Będę mieć własną rzodkiewkę, rabarbar, pietruszkę i koperek…

I tak sobie myślę, że jednak się starzeję. Jajo sceptycznie patrzy i dziwi się. Powtarza, że nigdy w życiu żadnej ziemi. A ja od razu mam deja vu.

A jak u Was jest z miłością do ziemi? Lubicie sobie pogrzebać czy nie? Bo takie „swojskie” warzywka to pewnie każdy lubi. Mają inny smak niż te z supermarketów, to wiadoma sprawa.

 

PS  Przypominam, że w najbliższy weekend będzie mnie można spotkać w Krakowie! Zapraszam!

14 myśli na “Pogrzebać (nie) każdy lubi”

  1. Niestety, muszę Cię zmartwić, ale jest to chyba objaw pojawiający się z wiekiem. Moi rodzice też mają działkę i nigdy mnie to nie interesowało. Gdy mój mąż postanowił na wsi wybudować domek, to można powiedzieć, że nie byłam zadowolona. Przez pierwsze parę lat sam kupował roślinki, dbał o nie, w ogóle mnie to nie interesowało. A teraz, ogródka warzywnego nie mam (jeszcze), ale sama gonię to szkółki po rożne rośliny i zachowuję się jak dziecko w sklepie z cukierkami. 🙂
    Maliny, poziomki, borówki, itd. Smak owoców z własnego ogródka jest zupełnie inny niż ze sklepu.

  2. My zakładamy wodę na działce, marzymy żeby tam coś sadzić i zbierać, tyle że działka duża, na kredyt i niby budowlana (wg papierów budowlana, ale kiedy my się tam wybudujemy i czy w ogóle…). Ogrodzić ją trzeba, przyczepę kempingową wyremontować… Drzewa owocowe ze cztery chociaż posadzić… Prąd pociągnąć.
    Wydawało się nam, że jesyeśmy stworzeni do życia w mieście, ale odkąd tam jeździmy to mamy nieodparte wrażenie, że jedziemy “do siebie”, że właśnie wracamy do domu (choć fizycznie domu tam nie ma, majaczy w marzeniach). Grzebać w ziemi lubimy tam, choć na razie z marnym skutkiem, ale trzeba sobie szczepienie na tężec odświerzyć, bo jak weźmiemy się do pracy tam, to wióry lecieć będą. !) pozdrawiam!

  3. Potwierdzam, Aniu, to dopada człowieka z wiekiem! Przez całe dzieciństwo zmuszano mnie do pracy w polu, w ogródku i tego nie cierpiałam. Teraz chętnie bym sobie pogrzebała (kwiatki do tej pory mi umierają, niestety, nawet kaktusy!), ale ogródka nie mam. Ale… musimy kupić większe mieszkanie, może i ogódek się trafi!

  4. Ja konsekwentnie nie znoszę grzebania w glebie. Zabetonowałabym całą działkę byle nie kopać, nawozić, odchwaszczać itd. Gdyby nie okoliczne koty najchętniej wysypałabym wszystko piaskiem z plaży, ale nie będę przecież mieszkać w kuwecie 😉 Podziwiam tych, co umieją i lubią.

  5. No to witam w klubie….Jak mama kazała mi wyplewić marchewkę wydarłam z ziemi całe zielsko – marchewkę też. Miałam spokój na cały sezon.Kupując dom krzyczałam, że nie jestem kura (SIC!) i w ziemi grzebać nie będę – miał być trawnik i jeden iglak…. teraz nie mam już gdzie wcisnąć kolejnego kwiatka 🙂

  6. Znajoma zdradziła mi tajny sposób na to, żeby ojciec nigdy więcej nie brał mnie na działkę. Wykorzystałam ten pomysł. Miałam chyba 17 lat zgodziłam się jechać ba działkę i plewić, Wydarłam ojcu z ziemi całą grządkę buraków udając iż myślę, że to chwasty, prawie zszedł na zawał… Nigdy więcej nie musiałam jeździć na działkę, jednak karma wraca… Kiedy ciut wydoroślałam zapragnęłam mieć działkę i… to teraz jest to marzenie niespełnione, wręcz nieosiągalne!
    Tak bywa…

  7. Od dziecka lubię pracę w ogrodzie. Pomaga zebrać myśli lub nie myśleć wcale. Rośliny mi rosną, bo z nimi rozmawiam. Niebawem będę projektowała ogród od początku bo ruszyła budowa domku.

    1. Dzięki bo juz myslałam, że tylko ja taka nienormalna jestem i od dzieciństwa lubie działke.
      A może przeszło z genami – dziadek miał 3 działki?
      Mamunia nigdy nie lubiła grzebac w ziemi ale oficjalnie tego nie zdradzała oferując pomoc i razem z chwastami wyrywajac całą marchewke. Wiadomo następnym razem oferowano jej leżak. Nie byłam więc przymuszana do robót działkowych a jak nie było przymusu to była chęć….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *