Kolejna bitwa

Stoczyliście kiedyś walkę z chmarą potworów? Mnie się przytrafiło niczym ślepej kurze ziarno.

W zeszły weekend pojechaliśmy zawieźć manatki Jaja do Wrocka. Jajo zostało w domu, bo już by do auta się nie zmieściło, tyle tych bagaży było, a ponadto mogło wrócić tydzień później, więc zostało na straży babci i kota.

A my pojechalim….

Wchodzimy do mieszkania Jaja. To nasza pierwsza wizyta w nowym miejscu, więc ciekawa jestem, jak się tu Jajo ze współlokatorką urządziły. Wiem, w którym pokoju mamy zostawić bagaże, więc wszystko ustawiamy pod ścianą. Potem legliśmy ze Sławkiem na łóżku. Odpoczywamy. I nagle patrzę: jeden mól, drugi mól. Zaczynam klaskać. No, ale się nie przejmuję, leżę dalej.

– Mogę zobaczyć pokój twojej współlokatorki? – pytam Jajo przez telefon. Zezwala, więc idę zobaczyć. Ładnie. Ale znów mole, więc mówię Jaju, że mają sporo moli. Jajo wystraszone. Że jak to? Że skąd, bo jak się wprowadzały, żadnych żyjątek nie było. Ponadto koleżanka była w mieszkaniu z rodzicami w sierpniu.

– Mamo, kup coś na mole i spryskaj, co? – prosi. – Bo jak przyjedziemy to będzie już któreś pokolenie dorastać.

Jedziemy więc do sklepu, bo i tak Sławek ma naprawić Jaju kontakt, musimy parę rzeczy dokupić. Wracam z wiaderkiem środków na mole spożywcze i ubraniowe, bo nie wiem, które tu zamieszkały. A wprawę mam, przecież stoczyłam już walkę z szerszeniami i osami, więc co mi tam takie mole.

Dobra. Mam w dłoni dwa spreje. W prawej na ubraniowe, w lewej na spożywcze. Najpierw załatwiam pokój współlokatorki Jaja. Potem wchodzę do kuchni. Otwieram pierwszą szafkę. Dwa, trzy mole. Drobnostka. Prysk, prysk. Potem druga szafka.

– Łaaaa! – wrzeszczę i biegnę do Sławka, a serce mi łomoce. – Całe stado!

Moje lekko podstarzałe oczyska w życiu nie widziały tylu moli na raz! Wracam do kuchni na lekko ugiętych nogach. Jestem gotowa do ataku. Pryskam sprejami. Niestety tylko wkurzam szkodniki. Dobra, czas zlikwidować ich legowisko. Wrzucam do wora żywność z szafek. Podnoszę paczkę słonecznika, rozpada mi się w dłoniach.

– Łaaaa! – znów wrzeszczę, ale nie uciekam. Wszystko się rozsypuje. Tu miały gniazdo. Przechodzę więc do jego utylizacji. Mole wściekłe latają po całej kuchni. Chyba wpadły w panikę i czują swoją przegraną. Ohydztwo! Spakowałam wszystko do wora i na śmietnik. Przed wyjściem z domu spryskałam jeszcze wszystko dokładnie. Co chwilę oczywiście zdawałam relację na żywo Jaju i przesyłałam zdjęcia z akcji.

– Mamuś, dzięki! Jesteś dzielna. Dobrze, że z wami nie pojechałam, bo bym i tak wróciła. Nie zostałabym z tymi molami pod jednym dachem.

Jajo z koleżanką pojechały do mieszkania po tygodniu. Podobno niektóre niedobitki przeżyły, więc walkę musiały dokończyć. Miały z pewnością niezłe sprzątanie, bo wszystkie szafki trzeba było dokładnie umyć i jeszcze raz spryskać.

Na koncie mam więc nie tylko szerszenie i osy, lecz także całkiem niezłe „stado” moli spożywczych.

12 thoughts on “Kolejna bitwa”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *